PDA

Zobacz pełną wersję : Dziennik Whisperów



Strony : [1] 2

Whisper
12-01-2005, 19:49
CZYTELNIKU - PAMIĘTAJ:
Możesz wpisywać swoje komentarze tylko w Komentarzach do Dziennika Whisperów (http://www.murator.com.pl/forum/viewtopic.php?t=39409)

Wszystko zaczęło się dawno temu ;-) No nie, tak zaczynają sie wszystkie dzienniki. Jak bajka. A rzeczywistość tę bajkę powoli sprowadza do bardziej przyziemnych rzeczy - tu kilkadziesiąt ton stali niepotrzebnie wrzuconej w zbrojenia fundamentów, tu majster krzywo stawiający ściany, tu sąsiadka nasyłająca Urząd Skarbowy... Nieeee... myślmy pozytywnie. Nic takiego nas nie spotkało i nie spotka. Stali w fundamentach mam niedużo, majstra będę pilnował a zamiast sąsiadki mam sąsiada. Ma co prawdę żonę, ale po pierwsze maam nadzieję że potrafi ją utrzymać krótko, po drugie żyję z przyszłymi sąsiadami raczej w zgodzie, po trzecie nie boję się Urzędu Skarbowego, bo pracę mam oficjalną a poza tym i tak będę budował na kredyt.
Ale wróćmy do początku.
Wszystko zaczęło się dwa lata temu, w okolicach Bożego Narodzenia, kiedy wpadł nam (ja - Whisper, ona - Luśka) do głowy pomysł na kupienie mieszkania i pakowanie pieniędzy w raty z banku zamiast obcym ludziom za wynajem. I jak zwykle to bywa okazało się, że w sumie to może by tak dom wybudować? W końcu każde z nas marzyło o domu od zawsze... Po dłuższym przestoju spowodowanym samym upajaniem się tą myślą i niekorzystną porą roku zaczęliśmy szukać działki. Najlepiej na południe od Warszawy, bo i pracuję po południowej stronie miasta i tak jakoś z tą stroną bardziej związani oboje jesteśmy. Szukaliśmy w ogłoszeniach, ale raczej nędznie to wyglądało. Pojeździliśmy też trochę po okolicy trasy na Kraków, ale wciąż słyszałem, że "dalej niż Mroków to ja się kategorycznie nie zgadzam". Ponieważ jestem raczej człowiekiem układnym, a poza tym z babą kłócił się nie będę, przyjąłem to do wiadomości. Niestety 1000 metrowa działka w tych okolicach oznaczała przy najmarniej jakieś 60 tys. złotych. Oczywiście było to te gorsze 60 tysięcy, czyli takie, których nie mieliśmy.
No i kiedyś, w październiku Luśka znalazła ogłoszenie o działce w okolicach Tarczyna (który nota bene jest dalej od Wawy niż Mroków). Jako że akurat przejeżdżaliśmy niedaleko, postanowiliśmy wstąpić i obejrzeć. I tak za daleko, działka dużo większa niż planowaliśmy, ale nic to.. obejrzymy sobie, pogoda jest ładna. No to zaczynamy rzucać datami.
17.10.2003.
http://whisperjet.republika.pl/dziennik/Image008.jpg
Staliśmy sobie przed zamkniętą bramą i podziwialiśmy. Akurat na działce obok trwała budowa i sąsiad widząc nas mówi "Państwo sobie przejdą przez płot, co tak będziecie z daleka oglądali". No to przeleźliśmy... No i jak już dojechaliśmy na miejsce, to okazało się, że TO TU. Działka 1800m. kw., ogrodzona (siatka zardzewiała ale jest), a na końcu działki kilkanaście brzóz. I to pięęęknych. Poza tym parę brzóz przy wjeździe, jakieś resztki fundamenciku pod nigdy nie powstały domek letniskowy przy płocie a na środku ogromna kępa jakichś dziwnych krzaczorów. Na końcu działki studnia głebinowa, podobno działająca. Na działce też studzienka wodociągowa. Prądu brak, ale sąsiad ma tymczasowe przyłącze podciągnięte od jego sąsiada z tyłu i "by pożyczył", poza tym według niego prąd będzie tu dość szybko.
http://whisperjet.republika.pl/dziennik/Image013.jpg
http://whisperjet.republika.pl/dziennik/Image059.jpg
W samochodzie zaczęliśmy kombinować, że może by tak... kupić? W końcu Mroków a okolice Tarczyna to raptem jakieś 5-8 km, w dodatku trasa na Kraków jest w tym miejscu dwupasmowa, parę kilometrów to raptem kilka minut jazdy. Po dwóch dniach wróciłem na działkę sam i porobiłem parę zdjęć, żeby rodzinie pokazać ;-) a jeszcze tego samego dnia wieczorem (właściwie to już noc była ) przyjechaliśmy zobaczyć jak to wygląda po ciemku. Wyglądało... ciemno.

Whisper
12-01-2005, 20:06
W ciągu kolejnych dni zaliczyłem wizytę w Urzędzie Gminy, żeby obejrzeć plan zagospodarowania terenu. Jest dobrze - teren pod zabudowę mieszkaniową, tyle że kawałek działki od nowego roku będzie leżał w strefie ochrony archeologicznej, bo w nowym planie się coś zmienia. Być może będą potrzebne będą badania archeologiczne. Nie rusza mnie to wcale.
Umówiliśmy się z właścicielem. Z jego ceny 6$ za metr, czyli wtedy ok. 43tys. zszedł do 37 tys. i ani grosza w dół. Ja zaproponowałem 25 tys. Można powiedzieć, że się obraził. Rozstaliśmy się raczej mało serdecznie, aczkolwiek bez palenia mostów.
Po dwóch dniach próbuję się z facetem skontaktować, żeby negocjować dalej, ale on akurat pojechał pokazać komuś tę działkę. Zrobiło nam się ciepło...
Po kolejnych dwóch dniach zadzwoniłem, przez telefon powiedziałem, że biorę teraz-już-zaraz i daję 36tys. Jeszcze tego samego wieczora zapłaciliśmy zaliczkę (czy może zadatek?) i podpisaliśmy umowę przedwstępną. Ufff... do końca nie byliśmy pewni czy facet się nie wykręci, bo osobnik to specyficzny, długo by pisać...
Z marszu zacząłem w Sądzie w Grójcu załatwiać wypis z ksiąg wieczystych potrzebny do notariusza. Przy okazji tego samego dnia podskoczyłem do faceta i wziąłem klucz od bramy. No przecież to nasze włości właściwie :-)
Następnego dnia korzystając z faktu, że mam klucz, pojechałem na działkę. Luśka akurat raczyła wyjechać w podróż służbową, więc ja sam, uzbrojony w mały sekatorek, zaatakowałem krzaczory na środku działki. Makabra. Zielsko nazywa się wilczomlecz i z pięciu małych krzaczków rozrosło sie na jakies 100m kw. w poziomie i ok 2 m w pionie. Wyciąłem w siąpiącym deszczu jakieś 10m2 przy okazji zdając sobie sprawę, że w środku tych chaszczy wyrosło sobie dwumetrowe drzewko...
Parę następnych dni to dalszy ciąg wycinania badziewia... Tym razem dołączyła Luśka. Trwało to ładnych parę dni, w końcu zostało tylko "ściernisko".
Po tygodniu od złożenia papierów w sądzie nastał czas odebrania wypisu z ksiąg wieczystych. Wybrałem się do Grójca tylko po to, żeby okazało się, że zmieniała się jakiś czas temu numeracja ksiąg wieczystych i przygotowano mi nie ten odpis... Nie ma sprawy, za tydzień będzie ten właściwy.
W połowie listopada zaliczyliśmy pierwszą wizytację - rodzina Luśki. Oczywiście wszystkim bardzo się podoba. Przy okazji nawiązałem krótką pogawędkę z sąsiadem przez płot, który jest na etapie stanu surowego otwartego D08. Ponieważ projekt był wciąż dla nas sprawą otwartą, zaproszenie na salony D08 zostało przez nas przyjęte z dużą ochotą. Spodobało mi się, Luśce mniej. Dobra, będziemy szukać jakiegoś projektu.
14.11.03 Mam wypis z ksiąg wieczystych! Tym razem właściwy. Od właściciela biorę jego papiery i trzeba zacząć załatwiać akt notarialny.
Zabrała się za to Luśka. Kancelaria ma odzwonić tego samego dnia czy dostarczyliśmy wszystkie papiery. Nie oddzwaniają. Następnego dnia telefon ponaglający - taak, oczywiście, za chwilę oddzwonią. Nie oddzwaniają. Ponowny telefon z ponagleniem - ta sama historia. Zmieniamy kancelarię.
Nowy notariusz działa dużo sprawniej, aż zbyt sprawnie... No i masz babo placek. Albo chłopie działkę. Rolną. Budowlaną. Niby budowlaną ale trochę rolną. Okazuje się, że nasza działka pomimo tego że jest przeznaczona pod zabudowę, to w myśl jakiegoś tam prawa podlega możliwości pierwokupu przez Agencję Nieruchomości Rolnej. I żeby wszystko było zgodnie z prawem (na co nalega kancelaria notarialna), musi być umowa warunkowa, z informacją do ANR, a nuż będą chciali kupić? Mają na to miesiąc... No trudno.
25.11.03 Podpisujemy warunkowy akt notarialny. Niby jesteśmy właścicielami, ale nie do końca.
8.12.03 Dzwoni (teraz już były) właściciel i mówi, że dostał pismo z Agencji. Nie chcą kupić. Łojezu jak dobrze.
15.12.03 Podpisujemy ostateczny akt notarialny. Tośmy teraz obszarnicy pełną gębą.

Whisper
12-01-2005, 20:17
Trzeba iść za ciosem. Tuż przed świętami dzwonię po geodetach. Rozpiętość od 550 do 1500 zł za zrobienie tych-mapek-co-to-są-potrzebne. Bierzemy tych za 550 (Grójec). Mapki zrobią gdzieś w okolicy 10 stycznia. Mówię, że tam zamknięte, więc trzeba by się jakoś umówić - tak, oczywiście, oni zadzwonią żeby razem to pomierzyć.
2004
W połowie stycznia dzwonię do geodetów. Mapki już są. No dobra, poradzili sobie jakoś sami. (Po jakimś czasie doszedłem do tego, że oni nic nie mierzyli. Wzięli mapki ze składnicy, pewnie się przejechali na miejsce i stwierdzili że chyba się nic nie zmieniło, przybili pieczątkę i zainkasowali gotówkę.)
Luty 2004 Trochę impet osłabł. Jadę do Zakładu Energetycznego dowiedzieć się, co z prądem. Oczywiście nie mam wszystkich papierów - potrzebny jest wypis i wyrys do planu zagospodarowania (może być ten stary, którego obowiązywanie się właśnie skończyło). Jadę do Tarczyna, składam odpowiedni wniosek.
Tu generalna uwaga. Byłem i jestem pod autentycznym wrażeniem jeśli chodzi o załatwianie formalności w urzędach, w których miałem okazję to robić (czyli Tarczyn, Konstancin, Piaseczno). Jest... miło. Wszyscy są cholera uprzejmi tacy, przytrafiło mi się przyjechać w dzień bez przyjęć interesantów i skończyło się to tym, że "skoro Pan już jest to załatwimy, po co drugi raz ma Pan przyjeżdżać". Na początku byłem w szoku, teraz się trochę przyzwyczaiłem. W każdym razie moje uznanie za przykładne wypełnianie obowiązków urzędnika :)
Po czterech dniach papierki z Urzędu Gminy już są, składam wniosek o warunki przyłączenia w Zakładzie Energetycznym. Decyzja do odbioru za dwa tygodnie.
W międzyczasie zastanawiamy się nad projektem. Założenia - parterowy, kompatybilny z feng-shui ;) i taki, zeby nam pasował. W końcu udaje nam się znaleźć coś, co przypomina uroczą stodołę z niskim dachem ;-), i co po wielu przeróbkach by nam pasowało. Jedziemy na działkę i wydeptujemy kształt domu w śniegu. I okazuje się, że okna sypialni wypadną nam 5m od betonowego płotu, którym uszczęśliwił nas sąsiad :( i 10m od ściany jego garażu. A w dodatku nasza urocza stodoła nie ma garażu. A jakby garaż postawić oddzielnie, to nie będzie gdzie postawić szamba. Albo butli z gazem. Po długich dyskusjach dochodzimy do wniosku, że przerabiamy D08 Muratora. I to przerabiamy doszczętnie ;-) Zmieniliśmy obrys ścian zewnętrznych, garażu, przeznaczenie i układ pomieszczeń, dach. Z wersji pierwotnej został ogólny kształt, no i to, że parterowy ;-)
Marzec 2004 Zaczynam rozmowy z architektem - zresztą kolegą z pracy, który mając uprawnnienia robi takie rzeczy po godzinach. Da radę, ale za dwa miesiące, cena jakieś 5000. No tak, ale my chcemy JUŻ! Nic to, będziemy szukać.
Odbieram warunki przyłaczenia z ZE. Termin na 31.03.2006, czyli standardowe dwa lata, ale jeśli będą robili obok, to zrobią nas wcześniej. A że sąsiad obok ma termin na kwiecień 05, a parę działek wcześniej przy tej samej uliczce termin jest na listopad 04, to sprawa wygląda dużo przyjemniej.
W międzyczasie (same międzyczasy miałem) szukamy architekta. Kolega kolegi jest architektem w Kielcach i za projekt indywidualny wziąłby... 10-11 tys. plus VAT. No to chyba jednak będę robił u kolegi z pracy... Szykuje nam się spore opóźnienie :(
Pod koniec marca mamy na działce konsultanta do spraw feng-shui. Ponieważ w odróżnieniu od Luśki ja jestem sceptykiem, jesli o to chodzi, to informuję tylko, że obejrzał działkę, pomachał różnymi przyrządami, zerknął na nasz wstępny plan domu, dał parę rad, zainkasował 600zł i tyle.
Następne parę miesięcy to prace nad projektem, ciągnące się niczym guma od majtek. Opadł nam trochę entuzjazm, rozpoczęcie w roku 2004 stoi pod znakiem zapytania.
Gdzieś w maju kupiliśmy blaszak do trzymania tych-wszystkich-rzeczy-które-się-trzyma-na-działce. 1600zł z transportem i montażem. Zapełniliśmy go szybciej niż mogliśmy to sobie wyobrazić.
Jakoś w tych okolicach powstała również najważniejsza budowla - kibelek. Jestem dumny z mojego dzieła.
http://whisperjet.republika.pl/dziennik/p6222523.jpg

W lipcu nasz architekt daje znać, że trzeba ruszyć sprawę badań archeologicznych (bo tak mamy to zapisane w planie zagospodarowania). Rozmawiał telefonicznie z wojewódzkim konserwatorem zabytków w Radomiu (Tarczyn podlega pod radomskiego konserwatora zabytków, chociaż jest w powiecie piaseczyńskim, i do Warszawy jest 35 km zamiast 70 do Radomia, ale cóż...) i wychodzi na to, że niezbędne są do zrobienia badania i mogą kosztować nawet do jakichś 30-40 tys. Jak można się domyślić, byłem bliski stanu przedzawałowego, architekt też mówił, że przysiadł. No nic, pojadę do Radomia, bo przez telefon to nie rozmowa. W końcu to nie cała działka leży na terenie gdzie trzeba zrobić badania, tylko pół działki. Poza tym może wystarczy zrobić tylko pod przyszłym domem? W Radomiu archeolog spojrzał na warunki, mówi że on to by w sumie dał tylko nadzór, ale skoro jest w warunkach, to trzeba zrobić badania, ale można zrobić tylko sondażowe, co on ocenia na jakieś max. 10.000zł , może uda nam się nawet za 5.000zł. Noooo... to inna rozmowa. Szukamy i dzięki jednej z forumowiczek (dzięki Marcenko) trafiamy na archeologa, który robi nam badania własną w jeden dzień i bierze za to raptem 700zł.
http://whisperjet.republika.pl/dziennik/p8073300.jpg
Polecam: Marek Czarnecki, tel.0-502 091748. Bardzo zadowoleni jesteśmy ze współpracy. Potem zawożę do Radomia sprawozdzanie z prac archeologicznych ;) i pod koniec sierpnia mamy już zgodę od Konserwatora Zabytków.

Whisper
12-01-2005, 20:25
Również w sierpniu Luśka złożyła wymówienie w pracy. Bo tak. Ja załamany, on zadowolona i bezrobotna...
http://whisperjet.republika.pl/dziennik/p6122302.jpg
Wrzesień to prace ogólnoogrodnicze i rozmowy przez płot z sąsiadami. No i przy okazji załatwiłem wodę - studzienka była, ale ani poprzedni właściciel nie podpisał umowy, ani nie było tam licznika... Ale zrobione. Koszt - jakieś 200 czy 300zł. A wracając do prac ogólnoogrodniczych - ten cholerny wilczomlecz cały czas odbija!
http://whisperjet.republika.pl/dziennik/p6072222.jpg
Pryskam cholerstwo Roundupem, przysycha, a po miesiącu znów pojawiają się zielone listki. Roślinka puszcza gałązki pod ziemią. Zacząłem wyciągać część podziemną i to jest tragedia... Pod ziemią jest plątanina korzenio-gałązek na głebokość jakichś 20cm. Splątane jedne z drugimi, wygląda jak sznurowadła przedszkolaka po zajęciach nauki wiązania supłów. Jeśli ktoś chce posadzić u siebie wilczomlecz - ogrodzić go pod ziemią, żeby się nie rozlazł...
Pod koniec października mamy gotowy projekt i na poczatku listopada składamy wniosek o pozwolenie na budowę.
W listopadzie również widać, że energetyka ciągnie druta koło naszej działki. Co więcej - pojawia się pół metra od naszego ogrodzenia jakaś skrzynka.
http://whisperjet.republika.pl/dziennik/P1124336.jpg
Hmmmm... nic nie dawali znać, trzeba się będzie dowiedzieć. Albo może niech oni sami dadzą znać... i tak nam teraz niepotrzebny...
22.11.04. Odbieram pozwolenie na budowę. Entuzjazmu zero z powodów finansowych - kasy nie ma, Luśka bez pracy, kto mi da tyle kredytu?
http://whisperjet.republika.pl/dziennik/p3050940.jpg
2005
Mamy kolejny rok. Po ostatnich kilku miesiącach marazmu znowu naszła nas ochota na działanie. Postanowiliśmy, że z tego co mamy odłożone (a jest tego baaardzo niewiele) i z debetu w moim koncie zrobimy stan zerowy. Będzie już zaczęte - bedzie większy doping żeby to ciągnąć dalej. Kiedyś Luśka będzie miała pracę, będziemy mogli wziąć kredyt... myślmy pozytywnie. Najwyżej będziemy się budowali przez kilka sezonów.
Dzwonię do zakładu energetycznego i dowiaduję się, że muszę porozmawiać z kimś o zmianie warunków przyłaczenia.
10.01.05 Idę za ciosem - wizyta w ZE i okazuje się, że mam po prostu wziąć elektryka, który mi zrobi podłączenie do RBtki, i on (ten elektryk) już sam powinien uzgodnienia z dokumentacją w energetyce porobić. Tylko, że muszę jeszcze zapłacić kasę za umowę (zostało mi ciut ponad 1300zł). OK, płacę, fajnie że prawie mam prąd.
W kolejnym międzyczasie próbuję przeliczyć tony stali na długość prętów i mi nie wychodzi. Trzeba będzie się podokształcać.

Whisper
13-01-2005, 00:15
11.01.2005
Wybraliśmy się z Luśką do Muratora koło pl. Zbawiciela, żeby kupić brakujące egzemplarze czasopisma. Okazało się, że egzemplarze można kupić w wydawnictwie, a tu jest oddział zajmujący się doradztwem kredytowym. Jak już jestesmy, to skorzystamy. Z pewną taką nieśmiałością (kto jeszcze pamięta reklamu podpasek Always? :D ) zapytaliśmy na co mogę liczyć, biorąc kredyt (Luśka wciąż nie pracuje, więc nie zarabia). Okazało się, że w sumie to mogę liczyć na tyle, żeby wybudować dom :D Oczywiście jest kwestia dwudziestu procent wkładu własnego, ale jakbyśmy pokombinowali, to może coś z tego wyjdzie. Najlepsze warunki wydaje się mieć BPH. No to fajnie, spada mi trochę kamień z serca, może faktycznie uda nam się ruszyć tę budowę z miejsca?
Dziś zaczęliśmy zbierać potrzebne papierki: wypad do Tarczyna - wniosek o wypis z rejestru gruntów, i do Grójca - wypis z Ksiąg Wieczystych. Za tydzień powinny być.

Whisper
14-01-2005, 20:40
Kto chce zobaczyć, jak nasza chałupka ma wyglądać?

Jak pisałem, wyszliśmy od D08, skrzyżowaliśmy go z projektem, którego nazwy nie pomnę i wyszło... takie coś:

Taki jest plan pomieszczeń
http://whisperjet.republika.pl/dziennik/plan1.jpg


A takie elewacje:
http://whisperjet.republika.pl/dziennik/elew1.jpg
http://whisperjet.republika.pl/dziennik/elew2.jpg

Whisper
17-01-2005, 22:29
ZBUDOWAŁEM DOM!!!

Wczoraj wieczorem. Tak mnie jakoś naszło - trochę z nudów, trochę ze złości, że do wiosny tyle czasu. Na razie dom jest w wersji 0.1 pre beta i wygląda tak:

http://whisperjet.republika.pl/dziennik/model1.jpg

A tu nasza stodoła z nieco innej perspektywy:

http://whisperjet.republika.pl/dziennik/model2.jpg

Mówiłem już, że jestem z siebie dumny? Cechuje mnie zdecydowany brak zdolności manualnych, a moim największym (dosłownie) dziełem jest jak dotąd kibel na działce, więc to co mi się udało teraz zmajstrować jest dla mnie osiągnięciem równie wielkim co rozbicie atomu przy użyciu młotka i kombinerek...

Dom zbudowany jest z materiałów wybitnie nietrwałych, i zdecydowanie bardziej szkodliwych niż szary beton komórkowy - papier xero + klej hermol + zapałki. Tylko to miałem. Dziś nabyłem drogą kupna zestaw 24 kredek i blok techniczny :-) Luśka ma ochotę następną wersję mieć w kolorze.

A z newsów to tyle, że odezwał się do mnie Pan Bank (BPH) i zaprosił na rozmowę na środę. No dobra, zobaczymy jak to będzie.

Whisper
19-01-2005, 02:49
No właśnie. Jutro (a właściwie to już dzisiaj) idziemy porozmawiać z bankiem, więc pomyśleliśmy, że może zagłębimy się mocniej w sprawy kosztorysowe. Mamy kosztorys zrobiony przez projektanta, taki trochę wstępny, ale daje jakieś pojęcie. Trochę się przestraszyliśmy jak zaczęliśmy to wszystko dodawać :( Żeby poprawić sobie (i Luśce) humor, powiedziałem że względem cen Sekocenbudu (tak to się pisze?) na pewno da się coś urwać na materiałach. No i zacząłem przeglądać na interku cenniki przeróżne. Aż dotarłem do pozycji "płyty OSB". O kuuuuurde... Wychodzi na to, że zamiast 12000 za płyty OSB na pokrycie dachu (pod gont bitumiczny) - chora cena i tak - cena materiału wyniesie mnie... ciut ponad 19000. No kurde... :evil: :evil: :evil: Tak być nie może!
Wyjść jest parę:
1. Zapłacić. Musiałbym być niespełna rozumu.
2. Pogadać z projektantem, dlaczego jest płyta OSB 25mm a nie cieńsza. A jak może być cieńsza to niech do jasnej cholery będzie cieńsza, bo między 25 a 22mm jest drobne 4000 złotych polskich różnicy. A bodajże Wakmen w którymś wątku pisał o płycie 15mm... to by było kolejne 4000 różnicy. Tak czy owak, niech myśli projektant.
3. Zamiast płyty OSB dać deski. Tyle że deski nie dają idealnie równej powierzchni. Albo raczej dają równą wielokrotnie.
4. Blachodachówka? Odpada pełne krycie, dochodzi koszt obróbek no i pytanie jak na to zareaguje więźba. A więźba ze względu na 10 metrów rozpiętości między ścianami będzie prefabrykowana wiązarowa.

Nie miałeś chłopie problemu, to już masz :(

Nie muszę dodawać, że chwilowo papierowy domek w wersji full color schodzi na plan nieco dalszy?

Whisper
22-01-2005, 12:34
W ciągu ostatnich paru dni trochę się działo... Przede wszystkim myślałem nad kredytem. Byliśmy w BPH porozmawaiać już z konkretnym człowiekiem. Na miejscu okazało się, że ów konkretny człowiek się rozchorował, a jego współpracownica nic o nas nie wie. Na szczęście nie odpuściliśmy :wink: więc kobitka nas obsłużyła. Okazało się, że panienka z Murator Kredyt miała trochę niedokładne dane jeśli chodzi o ofertę BPH. Nie 2,6% we frankach tylko... 3,8%. Jest pewna różnica. Z drugiej strony nadal było to dość ciekawe. Wielkim plusem było to, że według banku mam zdolność kredytową i to nie tylko "na styk" ale i z delikatnym zapasem. Ogólnie warunki raczej przyzwoite. Minus był taki, że musielibyśmy przed załatwieniem kredytu zrobić wycenę działki i przyszłego domu u rzeczoznawcy. Za nasze oczywiście pieniądze. I jeszcze wymagają pokrycia transzy w 60% poprzez faktury. Nie jest to tragedia, bo raczej 60% to w materiałach na faktury pewnie się uzbiera, ale jest to jakieś ograniczenie. Wzięliśmy komplet papierków i wyszliśmy z banku w niezłych humorach, jeśli się nic ciekawszego nie znajdzie, to będziemy brać w BPH.

Tego samego wieczora napisałem maila do PKO BP z prośbą o kontakt i następnego wieczora zadzwoniła do mnie panienka, która powiedziała że ona mi wszystko opowie przez telefon. No dobra :) Wyliczyla mi zdolnosc kredytowa, poodpowiadala na moje pytania, no i oprocentowanie poniżej 3,6. Fajnie. I można Luśki książeczkę mieszkaniową jako wkład własny zaliczyć - jeszcze fajniej. I nie trzeba rzeczoznawcy - bardzo fajnie. I nie trzeba mieć rozliczenia w fakturach - no super fajnie. Ma ma mnie skontaktować z żywym człowiekiem, bo jakoś tak do telefonu gadać to... nie po bożemu :wink:

Z kolei w piątek zadzwoniłem do PTF i umówiłem się na poniedziałek. Trzeba pozwiedzać parę banków :D

Drugą ważną rzeczą w ciągu tych kilku dni było kombinowanie: co by tu zrobić z tymi nieszczęsnymi płytami OSB (patrz poprzedni odcinek). Okazało się, że przy moim zakładanym maksymalnym obciążeniu dachu i dla danego rozstawu między wiązarami (punkty podparcia dla płyty) Kronopol rzeczywiście podaje płytę OSB3 25mm. Jeśli będzie cieńsza płyta, to ugięcie przy maksymalnym obciążeniu przekraczać będzie wartość graniczną, co mogłoby na przykład spowodować porwanie się pokrycia. Mógłbym wziąć OSB4 22mm, tylko pytanie czy to by mi się opłacało. Mógłbym też zagęścić wiązary np. do 65 cm jeden od drugiego (zamiast 95) i wtedy użyć płyty 18mm. Okazało się też, że ponieważ dane dotyczące ciężaru pokrycia (gont bitumiczny) z norm są raczej dość stare (1m2 gontu liczony jest jako 40kg, podcza gdy teraz producenci podają 9-12kg), więc obciążenie trochę mi jeszcze spadnie. Tak więc spokojnie mogę zastosować płytę OSB3 22mm, żeby coś cieńszego to już muszę zagęszczać wiązary. Ufff... nadążyliście? :wink: Jeśli nie to przeczytajcie tylko dwa zdania do tyłu :)

Poza tym zaczynają schodzić oferty dotyczące wiązarów. Ceny może nie są rewelacyjne, ale są obiecujące.

No i najważniejsze - dziś spotkanie grupy okołopiaseczyńskiej :-) Łoś, godz. 16. Zabieram Luśkę i jadziem, może się dowiemy po co właściwie to żelazo się do fundamentów wkłada :D

Whisper
23-01-2005, 23:22
Mamy dzisiaj niedzielę. Niedziela ma to do siebie, że nie można pogadać z bankiem, ani ze składem budowlanym, z nikim w żadnej sprawie nie da się umówić... stracony dzień w sumie. Niektórzy mówią, że w niedzielę można odpoczywać. Odpoczywam. Czytam forum. Myślę. Głowa mnie od tego myślenia boli. A wszystko przez Abrombę :) Otóż Abromba oceniła wybór ogrzewania gazowego jako swoją najgorszą decyzję w trakcie budowy. I że teraz to ona by tak... elektrycznie. A Jezier jej wtórował. No więc szukam coście wszyscy napisali o gazie, o prądzie... Bo jak ktoś mówi, że to najgorsza decyzja, to brzmi to poważnie. I mam same wątpliwości :(
Owszem - gaz z butli to on kurcze drogi taki jest. I instalacja ze 30tys. by kosztowała. Ale może za 10 lat mi gaz w ulicy (szumna nazwa) położą. To wtedy bym miał instalację jak znalazł. Poza tym te 30 tys. to i tak z kredytu by było. Nie wydam na to, wydam na co innego.
A taki prąd na przykład. Jeszcze droższy niż gaz, chyba że w drugiej taryfie. Ale jak mi się zimno zrobi w pierwszej taryfie (z reguły wtedy - w drugiej taryfie raczej śpię), to co? To drożej będzie. Można piece akumulacyjne, ale to duże cholerstwo jest :( A wodę to jak podgrzeję, co? Przepływowo? Za mała wydajność. A ja lubię jak mi gorąca woda z prysznica leci. Albo do wanny, jak ją mam. Ale instalacja tańsza. Tyle że co będzie, jak mi się ta instalacja przestanie podobać i gaz będę chciał mieć?
A może elektryczna + rekuperator? Rekuperatory sa fajne... Mechaniczne takie. Nowoczesne. Fajnie mieć rekuperator na strychu. Tylko że to pewnie kosztowałoby mnie tyle co instalacja gazowa.


Kuuuurde, głowa mnie od tego boli :(

Whisper
24-01-2005, 23:31
Dobry wieczór drogie dzieci!

Dziś wujek Whisper opowie wam bajkę o Królu Wilczomlecza. Otóż pewnego ranka Król Wilczomlecza wstał i powiedział: "Dziś będzie pracowity dzień". Było to niezwykłe jak na Króla, ponieważ jako przedstawiciel zdegenerowanej klasy panującej był leniwy, a pojęcie pracy - zwłaszcza w poniedziałek - było mu nieco obce. Co więcej, faworyta Króla bezczelnie zabrała mu poprzedniego dnia karocę i w perspektywie Król miał chodzenie piechotą tam, gdzie król piechotą nie zwykł był chodzić. Idźmy dalej. Król udał się do bankiera, podejmując próbę napełnienia królewskiego skarbca, co było niezbędne w kontekście budowy królewskiego pałacu. Jeśli drogie dzieci nie wiecie co to jest kontekst, to już wasza sprawa. Użyjcie słownika. Albo google'a. Bankier (nazywany też Polskim Towarzystwem Finansowym) był do króla nastawiony przyjaźnie i zaproponował, że pożyczy mu złota na 3,36% rocznie we frankach szwajcarskich na 25 lat. Dodatkowo nie będzie chciał od króla faktur na zakupione marmury, złote kurki do granitowych wanien i tym podobne niezbędne elementy wyposażenia pałacu, ani też za pracę złotników, rzeźbiarzy, kowali i innych przedstawicieli klasy robotniczej. Ucieszyło to króla o tyle, że nawet nie wiedział co to są faktury. No, może coś słyszał, ale to kupcy chyba się tym zajmują, nie król. Król słyszał, że jak się bierze faktury to się traci. Zaraz... bierze się i się traci? Eee.. zostawmy to kupcom. Dość, że król był zadowolony z wizyty u bankiera. nawet pomimo niepokojących terminów, takich jak "operat szacunkowy", "ubezpieczenie na królewskie życie" i najstraszniejszego - "rata". Nie śpicie jeszcze drogie dzieci? No to dobrze. Na czym to wujek Whisper stanął... Aha! Kiedy Król Wilczomlecza wyszedł od bankiera był pewien, że był to najlepszy bankier, jakiego do tej pory spotkał, i że chętnie da mu dwa razy tyle złota, ile od niego weźmie. Król da. Bankierowi. Kiedyś. OK, z tą chęcią to przesadził. Na pewno mu tyle złota nie da. Kiedy Król wrócił do swojego zamku (tak naprawdę to nie był jego zamek), przypomniało mu się, że kiedyś wróżka Martka powiedziała mu o bankierach w odległych miastach, którzy chętniej pożyczają złoto, i to na niższy procent. Król zamyślił się... W głowie zaświtał mu szatański plan! Jutro wybierze się w podróż...
Resztę dnia Król spędził tradycyjnie - w przebraniu żebraka przemierzał forum podsłuchując tych i owych... Wysłał też kilka listów do kupców, którzy mieli towary przydatne przy budowie pałacu, ale największą pracę tego dnia zostawił sobie na koniec. Otóż drogie dzieci... NIE SPAĆ!!! ...otóż drogie dzieci wieczorem Król Wilczomlecza raczył spotkać się z poleconym mu przez wróżkę Martkę prawdziwym, jedynym, niepowtarzalnym Budowlańcem! Budowlaniec wyglądał jak... bez porównania wyglądał! Był straszny, odziany w skóry lamparta i co dziwne nie używał słów na literkę K. Sprawdźcie sobie w słowniku drogie dzieci jakie słowa się zaczynają na tę literkę. Budowalniec roztoczył przed Królem wizję. Opisywał mu pałac, mówił jak go będzie budował, co więcej - traktował Króla prawie jak partnera, pozwalając mu wypowiedzieć się na temat używanej technologii (tego nowego słowa Król nauczył się niedawno, razem z mnóstwem słów na K), dyskutując o deskowaniu (wujek Whisper nie będzie wam drogie dzieci wyjaśniał znaczenia tego słowa), dziwnym kamieniu Faelbet i czarodziejskim kamieniu Ytong (to chińskie słowo) i ogrzewaniu. Zwłaszcza to ostatnie cieszyło Króla, ponieważ Król Wilczomlecza jest zwolennikiem ogrzewania. Nie wie jeszcze jakiego, ale z gorliwością neofity wymieni wam wszystkie zalety kotłów na dowolne paliwo, włączając w to pompy ciepła i przenośne elektrownie atomowe. Bo widzicie drogie dzieci, Król jeszcze nigdy nie miał ogrzewania... on miał tylko centralne...

A teraz spać, bachory rozpuszczone! Pół do dwunastej już!

Whisper
26-01-2005, 00:28
...

Whisper
28-01-2005, 00:18
Przez ostatnie parę dni mamy mały Tour De Banque :wink: Zwiedzam te wszystkie marmurowe przybytki i mam nastrój raczej huśtawkowy. Dzisiaj na przykład w Millenium okazało się, że nie mam zdolności kredytowej :-? , po czym trzy godziny później w OpenFinance na taki sam kredyt w... Millenium zdolność już była :o Gwoli ścisłości powiem, że podawałem takie same informacje dotyczące moich dochodów i wydatków, a oni (konsultanci) używali tego samego kalkulatora do obliczania zdolności. Chore... :evil:

Poza tym śledzę wątki dotyczące ogrzewania. Na gaz ziemny chyba przez najbliższe lata nie mam co liczyć (chociaż mam nadzieję, że w końcu go doprowadzą), olejowego nie chcę bo miejsca nie za bardzo mam, pompa ciepła za droga, prąd ma też sporo wad, energia słoneczna za droga, propan z butanem pospołu też wychodzą kosztownie. :evil: Kominek będzie, ale jako "element dogrzewająco-dekorująco-integrujący". Rozmyślam też nad wentylacją mechaniczną, najlepiej z odzyskiem ciepła. Tylko skąd jeszcze kasę na to wezmę ? :-?

Też mieliście takie problemy?

Whisper
31-01-2005, 13:40
No szlag by to trafił :evil:
Z Onetu wycięło mi gdzieś mój album i poznikały mi zdjęcia z dziennika. A poza tym przez półtora dnia nie działało Forum i czułem się jak alkoholik na odwyku :oops:

Dobrze, że już wszystko w porządku... Redakcjo, nie rób mi tego nigdy więcej...

MaroW
01-02-2005, 21:31
Whisper,
rozmyślasz nad wentylacją mechaniczną. Jestem zaaferowany tym samym. Do jakich wniosków doszedłeś? Ja mam dwie firmy i dwa różne podejścia.

pozdro
M

Whisper
01-02-2005, 23:09
MaroW, w Dziennikach Budowy mamy taką zasadę, że pisze tylko autor (to ja :wink: ), a inni piszą w komentarzach. Na przyszłość proszę pisz tam.

Jeśli już padł temat wentylacji mechanicznej, to na pewno przy zastosowaniu ogrzewania elektrycznego (nad czym rozmyślam) wentylacja mechaniczna z rekuperatorem będzie. Przy gazowej... chyba też. Jak na razie mam oferty od 10 do 12 tysięcy netto. Ceny nie najniższe, ale oprócz ewidentnej korzyści polegającej na zmniejszeniu kosztów ogrzewania jest także taki, że zapewnię sobie wentylację, co przy tradycyjnych kominach wcale nie jest takie pewne. Mój dach będzie dość niski, krótkie też byłyby kominy wentylacyjne, co z kolei prowadziłoby do niezbyt dużego "ciągu". Mieszkałem już kiedyś w mieszkaniu ze szczelnymi oknami, gdzie okna w zimie były non stop mokre, a na parapecie była kałuża. Przyczyna - kiepski ciąg. Powietrze nawet bylo wyciągane, ale nie za bardzo miało którędy napłynąć. Można montować nawiewniki, ale to kosztuje. Można rozszczelniać okna, ale to rozwiązanie mi nie odpowiada. Dodatkowo w dzisiejszych czasach słyszy się o przypadkach obezwładniania śpiących domowników gazem wpuszczonym przez otwarte okno. Jako że bandytom mówimy stanowcze nie :evil:,. to spać można wtedy przy zamkniętych oknach, a czerpnia powietrza zainstalowana na wysokości 4-5 metrów raczej nas zabezpiecza przed takimi niespodziankami. Dodatkowo możnaby zainstalowac koło niej silny reflektor halogenowy lub alarm reagujący na próby "podejścia" z drabiną.

Kurcze, naprawdę mamy bandyckie czasy, żebym ja się nad takimi rzeczami zastanawiał :sad:

Whisper
05-02-2005, 09:39
Onetowi już za album dziękujemy :evil: , przeniosłem zdjęcia w Dzienniku na inny serwerek i teraz powinny być normalnie widoczne.

Wciąż drążę temat wentylacji mechanicznej, zbieram oferty itd. Wszystkie firmy oscylują pomiędzy 10 a 13 tys. (netto) za całość - projekt, rekuperator, materiały montażowe, montaż. Różnice w cenie to przede wszystkim zastosowany rekuperator. Mistral - taniej, Flexit - drożej. Sporo firm radzi również wykonać rurowy GWC - koszt niewielki, a pożytek jest. Zastanawia mnie tylko pewna "niefrasobliwość" w stylu "zakopie Pan 10 metrów rury i będzie dobrze". :o Ja techniczny jestem... lubię jak coś policzone jest.

Podzielone sa za to zdania jesli chodzi o połączenie wentylacji z DGP z kominka. Niektórzy mówią - "się dołączy", inni mówią żeby jeśli nie trzeba to nie wpuszczać powietrza z kominka do kanałów wentylacji, tylko raczej osobnymi kanałami, gdzieś nad podłogą wypuszczać. Mi bardziej pasuje to drugie rozwiązanie...

A jeśli chodzi o ogrzewanie to coraz bardziej biorę pod uwagę prąd. Ale to nie jest decyzja ostateczna i rezerwuje sobie prawo wycofania się z niej w dowolnym momencie bez podawania przyczyn :wink:

Whisper
09-02-2005, 23:43
Tak mnie męczyliście w komentarzach :wink: , że byłem zmuszony zabrać się w końcu za makietkę w wersji karton & kolor :) Zrobiłem ściany które potem Luśka dzielnie dopracowała kredkami, potem powycinałem co trzeba, pokleiłem i...

http://whisperjet.republika.pl/dziennik/model2_1.jpg

...i zaczyna powoli rosnąć osiedle :D

Brakuje mi jeszcze schodków i słupków, ale dziś nie miałem już siły :(

Zadowoleni? :)

Whisper
11-02-2005, 20:10
TADAAAAAAM!!! :) :) :)

Spieszę poinformowac szanownych Czytelników Dziennika Whisperów, że w dniu dzisiejszym, jakoś tak przed południem...

zakupiłem i podstemplowałem papierowy, niebieski, oficjalny DZIENNIK BUDOWY. W związku z tym można nas z Luśką nazywać już oficjalnie Inwestorami.

8) 8) 8)

Nie wiem jak Wy czuliście się mając po raz pierwszy w rękach swoje dzienniki. Ja czułem się wyjątkowo, szczególnie, specjalnie i było mi baaardzo przyjemnie :D

Przedtem, z samego rana spotkałem się z naszym przyszłym kierownikiem budowy. Słyszałem o człowieku dużo dobrego, wrażenia ze spotkania również bardzo pozytywne.

No to teraz zaczynamy na serio atakować bank. Kompletuję dokumenty, i może w poniedziałek - wtorek udałoby się je złożyć...

Luśka Whispera
15-02-2005, 19:46
W poniedziałek, 14 lutego, Whisper zaganiany już od rana: a to wizyta w Expanderze, a to obdzwanianie rzeczoznawców, a to gnanie na spotkanie w Grodzisku z naszym kierownikiem budowy (w ferworze walki, nie znając Grodziska, wpakował się w ulicę jednokierunkową pod prąd, dziwiąc się czemu mu wszyscy mrugają, ustąpił dopiero przed autobusem :o ), a potem jeszcze spotkanie na działce z rzeczoznawcą, który zrobi nam operat szcunkowy działki i przyszłego domu. Gość weźmie za to 800 zł, ale chyba się trochę napracuje - podobno w naszej okolicy nie ma w ogóle rynku na nowe domy i będzie musiał się najeździć po okolicznych gminach.

Jako że było Walentego, dostałam piękne serce :) Za to o 20:00 Whisper padł mi jak nieżywy ze zmęczenia :-? :o No cóż... się kochamy w sumie przez cały rok, co tam jakieś walentynki......

Whisper
21-02-2005, 20:26
Wciąż trwają przygotowania do złożenia papierów o kredyt. Jutro będę miał wycenę Działki-Która-Jest oraz Domu-Którego-Nie-Ma. Niestety bank sobie takiej wyceny życzy, więc 800 złotych w plecy... :(
Z akcentów humorystycznych - dostałem projekt umowy od ekipy... Najpierw się wk... :evil: a potem obśmiałem :lol: Pośmiejcie się i Wy:
- jeśli jest dzień przestoju z mojej winy (do której to winy zalicza się np. niedostarczenie materiałów przez hurtownię), to płacę karę w wysokości 200 złotych za każdą osobę na budowie. Czyli przy trzech osobach ekipy 10 dni przestoju kosztuje mnie np. 6000.
- jeśli ekipa spóźni się o 10 dni, to tym razem oni będą płacić. A dokładniej zapłacą za każdy dzień powyżej tygodnia czyli za trzy dni. A zapłacą... 0,5% robocizny etapu opóźnionego. Ponieważ każdy etap (etapik?) to max 5000zł, to znaczy że mogę za 10 dni opóźnienia wyegzekwować karę w zawrotnej wysokości 75 złotych!

Kurde, interes życie chyba na tym zrobię :lol:

Zaraz zacznę szukać jakiejś ładnej umowy na forum... Parę widziałem ale zawsze mi się wydawało, że to głupio tak do ludzi z taką szczegółową umową. Już nie mam takich oporów :D

Whisper
01-03-2005, 17:35
Wczoraj, ostatniego dnia lutego, wybraliśmy się w składzie: Luśka, komplet dokumentów i mua :wink: do Expandera i poprosiliśmy o kredyt w BPH. No dobra, to teraz czekamy na reakcję banku... Podobno około 10 dni... Czekam... Czekam... Czekam...

Whisper
03-03-2005, 22:23
Najpierw z zadowoleniem, teraz już z delikatną obawą stwierdzam, że Luśka zaczęła się kręcić przy sprawach budowy. Do tego stopnia, że dziś przez cały dzień nie mogłem usiąść przy komputerze, bo "czytam forum", albo "oglądam łazienki".... :o
No i męczy mnie cały czas żebym słuchał jej koncepcji na temat urządzenia jednej czy drugiej łazienki...

Właśnie w związku z łazienką wpadł nam do głowy pomysł na "zagłębienie" brodzika w podłodze. Na całej powierzchni domu ma być tak: beton, izolacje, 20cm styropianu, gdzieniegdzie (m.in. w łazienkach) elektryczne kable grzejne w podłodze i dość gruba wylewka, żeby osiągnąć efekt akumulacji ciepła od podłogówki. A gdyby tak pod miejscem gdzie będzie brodzik zrobić nie 20 tylko 10cm styropianu, a na to cieńsza warstwa wylewki? Możnaby wtedy zjechac w dół z brodzikiem. Trochę bardziej skomplikowane byłoby wtedy zrobienie tam wylewek (jakiś szalunek, żeby się nie wlało do miejsca na brodzik), ale może byłoby warto? No i izolacja w tym miejscu byłaby słabsza, ale to bedzie prawie środek domu, więc może nie byłby to problem? Bedziemy myśleć...

A do spotkania forumowego już niecałe dwa dni :)

Whisper
06-03-2005, 20:47
Spotkanie się odbyło i było bardzo miło.

Rymy częstochowskie mi trochę wyszły :wink:

Muszę powiedzieć, że było wyjątkowo przyjemnie zobaczyć Was na żywo. Teraz czekam na kolejne spotkanie...

Pozdrowienia dla następujących osób:
Aga J.G., Abromba, Ew-ka, Maluszek, Pattaya, Tomek1950, Nurni, Paprotka, Luśka (nie moja :wink:), Martka, Tola, Moniś, Wojty (który utrzymuje, że nie jest kobietą :wink: ), Anna Wiśniewska, Jezier, Maksiu i wiele, wiele innych osób z którymi miałem przyjemność zetknąć się i pogadać, a których nicki gdzieś mi teraz umknęły...

Whisper
10-03-2005, 20:53
9 marca
Zły dzień... najpierw akumulator w aucie "otkazał", potem w pracy przestawało działać co tylko mogło, a potem Pani Expander przysłała maila... Okazało się że Pan Bank ma jakieś zastrzeżenia do sposobu rozpisania moich zarobków na ich firmowym druczku. Rozpisane było tak jak się dało, czyli jak to sugerował druczek, ale okazało się, że to nie tak łatwo i trzeba rozpisać to co już rozpisane na części składowe nie ujęte w druczku... Przy czym oczywiście należy to zrobić na tymże druczku :evil: Skomplikowane? Poza tym zażyczyli sobie RMUA z ostatnich trzech miesięcy (jakby nie mogli tego powiedzieć wcześniej - wydobycie papierów trwa :( )

Pokorespondowałem trochę z Panią Expander (Expanderą?) i sprawę zdobywania papierków pozostawiłem na dzień następny. A jako że miałem naprawdę zły humor - nie lubię jak się ze mnie robi idiotę - to zainteresowałem się innym bankiem - Reiffeisen ma podobno jakieś promocyjną ofertę dla pracownikó firmy, w której jestem zatrudniony. Jutro się dowiem.

Whisper
10-03-2005, 21:35
10 marca
Najeździłem się dziś... :( A właściwie to :) bo udało mi się ożywić akumulator :)

Byłem w nadzorze budowlanym w Piasecznie, żeby złożyć zawiadomienie o planowanym rozpoczęciu prac budowlanych, ale okazało się, że zapomniałem tegoż zawiadomienia z domu, a nowego na miejscu wypisać nie mogłem, bo Luśka jako współinwestor podpisać się musi również. Ewidentnego fałszerstwa podpisu nie śmiałem paniom w PINB proponować :wink:

Porozmawiałem przez telefon wstępnie z Reiffeisenem - mają się odezwać, jak będą wiedzieć jakie warunki mogą mi zaproponować. Przy okazji wziąłem w jednym z ich oddziałów druczek zaświadczenia o zarobkach i zatrudnieniu.

Podjechałem do pracy i razem z kobitką z rachuby zaczęliśmy kombinować jak w formularzu BPH spróbować upchnąć to czego chcą, czyli dodatki do mojej pensji zasadniczej. Kobita była trochę podłamana, kiedy dowiedziała się że ma przy użyciu standardowego formularza rozpisać niestandardowe pozycje, ale na jutro powinienem to mieć. Przy okazji dałem też formularz do Reiffeisena - będę miał jakby co. Z pracy do Grójca - do Sądu Rejonowego po odpis z ksiąg wieczystych (bo stary odpis miał tydzień ponad wymagany miesiąc :( ). Po kilometrze telefon od Luśki, że Pani Expander przysłała maila z jakimiś dodatkowymi uwagami dotyczącymi papierów do banku. W tył zwrot do pracy, przeczytałem te uwagi i załamałem się... Chce m.in. żeby mój pracodawca określił ile minimalnie godzin przepracowuję w soboty, niedziele i święta. No chyba kogoś tu powaliło :evil: Kobitka w rachubie się zagotowała jak to zobaczyła, ale w końcu ustaliliśmy, żeby po prostu rozpisała to co miała rozpisać, ale jako załącznik do zaświadczenia o zarobkach, i przy każdej pozycji napisała, czy dany dodatek do pensji przysługuje mi co miesiąc, czy rzadziej. Chyba trochę zagmatwałem...?

W końcu mogłem pojechać do Grójca po odpis z ksiąg. Oczywiście dotarłem tam już po zakończeniu godzin przyjmowania interesantów, ale powiedziałem "Prrroszę..." i zrobiłem minę kotka ze Shreka2. Zadziałało.

No... teraz czekam na szczegóły oferty Reiffeisena, wygląda na to, że będzie korzystniejsza niż BPH... :) Zobaczymy który bank będzie teraz sprawniej się mną zajmował...

Whisper
17-03-2005, 10:23
16 marca 2005
Złożyliśmy wszystkie papiery w Reiffeisenie. Niestety nie obyło się bez wyłożenia dodatkowej stówki na drugi egzemplarz wyceny, ale zawsze to taniej niż robić ją jeszcze raz. Czekamy, ostateczna decyzja może być nawet w ciągu trzech dni. Zobaczymy...

Whisper
19-03-2005, 10:49
18 marca 2005
Dostaliśmy telefon od Expandera - BPH zgodził się dac kredyt :) Właściwie powinniśmy się cieszyć, ale czekamy na Raiffeisena, jak oni się zgodzą to wtedy będziemy opijać :D

Whisper
22-03-2005, 17:24
22 marca 2005
Najnowsze wiadomości z Raiffeisena - potrzebny był jeszcze jeden papierek (wypis i wyrys z planu zagospodarowania), z którym Luśka na szybo podreptała. Podobno jutro ma być ostateczna decyzja.

Plan był potrzebny po to, żeby analityk wiedział że na mojej działce można zbudować dom. No ale do cholery gdyby nie można było to by mi nie dali pozwolenia na budowę tegoż domu ! :evil: :evil: :evil: Kurde, jednak co bank to dziwne pomysły... :(

Oddychaj Whisper... spokojnie... oddychaj...

Luśka Whispera
24-03-2005, 14:46
24 marca 2005
Wczoraj nie udało nam skontaktować się z panem Kaczorem Donaldem z Raiffeisena. Nie raczył zareagować na zostawione wiadomości. Dziś Whisper pogonił go telefonicznie dwa razy - obiecał doprowadzić sprawę do końca jeszcze dzisiaj. Podobno problem jest/był z naszym operatem szacunkowym, który robił rzeczoznawca spoza ichniej listy. Dlatego trzeba było czekać na jakąś specjalną komisję, która miała zweryfikować naszą wycenę. Z ostatniej informacji od Kaczora wynika, że to już chyba załatwione, ale wciąż brak ostatecznej decyzji :(
Tymczasem dzwonił dziś Expander i poganiał nas w sprawie kredytu z BPH...
Więc nadal siedzimy jak na szpilkach i czekamy....

Whisper
25-03-2005, 22:25
25 marca 2005
Z samego rana zadzwoniłem do Kaczora D. i tradycyjnie spytałem go "co słychać". Okazało się, że decyzja dotarła wczoraj późnym wieczorem, ale rzeczoznawca Raiffeisena zakwestionował wycenę budynku i zamiast 375 zrobił z tego 355 tysięcy. Co za tym idzie zmieniła się wartość czegoś co brzmiało jak LTV, co z kolei zaowocowało zmianą oprocentowania. Umówiliśmy się na telefon za godzinę, bo Kaczor musiał zobaczyć decyzję na własne oczy. Po godzinie zadzwonił i z wyraźnym smutkiem w głosie powiedział "zamiast 2.45 będzie 2.95%". Nie pamiętam czy się roześmiałem czy rozpłakałem, ale powiedziałem, że BPH daje mi... "Tak, wiem - 2.80%. Czytałem Dziennik" - kwaknął Kaczor. Czuję tu rękę mpb1971, której niniejszym serdecznie dziękuję, bo Kaczor stał się dla mnie jakiś taki bardziej ludzki :wink: Nie zmienia to faktu że się wkurzyłem :evil: Ustaliliśmy że Kaczor postara się powalczyć o 300/2.45. W międzyczasie urwałem się z pracy i zacząłem załatwiać resztkę papierów do BPH. W jeszcze innym międzyczasie (międzyczasów okazuje się jest jak psów) zadzwoniłem do K.Donalda i spytałaem co by było, gdybyśmy wzięli kredyt na 80% licząc od tych 355 tysięcy wyliczonych przez ludzi z banku na literkę R. Kaczor kwaknął z wyraźną przyjemnością że nie ma problemu, taka decyzja na 2.45% może być nawet dziś. Powiedziałem więc żeby walczył o 300, a jak nie to będziemy myśleć o mniejszej kwocie i powróciłem do pierwszego międzyczasu, kończąc załatwianie papierka dla BPH.

Muszę mówić że byłem cały czas dość mocno ehm... zestresowany?

No dobra, powolutku ciśnienie zaczęło ze mnie spadać, więc wziąłem Luśkę pod pachę i pojechaliśmy spotkać się z KierBudem - w końcu miał zobaczyć naszą działkę.

KierBud jest OK. Luśka po tym spotkaniu też miała bardzo dobre wrażenie. Obejrzał działkę, pogadaliśmy o różnych rzeczach okołobudowlanych i już. Słowem - było owocnie.

Po spotkaniu zadzwonił Kaczor Donald i powiedział że niestety 300/2.45 nie wyszło, ale jeśli chcę 284/2.45 to już ma decyzję. No chcę. Życzyliśmy sobie wesołych świąt i umówiliśmy się na telefon we wtorek - mają przygotować umowę. Przy okazji wyszło, że część wkładu własnego musi być w postaci materiałów - to jest warunek podpisania umowy - zapłacone faktury na jakieś 17 tysięcy. I całe popołudnie z Luśką kombinowaliśmy, jakby tu wydać te 17 tysięcy w jeden dzień, czyli we wtorek. Parę pomysłów już mamy. Bloczki fundamentowe, stal i chyba beton komórkowy na ściany zewnętrzne. Ja zrobię rozeznanie cenowe w okolicy Tarczyna, Luśka w Radomiu. Radom=tanie bloczki + tania stal, jak słyszeliśmy. Ciekawe ile wezmą za transport?

Co jeszcze... Jakoś w przyszłym tygodniu ma przyjechać ekipa. Nie wiemy dokładnie kiedy :o

Dzisiaj uświadomiliśmy sobie, że to wszystko jest strasznie na wariata. Nie mamy kredytu, ani kasy na pełen stan zerowy, za chwile będziemy musieli wydać kupę kasy na materiały, w tym te potrzebne nam dopiero na etapie stanu surowego. Nie mamy podpisanej umowy z ekipą, która przyjeżdża nie wiadomo dokładnie kiedy. Kaczorze... nie czytaj tego bo sie załamiesz. Muszę przedtem wyciąć parę drzew, ale mam dostęp tylko do piły elektrycznej, która jest uzależniona od gniazdka u sąsiada, który nie wiadomo czy będzie we wtorek. Skrzynka w ogrodzeniu już jest, ale chyba jeszcze nie odebrana przez energetykę, więc jeszcze nie mogę z niej skorzystać. Mam nadzieję że na dniach to się ruszy.

Mamy - dobre chęci, wiarę że kredyt ruszy szybciutko, ekipa przyjedzie pod koniec tygodnia, a ja nie będę musiał używać siekiery zamiast piły łańcuchowej.

Wesołych Świąt.

Whisper
30-03-2005, 08:06
29 marca 2005 był dość męczący. Plan był taki: zrobię zakupy za 17,5 tys. jak tego chce bank, wytnę parę drzew, znajdę faceta z koparką, załatwię coś z prądem...
Najpierw szukałem wypożyczalni pił łańcuchowych. Oczywiście mogli tam wypożyczać również inne narzedzia, ale mi była potrzebna piła łańcuchowa, spalinowa, sztuk 1. Pamiętałem, że na Puławskiej coś było. Przejechałem całą Puławską aż do Auchan ze średnią prędkością 40km/h kręcąc głową na wszystkie strony, ale jedyne co zaobserwowałem to Budokrusz... Dobra, jest Budokrusz, to zobaczymy co tam mają. Beton z uwagi na transport wychodziłby mi zbyt drogo (mam betoniarnię koło siebie z taką samą ceną podstawową), ale może z piasku skorzystam? 23 złote za tonę ślicznego żółtego piasku. Facet aż wychodził ze mną na zewnątrz (było zimno a on w koszuli), żeby mi ten piaseczek pokazać, w łapkach porozgniatać i w ogóle rozpływać się w ochach i achach. Ochy i achy były padały również nad bloczkami fundamentowymi. Że wiobroprasowane i gładkie i wody nie ciągną... Tylko ta cena... 2.60 netto czyli sporo ponad 3 złote brutto. Nic, wziąłem cennik i powróciłem do mojego pierwotnej czynności czyli poszukiwania wypożyczalni narzędzi, a pił w szczególności. Tym razem jadąc Puławską w przeciwną stronę, bo mi Luśka telefonicznie podała adres. Dojechałem do Kramo, jak się ta firma nazywa, ale pił nie mają w ofercie. Dziwne, bo jak sprawdziłem wieczorem na www piły są. W końcu udało mi się znaleźć wypożyczalnię na Kłobuckiej - 50zł za dobę + 1000zł kaucji. Nie miałem kaucji, więc chwilowo zrezygnowałem. To, że nie miałem gotówki na kaucję, podsunęło mi szatański pomysł - a może bym tak wypłacić te 17 tys z banku? W końcu czym ja kurde mam zapłacić???

Z banku wychodziłem z duszą na ramieniu i po drodze do samochodu niczym Stirlitz trzy razy zawiązywałem buta czujnie obserwując otoczenie.
Ponieważ już zaczęła się robić późna godziny (czyli było po 9-tej rano :wink: ), zrezygnowałem z wypożyczania piły. Pojechałem wprost na działkę - obejrzec sobie czy jest ładnie :wink: i pogadać z sąsiadem o prądzie. Prąd w razie czego sąsiad pożyczy, a telefonu do ekipy robiącej nasze przyłącza nie ma. Kierownik tamtej ekipy powiedział że się odezwie, ale to był listopad...

Przy okazji wykonałem kilkanaście telefonów po okolicznych hurtowniach (muszę w końcu gdzieś te zakupy zrobić) i do ekipy. Ekipa w osobie szefa oznajmiła, że przyjadą w następny wtorek, tak jak do Martki. Po godzinie szef zmienił zdanie - do mnie przyjadą w sobotę, a do Martki we wtorek. Problemy logistyczne - transport dwóch przyczep dla dwóch ekip.

W międzyczasie Luśka zrobiła rozeznanie w hurtowniach w Radomiu - już mamy parę wybranych. No to do Radomia. W Radomiu jeszcze pojeździliśmy i w rezultacie kupiliśmy Belix na ściany nośne i działowe, stal na cały dom, bloczki fundamentowe (od polecanej dużej firmy, wibroprasowane, z kruszywa) i jakieś duperele. Z wliczonym transportem i rozładunkiem do Tarczyna oczywiście. Wynik pod koniec dnia: ok. 16.100. No to jutro do wydania jeszcze 1400.

Co by tu kupić???

Whisper
30-03-2005, 08:55
O, przypomniało mi się...

Jak na razie oboje z Luśką wykazujemy zerowe zdolności negocjacyjne. Ale będziemy nad tym pracować...

Whisper
30-03-2005, 18:27
30 marca 2005
Sezon prac działkowych og łaszam za otwarty. Dzisiaj przy użyciu piły łańcuchowej wyciąłem kilka węgierek i mirabelek tak, że zostały tylko kikuty. Za kikuty złapie koparka i mi wyciągnie korzenie (mam nadzieję). Oświadczam wszem i wobec, że jak będę chciał sobie kupić piłę łańcuchową, to tylko elektryczną. Ta była spalinowa Stihla a nie widziałem żadnej różnicy na korzyść względem jakiegoś elektrycznego NołNejma. Wręcz przeciwnie. Hałas ogromny. Ciężkie. Smród jakbym się z trabantem w jednym kibelku zamknął. Odpalanie połączone z urywaniem sobie ręki, łańcuch cały czas się kręci, więc odpada położenie na chwilę piły bez wyłączania, żeby sobie przesunąć kawałek drewna. Jestem srodze zawiedziony.

Po drodze na działkę zadzwonił Kaczor D. Ja coś tak miałem przeczucie, że jeszcze coś będzie... No i oczywiście było. Otóż zmniejszyliśmy sobie kwotę kredytu, żeby załapać się na mniejsze oprocentowanie, dostaliśmy pozytywną decyzję i... dziś okazało się, że kosztorys który im złożyliśmy jest na tą wyższą kwotę (przecież go nie zmienialiśmy) i teraz nam się "nie domyka". Donald rzucił nieśmiało, żebyśmy zrobili jeszcze zakupów na następne 15 tysięcy, ale dałem odpór. Miał kombinować, negocjować z Myszką Miki, czy z Psem Pluto... nie wiem. Wiedziałem tylko jedno - już nie będę żadnych papierów im kombinował - skończyła mi się chęć. Albo coś zrobią, albo pójdę do BPH, poproszę o umowę, podpiszę, i będę miał wszystko głęboko w du... wiecie sami gdzie.

Wróćmy na działkę. W związku z tym, że w sobotę ma przyjechać do nas pierwszy transport, czyli stal :D, trzeba takiemu długiemu i szerokiemu samochodowi zapewnić wjazd. A jakbyście zerknęli na początek dziennika, to zobaczylibyście, że brama ma raptem szerokość ze 3 m. Dlatego właśnie wyciąłem dwie mirabelki, żeby można było wyciągnąć jeden słupek i zrobic szerszy wjazd. Tylko że pojawił się problem. Ziemia jest zamarznieta i tego słupka chyba nie dam rady wykopać. A jakbym go nawet wykopał, to jest szansa, że jest zabetonowany od dołu :( . Nie wiem... uciąć go, czy co? Wszelkie pomysły mile widziane.

Wróciliśmy do domu, a pare minut temu zadzwonił K. Donald. Po walkach frakcyjnych wewnątrz Banku Kaczora Donalda ustalono, że dadzą mi 300/2.45 :D o ile założę u nich konto do obsługi tego kredytu. Przerwałem więc na chwile pisanie tego posta i konto juz jest założone :) W sumie to i tak o tym myślałem, bo to wygodniej mieć jedno konto do wszelkiego rodzaju wydatków budowlanych - raz że większa kontrola wydatków, dwa że nie będe się musiał zastanawiać jaka jest wysokość raty - domyślam się, że sami sobie pobiorą.

Ufff... ciężki dzień dziś był.

Plan na jutro - dokończymy wydawanie kasy (może kupię klej do bloczków?), o 12tej mamy geodetę, który ma wytyczyć dom, znajdziemy koparkę do wyrwania korzeni i na sobotę do zdjęcia humusu i wykopu pod fundamenty.

Luśka Whispera
31-03-2005, 16:25
31 marca 2005
Ciąg dalszy zakupów i prac porządkowych. Whisper zostawił mnie z rana na działce, żebym wzięła się za znoszenie poucinanych drzewek i inne kobiece czynności, a sam pojechał szukać gościa z koparką i wydać resztę pieniędzy wymaganych przez bank. Koparka będzie na jutro, zapas kleju do bloczków zapewniony, a reszta poszła na zadatek na beton. Poza tym mieliśmy wizytę GEODETY, który wytyczył nam DOM.

http://zrobietosam.com/images/dziennik/geodeta.jpg

Poszło to sprawnie, chyba nawet tanio (450 zł z VATem), a w dodatku prawie identycznie z naszymi własnymi zeszłorocznymi wytyczeniami "tak dla orientacji".

Pan Kaczor D. dał nam znać ile kasy potrzebujemy na opłaty okołokredytowe. Opadły nam szczęki, bo wyszło tego jakieś 9500 zł. Okazało się, że załapaliśmy się na korzystne warunki w promocji, tyle tylko, że nie mówiono nic o tym, że minimalny wkład własny to 30%, a nie 20% jak nas informowano wcześniej. Musimy więc ubezpieczyć brakujący wkład, stąd te 9500 zł. Siedzimy teraz i czekamy w napięciu na telefon od Donalda, że można juz przyjść i podpisać umowę. Bo już proponował, żeby to załatwić jutro z rana, bo nie może zdobyć czyjegoś podpisu, ale uparliśmy się, że MUSIMY jeszcze dziś dostać oficjalnie ten kredyt....

Luśka Whispera
31-03-2005, 20:50
31 marca 2005

PODPLISALIŚMY KREDYT!!!
Szczegóły wkrótce. Na razie Whisper leży na kanapie, dopija resztki szampana, pali cygaro i mówi, że jest burżuj...

Whisper
01-04-2005, 11:34
Tak mnie te wszystkie historie kredytowe wymęczyły, ze nie mam siły nawet pisac o wczorajszym dniu. Ważne, że podpisaliśmy kredyt i to na 300/2.4%. Kaczor D. postarał się :D.

DOBRY KACZOR :wink:
http://www.disneyanaexchange.com/Photobin/mkt%20zzf%20golden%20birthday%20donald%20duck%20by %20marc%20delle%20limited%2060.jpg

Oczywiście w ostatniej chwili trzeba było jeszcze załatwiać jakies weksle, jakieś znaczki skarbowe, ważne że już jest po wszystkim. Dziś Luśka pojechała do sądu w Grójcu załatwić wpis do hipoteki, niedawno dzwoniła, że już go ma i pojedzie do Kaczora Donalda, coby uruchomić pierwszą transzę.

Jestem zmęczony i zadowolony że to już koniec. Chociaż gdybym wiedział, ile z tym będzie problemów, to pewnie wzięlibyśmy w BPH. Raiffeisen zawdzięcza sprzedanie mi kredytu dwóm osobom: Kaczorowi D. i mpb1971 :D Gdyby nie oni, to skończyłbym u konkurencji. PODWYŻKI DLA TYCH PAŃSTWA!

Luśka Whispera
01-04-2005, 17:30
1 kwietnia 2005
Pojechałam z rana do Grójca złożyć wniosek o wpis do księgi wieczystej. Wystałam się z godzinę w kolejce, ale załatwiłam. Potem z powrotem do Warszawy, a konkretnie do pana K. Donalda w celu okazania mu pokwitowań z sądu, faktur itp. Jeszcze dziś powinien wyjść przelew z pierwszą transzą :D
A potem wypad do Tarczyna, gdzie umówiłam się z Panem Kopaczem. Pan był bardzo sympatyczny i grzeczny, najpierw obejrzał co jest do zrobienia żeby dobrać odpowiedni sprzęt. Za jakiś czas wrócił Ostrówkiem i zaczął wyprawiać prawdziwe cudeńka :D Zrozumiałam wreszcie fascynację mojej 2-letniej bratanicy koparkami :wink:

http://zrobietosam.com/images/dziennik/kopara1.jpg

Pan bardzo sprawnie powyrywał pnie drzew, przeniósł je w jedno miejsce, wyrwał też razem z betonem słupek od ogrodzenia, żeby zrobić miejsce na jutrzejszy wjazd tego długiego samochodu ze stalą. Kiedy później nieśmiało zaproponował 100 zł, dałam bez namysłu, bo bardzo podobało mi się przedstawienie :) Pan przyjedzie jeszcze jutro usuwać humus, więc Whisper jak będzie chciał, to się będzie targował o cenę.

Whisper
01-04-2005, 21:22
A tak wygląda całkiem porządna działka, jak się na nią wpuści Luśkę... :wink:

http://whisperjet.republika.pl/dziennik/korzenie.jpg

Whisper
02-04-2005, 22:08
2 kwietnia 2005. Dzień szczególny.
Dzisiejszy dzień można podsumować najprościej tak: pojechaliśmy rano na działkę, a wieczorem wróciliśmy z budowy.

Ale po kolei. Jako że w okolicach 7.30-8.00 miała przyjechać stal, a koło 8.00 miała przyjechać Ekipa, parę minut przed siódmą ruszyliśmy na działkę. Po drodze dopadł nas telefon od Ekipy, która już dojechała do Tarczyna i stała dzielnie na poboczu czekając, aż ich doprowadzimy na właściwe miejsce. Doprowadziliśmy.

Ekipa zaczęła rozglądac się po działce, a Szef zaczął wydawać mi polecenia: 5 kilo gwoździ dwuipółcalowych, pięć trzycalowych, pięć czterocalowych i półtora metra desek calówek. Najpierw zgłupiałem, potem się delikatnie podkurzyłem w duchu - no jak to tak, dlaczego on mi każe coś przywozić. Dopiero po chwili dotarło do mnie, że zaopatrzenie w materiały to moja działka... Pojechałem i kupiłem. Tak przy okazji - czy deski calówki w cenie 480 za metr sześć. to drogo? Kiedy ja kupowałem deski, Luśka przyjmowała dostawę stali. O, tak to wyglądało:
http://whisperjet.republika.pl/dziennik/stal.jpg

Ekipa zabrała się za majsterkowanie ław drutowych, niszcząc dopiero co przywiezione drewno i gwoździe :(

Po jakimś czasie pojawił się nasz KierBud, a następnie odbyły się multilateralne rozmowy w gronie: KierBud, Szef, Whisper i z doskoku Luśka. Atmosfera była owocna, strony ustaliły stanowiska, wymieniono poglądy na temat oraz zaznaczono poziom podłogi.

Potem doczekaliśmy się Koparkowego i jego Ostrówka. Koparkowy najpierw ciągnął Ekipie druty fi 6, coby proste były, a następnie...

...kopnął! Była godzina 13:59.

http://whisperjet.republika.pl/dziennik/pierwszy_kop.jpg

I wtedy właśnie uznaliśmy, że nie mamy już działki, tylko budowę w toku. Od tego czasu co kilka minut Luśka mówiła - patrz Whisper, oni budują nam dom! :)

Potem w celu odsapnięcia od trudów budowy oraz zintegrowania się w ramach grupy Tarczyńsko-Piaseczyńskiej udaliśmy się do Zalesia na spotkanko grupy. Było jak zwykle na takich spotkaniach miło, a Panowie Kelnerzy nie potrafią liczyć. Dla potomności tylko cytacik podczas weryfikacji rachunku:
"Kelner: - ...i jeden sok
Abromba: - Ale ja brałam dwa soki???
Kelner: - Tak, ale drugi był później"

Po jakichś dwóch godzinach myknęliśmy z powrotem na dz... na budowę :) i okazało się, że Monsieur Koparkowy de Ostrówek opuścił Ekipę jakąś godzinę temu, zostawając niezbyt dużą dziurę w ziemi oraz imponujących rozmiarów kupkę tego, co z tej dziury wybrał. Ale nie odchodźcie od telewizorów, Monsieur Koparkowy wróci w poniedziałek z nowym, lepszym sprzętem... O, tak wygląda miejsce na przyszły garaż (właściwie to przpomina to rozmiarami hangar lotniczy...):

http://whisperjet.republika.pl/dziennik/garaz_1.jpg

Z tyłu widoczna kupka. Z prawej widoczna 1/5 Ekipy.

Ano właśnie. Ekipa składa się z pięciu osób, które będą zasilane Szefem "z doskoku". Szef będzie kursował między naszą budową, budową Martki i jeszcze jedną budową w Piasecznie. Pocieszające jest to, że chłopaki nie rozgrzebują kilku robót jedną ekipą, tylko jedna ekipa=jedna budowa.

Na koniec porozmawialiśmy sobie o umowie, której jeszcze nie podpisaliśmy, ale zrobimy to we wtorek. Zostawiamy zapis, że my płacimy 200zł od łebka za każdy dzień przestoju z powodu braku materiałów (czyli 1000zł dziennie :o ), ale dodajemy punkt mówiący o tym, że za każdy dzień opóźnienia powyżej terminu z umowy on płaci nam 1000zł... Facet trochę się zapędził chyba. Można powiedzieć, że mieliśmy małą różnicę zdań na pewne tematy i w pewnym momencie na nasze pytanie kiedy będą potrzebne bloczki fundamentowe, Szef powiedział: następnego dnia po laniu fundamentów. Troche mi szczęka opadła i mówię - ale to chyba troche za wcześnie, beton powinien zastygnąć, ale Szef szedł już po całości - będzie dobrze, nim oni postawią jedną warstwę bloczków to już zastygnie. Uciąłem sprawę dyplomatycznym "KierBud zdecyduje", po czym zmyliśmy się do domu.

Po drodze doszliśmy do wniosku, że albo:
1. wkurzyliśmy trochę Szefa i wzięliśmy go wcześniej na ambicję, jeśli chodzi o termin, więc jak już raz palnął głupotę, to już brnął dalej. Góral, to uparty.
2. chce zobaczyć jak dużo "skrótów" może nam wcisnąć

A potem postanowiliśmy, że poszczujemy go KierBudem. Szef i Ekipa jest od robienia, Kierbud jest od kierowania. Jak KierBud powie - macie, błękitne wasze kalosze, czekać, aż beton zwiąże, to oni muszą czekać. Bo to on jest KierBudem.

Whisper
04-04-2005, 22:18
No i nastał poniedziałek, 4 kwietnia 2005
Musze przyznać, że Luśka dziś pracowicie spędziła dzień. Najpierw pojechała do Radomia kupic resztę BK na ścianki działowe oraz nadproża (po drodze łapiąc gumę, co zaowocowało telefonem "Whisper, jak sie odkręca tę śrubę?"). Potem wpadła na dz... na budowę :wink: , gdzie okazało się że pomimo obietnic Monsieur koparkowy nie skończył przed południem. Tym razem jednak przywiózł ze sobą Czerwonego Niszczyciela (patrz ilustracja poniżej) oraz Kamaza, coby urobek na bok odwoził.

http://whisperjet.republika.pl/dziennik/big_kopara.jpg

Ekipa w tym czasie kończyła kręcić zbrojenie, ustawiając je w malowniczą budowlę.

http://whisperjet.republika.pl/dziennik/zbrojenie.jpg

Kiedy już Monsieur Koparkowy zabrał swój sprzęt i zainakasował 900 złotych wynagrodzenia, na placu boju pozostały "kupki" ziemi. A ja się teraz zaczynam zastanawiać, co z tym zrobić :o

http://whisperjet.republika.pl/dziennik/cozrobic.jpg

Luśka się nie zastanawia. Narobiła górek i jest happy.

http://whisperjet.republika.pl/dziennik/luska_piach.jpg

Jak koparka się wyniosła, to Ekipa zabrała się za kopanie pod fundamenty.

http://whisperjet.republika.pl/dziennik/pod_lawy.jpg

Mówią, że może jutro pod wieczór dałoby radę wylać fundamenty :o To tempo mnie przeraża :o :o :o

Aaaaa... no i dziś wpłynęła pierwsza transza z kredytu, ratując mnie przed kilkoma następnymi siwymi włosami.

Whisper
06-04-2005, 22:52
5 kwietnia
Ekipa kopie pod ławy fundamentowe, a ja załatwiam parę najważniejszych spraw - wpadam do Martki na działkę (jeszcze nie budowę :wink: ) i podpisuję umowę z Szefem Ekipy. Bo mamy z Martką wspólnego Szefa choć różne Ekipy. Przy okazji oglądam Martkowe pogorzelisko :wink: Potem szybko do betoniarni dogadać się na dostarczenie betonu na ławy i pogadać o piasku do zasypywania fundamentów i piasku do murowania.
Ekipa porzuciła pomysł zalewania jeszcze tego samego dnia wieczorem i ustawili termin na następny dzień na rano. W ciągu popołudnia termin zmieniał się kilkukrotnie, aż stanęło na 15tej.

Whisper
06-04-2005, 23:33
6 kwietnia 2005. Dzień zalewania

Plan był taki:
o 9tej przyjeżdżają bloczki fundamentowe (Luśka z trudem wywalczyła wczoraj transport z dnia na dzień), o 15 zalewamy. W międzyczasie będę starał sie kupić bednarkę do uziomu fudamentowego. Niedużo, z 10-15 metrów.

Rzeczywistość wyglądała następująco:
Bednarkę można kupić, ale w kręgach 60 metrowych.

Radomscy Fundamentaliści (czyli ci od bloczków fundamentowych) powiedzieli, że będą ale nie o 9-tej tylko o 12-tej. No dobra - mamy trochę czasu w zapasie, to podskoczyliśmy obejrzeć jak idzie budowa Martki.

Telefon. Człowiek z Betonu baaardzo prosił czy nie dałoby się przestawić tego zalewania z 15 na 13, bo ma potem transport do Grójca. Konsultacja z Ekipą - można. Nie jest źle, ale robi się ciasno z czasem.

Wpadamy na działkę.
http://whisperjet.republika.pl/dziennik/wykopki0604.jpg
Ekipa kończy już wykopy. Super. To póki nie ma bloczków (jest 11-ta) pojadę do Piaseczna w poszukiwaniu bednarki na metry. Jadę, oczywiście telefon - Fundamentaliści zgłaszają się pod Tarczynem. Udzielam krótkich wskazówek - tu w lewo, tu w prawo, a potem prosto aż zobaczycie hoże dziewczę w czerwonej kurtce, po czym dzwonię do Luśki żeby przywdziewała kurtkę i goniła łapać te cholerne bloczki. Bo ja muszę szybko tę bednarkę... Luśka stanęła na wysokości zadania - przyprowadziła dwa samochody - jeden z HDSem, drugi bez, ale za to bardzo długi.
http://whisperjet.republika.pl/dziennik/fundamentalisci.jpg

Mi udało się w końcu kupić bednarkę (oczywiście 60 m :( ale za to po przyzwoitej cenie) i zaciski, więc szybko na budowę. Przyjeżdżam i co widzę? Ekipa kłóci się z Fundamentalistami na temat rozładowywania tych bloczków, widać że wszystko idzie dość opornie, za pół godziny (o 13tej) ma przyjechać pompa, a Luśka zajmuje strategiczną pozycję inwestorską:
http://whisperjet.republika.pl/dziennik/inwestorka.jpg

W tym momencie zadzwonił telefon - Człowiek z Betonu informuje, że mu się "deczko opóźni", bo coś z pompą. Kurcze, ja to mam farta :) może zdążą te bloczki wyładować.

Bloczki wyładowywali do 15tej...
Ufffff...
10 minut później przyjechała pompa a niedługo potem gruchy...
http://whisperjet.republika.pl/dziennik/pompa.jpg

No i... lali!
http://whisperjet.republika.pl/dziennik/lanie.jpg

Dzień upłynął owocnie :) Jutro zaczną stawiać bloczki fundamentowe...

Whisper
08-04-2005, 22:39
7 kwietnia 2005
Z samego rana zadzwonił Szef Ekipy: "co oni k... panu sprzedali, ten Dysperbit to panie musiał k... na mrozie leżeć bo k... przemarzł i ni ch... nie idzie nim smarować. Powiedz im pan k... że mogą sobie to g... zabierać. Potrzebny jest dobry." Zrozumiałem, zajmę się. W końcu robię za zaopatrzeniowca. Telefon do hurtowni - przywieźć, oddadzą pieniądze, ale innego nie dadzą, bo wszystkie były w tych samych warunkach przechowywane, więc pewnie będzie to samo... Nic, kupię gdzie indziej.

Po drodze na budowę zaliczyliśmy jeszcze spotkanie w sprawie pokrycia dachu. Zobaczymy jak się sprawa rozwinie :wink:

Kupiłem Dysperbit, zamówiłem styropian na ocieplenie fundamentów, zawiozłem Luśkę na budowę - niech dogląda. Sam pojechałem na poszukiwanie folii do izolacji pionowej fundamentów i innych pierdółek (poszukiwanie, nie izolowanie). Wycieczka choć długa, była udana, zakupiłem 80 metrów bieżących folii 0,8 wydając 400 złotych :( No i tu nasuwają się pytania:
1. dlaczego o wielu rzeczach nie miałem pojęcia, że będą potrzebne
2. dlaczego nie było tego w kosztorysie
3. dlaczego jak było, to były inne ceny
4. dlaczego jak ceny się zgadzały, to ilości nie chciały
5. wszystko powyższe razem.

Wróciłem na budowę, okazało się, że faktycznie, zaczyna iść w górę.

http://whisperjet.republika.pl/dziennik/scianafund1.jpg

Przyjechał jeszcze styropian, a my już byliśmy tak padnięci (Luśka inwestorowaniem, a ja zaopatrywaniem), ze przed 17tą zwinęliśmy się do domu.


Parę uwag co do Ekipy. Robią dość solidnie, bez opieprzania się. Używają dynamizatorów werbalnych (ch..., k...) w zakresie w miarę ograniczonym. Potrafią liczyć. Są silni. Czasem widzę gdzieś piwko, ale jedno na pięciu i to popijane na zasadzie pojedynczego szybkiego łyka między przeniesieniem jednej palety bloczków a drugiej.

Szef nadzoruje, przesuwa ludzi między ekipami, słowem zarządza, za to zorganizować swoich relacji z klientem nie potrafi :wink: Obiecywał nam już:
1. harmonogram prac
2. ofertę na ewentualne wykańczanie
3. zestawienie materiałów na kanalizację na poziomie zero
4. i jeszcze coś.
Realizacja na razie napotyka na trudności z przyczyn nieznanych.

Póki co problemów nie ma, ale może się (Szef) zdziwić, jak mu kiedyś powiem, że owszem, zaopatrzę go w to i owo, ale w ciągu pięciu dni... taki mam zagwarantowany termin w umowie. A one będzie miał pięć dni przestoju za które nie zapłacę...

Whisper
09-04-2005, 21:33
9 kwietnia 2005
Tydzień temu zaczęliśmy...

Ścianki fundamentowe pną się w górę i są zasmarowywane Dysperbitem.

http://whisperjet.republika.pl/dziennik/fund.jpg

Najważniejszym punktem dnia były jednak zakupy. Mówią że to nie pieniądze dają szczęście, lecz zakupy. To chyba zależy od tego co się kupuje. Z karteczką od Szefa Ekipy w dłoni wybraliśmy się z Luśką do przybytku hydraulicznego, coby nabyć rury, kolanka i inne kanalizacyjne różności. Wynik - ponad 2.300 zł. :o :o :o Kurde, to ja przed budową sobie wymyśliłem, że mnie te drobiazgi będą kosztowały jakieś 200 złotych ( w końcu to tylko parę kawałków kolorowego plastiku), a tu siurpryza taka... Wciąż jestem w delikatnym szoku :wink: Gwoli ścisłości napiszę, że w tym mieści się również początkowy fragment rurowego GWC - dwie 2m rury fi 200 + kolanko, czyli prawie 200 złotych. Pomarańczowe rury mają chore ceny...

Aaaaa... no i jeszcze przyjechał - jakby go tu nazwać - PanDach. PanDach będzie nam robił więźbę z wiązarów. Pooglądał budowę, pogadaliśmy, pooglądaliśmy na laptopie projekt, który zrobił, omówiliśmy szczegóły techniczne, dogadaliśmy cenę. Więźba przyjedzie gotowa, ludzie PanDacha zamontują ją do wieńca, a potem to tylko obić płytami OSB. Ma ktoś namiary na tanie płyty OSB3 22mm? Tak gdzieś ze 350 metrów kwadratowych... Jak PanDachowi dobrze wyjdzie, to będzie poleconym, a jakby coś było nie tak, to będzie obsmarowanym... Wolałbym go polecać :wink:

Whisper
12-04-2005, 08:13
11 kwietnia 2005
Dzień był nieco zakręcony :wink: . Ekipa miała zamiar ocieplić fundamenty, położyć folię izolacji pionowej, porobić przepusty, ułożyć kanalizację, zasypać i zag ęścić piasek w fundamentach, a na koniec wylać podłogę na gruncie. Melduję, że zadanie wykonano!

Kiedy przyjechaliśmy rano, nie myślałem że im się uda.

http://whisperjet.republika.pl/dziennik/niemozesieudac.jpg

Dopiero zaczynali ocieplanie fundamentów, potem pojawiła sie koparka, zaczęła jeździć ciężarówka z piaskiem. Wydawalo się, że nigdy tego nie zasypią, w pewnym momemcie zabrakło piasku, więc trzeba było na gwałt szukać o 17-tej ciężarówki z piaskiem, ale... po 19-tej wszystko było gotowe do zalewania.

http://whisperjet.republika.pl/dziennik/szybkikoniec.jpg

Zalewanie rozpoczło się o 20-tej i trwało... nie wiem do której. Koło 21 pojechaliśmy do domu, bo zimno było jak diabli. Widok betoniary, pompy i kręcących sie ludzi w żółtawym świetle lamp jest niezapomniany. Zwłaszcza, że oni budują nasz dom.

http://whisperjet.republika.pl/dziennik/noc1.jpg

http://whisperjet.republika.pl/dziennik/noc2.jpg


Trochę statystyki:
poszło 10 Tatr i 1 Kamaz piachu. Koparka (Ostrówek) pracowała ponad 10 godzin. 6 ludzi ekipy + co jakiś czas szef. 3 gości na budowie w ciągu dnia. Jedna paleta bloczków fundamentowych zmieniła miejsce przeznaczenia (patrz Dziennik Martki). 1 nieplanowany punkt kanalizacji. 2 przepusty na prąd. 1 przepust na wodę. 1 przepust do GWC. 22 metry sześcienne betonu...

Whisper
12-04-2005, 21:28
12 kwietnia 2005
Ja dziś pracowałem (w prawdziwej pracy :wink: ), więc Luśka robiła za nadzorującą budowę, inwestorkę, zaopatrzeniowca i jeszcze parę osób :wink:

Pierwsze zaskoczenie z rana: w nocy ktoś był w naszym garażu... Jakbyście zobaczyli psa w betonowych butach, to będzie chyba nasz gość...

http://whisperjet.republika.pl/dziennik/slady.jpg

Wszystko już ładnie było zalane, przyjechali też Radomscy Blokersi, czyli dostawa bloczków z betonu komórkowego. Prosto z miasta Radom... Podobno tradycyjna wymiana poglądów pomiędzy Ekipą a Blokersami na temat miejsca rozładunku palet była dość "obfita", jednak nie tak gwałtowna jak ta z Radomskimi Fundamentalistami.

http://whisperjet.republika.pl/dziennik/zalane.jpg

Luśka wybrała się do betoniarni, coby uiścić za wczorajszy piasek i beton. No i uiściła... 6,5 tysiąca :( . W tym czasie Ekipa rozmierzała to co miała rozmierzyć, aż w końcu...

http://whisperjet.republika.pl/dziennik/pierwszybloczek.jpg

... stanął pierwszy bloczek.

No i fajnie. Teraz już ściany będą szły w górę :D

Whisper
14-04-2005, 19:58
13 i 14 kwietnia 2005
Ściany idą w górę, aż miło patrzeć. Ekipa robi bardzo przyzwoicie, przybyły nieoczekiwanie KierBud pooglądał, pooglądał i pochwalił. A potem pojechał. Ja też szlajałem się po domu - bo to w końcu zaczyna być dom :D, no i w końcu...

udało mi się do czegoś przyczepić!

Hmmm, sam nie wiem czy powinienem zrobić tu buźkę uśmiechniętą, czy może smutną? Smutną, bo znalazłem błąd, a wesołą, bo znalazłem bład

Okazało się, że chłopaki nie uwzględnili jednej z naszych poprawek i drzwi między pomieszczeniem gospodarczym a garażem były 35 cm od ściany, a nie tak jak chcieliśmy 60. Zapytacie - a jest jakaś różnica? Odpowiem - jest. Tam bedzie mój... cholera gdzie jest czerwona czcionka... mój blat roboczy. Czyli inaczej mówiąc miejsce, gdzie będę mógł coś robić i... trzymać różne rzeczy i... no nie wiem... takie tam. Każdy facet potrzebuje blatu roboczego. Odwalcie się :x

Co do bloczków, to budujemy z Belixa 24cm (na klej) i ze smutkiem muszę przyznać, że sporo jest pokruszonego i popękanego. Może transport, może ładowanie, nie mam czasu teraz tego wymieniać a nie jest aż tak tragicznie żebym musiał to robić. Ale ogólnie bloczki są dokładne i naprawde bardzo ładnie się z nich buduje.

Co tam jeszcze... Eeee, co ja będę gadał. Zdjęcia!

Tak się mury pną do góry:
http://whisperjet.republika.pl/dziennik/mury_raz.jpg

Luśka na alternatywnej pozycji inwestorskiej:
http://whisperjet.republika.pl/dziennik/invest_alternate.jpg

Whisper przy ścianie własnego domu :)
http://whisperjet.republika.pl/dziennik/whisper_sciany.jpg

I to tyle na dzisiaj. Jutro nadzoruje Luśka - ja niestety cały dzień w pracy :(

P.S. Pozdrowienia dla Miśka bo się dopominał :lol:

Whisper
15-04-2005, 10:36
15 kwietnia 2005

Houston, we have a problem...

W projekcie mamy komin wentylacyjny i spalinowy dla kotła gazowego. Ponieważ zdecydowaliśmy się na ogrzewanie prądem i wentylację mechaniczną, to komin idzie precz. Niestety kobiety w delegaturze Starostwa powiedziały, że usunięcie komina jest istotnym odstępstwem od projektu i trzeba złożyć projekt zamienny (czy może zastępczy?). Luśka nawiedziła dziś delegaturę w Tarczynie z nowymi rysunkami elewacji, rzutu dachu , przekrojani etc., na których były naniesione i opisane zmiany i dostała... zjebkę :oops: . Że jak to tak można, że projektant powinien wiedzieć, że to nie tylko rysunki, że musi być cały projekt jeszcze raz, cztery egzemplarze, plan zagospodarowania terenu itd. Trochę Luśkę przymurowało, bo zawsze wszyscy byli bardzo mili, a tu takie coś :evil:

Porozmawiałem z projektantem i poradził, żeby wybrać sie do Nadzoru Budowlanego i spytać czy to będą uważali za istotne odstępstwo. Jak nie, to oficjalne pisemko do NB, jak nie zgłoszą zastrzeżeń to nie będziemy sie bawic w projekt zamienny.

Ciekaw jestem co z tego wyjdzie...

Luśka Whispera
15-04-2005, 20:29
Pracowity dzień dla mnie. Nabiegałam sie po urzędach (gminy w Tarczynie, starostwa w Piasecznie i Zakładzie Energetycznym w Konstancinie), zwróciłam część rur kanalizacyjnych, które nam zostały (300 zł do przodu), kupiłam chłopakom drutu wiązałkowego. Wyrównałam jakieś 2 m kw działki, poobserwowałam trochę sójkę, którą zainteresował nasz stary pieniek, powystawiałam się do słońca razem z jaszczurkami... Boże, jak będzie cudnie zamieszkać już na stałe....
Nasz domek (czemu by nie Whisperówka?) wciąż rośnie, jutro mają skończyć ściany zewnętrzne i w poniedziałek zalewać wieniec.

A oto okna naszej sypialni:
http://zrobietosam.com/images/dziennik/okna_syp.jpg

Whisper
16-04-2005, 22:49
16 kwietnia 2005
Dziś minęły dwa tygodnie, jak na naszej Działce pojawiła się Ekipa. W ciągu tych dwóch tygodni Działka przekształciła sie w Plac Budowy, z którego z kolei wyewoluował Dom. Dom nie jest jeszcze domem w pełnym tego słowa znaczeniu, nie ma na przykład dachu, drzwi, Jotula, sznurów na suszące się skarpetki, komputera, prysznica, żelazka i tych wszystkich innych rzeczy, które stanowią że miejsce na ziemi można nazwać domem. Ma zaczątki - ściany, fundamenty, dziury na okna i drzwi. Dom jest chyba w stadium larwalnym.

Whisper
16-04-2005, 23:21
Z samego rana pojechaliśmy do firmy z pokryciami dachowymi (pozdrowienia dla Statka). Pooglądaliśmy ciutkę i czekamy na wycenę.
Potem wpadliśmy na budowę do Martki. Jej Krzemyk rośnie w oczach, czego przykład znajduje się poniżej.

http://whisperjet.republika.pl/dziennik/u_martki.jpg

Martka z Luśką obchodziły Krzemyka z każdej możliwej strony, a ekipa murowała zawzięcie :)

Potem na naszą budowę. Przywitał nas całkiem dostojny widok, z prawie wszystkimi otworami okiennymi i drzwiowymi zakończonymi gustownymi nadprożami.

http://whisperjet.republika.pl/dziennik/dom16_1.jpg

Mniej dostojnym widokiem okazał się widok Ekipy zawzięcie produkującej przy użyciu piły nadproża typu "U" ze standardowych bloczków. Okazało się, że gdzieś się pomyliłem w obliczeniach i kształtek "U" zabrakło. Ale Ekipa jest zaradna...

Z mojej standardowej pozycji fotograficznej na górce humusu tył domu wygląda tak:

http://whisperjet.republika.pl/dziennik/dom16_tyl.jpg

Prace w środku również idą pełną parą i wygląda na to, że w poniedziałek będziemy zalewali wieniec. Kończą się robić ściany konstrukcyjne.

http://whisperjet.republika.pl/dziennik/dom16_inside.jpg

Korzystając z tego, że mamy już pełnowartościowe otwory okienne, Luśka ustawiła się do zdjęcia.

http://whisperjet.republika.pl/dziennik/luskawoknie.jpg

W ciągu dnia wpadła do nas w celach rozrywkowo-zapoznawczo-zaopatrzeniowych :wink: rodzinka Luśki. Oczywiście musiał spaść deszcz. Nie mogliśmy się schować w domu (bo to Larwa przecież jeszcze), na szczęście dachu użyczył nam stojący na działce blaszak. Jeśli kiedykolwiek przechodziła mi przez głowę myśl o pokryciu domu blachodachówką, to po solidnym deszczu w blaszaku mi przeszło :D

Dzień zakończył się bardzo miło, bo mocną grupą w składzie Martka, Luśka i wujek Whisper najechaliśmy Abrombów (zresztą na ich wyraźne życzenie ;) ). Chciałem zdementowac pogłoski, jakoby Abromba spaliła doszczętnie grill. On sie tylko zapalił... Połaziliśmy po Abrombowej chałupie (czyli Domu w stanie prawie że ostatecznie ukończonym), zwiedziliśmy Pokój Siedmiu Kochanków, poszperaliśmy w kuchni i posililiśmy sie nieco przy grillu.

http://whisperjet.republika.pl/dziennik/u_abrombow.jpg

Strasznie nam przypadło do gustu Abrombiątko, czyli jedyne samoobsługowe dziecko w wieku przedprzedszkolnym znające trasę pociągów na linii Warszawa-Białystok (pytajcie Abromby o co chodzi :wink: ). Martka chciała wziąć go na stałe, ale Abromba była zainteresowana jedynie krótkotrwałym leasingiem. Do transakcji nie doszło...

Aaaaa! I musze sobie kupić taki wielki sekator do gałęzi Fiskarsa i szpadel Fiskarsa. I chyba na siekierę Fiskarsa też się skuszę...

Whisper
18-04-2005, 23:07
17 kwietnia 2005
Spotkanie forumowe grupy warszawskiej w Lolku przekształciło się w rajd po budowach północnego Mazowsza :) Zwiedziliśmy dom Nulli i Tuśka oraz Jagnowego Podrzutka. Pies Jagny jest boski...

18 kwietnia 2005
Dziś na budowie nie było widać spektakularnych postępów. Mieiliśmy nadzieję, że Ekipa już będzie zalewała wieniec, ale oni dopiero zbijali blaty, a potem mocowali je na budynku. Trudno - pocieszyliśmy sie paleniem liści, patyków i korzeni wilczomlecza. Kiepska wiadomość - kawały darni z wilczomleczem, które leżały od zeszłego roku i schły sobie czekając na kolejkę do utylizacji, zaczynają przejawiać chęć do życia. To bydlę znowu zaczyna puszczać korzonki :evil: :evil: :evil:

Aaaa... i mamy komin do wysokości wieńca.

Dobra wiadomość - zachęceni demonstracją u Abromby kupiliśmy sobie sekator Fiskarsa. Suuuper :D

Taka sobie wiadomość - trochę nam zostało matyeriału. Cztery palety bloczków fundamentowych (ale to może się wykorzysta przy tarasie) i dwie palety Belixa 24cm. Ciekawe ile zostanie Belixa 12cm po wymurowaniu ścian działowych...

Whisper
21-04-2005, 22:49
19 kwietnia 2005
Ekipa zbija blaty na szalunek wieńca. Szef Ekipy mówi, że następnego dnia mają zalewać.

Whisper
21-04-2005, 22:56
20 kwietnia 2005
Rano telefon z betoniarni z pytaniem na którą przewidziane jest zalewanie wieńca. Wykonuję telefon do Szefa, który mówi, że zalewania dziś nie będzie, że on wcale nie mówił że miało być. I że będzie zalewać jutro rano. Wkurzył mnie, ale że akurat byłem w pracy, czyli jakieś 30km od niego, to tylko wypuściłem powietrze i umówiłem betoniarnię na rano.
Jak się okazało, Ekipa skończyła szalowanie w miarę wczesnym popołudniem.
http://whisperjet.republika.pl/dziennik/wieniec.jpg
A że nie mieli co robić, to zabrali się za ścianki działowe... Ale o tym w następnym odcinku.

Whisper
21-04-2005, 23:06
21 kwietnia 2005
Z samego rana (7:00) telefon z betoniarni. Pompa przyjechała, czeka przed bramą, brama zamknięta, nikogo nie widać :o Dzwonię do Szefa Ekipy, który jest wstrząśnięty, lecz nie zmieszany - mówi że robią od 6:30, brama jest otwarta, żadnej pompy nie widzieli w okolicy. Telefon do betoniarni - gdzie właściwie jest ta ich pompa? Eeeee... powinna być u nas ale chyba jest gdzie indziej :wink: Więcej nie oddzwonili, więc uznaliśmy sprawę za załatwioną.

Po południu wybraliśmy się na budowę, coby obejrzeć to i owo. Mnie nie było tam przez dwa ostatnie dni, więc jechałem z ciekawością. Wieniec zalany, ściany działowe do wysokości pasa. Można w końcu zobaczyć jak to będzie wyglądało :D

http://whisperjet.republika.pl/dziennik/dzialowe2.jpg

Ekipa była pozytywnie zaskoczona, kiedy wyszło na jaw że nie będą musieli robić ścian szczytowych - przyjadą razem z więźbą. Skrajne wiązary będą wykończone płytami OSB, które będą stanowiły szczyty. Inaczej musiałbym dorzucać na zewnątrz domu jeszcze jeden podciąg, o którym projektant nie pomyślał. No i drżałbym, że mi ta ściana szczytowa wpadnie do domu przez te kilkanaście dni, póki nie przyjedzie więźba. Bo to w końcu taki żagielek betonowy... :wink:

Whisper
22-04-2005, 08:43
22 kwietnia 2005
Dziśpóźnym popołudniem jesteśmy umówieni z rzeczoznawcą z banku. Przyjedzie wycenić stopień zaawansowania robót, bo już druga transza sie kłania... Zobaczymy co to będzie.

Luśka Whispera
23-04-2005, 07:40
Rzeczoznawca przyjechał, pyknął parę fotek, sprawdził czy mu się wizualnie front domu zgadza z projektem, zainkasował 70 zł i pojechał. W poniedziałek ma przesłać raport do banku, więc zobaczymy co z tego wyjdzie.

Wieczorem nasi panowie mieli za sobą wykonanie jakiś 98% wszystkich ścianek wewnętrznych :D

http://zrobietosam.com/images/dziennik/dzialowe3.jpg

W sobotę dorobią komin i to by chyba było na tyle :D Równo trzy tygodnie :D

Whisper
23-04-2005, 11:16
Z gatunku rzeczy śmiesznych: jak zwykle źle wyliczyłem materiały i zostały nam dwie palety Belixa 24cm i 4 palety bloczków fundamentowcyh. Bloczki się przydadzą, natomiast Belix nie. To jeszcze nie było śmieszne. Teraz będzie: jedna paleta bloczków (ofoliowana, a jakże) stoi w naszej sypialni i za Chiny Ludowe nie będzie jej można wyciągnąć, bo przez drzwi nie przejdzie. Bo Ekipa myślała, że ścianki szczytowe będą z tego stawiać...

Luśka Whispera
23-04-2005, 14:37
Będzie jeszcze śmieszniej - w pokoju dziennym mamy już zablokowaną drugą paletę Belixa - nasi bezmyślni panowie :evil: zrobili nam dzisiaj próg z bloczków pod oknami balknowymi, więc na paleciaku już bloczków nie da się wyprowadzić :evil: Ciekawe co w związku z tym wykombinują...

Whisper
25-04-2005, 21:48
25 kwietnia 2005
Melduję, że w dniu dzisiejszym, we wczesnych godzinach porannych Ekipa opuściła plac budowy. Po trzech tygodniach zostawili nam całkiem porządmną chałupę, nawet w niej posprzątali :D . Zrobiło sie tyle pustego miejsca po ich przyczepkach i samochodach...

Jak widać na garażu mamy domurowany szczyt...

http://whisperjet.republika.pl/dziennik/dom_szczyt.jpg

...a z innej perspektywy widoczny jest nasz komin.


http://whisperjet.republika.pl/dziennik/dom_komin.jpg

Teraz czekamy na konstrukcję dachu, dziś firma mile mnie zaskoczyła informując, że więźba przyjedzie nie 10 jak planowano, ale 5 maja. To super, bo 9-go wyjeżdżam na tydzień, a strrrasznie chciałem być przy stawianiu :)

Oprócz tego cztery firmy toczą mniej lub bardziej wyrównany bój o kontrakt na pokrycie nam tego dachu. Jak sami zainteresowani wiedzą, ceny kręcą się wokół 30 tysięcy :evil: Tak to jest, jak sie chce mieć rozległą parterówkę... Wybór wykonawcy do końca tygodnia, a na jakiegoś 9maja widzielibyśmy początek krycia. No i wtedy mnie nie będzie :(

Kiedy ekipa już pojechała (czekali w sumie tylko na to, żeby nam oddać papierowy, błękitny dziennik budowy), zaczęliśmy jak dzieci latać po domu, bo w końcu mogliśmy :lol: Lataliśmy po wszystkich pomieszczeniach, mierzyliśmy i przymierzaliśmy, pełen odlot :)

A tu mały fotoreportaż: Whisper w domu.

Whisper na kibelku
http://whisperjet.republika.pl/dziennik/wh_kibel.jpg
Whisper dłonie myjący
http://whisperjet.republika.pl/dziennik/wh_rece.jpg
Whisper pod prysznicem
http://whisperjet.republika.pl/dziennik/wh_prysznic.jpg
Whisper pijany... tfu! Whisper w wannie
http://whisperjet.republika.pl/dziennik/wh_wanna.jpg
Whisper prasujacy w garderobie
http://whisperjet.republika.pl/dziennik/wh_prasowanie.jpg
Whisper przegląda Forum w gabinecie
http://whisperjet.republika.pl/dziennik/wh_komp.jpg


I niech mi ktoś powie, że ja tam juz prawie nie mieszkam :D

Mieliśmy również wizytę Jezierów, którym udało się zlokalizować naszą budowę. Pooprowadzaliśmy, potem wpadliśmy z rewizytą. Fajną mają chałupkę, nie powiem :)

Whisper
27-04-2005, 23:30
27 kwietnia 2005
Korzystając z tego, że dziś miało być ciepło i sucho (w odróżnieniu od planów meteorologów na jutro), wybralim się z Luśką na Budowę W Stanie Zawieszenia. Tak się narobiłem, że mało nie zdechnę :( Coś tam skopałem - w końcu szpadel Fiskarsa musiał przejść chrzest bojowy ;) - spisał się dzielnie, jestem bardzo zadowolony. Poza tym robiliśmy porządki po porządkach Ekipy. Jak uważni Czytelnicy zauważyli, mamy dziurę w ziemi - pozostałość dawnego fundamenciku pod coś, co nigdy nie powstało, a wymiarami miało przypominać dwa kioski Ruchu. Tam Ekipa wrzucała gruz (i chwała jej za to), wylewała resztki betonu z betoniarki, tam też odbywało się czyszczenie pompy przy zalewaniach. Niestety zmyślna ekipa wrzucała tam również flaszeczki, butelki po napojach, papiery, folie, puszki, wszystko czego się nie dało spalić bez produkowania wysoce toksycznego dymu, nawet dwie opony chłopcy tam upchnęli. Oczywiście przykryli to pokruszonymi bloczkami i innym śmieciem budowlanym, który w ziemi spoczywać może. Jak to Luśka zobaczyła to... kazała mi to odkopywać, wyciągać i sprzątać, bo "będę się źle czuła jak będę wiedziałą że pod ziemią takie śmieci leżą". Dobra, baba każe, chłop robi. Gorzej że to częściowo było podlane zastygniętym betonem :( Ale udało się, chociaż plecy bolą tak, że boję się, że jutro nie wstanę.

Oprócz tego przydały się zdjęcia, które pstrykałem bez opamiętania na różnych etapach budowy. Zniknęło nam jedno odejście kanalizacji. Było, chyba było, zrobili? Mieli robić? Na szczęście na zdjęciach okazało się, że mieli robić, zrobili, ale się zalało chudziakiem :) Według zdjęć trafiłem bezbłędnie - parę milimetrów pod powierzchnią był korek od kanalizacji... Ufff... Teraz będę robił dwa razy więcej zdjęć wszystkiego co się nie rusza i jest przeznaczone do przykrycia.

A! I mamy pliszki na działkobudowie :)

Whisper
07-05-2005, 01:05
5-6 maja 2005

Bedzie troche "reportaz na zywo", bo pisze na biezaco, potem tylko dodam zdjecia i wrzuce na forum :wink:

Z rana padalo jak diabli :( Wiazary przyjechaly troche przed czasem, ekipa troche po, wiec w sumie srednio wyszlo punktualnie. Niestety z powodu deszczu droga rozmiekla i przy probie wjechania na dzialke samochod z wiazarami zaczal sie zakopywac. Decyzja mogle byc tylko jedna - rozladowanie na ulicy i wnoszenie silami ekipy. Dobrze, ze ekipa wesola wiec mimo padajacego deszczu i blota po kostki jakos te wiazary pownosili. Wyjazd ciezarowki to temat na oddzielna opowiesc...

Powinienem jeszcze wspomniec o powodzi w domu. Lalo, woda nie miala gdzie odplynac i sobie stoi...

Dachowka bitumiczna a blachodachowka z posypka. Pojawil sie dylemat... Ekipa robi rowniez pokrycia dachowe i szef zaczal sie zastanawiac, czy jednak plyty OSB przy rozstawie wiazarow 1.25m nie ugna sie po zimie. Myslimy intensywnie...

No i mamy piewszy problem - garaz jest o metr szerszy niz w projekcie dachu. Na szczescie wiazary nie wpadly do srodka, ale okap zrobil sie waski - 10cm zamiast 50 :( Luska telefonicznie potwierdzila, ze szerokosc garazu jest zgodna z projektem, wiec zobaczymy co powie wiezbiarz...
Wiezbiarz wlasnie zadzwonil, przepraszal, kopnal sie przy odczytywaniu ze skanu, poprawki oczywiscie na jego koszt. Bardzo poprawnie sie zachowal ;)
Pare slow o ekipie. Ekipa "kulturna", wesola, zadnych przeklenstw, szef do wszystkich per Pan. Bardzo elegancko ;)

W pare godzin ekipa postawila wiezbe nad garazem.
http://whisperjet.republika.pl/dziennik/wiezba_garaz.jpg

Do 17tej polowa wiezby nad glowna czescia juz stala. Najwiecej narobili sie przy wciaganiu jedenastometrowych wiazarow na dach. Nawet jak na szesciu chlopa jest to kawal ciezaru. Zadziwia mnie zwinnosc z jaka skacza po 12cm sciankach dzialowych. Ja po wlezieniu na wieniec czulem sie mocno niepewnie...

http://whisperjet.republika.pl/dziennik/czlowiek_pajak.jpg

Nastepny dzien to dalsze wciaganie wiazarow i montaz. Ekipa pracuje bardzo dokladnie, na porzadku dziennym jest przestawianie wiazara o 2-3mm, bo "jeszcze nie jest cymes" :lol:. Jestem pod wrazeniem.

Luska wybrala sie do odsieciowanej Abromby, a potem obie + Abrombiatko pojawily sie u nas. Abromba dokonala "wycinki sanitarnej", zabierajac nam polowe lasu :wink:, coby u siebie przesadzic. A pomyslec ze ja glupi chcialem sie meczyc przy wycinaniu tych samosiejek. I niepotrzebnie - przeciez Abromba zalatwia to dokladniej. Niech Ci Abrombo rosna slicznie te badylki! :D

Pojawila sie rowniez ekipa jednej z firm starajacych sie o kontrakt na pokrycie naszego dachu. Poogladali, pomierzyli, pojechali. Nie marudzili ze wiezba krzywo i ze "tak sie nie robi", wiec chyba stoi to wszystko w miare rowno :wink: :lol: Aha, juz jestesmy prawie ze zdecydowani na zmiane pokrycia na blachodachowke z posypka, tyle ze cena jest jeszcze troche zbyt wysoka (o obu naszych szanownych oferentow :wink: ). Gdybysmy mieli wiazary nieco gesciej (co jakies 90cm a nie 125) to zostalibysmy przy goncie. Ta ekipa rowniez potwierdzila obawy naszych obecnych dachowcow - zbyt duzy rozstaw dla OSB 22mm. Zawalic sie nie zawali, ale po dwoch latach moga byc "fale Dunaju" z plyty OSB :( Dlaczego do $%#%^ przedtem wszyscy mowili, ze 22mm moze spokojnie byc na tym rozstawie? :evil: :evil: Dopiero wykonawcy mowia, ze moze z tym nie byc tak rozowo.

Do konca dnia ekipa postawila juz wszystkie wiazary na domu.
http://whisperjet.republika.pl/dziennik/z_wiezba.jpg
Na poniedzialek zostaly im jeszcze szczyty, no i dokonczenie mocowania. A tymczasem mam juz piekny stryszek :D
http://whisperjet.republika.pl/dziennik/stryszek.jpg

Luśka Whispera
10-05-2005, 20:41
10 maja 2005

Od wczoraj inwestoruję sama, bo Whisper wyjechał na kilka dni. Jest nawet fajnie, tylko monotonnie :wink: , bo wszystko kręci się wokół dachu.
Ostatecznie dopiero dziś, ze względu na deszcze, zakończono montaż więźby. Było też trochę zabawy ze zrobieniem okapu na murowanej ścianie szczytowej, ale podobno panowie dali radę. Efektu finalnego jeszcze nie widziałam. Ciut przedfinalny wygląda tak:

http://zrobietosam.com/images/dziennik/wiezba_z_frontu.jpg

http://zrobietosam.com/images/dziennik/wiezba_zza_gorek.jpg

http://zrobietosam.com/images/dziennik/szczyt_tarasowy.jpg


Wybrałam sama (co za odpowiedzialność :) ) konkretną blachodachówkę z posypką - panowie statek i michał d. prowadzą bardzo wyrównaną walkę o zamówienie. Jutro do południa będę musiała się zdecydować na jedną. Nie będzie to łatwe, najchętniej dogodziłabym wszystkim :oops: Tak czy inaczej, trzeba będzie poczekać na towar do przyszłego piątku :( O ile postęp prac w kwietniu był zawrotny, tak maj wyglądać będzie chyba mizernie :(

Luśka Whispera
11-05-2005, 16:52
11 maja 2005

Dobiłam targu w sprawie pokrycia dachu :D Dostałam bardzo przyzwoitą cenę, mam nadzieję, że firma do mnie nie dołoży :wink: Firmy reprezentowane przez panów ogłaszających się na Forum (Michał Dąbrowicz i Statek) bardzo się starały (dziękuję :D), szły z upustami łeb w łeb, więc o wyborze jednej z nich zdecydował bardziej czynnik losowy. Zaliczkę już wpłaciłam, ekipa wchodzi na dach w przyszły poniedziałek, robota zajmie im pewnie jakieś dwa tygodnie.
Wybór blachodachówki to dosyć ryzykowna sprawa 8) Będzie to dachówka Senator (imitująca gont bitumiczny) nowozelandzkiej firmy AHI Roofing w kolorze sunset. W Polsce jeszcze takiej kombinacji nie sprzedano, co więcej - nie widziałam żadnego dachu pokrytego tą dachówką nawet w innym kolorze 8) Właściwie to widziałam jedynie kilka zdjęć i próbnik koloru wielkości jakiś 10 cm2 :-? Były tylko 4 kolory do wyboru, a że dach chciałam mieć czerwonawy, to wybrałam ten sunset, chociaż się nim nie zachwycam, bo taki jakiś ceglasty ( a ja bym wolała zimniejszą czerwień). Wierzę, że dach mi się ostatecznie spodoba :D Na blachę jest 50 lat gwarancji, więc tak czy inaczej przyjdzie mi go polubić.

Sunset to jakby mozaika dwóch odcieni:
http://www.ahiroofing.pl/foto/senator_sunset2.jpg http://www.ahiroofing.pl/foto/senator_sunset.jpg
A tak wygląda dach w innym kolorze Ahi Senatora http://www.ahiroofing.pl/foto/senator.jpg

Obejrzałam dzisiaj efekt końcowy pracy ekipy od montażu wiązarów. Wyszło nawet OK (przynajmniej wizualnie dla mnie), natomiast zostawili nam całkiem spory bajzel na budowie :evil:

Gotowa ścianka szczytowa z konstrukcją okapu:

http://zrobietosam.com/images/dziennik/okap_nad_garazem.jpg

Po ostatnich deszczach mamy dużo wody w garażu

http://zrobietosam.com/images/dziennik/woda_w_garazu.jpg

A oto nasz kącik jadalny w "dużym pokoju":

http://zrobietosam.com/images/dziennik/jadalnia.jpg

I kilka zdjęć ogródka: pierwszy bez, przyrosty świerka kulistego, konwalie i świeża trawka:

http://zrobietosam.com/images/dziennik/bez.jpghttp://e-kipa.pl/~aretzkee/swierk_gniazdkowy.jpg
http://zrobietosam.com/images/dziennik/konwalie.jpghttp://e-kipa.pl/~aretzkee/trawa.jpg

Whisper
16-05-2005, 08:28
14 maja 2005
Zrobiliśmy małego :wink: grilla. Pojawili się: Jezierowie, Martka, KZE z żoną, Sobotkowie, Nulle, Abromby, MPB1971 z mężem, Maluszki z kudłatym, Mieczotronixowie, Joshi z mężem (ale bez gadów). Nie powiem przez grzeczność :wink: kto miał przyjechać, ale nie przyjechał.
Nulla i Abromba wyszabro... eeee... dokonały wycinki sanitarnej i wywiozły trochę zieloności wszelakiej, której u nas jest mnóstwo. Joshi odjechała z larwami z kompostu. Smacznego życzymy :)
Wszystkim bardzo dziękujemy i zapraszamy ponownie :D

Whisper
16-05-2005, 08:30
16 maja 2005
Dziś koło 11 mają sie pojawić dekarze. Na razie będą ołacać (jakie ładne słowo). Dachówki podobno jadą z Anglii i będą w okolicach piątku. Czekamy z niecierpliwością.

Whisper
17-05-2005, 07:51
Z przyczyn logistycznych dekarze pojawili się po pierwszej. Wieczorem kiedy skończyłem pracę podjechaliśmy jeszcze na budowę. Postępy takie sobie - zaczęli montować pas podrynnowy. Poza tym mamy dylemat z odprowadzeniem wody z daszku nad gankiem - mamy tam niby mieć rury spustowe, ale po obejrzeniu dokłądniejszym stwierdziliśmy, że jednak trzeba będzie zrobić łańcuchy - rury wchodziłyby zbytnio w światło okien i cały ganek byłby przez nie zdominowany. Poza tym przestawiłem jedną rurę spustową, bo Luśka kazała ją wyprowadzić... na taras :D

Whisper
17-05-2005, 21:01
17 maja 2005
Dzis mamy święto narodowe Norwegii, http://www.n1nj4.com/images/smiles/Norway.gif, w związku z czym pozdrawiamy wszystkich Norwegów.

Poza tym byłem po pracy na budowie - jak wiadomo "Pańskie oko konia tuczy". Dachmeni w sile trzech delikatnie podłamani deszczem gięli sobie blachę na pasy podrynnowe. Chciałem zaznaczyć, że potrafię obecnie biegle posługiwać się terminologią dekarską - takie wyrażenia jak pas podrynnowy, deska wiatrowa i kalenica mylą mi się już dość rzadko :wink:.

http://whisperjet.republika.pl/dziennik/rynny.jpg

Tam gdzie przymocowali pasy podrynnowe, wieszali rynny. Rynny wzięliśmy w końcy Bryzy. Dlaczego? A nie wiem, jakoś tak wyszło. Wystarczyło, że Luśkę zostawiłem na parę dni samą w domu i później są efekty :wink:

Whisper
18-05-2005, 22:03
18 maja 2005
Przed południem wybrałem się na budowę, żeby dokonać oceny postępów prac. Postepy są - mamy już wszystkie rynny, tylko rur spustowych nie ma. Mamy też łaty i folię na połowie dachu. Niestety po południu zaczął padać deszcz, więc prawdopodobnie tempo prac uległo spowolnieniu...
http://whisperjet.republika.pl/dziennik/dach_folia1.jpg
Na zdjęciu powyżej wprawne oko dostrzeże dwa kawałki pokrycia położone obok siebie. Dla mniej wprawnych oczu zbliżenie poniżej:
http://whisperjet.republika.pl/dziennik/dachowki_closeup.jpg
Trochę się zdziwiłem, jak zobaczyłem ten z lewej (najpierw tylko on leżał na dachu). Wydawało mi się, że ta blachodachówka miała być jaśniejsza... Zaraz jednak znalazł się drugi kawałek, jaśniejszy, ale jednokolorowy (na pierwszym można zobaczyć delikatne różnice w odcieniu - jakby coś nierówno wysychało). No i tu zgłupiałem, bo przecież Luśka mówiła że to będzie właśnie takie niejednorodne, ale na pewno nie miało być brązowe. Po chwili zostałem przez Dachmenów podłamany pytaniem - "To który kolor w końcu będzie?" Coś pomruczałem, że na pewno "baba" wie, pstryknąłem parę zdjęć i pojechałem do Statka (bo od niego kupowaliśmy), żeby spytać co ta Luśka w końcu wybrała. Statek kiedy mnie zobaczył, nie wyglądał na najszczęśliwszego człowieka pod słońcem - chyba pamiętał negocjacje Luśki :wink:, ale na moje pytanie "która - brązowa dwukolorowa, czy czerwona jednokolorowa" odpowiedział "Żadna". Okazuje się, że chyba w Polsce nie ma ani jednego arkusza Ahi Senatora w kolorze Sunset... :o a nasz dach będzie pierwszym takim w całym kraju 8) A tamte arkusze Dachmeni dostali, żeby sobie rozmierzyć... Trochę mi ulżyło :wink:

A! Złożyłem wniosek o zmianę pozwolenia na budowę - jakieś okno większe, jakiegoś komina brak, jakieś ogrzewanie inne, jakaś wysokość o parę centymetrów się zmienia... Oczywiście zmiany pokrycia dachu z gontu bitumicznego na blachodachówkę z posypką nie uwzględniłem, ciekawe czy przez to też będę musiał zmieniać pozwolenie?

Whisper
24-05-2005, 00:44
23 maja 2005
Ladies and Gentlemen... the Queen has arrived!

Okolice południa, czerwony dywan rozwinięty, resztki włosa na łysej glacy przygładzone, czekam... Luśka przysyła mi SMSa czy już. Odpowiadam: "nie". Mija parę minut, wychodzę przed bramę, rozglądam się... nic. Jeszcze nic. Luśka znów SMSuje "Ale jak to nie". No skąd się takie baby biorą :-? Przecież napisałem że nie, więc nie. Odpowiadam: "jeszcze nie przyjechali" i oddaję się oczekiwaniu. Przestępuję z nogi na nogę, wycieram zakurzone buciory robocze o tył nogawek od spodni... czekam...
Luśka dzwoni. Cholera, co ona mi głowę zawraca, przecież ja czekam. Pyta się, czy już. No jak już jak jeszcze nie. Nagle... Jezzzzzzzuuuuuu!!! JADĄ!

Jej wysokość królowa Ahi Senator Sunset znana także jako Gerard Shingle Sunset. No, jak królowa to królowa, imion może mieć milion.

Królowa jak na koronowaną głowę przystało, przyjechała Mercedesem.
http://whisperjet.republika.pl/dziennik/queen_merc.jpg

Kierowca spytał "to gdzie to rzucamy?" We mnie się zagotowało (moją królową będzie rzucał?) :wink: i mówię "chyba kładziemy". Jeden z Dachmenów zaproponował - na dach, w sumie rozsądnie gadał :)

Obie strony wygłosiły przemowy, podpisano dokumenty, Merc pojechał, Królowa została. Leży sobie na podwórku, a Dachmeni się powolutku do niej dobierają, rozpakowują, wnoszą po trochu na górę, na dach.

Łażę sobie, przyglądam się. W końcu pierwsza to taka w Rzeczypospolitej... Hej, pionierem być... Patrzę, na przyszłym tarasie oparty stoi segment blachodachówki, którą Dachmeni wzięli do testów, tej brązowej. Ale ona taka jakaś... zupełnie jak Królowa wygląda. Podchodzę, badam, nosem kręcę, pod nosem mruczę. Biorę w końcu i przystawiam tej przywiezionej. No k***a m*ć, przecież to identyczne jest :o Złe przywieźli :o Lecę na przód domu, tam gdzie opakowania i... Sunset napisane, po angielsku zresztą. No to jak to? Sunset a taki sam jak ten co mieli, ten brązowy? Może Luśka coś namiesz... O rany... przecież jak Luśka to zobaczy, to mnie zabije. Statka zabije. Dachmenów puści wolno, ale co z tego jak ja zabity bedę? Idę jeszcze raz obejrzeć, przystawiam, no jakby nie patrzeć to identyczne jest. A tutaj zaczynają już montować na dachu.
http://whisperjet.republika.pl/dziennik/queen_lay1.jpg
Krzyknąłbym "STOP", ale tchu mi braknie. I głupio tak jakoś.
Nic, jadę po Luśkę...

Jesteśmy z Luśką na budowie. Wyspowiadałem się po drodze, widać że też trochę zdenerwowana, nie chce o dachu rozmawiać. Dojeżdżamy, okazuje się, że prawie całą jedną połać dachu zrobili.
http://whisperjet.republika.pl/dziennik/queen_almost.jpg
Luśka patrzy, ogląda, podoba jej się. Mi też, bo fakturka wyszła super. Tylko czy ten kolor będzie ok???? Kamień spada mi z serca, a za chwilę drugi, bo nagle widzę drugi kawałek blachy. Tym razem naprawdę brązowy. I już wiem - ten, który porównywałem z dostawą to był... sunset z dostawy, tylko jeden arkusz odłożony na bok :D. A ja mało zawału nie dostałem. Jednak sprawdza się, że facet na kolorach się nie zna...

No, to połać ma bardzo ciekawą fakturkę:
http://whisperjet.republika.pl/dziennik/queen_surface.jpg

Whisper
25-05-2005, 22:48
25 maja 2005

Właśnie zobaczyłem, że dokładnie miesiąc temu zeszła z placu budowy (zwanego też placem boju) ekipa MS. Trochę nam przez ten miesiąc impet osłabł, ale i tak nie jest źle!

Przyjechaliśmy dziś na budowę po południu, niecierpliwie wyglądając stanu dachu. Dach prezentuje się nie najgorzej - brakuje jeszcze części kalenicy, no i wykończających obróbek na wiatrownicach.

http://whisperjet.republika.pl/dziennik/dach_almost1.jpg

Zacząłem oglądać dach, najpierw z dołu, potem z drabiny, aż w końcu wlazłem na górę. Lęk wysokości lękiem wysokości, a sprawdzić jak wyszło trzeba.

http://whisperjet.republika.pl/dziennik/na_dachu1.jpg

Nie miałem niestety ze sobą aparatu, ale dach patrząc z góry wygląda rewelacyjnie. Tam dopiero widać różnice w odcieniach - kwestia innego padania światła. Tak się na razie przydarza, że oglądamy nasz dach późnym popołudniem, kiedy słońce pada pod dość ostrym kątem. Nawet wtedy wygląda to bardzo ładnie. Trójwymiarowość faktury pokrycia dachu powoduje, że kolor jest różny w zależności od kąta obserwacji. Patrząc na dach gdy słońce jest z boku, w kierunku "pod słońce" staje się brązowawy, z kolei wystarczy obrócić głowę nieco w bok, by dach w kierunku "ze słońcem" przeszedł w ceglasty. Jeśli chodzi o różnicę kolorów w samym pokryciu, to jak już wspomniałem najlepiej widać je z góry - takie ładne plamy... Na pewno na bardziej stromym dachu to pokrycie wyglądałoby jeszcze ładniej, choć z drugiej strony mogłaby zniknąć jego trójwymiarowość, tak widoczna na naszym płaskim.

Kontemplowałem kolorystykę dachu, zajmując pozycję inwestorską na kominie.

http://whisperjet.republika.pl/dziennik/na_dachu2.jpg

Kiedy zszedłszy z dachu (na własnych nogach, w jednym kawałku) raczyłem się zasłużonym piwkiem, nadjechał (nadpłynął???) Statek. Pooglądał z dołu, wszedł na dach, znowu pooglądał z dołu i udzielił jedynej słusznej odpowiedzi na pytanie "Podoba się?" :wink: Miło, bardzo miło... :D Przy okazji rozbawił mnie prosząc o dane do gwarancji... no wiecie: imiona, nazwiska, daty szczepień, adresy i... dane spadkobierców :o. Na te dane spadkobierców tośmy trochę zgłupieli - no bo po co??? Ale podobno Ahi Roofing tego wymaga. Hmmm... no tak... przecież dają 50 lat gwarancji na blachę :)

W sumie wyszło to ładnie. Miałem drobne zastrzeżenia co do zgrania kątów obróbek blacharskich w jednym miejscu przy koszu, ale ma to zostac poprawione. Jutro będą robione obróbki na krańcach dachu (na szczytach), zamazywane kitem główki gwoździ i tym podobna kosmetyka.

Eeeech... mam dach.

Whisper
27-05-2005, 23:00
27 maja 2005

Gorąco...

http://whisperjet.republika.pl/dziennik/piwo.jpg
Dziś korzystając ze słonecznego dnia (lub pomimo wysokiej temperatury :wink: ) wybralim się z Luśka na działkobudowę, żeby zrobić cóś. Cóś w moim przypadku polegało na targaniu desek z miejsca na miejsce, przy czym to drugie miejsce było z reguły przypadkowe i wybierałem je "bo tu jeszcze nic nie leży" :wink:. Poza tym rozebrałem resztki deskowań i stempli. W końcu mogę wjechac do garażu :D

Odwiedził nas przejeżdżający przez naszą okolicę Pattaya. Pogadaliśmy o tym i owym, pokazaliśmy nasz stan surowy otwarty, umówiliśmy się na rewizytę w przyszłości (czyli jak my będziemy przejeżdżać przez jego okolicę).

Ano właśnie. Jako że wczoraj zakończyli pracę dekarze, mamy w końcu...
STAN SUROWY OTWARTY.

Najbardziej cieszę się z białych obróbek blacharskich. To był mój pomysł, a Luśka teraz bezczelnie się pod nim podpisuje. Chyba dojdzie do rękoczynów. A obróbki wyglądają tak:
http://whisperjet.republika.pl/dziennik/obrobki2.jpg
http://whisperjet.republika.pl/dziennik/obrobki_front.jpg

Nieoceniony Jaskoz pogonił nas do zrobienia szamba. Jako że zamawia dla siebie, zamówił również dla nas. Tak więc we wtorek montuje sie u nas 12 metrowe szambo... Na poniedziałek rano zamówiłem koparkę (aczkolwiek nie jest to dotychczasowy koparkowy, bo koparkę miał za malutką, a za godzinę brał niewiele mniej niż inni). W każdym razie Koparkowy Bis oglądał teren, przyjął ostrzeżenie że za ruszenie rosnącej obok sosenki będziemy obaj wisieć. Mam nadzieję, że życie mu miłe, bo mi tak...

Nie mam hydraulika, żeby mi to wszystko do kupy złożył - rurkę wychodzącą z domu z szambem, ale jak znam życie, na niedzielnym grillu dowiem się że to mogę zrobić sam. Może nawet jakiś instruktaż będzie? Muszę kupić 15 metrów rurek, szpadel jest, będą mogli się forumowicze wykazać :lol: ;-)

Whisper
01-06-2005, 11:11
29 maja 2005
Odbył się mini grill grupy warszawskiej. Za udział wzięli: Martka, Goomisia i Yacq, Nulla z Tuśkiem i pociechą, Abromba z Abrombiątkiem i potem z Abrombem, Kze, Luśka Whispera i niżej podpisany. Nie powiem kto nie dojechał, bo wszyscy byli usprawiedliwieni :)
Po grillu mocną grupą (Martka z Nullą i Whisperowie) wybraliśmy się do Martki, żeby poszabrować trochę wśród Martkowej zieloności. Łupem padły dwie brzózki, wywiezione przez Nullę w kierunku północnym. Obejrzeliśmy również Martkowego Krzemyka. Ładny jest, bydlak...

30 maja 2005
Z samego rana jadąc na budowę minęliśmy śliczną żółtą koparkę podążającą w tym samym kierunku co my. Nie byłem nawet zdziwiony, bo ją parę dni wcześniej zamówiłem. Facet był na czas (gdzie są ci niepunktualni fachowcy, no gdzie?), rozstawił się swoim CATem i wykopał cudownie wielką (5x3,5x2,5m) i równą dziurę na szambo, rozwalił mi również resztki fundamenciku, który kiedyś nie wiadomo po co został wylany. Czas: 1,5 godziny. Koszt: 135 złotych. Pozostałości: dół w ziemi i dwie kupy ziemi, z czego jedna przerażająco wysoka. Nie wiem co ja z tą ziemią zrobię...

Zamówiłem również kontener na śmieci (Jarper, 5m3, 300 zł). W Czyścioszku jest taniej, bo 250 za 7m3, ale potrzebny mi byl "na wczoraj", więc zapłaciłem więcej.
Taki kontener śmierdzi jak diabli, więc trzeba go szybko zapełnić i niech go zabierają w diabły :wink:

31 maja 2005
Przyjechało spod Radomia załatwione przez Jaskoza szambo z Sałexpolu. Wkładanie obyło się bez problemów, ale niestety nie widziałem tego, reperując kierowcy kabel od świateł w przyczepie. Wziął mu się i przerwał, i błagał żebym mu pomógł, bo inaczej on się nie wyrobi na następny kurs i szef mu pojedzie po pensji. Już gdzieś słyszałem, że tam stosunki sa mocno feudalne... W każdym razie szambo zostało włożone, a po ich wyjeździe dzierżąc w dłoni My Mighty Fiskars zasypałem je częściowo jedną z kupek piasku zrobioną przez koparkowego. Koparkowy przyjedzie w czwartek zasypać docelowo.
Bedę musiał zrobić przebicie między dwiema komorami. Szambo stanowią dwa "pojemniki" zestawione bokami, ale
Muszę zrobić dziurę,
W dziurę wsadzę rurę,
Zapiankuję, obsmaruję,
I wyjdę na górę. Hej!

I chcę to zrobić przed zasypaniem szamba, bo inaczej będę się w środku czuł jak w grobowcu... :(

Whisper
02-06-2005, 00:03
I kilka zaległych zdjęć:

Koparka koparkuje dół pod szambo
http://whisperjet.republika.pl/dziennik/szambo_kopanie.jpg

Ustawiamy śmierdzący kontener na śmieci
http://whisperjet.republika.pl/dziennik/smieci_kontener.jpg

Montuje się szambo...
http://whisperjet.republika.pl/dziennik/szambo_montaz.jpg

...ale ja nic nie widzę, bo reperuję światła w przyczepie.
http://whisperjet.republika.pl/dziennik/reperuje_swiatla.jpg

Trzeba teraz coś z tym zrobić, tylko co?
http://whisperjet.republika.pl/dziennik/co_zrobic.jpg

Najlepiej zasypać. My Mighty Fiskars w dłoń i do roboty!
http://whisperjet.republika.pl/dziennik/do_zasypywania.jpg

Whisper
03-06-2005, 13:23
2 czerwca 2005
No i mijają właśnie dwa miesiące od przysłowiowego wbicia pierwszej koparki :wink:

Perspektywa przekucia się pomiędzy komorami szamba przy użyciu meselka, młoteczka, tudzież wiertareczki była mało interesująca. Poradziłem sobie z tym przykrym uczuciem inwestując w młotowiertarkę (tak to się chyba nazywa) - kupiłem 1100 watowego Einhella Global. Do tego dorzuciłem okulary, żebym mógł potem widzieć, nauszniki, żebym mógł potem słyszeć - przypominam że kucie odbywa się wewnątrz szamba, które działa jak tuba, no i maskę na nos i usta, żebym w płucach musiał nosić jak najmniej betonu. Mój drugi stres wiązał się z zejściem tam na dół. Właz wygląda na przeraźliwie mały, sam nie wiem czy nie mam klaustrofobii, więc noc poprzedzającą operację "Wielkie Dziurawienie" przespałem dość niespokojnie, a tematyka zmor które mnie nękały była skrzyżowaniem snów młodego górnika i Czterech Pancernych.

Parę minut po siódmej rano byliśmy już na budowie. Wdziałem moje robocze spodnie, założyłem robocze rękawice, roboczą czapkę, robocze okulary, robocze nauszniki i roboczą maskę przeciwpyłową, a Luśka zrobiła mi zdjęcie.

http://whisperjet.republika.pl/dziennik/maski1.jpg

Następnie udało mi się wsadzić do szamba drabinkę, po czym z tradycyjnym pancerniackim "załoga, do wozu!" opuściłem się w czeluść...

Czeluść okazała się byc mniejsza niż przypuszczałem, za to jaśniejsza - to było dobre. Czasu było mało - to było gorsze. Miałem półtorej godziny na zrobienie połączenia, bo umówiłem się, że jeśli nie zadzwonię do 8:45, to koparka do mnie przyjedzie i zacznie szambo zasypywać. Jak zadzwonię - to koparka jedzie gdzie indziej. A na pewno nie wlazłbym do środka mając świadomość, że nade mną jest metr z kawałkiem ziemi... I tak komora szamba zbytnio przypomina mi grobowiec. Tak więc zabrałem się do roboty, pierwszy raz w życiu operując SDSem, czyli wzmiankowanym Einhellem. Poszło mi chyba nieźle - po godzinie dziura była gotowa, przebiłem się też od razu przez ściankę drugiej komory. Potem tylko wycinanie prętów zbrojeniowych kątówką, wyrównanie otworów tak, żeby wlazła rura 160, wsadzenie rury, opiankowanie, GOTOWE! Wyszedłem na powierzchnię za pietnaście dziewiąta szczęśliwy że udało mi się wyrobić w założonym czasie.
http://whisperjet.republika.pl/dziennik/wyjscie_z_szamba.jpg

A koparka? Hmmmm... nie przyjechała :evil: W końcu zadzwoniłem do firmy skąd brałem koparkę, ale okazało się że nie dogadaliśmy się - oni myśleli że ja zadzwonię, jeśli koparka ma jechać do mnie, a skoro nie zadzwoniłem, to znaczy że koparka udaje się na tygodniowe roboty do Lesznowoli :evil: Oczywiście innej koparki "na już" nie znalazłem. Wkurzyliśmy się z Luśką i zaczęliśmy (to znaczy Luśka zaczęła) zasypywać sami... Ja pomęczyłem sie trochę z rozwalaniem kawałków starego fundamentu (tym Einhellem idzie cudnie), a potem zmieniłem Luśkę.

Wniosek na przyszłość - jeśli ustalam, że brak potwierdzenia jest potwierdzeniem, to należy potwierdzić tak czy owak :-?

Whisper
11-06-2005, 15:49
5 czerwca 2005
Znów maleńkiego grilla zorganizowaliśmy. Tym razem w roli głównego gościa (chociaż wszyscy goście byli równie ważni) wystąpiła Jagna, z którą już dwa razy wcześniej się umawialiśmy i zawsze kończyło się na niczym... Tym razem pilotowana przez Maluszków w końcu do nas dotarła. A fotoreportaż z grilla Luśka zmajstrowała i umieściła na PhotoSite... W Komentarzach jest gdzieś adres.

9 czerwca 2005
Jadąc na budowę zauważyliśmy, że "nasza koparka" wróciła z wygnania do Lesznowoli. Oczywiście wykonałem szybki telefon i po godzinie kopara zasypywała nam szambo, rozwoziła ziemię z wykopów pod dom tudzież wykopała większość rowu na doprowadzenie wody i odprowadzenie kanalizacji. Niestety ze względu na bliskość sosenki na trasie do studzienki wodnej jakieś 5-6 metrów będę musiał wykopać ręcznie.

Pod koniec dnia mieliśmy znów gości: najpierw slawob, potem Martka przywiozła pierwszego z Olimpijczyków (ale nie Olimpijek), czyli samego Maksimusa Wszechmogącego. Maksiu dokładnie obejrzał Whisperówkę ze szczególnym uwzględnieniem wyszukiwania dziur w ścianach. Ma do tego chłopak talent...
http://whisperjet.republika.pl/dziennik/whisper_maksiu_martka.jpg

10 czerwca
Trzeba kupić rurę do wody. Po drodze na budowę wpadliśmy do sklepu w Głoskowie (duża reklama Viessmanna-czyżby firmowy?) - metr rury 40tki kosztuje 7 złotych. Nie byłem pewien czy to na pewno 40tka, pojechałem do Whisperówki i zmierzyłem. Ponieważ musiałem jeszcze na chwilę wpaść do Tarczyna zapłacić za zużytą do tej pory wodę, zaszedłem też do sklepiku hydraulicznego. Taka sama rura była tam po... 4 złote. Oczywiście nabyłem - jestem 100 złotych do przodu.
Zadzwoniłem też do hydraulików, którzy kiedyś zakładali mi licznik w studzience, czy by nie pociągnęli mi wody do domu. Po 10 minutach byli u mnie na działce. W poniedziałek z rana zrobią - cenę ustaliliśmy na 250 złotych.
Pozostało mi tylko wykopanie ręcznie rowu od miejsca gdzie skończyła go koparka do studzienki. Wychodzi mi tak sobie, bo idzie przez teren zasypany dzień wcześniej przez koparkę - obsuwa się :(
W niedzielę wpadnę późnym popołudniem, to dokończę ten cholerny rowek...

A! No i bociany się pojawiły w okolicy :)
http://whisperjet.republika.pl/dziennik/stork.jpg

Whisper
13-06-2005, 00:35
12 czerwca 2005
Po południu pojechałem na budowę żeby oddać się sprawom doprowadzenia wody. Krótko mówiąc - kontynuować kopanie rowka pomiędzy tym wykopanym przez koparkę, a studzienką gdzie w tym momencie "kończy się" woda. Rowek ma szerokość szpadla wiadomej firmy, i dość ciężko mi się w nim poruszać (ja jestem nieco szerszy :roll: ). Trochę pokopałem, potem zszedłem w czeluście studzienki, wziąłem do ręki młotowiertarkę, założyłem moje niezawodne saamozaparowywujące okulary przeciwodłamkowe, do tego czerwone nauszniki przyjazno-sąsiedzkie. Przyjazno-sąsiedzkie dlatego, że są przyjazne dla sąsiadów - kiedy je założę, to nie słychać prawie wcale huku kucia. Sąsiedzi muszą być chyba z tego zadowoleni?
Jak można było podejrzewać, przekucie się na drugą stronę studzienki nie było problemem, więc wróciłem do "wykańczania" dna rowu. No i w końcu dowiedziałem się co to jest BHP i dlaczego brzegi wykopów w gruncie niespoistym (czyli takim który koparka wrzuciła dwa dni temu) powinny być zaszalowane... Kiedy już miałem prawie wszystko gotowe zobaczyłem, jak fragment lewej krawędzi wykopu nagle "popłynął" w dół, skutecznie mnie przysypując po pas... :o Wystraszyłem się dopiero jak się wygrzebałem, na szczęście dość szybko. Ale co by było, gdybym był schylony?
:-?

Whisper
13-06-2005, 23:27
13 czerwca 2005
Będę pisał skrótem, bom utrudzon przeraźliwie - jak zacząłem zap...racowywać się strasznie o 9tej rano, to skończyłem chyba po 20tej. Przerw może w sumie z godzina się uzbierała? Bolą mnie palce, nagarstki, stawy w łokciach, plecy, kark, dół pleców.

Najważniejszy punkt dnia - podciągnęliśmy z hydraulikami wodę do domu.
http://whisperjet.republika.pl/dziennik/rurawody.jpg
Przy okazji okazało się, że zasuwa na rurze w ulicy w pozycji "zamknięte" jest wciąż ciut otwarta, więc dołożyliśmy zasuwę Aqua w studzience, gdzie dawniej był licznik. Hydrauliczni bardzo chwalili te zasuwy. No dobra, to będę mógł sobie sam zakręcać i odkręcać wodę :wink: Przy okazji mała przypowieść o cenach. Potrzebowaliśmy tej zasuwy fi40. W Tarczynie w hydraulicznym była tylko fi 50 (droższa) po 194zł. W hydraulicznym w Głoskowie (z tym napisem Viessmann) za zasuwę fi 40 (tańszą) chcieli 190 :o Luśka na szczęście stargowała do 160...

Kiedy panowie skończyli pracę, zainkasowali 250 złotych polskich i pojechali, mi wpadło do głowy, że trzeba jakoś udokumentować przebieg tego "Rurociągu Przyjaźń"... W sumie nie jest to skomplikowane, musiałem tylko wiedzieć ile centymetrów jest od punktu A do punktu B, tylko jak to na zdjęciach przekazać? Nie mam takiej sprytnej łaty z podziałką jak nurni. No więc wymyśliłem że będę pokazywał. Ile centymetrów?
http://whisperjet.republika.pl/dziennik/wymiarowanie.jpg
Prawidłowa odpowiedź - 170. Siedem palców - siedemdziesiąt centymetrów, a że leżę obok to znaczy że 170 a nie 70. Jaki ja jestem genialny... 8) Luśka coś mówiła o tym zebym trzymał kartkę z napisanym wymiarem, ale to by było takie jakieś... zwykłe.

Pod koniec dnia odwiedziła nas Anula75 wraz ze swoim Piotrem. Oprowadziliśmy, pogadaliśmy. Zapraszamy częściej :)

Whisper
16-06-2005, 22:51
16 czerwca 2005
Plany na dziś miałem wielkie, ale rzeczywistość sprowadziła mnie jak zwykle do parteru...

Jedną z wielu rzeczy miało być podłączenie kanalizacji z domu do szamba. Zadanie w sumie dość proste, bo mam szambo, mam wyjście kanalizacji z domu potrzeba mi tylko rur, dobrych chęci i godziny, góra dwóch... Rury kupiłem, Ludwika do smarowania też, więc do dzieła!

Pierwszy problem napotkałem przy wyjściu rury z budynku-przyciśnięta chyba przez chudziak końcówka rury miała kształt jajka... Uzbrojony w młotowiertarkę przystąpiłem do dzialania. Udało się, w związku z czym zacząłem wsuwać jedną rurę w drugą. Pomny licznych przypowieści pana od P.O. wiedziałem, że należy najpierw zadbac o poślizg :wink: więc użyłem Ludwika, smarując co się da... Co tu mówić - było ciężko. Na szczęście dołączałem rurę jednometrową, którą mogłem manewrować. Przy kolejnej rurze (6metrowej!!!) już byłem jak małe dziecko. Tego się nie da włożyć jednego w drugie!!! Idzie z centymetr, do uszczelki, a potem dupa blada. Rurą też nie mogę manewrować, bo to dłuższe od mojego samochodu, nie ma wspomagania. Ogólnie-impas.

Poimpasowałem parę minut, telefon do Luśki, niech szuka na interku. Nie znalazła :( W trakcie rozmowy doszliśmy do tego, że bardzo dużo uszczelek zostało po układaniu kanalizacji w domu na etapie stanu zerowego... i nagle zrozumieliśmy, że te sukinsyny budowlańcy nie dali tam uszczelek, bo się ciężko wkłada! :evil:

No, podłogi rozkuwał nie będę... To i ja spróbuję bez uszczelek. W końcu ta woda szybko przeleci, nie powinno cieknąć. O! Od razu lepiej :) Tyle tylko, że coś mi chyba Luśka mówiła o tym, żeby centymetr to odsunąć do tyłu od pełnego łączenia... Dylatacja termiczna?

Zrobiłem. Jeszcze tylko przekucie sie do szamba, wsadzenie rury. No to może próba generalna? Wsadziłem wąż z wodą do rury w domu, odkręciłem wodę... cholerka, nie słyszę żeby woda z chlupotem wpadała do szamba :( Po chwili zastanowienia pomyślałem że to nawet dobrze, bo do szamba jest 20m i wcale nie chcę słyszeć jak mi tam woda leci. No to biegiem do szamba. Słychać - leci. Z łączeń też leci :( Nie, tak być nie może!

I jako że było po 19tej, rozebrałem ustrojstwo, zniosłem do blaszaka i następną próbę podejmę kiedy indziej. Z uszczelkami albo bez tego centymetra odsunięcia rur.

Czy ktoś wie, jak to się powinno robić?????????

Whisper
19-06-2005, 23:07
19 czerwca 2005
Wczesnym popołudniem zagościła u nas na działkobudowie Lusina Rodzina w celu odbycia rytualnego grupowego spożycia mięs grilowanych. W chwili przerwy z Lusinym Bratem (zwanym w skrócie Bratem) spróbowaliśmy się zmierzyć z kanalizacją. Okazało się, że to po prostu trzeba robić w dwie osoby, przy użyciu wysoce specjalizowanego sprzętu (Ludwik, kawałek deski, kawałek stempla). Jedna osoba steruje wkładaniem rury w rurę (żeby było dokładnie i osiowo), druga przykłada deskę do końca rury (żeby siła się rozłożyła i rury nie uszkodzić) i używając kawałka stempla jako dźwigni wsuwa rurę w rurę. Wchodzi jak po maśle.
http://whisperjet.republika.pl/dziennik/uloz_rury.jpg

A potem... potem wszyscy wzięli udział w zasypywaniu wykopu (włącznie z dwuipółletnią bratanicą Luśki). Oni kiedyś nas znienawidzą... :wink:
http://whisperjet.republika.pl/dziennik/zasyp_rury.jpg

A z rzeczy ponadczasowych:
- muszę znaleźć tynkarza, najlepiej na sam początek lipca.
- elektryk wchodzi we wtorek
- inny elektryk musi zrobić podłączenie prundu od skrzynki ogrodzeniowej do domu i załatwić papierologię w ZEWT
- alarmista potrzebny
- muszę ruszyć sprawy wentylacji mechanicznej, odkurzacza centralnego
- muszę przemyśleć i zrobić okablowanie teletechniczne (jaka śliczna nazwa :D)
- okna i drzwi Luśka musi załatwić
- i pewnie jeszcze parę rzeczy by sie znalazło.

Whisper
04-07-2005, 23:34
4 lipca 2005
Z okazji święta narodowego USA http://www.mparrot.net/images-en/usa_flag.gif pozdrawiam normalnych Amerykanów. Gdyby ktoś miał wątpliwości, to naprawdę można takich spotkać :wink:.

A teraz przejdźmy do ad remu :wink: Od wtorku prawie dwa tygodnie temu robi się prąd w domu. Prąd robi się siłą fachową pana Stasia - w cywilu elektryka u mnie w pracy. Pan Stasio zachowuje się dokładnie tak jak mi to opisano - robi wolno, dobrze i dokładnie oraz dużo się pyta. O ile "wolno" mieści się w granicach akceptacji (choć nie ukrywam że mnie to tempo nieco niecierpliwi), "dobrze" i "dokładnie" było chwalone przez przyjezdnych elektryków, tynkarzy i alarmiarzy, to "dużo się pyta" przekracza granice mojej wytrzymałości. Nie będę się nad tym rozwodził, ale jesteśmy z Luśką na skraju wyczerpania nerwowego... :(
http://www.graniczna-net.internetdsl.pl/portalik/rysunki/maly/1.jpg

Mamy już zamówione okna - Schuco z MarkBudu.
Tynkarza przejmujemy w spadku po Nulli - wejdzie jakoś na początku/w połowie przyszłego tygodnia
Jutro widzę się z elektrykiem który ma załatwic podłączenie do skrzynki. Pan Stasio powiedział że on wolałby się w "ich" skrzynkę nie zagłębiać. Cieszę się z tego.
Alarmista będzie wybrany prawdopodobnie jutro - będziemy mieli ofertę z ostatniej firmy.
Ruszyłem sprawę wentylacji mechanicznej - obleciałem kilka firm i człowieka, który robił instalację Maluszkowi.
Okablowanie teletechniczne :wink: zrobione. Trochę skrętki, sporo koncentryka. Jeszcze muszę peszle na kable do głośników kina domowego wsadzić w ścianę.
Drzwi wciąż do załatwienia.
Załatwiliśmy za to instalację rur do odkurzacza centralnego. Wiem, że można samemu ale... nie mam kiedy, a dobrze by to było załatwić przed tynkami. Poza tym boję się że coś mi nie tak wyjdzie i będzie na mnie :wink:

No... i to by było na tyle :)

Whisper
05-07-2005, 00:16
Jeszcze jedna rzecz mi się przypomniała. Zaczynamy szukac kominka. Prawdopodobnie będzie Tarnawa... Trzeba będzie poszukac dystrybutorów, pooglądać, potargować...

Whisper
09-07-2005, 23:38
Ostatnio trochę się opuściłem z wpisami w dzienniku, więc może ilustracje do ostatnich dni:

Ganiałem jak małpa po konstrukcji dachu - tu akurat rozprowadzam instalację antenową.
http://whisperjet.republika.pl/dziennik/cablemonkey.jpg

Z kablami głośnikowymi to jest tak, że ja nie wiem, gdzie mam je dać :( Kina domowego w tym momencie nie mamy, a ustawianie "to głośniki będą TU" na tym etapie chyba nie zda egzaminu. Może powieszę je na suficie? A może na ścianie? Jeśli na ścianie, to przygotowane już jest odpowiednie rozwiązanie:
http://whisperjet.republika.pl/dziennik/kableglosnik.jpg
Szlifierką kątową wyciąłem korytka na peszel, w który wcześniej wciągnąłem drut. Peszel jest puszczony przez całą wysokość ściany - od "nad przyszłym sufitem" do "pod przyszłą podłogą". Kiedy kiedyś zdecyduję się, że kolumna będzie wisiała na TEJ wysokości, to zrobię dziurkę w tynku, przewiercę się do peszla, zrobię w nim dziurkę, wcyiągnę drut a potem przewód. I w ten sposób będę miał przewód w tym miejscu na ścianie, gdzie mi będzie potrzebny. Oczywiście ta metoda działa tylko góra-dół... na boki to jakoś trudniej... :wink:

To by było tyle z remines... reminis... rimini... ze wspominek. Z najnowszych wieści:

8 lipca 2005
Fachowcy rozprowadzili nam rury od odkurzacza centralnego, a alarmiści zaczęli puszczać swoje kabelki. O, tak wygląda instalacja odkurzacza. Wyszły chyba trzy gniazda i szufelka.
http://whisperjet.republika.pl/dziennik/odkurzacz1.jpg

Na pytanie, czy nie można było tego zrobić samemu odpowiadam: można było. Tylko że ja nigdy nie widziałem jak to się robi :)

No i mam też bad news. Nie mogę się skontaktować (ani ja ani Kaczor Donald - pamiętacie Kaczora, prawda?) z rzeczoznawcą, który w zeszły piątek był u mnie na budowie, skasował pieniądze za wizytę, porobił zdjęcia i miał je w poniedziałek dać do banku razem ze swoją oceną postępu robót. No bo kurde blade okna zaraz przyjdą, tynkarz już ręce do pracy zaciera, płacić trzeba będzie, a tu kasy nie ma :evil: A ten skubaniutki ani widu ani słychu. Telefonów też nie odbiera :evil:

A co do okien, to Luśka powiedziała że mam TAM spać jak już będą okna, a jeszcze nie będzie tynkarzy. Co jest mało prawdopodobne, bo okna zostały ustawione trochę za tynkarzami.

Whisper
13-07-2005, 23:12
13 lipca 2005
Jako że udało mi się w końcu skontaktować z rzeczoznawcą, a Luśka kursowała tam i nazad z różnymi niezbędnymi papierami, to mam nadzieję że jutro, a najpóźniej w piątek będzie już na koncie kolejna transza. Głupio się czuję bez kasy, bo to i za okna trzeba będzie zapłacić, i parę innych osób rękę też wyciągnie...
Dziś po pracy podskoczyłem z Luśką zrobić delikatne porządki przed przyjazdem tynkarzy. Przy użyciu wiertarki z szczotką drucianą czyściłem deski po szalunkach, a potem na górę je! Mam teraz kawałek ministryszku :)

Whisper
19-07-2005, 00:19
Czas nadrobić zaległości dziennikowe, bo się ich trochę narobiło...

14 lipca 2005
Święto narodowe Francji http://www.fr.redhat.com/pics/flag_france.gif i Iraku http://statbel.fgov.be/images/flags/Iraq_flag_medium.png

Zamontowaliśmy okna. Fajne są, białe takie... A ciężkie, że aż mi się żal robiło jak widziałem Okiennych dźwigających te skrzydła P4.
Również tego samego dnia alarmiści czynili swą powinność.

W ciągu dnia miała przyjechać ekipa tynkarzy od Nulli, ale niestety Łomna, gdzie Nulla ma przyjemność się budować doznała dwudniowego zaniku prądu, co zaowocowało opóźnieniem w zakończeniu tam prac. Chciałem nocować i pilnować okien, ale... przeszło mi.

Kasy na koncie nie ma...

15 lipca 2005
Brak świąt narodowych. Chyba z tej okazji nie pojawili się tynkarze. Będą jutro. Za to z Nullą i Martką po sprawdzeniu czy mamy jeszcze okna wybraliśmy się do Abrombów coby się odstresować.

Kasy na koncie nie ma...

16 lipca 2005
Świąt brak. Kasy na koncie też. Tynkarze wpadli na chwilę, zostawili graty i pojechali na weekend do domu - dawno już podobno nie byli. Zaczną od poniedziałku.

Whisper
19-07-2005, 00:36
18 lipca 2005
Z samego rana spotkaliśmy się ze Skrolem, czyli jednym z występujących na forum hydraulików. Postara się równolegle z tynkarzami (a właściwie zanim oni wejdą do łazienek) zrobić nam instalację. 80 złotych za punkt.

Z pewną taką nieśmiałością zaczęłiśmy dziś otwierać i zamykać okna i okazało się, że trzy są do regulacji. Przy zamykaniu słychać takie "pyk". Po dokładniejszym sprawdzeniu okazało się, że to jeden z grzybków zaczepia o okucie. Ułamek milimetra w górę i już by nie zaczepiał. Poza tym w jednych z drzwi klamka nie daje się przekręcić do końca. Zamykać sie zamyka, ale klamka nie chce się wyprostować. Reklamacja telefoniczna, przyjadą w środę.

Kasy na koncie wciąż nie ma, co w chwili kiedy mam do zapłacenia fakturę za okna, tynkarzy na głowie i hydraulika potrzebującego kasy jest nieco krępujące. Dzwonię do Kaczora i... jest problem. Centrala (czy kto tam jest od wypłacania) nie chce wypłacić nam kolejnej transzy, bo im rzeczoznawca jakoś tak dziwnie wycenił. :evil: Przydałyby się faktury. Faktury mam, ale rzecz jasna nie na wszystko - w końcu miało być na podstawie opinii rzeczoznawcy, a nie faktur. Zastanawiam się, czy rzeczoznawca nie zrobił mi tego na złość po tym jak mu zrobiłem zjebkę (pardon my french) ostatnim razem. Wybrałem się więc biedny żuczek do Banku, gdzie z Kaczorem i jego szefem myśleliśmy co by z tym fantem zrobić. W końcu stanęło na tym, że napisałem oświadczenie, że kasy z poprzedniej transzy nie przepiłem ani nie wydałem na przydrożne Rumunki tudzież Bułgarki, a część rzeczy roibiłem bez faktur. Do jutra do południa mam mieć odpowiedź.

Czy muszę mówić, że jestem w nienajlepszym humorze?

Whisper
19-07-2005, 14:33
19 lipca 2005

No k... mać! :evil: :evil: :evil: :evil: :evil: :evil: :evil: :evil: :evil:

Wczoraj złożyłem papierek o warunki przyłączenia prądu - zwiększam z 10kW na 20kW i dorzucam dwie taryfy. Jak może pamiętacie, w okolicach mojego ogrodzenia (dokładniej w ogrodzeniu sąsiada, metr od mojego) pojawiła się skrzynka. Drogą wypytywania sąsiada doszedłem do tego, że ta skrzynka jest również i dla mnie. Miła rzecz, bo termin przyłaczenia miałem na kwiecień 2006. Ale papieru z ZEWT-u żadnego, moje to czy nie moje, mogę się podłączać czy nie? Jakoś tak w styczniu postanowiłem zaatakować sprawę i wybrałem się do Konstancina zasięgnąć informacji u źródeł. Tam smutny pan przy komputerze stwierdził że linia jest nieodebrana. Na moje pytanie "Kiedy odbierzecie" powiedział, żebym skontaktował się z wykonawcą (bo ZEWT zleca wykonanie przyłącza obcej firmie). Udało mi się skontaktować z wykonawcą, który powiedział, że linia jest odebrana. Co się okazało - linia odebrana, ale odbiór nie wprowadzony do komputera. Ale mogę sobie wziąć elektryka, który mi to podłączy.
Całą dotychczasową budowę przejeździłem na prądzie sąsiada - mam gustowny przedłużacz, dzięki któremu można włączyć np. wiertarkę.

No to teraz przejdźmy do rzeczy. Dziś dzwoni do mnie facet z ZEWT.
- Pan występował o zmianę warunków?
- Występowałem.
- Linia jest?
- No jest.
- Od kiedy?
- Jakoś tak chyba od listopada.
- Wobec tego przepada Panu opłata za te 10kW (coś ponad 1400zł). Musi Pan płacić jeszcze raz za całą moc.
- Słucham???
- No tak, bo miał Pan obowiązek zacząć korzystac w dwa tygodnie pow wybudowaniu linii.
- Ale wyście mnie nie poinformowali, że ta linia już jest!
- Nie mamy takiego obowiązku. Takich jak Pan sa tysiące. To Panu powinno zależeć żeby mieć prąd. Przez Pana ponosimy tylko straty, bo linia jest a Pan nie korzysta. Miał Pan w umowie telefon i trzeba się było dowiadywać czy linia już jest.
- Ale mi nie powiedzieliście że jest. Ona jest w ogrodzeniu sąsiada, nie moim.
- Widocznie tak miało być.
- Ale Urząd Regulacji Energetyki może mieć inne zdanie na ten temat.
- URE akceptował te umowy. Wszystko jest w najlepszym porządku. Wiem już wszystko, do widzenia.
...i się rozłączył.

Słowem - pocałuj nas kliencie w miejsce gdzie słońce nie zagląda. Spadaj na bambus. Płać jeszcze raz.

:evil:

Jutro wybiorę się do dyrektora tego przybytku.

Whisper
20-07-2005, 09:11
20 lipca 2005
Nie spotkam się z dyrektorem ZEWT Jeziorna. Zadzwoniłem, żeby się umówić i nie jeździć jak głupi a on dziś jest "oddelegowany do dyrekcji", przyjmuje we wtorki przez dwie godziny, najbliższy termin na 2 sierpnia.

W związku z tym dostaną ode mnie pismo. Tylko jeszcze muszę się dowiedzieć o nazwisko tego człowieka, który do mnie dzwonił. Na szczęście wyświetliła mi się jego komórka, tyle że dziś nie mogę się pod nią dodzwonić. A może to jednorazowy numer do nękania klientów? Po użyciu ulega samozniszczeniu? :wink:

Whisper
20-07-2005, 23:53
Czy wiesz, że dziś jest święto narodowe Kolumbii? http://www.microstrategy.com/Education/Course_Search/images/flag_columbia.gif

Z zaległości: Okna już są :)
http://whisperjet.republika.pl/dziennik/okna_juz.jpg

Sprawy bieżące
Ku mojemu wielkiemu zadowoleniu prace ruszyły z miejsca i to galopem. Rónocześnie robiła się dziś hydraulika i tynki.

Hydraulikę w ciągu dwóch dni zrobił nam Skrol, któremu oprócz gratyfikacji finansowej należy się także dobre słowo oraz polecenie go innym forumowiczom. Z wykonanej pracy jestem bardzo zadowolony, na pewno zlecę mu również biały montaż i zabawy w karton-gipsie przy tej okazji. Chciałbym z dumą zademonstrować najważniejszy fragment Sali Posiedzeń. Tu będzie mój Geberit :lol:
http://whisperjet.republika.pl/dziennik/kibel_soon.jpg

Tynki... na ten temat to tutaj możnaby pisać a pisać :wink: Może dlatego, że zawsze byłem ciekaw jak to właściwie działa :) Dla spragnionych wiedzy - w końcu Dziennik Budowy oprócz funkcji towarzysko-sentymentalno-dokumentującej ma pełnić również funkcje edukacyjne :wink: - mały fotoreportaż.

Najpierw maszyna pluje taką gipsową mazią

http://whisperjet.republika.pl/dziennik/tynk_1.jpg

Pluje dość wąsko, więc się to takimi "ścieżkami" układa

http://whisperjet.republika.pl/dziennik/tynk_2.jpg

Kiedy już cała ściana jest zasmarkana tym gipsowym błockiem, do akcji wchodzi taka ogromna paca, którą się wszystko równa

http://whisperjet.republika.pl/dziennik/tynk_2a.jpg

I w końcu mamy efekt końcowy - pierwsze otynkowane pomieszczenie :D

http://whisperjet.republika.pl/dziennik/tynk_3.jpg

To takie dziwne uczucie - przestaje byc widoczna struktura bloczków, do której się już przyzwyczaiłem, przestają być widoczne szczelinki, dziurki i inne niedoskonałości powierzchni, znikają porozciągane po ścianie kable, i to wszystko zaczyna kryć sie pod równą płaszczyzną, którą będę oglądał przez najbliższych kilkadziesiąt lat. Kolejny krok do tego, żeby budowa zamieniła się w dom.

Dzisiaj o tynk wzbogaciły się garderoba i nasza sypialnia. Super... :D


Nieustająca epopeja bankowa
Dziś bank juz mnie nie tyle nawet wkurzył co osłabił. Jak to ujął Kaczor Donald "Tym z ryzyka to już się we łbach przerwraca". W związku z tym musiałem:
1. Dokładnie rozpisać na co poszła transza, z wyszczególnieniem kwot, faktur itd.
2. Napisać, na co zamierzam przeznaczyć następną transzę i ile te rzeczy będą kosztowały. A ja nie wiem. Coś tam napisałem, ale tak się to będzie miało do rzeczywistości jak krawat do furmanki.

Nie powiem co o tym sądzę, bo bym bana od Redakcji dostał za wyrażenia ogólnie uznawane za obelżywe, ale Raiffeisen ma u mnie minusa. Dużego. Bardzo dużego. W innych bankach uruchomienie kolejnej transzy jest w najgorszym wypadku na podstawie udokumentowania 60% transzy fakturami (BPH), a w najlepszym wystarczy wysłanie zdjęć z tego co się zrobiło mailem - żadnych faktur. Tymczasem R.Bank wymaga ode mnie nie wiadomo czego - trochę się czuję jakbym zdefraudował te pieniądze, niczego nie zrobił na budowie i przyszedł do nich po następną transzę. Czuję w tym niestety rękę rzeczoznawcy, który prawdopodbnie wycenił mi to wszystko "po swojemu" (już się na to mpb1971 skarżyła - ten sam rzeczoznawca), mając głęboko w d... że mój dach nie kosztował 15 tylko ponad 50 tysięcy (co widać na fakturach). Zresztą na tyle był planowany w kosztorysie przyjętym przez Raiffeisen przy zawieraniu umowy kredytowej.

Oczywiście transzy dziś się nie doczekałem... Może jutro? Kogo to obchodzi że mam od soboty nie zapłaconą fakturę za okna? W końcu dopiero niecałe dwa tygodnie minęły od dnia, na który chciałem żeby mi wypłacono transzę :evil:

Jeśli czyta to ktoś odpowiedzialny z Banku Kaczora Donalda zwanego inaczej Raiffeisen Bank - wstydźcie się!

Whisper
21-07-2005, 17:27
21 lipca 2005
Jest transza na koncie!

Ale ile ja zdrowia dziś straciłem to nikt nie wie...

Whisper
22-07-2005, 21:32
22 lipca 2005
Święto narodowe czekolady. Ech, kiedyś to były festyny, można było kupić watę cukrową, baloniki i wyroby czekoladopodobne, a jak ktoś był bardziej dorosły, to jakieś garnki czy coś takiego.

Dzisiaj jeździliśmy z Luśką i szukaliśmy drzwi. Drzwi miały być:
a) antywłamaniowe - bo zniżki na ubezpieczenie, ogólne samopoczucie itd.
b) białe

Wyniki poszukiwań: właściwie kwalifikują się tylko Dierre, Gerda i Zbigmet. Dierre biały został zdyskwalifikowany ceną - coś ponad 5 tysięcy... - traktują to jako drzwi na zamówienie, dodatkowo trzeba czekać 3 ok. tygodni. Chyba.
Gerda i Zbigmet były tak jakoś po równo - w granicach 3 tysięcy. Już nawet zaczęliśmy zamawiać Gerdę, ale... 5 tygodni czekania. Bo białe i 100cm :o Tak więc będzie chyba Zbigmet Madryt z przeszkleniem. Takie nawet fajne. Luśka wybierała.

A tynki się robią, już nawet trochę podsychają :) Teraz trwa mały konkurs na dalsze prace - wylewki, ocieplenie zewnętrzne i elewacja, sufit wraz z ociepleniem. Trzeba tez pomyśleć nad kominkiem :roll:

Whisper
27-07-2005, 23:13
25 lipca 2005
Na budowie tynki posuwają się do przodu. Umówiliśmy się z Eimundem (miksokret) na wizję lokalną. W wyniku wizji ustaliliśmy że zobaczymy się za dwa tygodnie i że będziemy się widzieli jeden dzień. No, fajnie. Przy okazji Eimund poinformował nas o bieżących trendach cenowych na rynku styropianu. Mniej fajnie. Chyba poszukam styropianu...

Mniej fajne było też to, że autko "otkazało". Rozrusznik kręcił przez ułamek sekundy i tyle. Próby sprowadzenia elektryka samochodowego spełzły na niczym, więc zawezwaliśmy siły szybkiego reagowania (Janoush) i wrócilim do domu bez samochodu.

Whisper
27-07-2005, 23:15
26 lipca 2005

Dziś imieniny obchodzą Malediwy http://jordan.fortwayne.com/jgbreak/fred/YaBBImages/flag/Maldives.gif i Liberia http://jordan.fortwayne.com/jgbreak/fred/YaBBImages/flag/Liberia.gif. Solenizantom składamy najserdeczniejsze życzenia.

Samochód zrobiony, jedna klema przy akumulatorze była nie ten teges. Wymienili klemę, przy okazji mam wymienione szczotki w rozruszniku. I to wszystko za jedyne 200zł :( Jak tu się nie cieszyć :(

Mały research po interku doprowadził mnie to styropianu w cenach nie powodujących u mnie stanu przedzawałowego. Powiedziałbym nawet że nawet miłe te ceny... Jutro będę finalizował sprawę.

Whisper
27-07-2005, 23:22
27 lipca 2005

Skończyli... Tynki się zrobiły, ekipa się wyprowadziła. Tynki mamy fajniutkie. W domu gipsowe, a w garażu w końcu daliśmy "oborowe", jak to Naczelny Tynkarz Kraju określił. Z ekipy Naczelnego jesteśmy zadowoleni. Fajne chłopaki, dobrze robią, namiary na priv. Nulla (od niej ekipa przyszła) też zadowolona.

Jako że nie miałem co robić, złapałem się za kosiarkę. Po drugim piwie i na skraju porażenia słonecznego doszedłem do wniosku, że wystarczy chyba kosić to co powyżej kolan sięga...

A co poza tym...

Styropian kupiłem. W cenie przystępnej (142 zł /m3 FS20 - brutto, transport) i zabójczej (102 zł/m3 FS15 frezowany - brutto transport). A u mnie w hurtowni za FS20 po zniżkach krzyczeli 160... Okazuje się że można dostac niezłą cenę i jeszcze transport z Dolnego Śląska.

Macie może jakiś pomysł gdzie mam położyć prawie 70 metrów sześciennych styropianu??? Tak mi teraz wpadło do łba... Ten FS15 na ściany kupiłem bo tanio było, ale chyba z miesiąc to on sobie poleży....

Agrest rośnie. Porzeczki są. Ładnie kurde jest.

A czy pamiętacie, że jutro święto narodowe Peru http://statbel.fgov.be/images/flags/Peru_flag_medium.png? Najlepsze życzenia wszystkim Peruwiańczykom i Peruwiankom.

Whisper
30-07-2005, 09:09
29 lipca 2005
Święto Wysp Faroe http://jordan.fortwayne.com/jgbreak/fred/YaBBImages/flag/Faroe_Islands.gif. Pozdrowienia, gratulacje.

Jak już wspominałem, kupiłem styropian przez internet. Firma gdzieś z Dolnego Śląska. Wczoraj zadzwoniła do mnie przedstawicielka firmy, informując że transport będzie na dziś, a w ciągu godziny da mi jeszcze komórkę do kierowcy. W sumie fajnie. Nie wiem czy mój szef był tak do końca szczęśliwy kiedy mu o tym powiedziałem, ale wziąłem wolne i już.

Przyjeżdżamy rano na budowę, styropianu nie widać. Nie dziwota, w końcu spod Wrocławia to kawał drogi się jedzie. Nic, podskoczę do Piaseczna do banku, dutkami kieszenie sobie wypchać. Luśka zostaje na straży, poza tym jest przed 10tą rano... Przedzwoniłem do pani z Mega1000 (to od nich kupuję styropian) bo wczoraj mi telefonu do kierowcy nie dała, więc... Tak, oddzwoni za chwilkę jak będzie miała ten telefon. Jadę do tego Piaseczna, już dojeżdżam - dzwoni komórka. Oho! pani z numerem kierowcy pewnie. Niezupełnie - dzwoni sam kierowca że już jest w Rudzie, tylko nie wie jak do nas trafić. Wytłumaczyłem, załatwiłem szybko bank i migiem do Whisperówki.

Na miejscu zobaczyłem dużą ciężarówę z jeszcze większą przyczepą, kierowcę w wieku ok.55-60 lat i Luśkę czerwoną jak barszcz ukraiński. Prawie cała przyczepa była już wyładowana (temperatura ciut powyżej 30 stopni, 40 metrów sześciennych FS15). Powiedziałem "dzień dobry", podszedłem do styropianu, popatrzyłem i nieśmiało zauważyłem "Ale to nie taki styropian... Bo miał być frezowany..." :o

Gdyby spojrzenie mogło zabijać... :-?

Zaczęły się telefony, ustalanie gdzie, kto, co i jak. Okazało się że transport nie jechał z Wrocławia tylko z fabryki Magbudu w Siedlcach. Kierowca próbował mi wytłumaczyć zawiłości składania zamówień przez hurtownię, ale straciłem orientację na etapie centrali w Chrzanowie. Zadzwonił do mnie w końcu człowiek z Mega1000, który przyjmował ode mnie zamówienie i... przez kilkanaście minut zaczął mnie przekonywać żebym przyjął taki styropian jaki mam dowieziony, a szczeliny wypełni się pianką. Oni zapłacą za piankę i dodatkową robociznę. Takie rozwiązanie jest nawet lepsze niż frez. Frez jest do kitu, oni tego z reguły klientom nie mówią, ale mi powiedzą. Frez be, pianka cacy. Posługując się autorytetem ekipy moich ociepleniowców (którzy są również ociepleniowcami Nulli) dałem odpór. Ma być frez. Facet był smutny, wcale mu się nie dziwię. Wystarczyło zapomnieć dopisać jednego słówka "frez" i robi się zamieszanie, koszty transportu...

Zapakowaliśmy z kierowcą cały wyłądowany styropian do samochodu i pojechaaaaaał.

Ja zabrałem się za czyszczenie gniazdek po tynkach i inne sprawy porzządkowe. Przy okazji przyglądałem się pracy alarmiarzy, którzy czynili swoje "małe co nieco".

A potem była burza... Wow... Moje brzozy z pionowych zmieniały się momentami w poziome. Miałem tylko nadzieję, że nie będą całkiem poziome, bo parę rzeczy na ziemi mogłyby zniszczyć. Obyło się bez ofiar i strat materialnych.

A! z zaległości. Mieliśmy parę dni temu kota:
http://whisperjet.republika.pl/dziennik/kotek.jpg

Kot przywędrował z tynkarzami wracającymi ze sklepu, przenocował, po czym przyszli właściciele kota i go zabrali :wink:

Okazało się że skubaniutki uciekł. Szukali go, nawet do sąsiadów zajrzeli, ale do nas już nie. Dopiero sąsiadka zauważyła że się czymś puchatym interesujemy.

Whisper
31-07-2005, 19:40
30 lipca 2005

Święto narodowe Vanuatu http://jordan.fortwayne.com/jgbreak/fred/YaBBImages/flag/Vanuatu.gif
Serdeczne pozdrowienia dla Vanuatczyków, oraz Jagniąt, Maluszków, YaMarzenów oraz Martki z podziękowaniami za miłe uczczenie 25 rocznicy niepodległości Vanuatu :wink:

A poza tym dzień wyróżnił się tym, że drogą kupna nabyliśmy u Darka B kominek (Tarnawa 16kW z płaską szybę). No dobra, daliśmy tylko zadatek, ale i tak czujemy się już właścicielami.

Whisper
02-08-2005, 12:55
1 sierpnia 2005
Święto narodowe Szwajcarii http://www.statbel.fgov.be/images/flags/Switzerland_flag_medium.png. Precyzyjne pozdrowienia!

Wczoraj trochę pokupowałem - mam już materiały na podłogówke elektryczną. 3000 poszły... Ale za to mam kupe zabawek :)

Mam garaż, który jest jedną ścianą złączony z domem. Ponieważ garaż będzie raczej nieogrzewany, to ta ściana musi być ocieplona. Co więcej - dobrze by było, żeby chociaż jej dół był ocieplony przed tym jak w poniedziałek wyleją mi sie podłogi. Nie mam jeszcze styropianu (jeden się frezuje, a drugi ma obsuwę w transporcie z powodu upałów - Izolbet się nie wyrabia), więc zrobiłem mały kursik po okolicznych hurtowniach coby nabyć te 20 cm na ścianę. Oczywiście o 20cm za jednym zamachem można zapomnieć. Owszem na zamówienie, a poza tym "Ale po co 20? 12 wystarczy, potem już nie ma żadnej różnicy)" . Nie chce mi się ludziom tłumaczyć że różnica jest, bo takie są prawa fizyki, ani też że jak się chce grzać prądem to trzeba dobrze docieplić dom. Nie chce mi się też tłumaczyć po raz setny, dlaczego chcę grzać prądem. Więc kupiłem 2x10cm. Ceny... obłedne. 125-140!!! zł/m3. Oczywiście FS15. Jak się zapytałem pana w hurtowni dlaczego komuś z Dolnego Śląska opłaca się sprzedawać mi frezowany FS15 po 102zł/m3, to powiedział że to niemożliwe. No jak niemożliwe, jak ten styropian już u mnie nawet przez chwilę był :)

W każdym razie zabrałem się za rzeźbę w... styropianie, ponieważ akurat przy tej ścianie idzie mi trochę peszli i rurek. Doszedłem do wniosku, że najlepszymi narzędziami są:
- piła do drewna - żeby odkroić duży kawał
- nożyk do tapet - żeby odkroić mniejszy kawałek, nie na wylot
- taka packa z płótnem ściernym żeby to co wydarte wyrównać.
Niestety wciąż brak mi narzędzia idealnego do wycinania rowków. Jakieś pomysły?

Pod koniec dnia miałem już gotowe przycięte kawałki styropianu, więc... zdecydowałem że przykleję :) Nigdy tego nie robiłem (nawet nie miałem zamiaru), ale... nawet wyszło. Poszło dużo lepiej niż sie spodziewałem. Z rozpędu przyciąłem drugą warstwę (poszło łatwiej bo musiałem zrobić wycięcia tylko na rurę od odkurzacza centralnego), ale prąd raczył był się skończyć, więc zostawię to sobie na środę. Niech Luśka widzi jak pracuję :wink:

Oczywiście nie wyszło mi to idealnie równo i bez żadnych przerw, ale nie wyszło też beznadziejnie. Jak na mnie to chyba bardzo dobrze. W końcu to tylko garaż :), za ocieplanie domu weźmie się profesjonalna ekipa :)

Whisper
02-08-2005, 13:23
Zapomniałbym...

Oficjalne podziękowania dla Maksia za ociepleniową inspirację i instruktaż. Dzięki niemu wczoraj wiedziałem, że robię pistolety :D

Whisper
05-08-2005, 15:13
3 sierpnia 2005
Realizowałem się twórczo przy ocieplaniu ściany między domem a garażem. Przy tej okazji dokonałem kilku spostrzeżeń:

1. Pion i poziom są względne.
2. Kielnia jest narzędziem takim jak inne.
3. Środki transportu doznają cudownego rozmnożenia gdy klient chce zrezygnować z kupna.
4. Wycinanie w styropianie rowków na peszle i rurki nie należy do moich ulubionych zajęć.
5. Litry wody i kilogramy kleju do styropianu najlepiej waży się "na oko".
6. To co zrobiłem nie odpada.
7. Z tego sie nie strzela, prawda?
8. Mam nadzieję, że klej do zatapiania siatki ma zdolności maskujące.


Zawitał dziś do nas elektryk, który ma doprowadzić prąd od skrzynki do domu. Przyjechał w towarzystwie dwóch szpadli, kilofa, siekierki i dwóch fizycznych mówiących ze śpiewnym akcentem. Wbił kołki, przeciągnął sznurek, dał pracę w czasoprzestrzeni ("Kopcie stąd aż do południa") i pojechał. Fizyczni zabrali się do pracy, ale widać było że chyba mają płacone za godziny a nie za wykonaną pracę. Pracę rozkładali sobie w czasie jak tylko mogli, a i tak po półgodzinie się zmęczyli. Za chwilę przyjechał elektryk, dał im przydział prowiantu w postaci kilku butelek wody, dwóch bochenków chleba i salcesonu w plastrach i znów pojechał. Fizyczni zabrali się za konsumpcję, ja pojechałem przywieźć styropian, Luśka inwestorowała w brzozach. Przywiozłem styropian (taaa.. ty przywiozłeś... :wink:), wytrąciłem Luśkę ze stanu inwestorowania i zabraliśmy się za rozładunek. Rozładowaliśmy. Jakby nie było z godzinka minęła od kiedy ostatnio widziałem fizycznych, więc czujnie zacząłem się rozglądać, ale na próżno. Po fizycznych zostały tylko narzędzia, niedopita woda i bochenek chleba. Salcesonu nie było... Co się okazało? Ruskie uciekły :) Elektryk był wkurzony, tym bardziej że to jacyś jego znajomi chyba byli :D

I fotoreportaż:
http://whisperjet.republika.pl/dziennik/styro_pac.jpg

http://whisperjet.republika.pl/dziennik/styro_luska.jpg

http://whisperjet.republika.pl/dziennik/styro_wall.jpg


4 sierpnia 2006
Trwają przygotowania do wylewek.

Zwykle wylewkarze robią sami izolację, układają styropian i kładą na to breję zwaną wylewką, problem niestety jest w tym, że robią to szybko. Zbyt szybko żebym ja, przy moich dość ograniczonych zdolnościach manualnych - bo choć jestem piękny, zdolny, inteligentny i skromny to niestety obie ręce mam raczej lewe - zdążył ułożyć na tym ociepleniu kable od podłogówki elektrycznej w pięciu pomieszczeniach. Tak więc sam ułożę tam izolację i styropian, na to kable, a wylewkarze rzucą na to swoje błotko.

Problem pojawił się natychmiast - jak ułożyć izolację. Poszperałem trochę na forum, trochę zrobiłem się mądrzejszy, bardziej niż trochę wystraszony. Ponieważ pod ścianami mam folię a nie papę, więc użycie papy termozgrzewalnej i zgrzanie jej do izolacji pod ścianami nie za bardzo mi odpowiada. Tym bardziej, że trzebaby chyba użyć do tego palnika, a to by było zbyt dużym kłopotem, biorąc pod uwage czas jaki mi został do wylewek.Tak więc stanęło na folii. Folię można dać grubą, taką 0.8mm. Niestety standardowy pracownik hurtowni proszony o taką grubą folię pod wylewki robi duże oczy, następnie proponuje do wyboru folię 0.3mm lub 0.8 fundamentową (w cenie dość zaporowej). I bądź tu człowieku mądry :( W końcu stanęło na folii 0.3, którą dam podwójnie.

Kolejna zagwozdka jest taka, że spod niektórych ścian folia izolacji pod ścianami (pomerdało mi się - pozioma to, bo poziomo leży, czy pionowa bo nie przepuszcza wody w pionie) wystaje raczej symbolicznie, bądź nawet mniej niż symbolicznie. Ciężko więc będzie połączyć to "na zakład". Rozwiążę to w sposób następujący: najpierw całość podłogi ze szczególnym uwzględnieniem miejsc występowania folii izolacji pio... pozio... pod ścianą :wink: maznę dysperbitem. Na to walnę folię dociętą na wymiar, ją też przy ścianach zamażę dysperbitem uszczelniając miejsca styku z folią izolacji tej co wiecie.I na to dam wywiniętą w górę drugą warstwę folii.

Uwaga: nie wiem czy tak powinno być. Wydaje mi się że jest to dobre rozwiązanie i tego będę się trzymał.

Tak więc zaczęliśmy malowanie. Kochanie, łazienkę zrobimy na czarno!

http://whisperjet.republika.pl/dziennik/czarnapodloga.jpg


Trwają też prace nad elektryfikacją Whisperówki. O tym że elektryfikacja jest ważna, powiedział już towarzysz Lenin: Socjalizm to władza radziecka i elektryfikacja. Elektryfikacji silnie pożądam, bo płacenie rachunków za siebie i sąsiada przestaje mnie bawić.

Tym razem ekipa kopiąca była międzynarodowa - jeden Polak i jeden "Ruski". Polak wyglądał na zaprawionego w bojach. Chyba wszyscy znają ten typ - żylasty facet przed sześćdziesiątką który w kopaniu nie ustąpiłby niejednemu młodemu, taki co to niejeden rów wykopał i niejedną flaszkę rozpił. Ruski z kolei raczej wyglądał na inteligenta. Jakoś tak po czterdziestce, chudy, blady, w okularach w rogowej oprawie. Delikatny raczej. Róźnica w wydajności też była widoczna. Ponieważ dzień mieliśmy ogólnie deszczowy, kopanie rowu nie było chyba na niczyjej liście ulubionych czynności. Malując kolejną podłogę usłyszałem jak Polak wykłada "Ruskiemu" podstawy ekonomii kapitalizmu: "Bo widzisz, jak chcesz zarabiać pieniądze to musisz robić. Jak jest mały deszcz to też rób, to zarobisz". Ruskiemu kapitalizm się chyba nieszczególnie podobał. Na szczęście po chwili lunęło i obaj schronili się pod dachem, konsumując przydziałowy salceson. Do końca dnia wykopali 50 metrów rowu, nie uszkadzając przy tym ani drzewek, ani agrestu. Człowiek to jednak potęga...

Jutro ciąg dalszy elektryfikacji.

Pod koniec dnia okazało się, że z powodu awarii maszyny wylewki przesuną nam się z poniedziałku na wtorek. I dobrze, bo zacząłem być w niedoczasie...

Whisper
07-08-2005, 22:22
5 sierpnia 2005
Siła robocza w postaci "Ruskiego" wraz z elektrykiem położyła i zasypała kabel zasilający. Trzeba przyznać że jest to kawałek drucika - 5x16mm2. Na czymś takim to można chyba małe miasteczko zasilić :wink:. Jak zwykle elektryk po chwili się zmył, zostawiając fizycznemu zaszczytne dzieło zasypania rowu, i zapowiadając się na 16:30. Oczywiście godziny są bardzo umowne, więc już się więcej chyba nie pojawił, a przynajmniej dopóki Luśka była na budowie. Telefonów rzecz jasna też nie odbierał. O 18:30 Luśka zostawiła "Ruskiemu" numer komórki elektryka, a sama pojechała po mnie do pracy. Ciekawe, do której ten biedak tam siedział...

Whisper
07-08-2005, 23:10
7 sierpnia 2005

Święto narodowe Wybrzeża Kości Słoniowej http://www.dog-cat-inter.com/ill/carte/flag_19.gif. Wszystkim Wybrzeżanom, Kościankom oraz Słoniom życzymy sukcesów w pracy i życiu osobistym.

Dziś pracowałem... śmy :wink: przy izolacji i ocieplaniu podłogi. Najpierw na mazniętą dwa dni wcześniej dysperbitem podłogę położyliśmy folię 0,3mm (kurde, to całkiem gruba folia jest), potem Luśka zasmarowywała połączenia z izolacją piono-poziomą dysperbitem, a potem Whisper wszedł na to wszystko z ciężkim sprzętem, czyli styropianem FS20 i narzędziami do obróbki wzmiankowanego.

Myślałem, że układanie styropianu to rzecz łatwa, szybka i przyjemna. Myliłem się. Oto kilka prawd:

1. Wszelkiego rodzaju podejścia kanalizacji wybitnie przeszkadzają w kładzeniu styropianu. Trzeba wycinać, przymierzać, docinać, przymierzać, szlifować, poprawiać, przymierzać. Dziury, które powstały za rurami Luśka zasypywała kuleczkami stropianu, który wcześniej ofiarnie tarła.
2. Idące po ścianie rurki przeszkadzają jeszcze bardziej, bo na większej długości. Trzeba wycinać, przymierzać, poprawiać...
3. Połączenie ściany i podłogi nigdy nie ma kąta prostego. Zawsze będzie tam jakieś coś, co zacznie nagle "podnosić" podłogę przy samej ścianie. Trzeba więc podszlifowywać styropian na końcach od strony ściany.
4. Po kolejnym przymierzeniu i docięciu styropianu ma się całe ręce w położonym wcześniej dysperbicie. Uwaga: po kilku godzinach zaschnięty dysperbit nie chce odejść od rąk i trzeba dość mocno szorować pod gorącą wodą...
5. Ostatni rządek wymaga zawsze przycinania każdego kawałka styropianu.
6. Dołujące jest to, że pierwsza warstwa zawsze się nieco chybocze. Niedużo bo niedużo, ale jednak chudziak nie jest idealnie równy i trochę to człowieka martwi. Na szczęście druga warstwa już to ustabilizowała i była prawie idealnie równa. Po trzeciej będzie chyba jeszcze lepiej.

Udało się położyć po jednej (z trzech) warstwie styropianu w dużej i małej łazienkce oraz pralni - kuchnia jutro. Rzutem na taśmę ułożyłem również drugą warstwę w dużej łazience. Układało się dużo łatwiej, bo odpadło szlifowanie przy narożnikach. Może też dlatego, że drugą warstwę układałem prostopadle do pierwszej.

Zrobiłbym może i więcej, ale przy docinaniu ostatniego kawałka płyty drugiej warstwy nie mogłem po ciemku znaleźć piły... :-?

Zastanawiam się, jak robią to wylewkarze, skoro w jeden dzień robią ułożenie izolacji, styropianu i jeszcze wylewkę w całym domu. Albo ja robię to zbyt dokładnie, albo nie mam wprawy. Albo jedno i drugie.

A teraz zdjęcia: Tak wygląda kuchnia z ułożoną folią. To białe to rura od dokurzacza centralnego.
http://whisperjet.republika.pl/dziennik/folia_kuchnia.jpg

A tutaj duża łazienka po ułożeniu drugiej warstwy. Ten "nieułożony" kawałek w lewym dolnym rogu tak zostanie - tu będzie obniżenie na brodzik.
http://whisperjet.republika.pl/dziennik/laz_styr_2w.jpg

Whisper
11-08-2005, 22:14
8 sierpnia 2005
Święta narodowego żadnego nie zaobserwowano, byś może z powodu nawału zajęć. Od rana kontynuowałem układanie styropianu, mając nadzieję że do końca dnia wszystko zrobię, łącznie z ułożeniem podłogówki. Nawet niespecjalnie miałem wybór, bo przecież na następny dzień planowane są wylewki. Nadzieja okazała się być matką wiadomo kogo. Co prawda w ciągu dnia wylewkarz zadzwonił, że w związku z awarią sprzetu wylewkowy wtorek zostaje przesuunięty na wylewkową środę, niemniej jednak uparłem się, że wszystko zrobię - w końcu następnego dnia musiałem iść do pracy, więc albo dziś, albo... dziś.

Około 19tej pomny wczorajszego szukania piły po ciemku spakowałem Luśkę do samochodu i zawiozłem do domu. I tak mi się nie przyda, więc niech się chociaż wyśpi - ja posiedzę do oporu, tylko muszę oświetlenie zakupić. Kupiłem w Leroy reflektor halogenowy, parę duperelek i wróciłem na budowę.

Głupio się pracuje samemu w nocy. Po pierwsze nie widać co się dzieje na zewnątrz - w oknach odbija się środek domu. Po drugie nie wiadomo czy przycinanie styropianu powoduje hałas słyszalny na zewnątrz. A im później się robiło tym bardziej nie wiedziałem. Po trzecie, w nocy jest zimno i wieje, co ma znaczenie gdy się nie ma drzwi w domu, a trzeba coś robić prawie przy wejściu.

Dokończyłem trzy warstwy styropianu w łazienkach i pralni i zacząłem jedną w kuchni. Do tego ułożyłem "mniej więcej" podłogówkę w łazienkach i pralni. Zauważyłem, że nie należy mocować kabla na gotowo - zawsze sie okaże, że coś trzeba ciut przesunąć :-?

Parę słów w kwestii układania kabla. Kabel grzejny (Nexansa w moim przypadku) układa się całkiem fajnie. Daje się bez żadnych problemów wyginać i zostaje w takim położeniu. Układałem go na siatce o oczkach 2cm, mocując takimi zapinkami do przewodów. Zapinki były produkcji Technoxu - polecam (a dlaczego to się dowiecie za dwa dni).

Poddałem się tuż przed trzecią nad ranem.

Wróciłem do domu, i parę minut po trzeciej poszedłem spać - w końcu o szóstej trzeba wstać do pracy.

Whisper
11-08-2005, 22:45
9 sierpnia 2005
Święto narodowe Singapuru przywitałem dość sennie. Jakoś przebiedowałem w pracy 8 godzin, potem przyjechała po mnie Luśka i... na budowę. Po drodze powolutku traciłem świadomość, więc po przyjeździe powiedziałem - ty dotnij styropian a ja się zdrzemnę. Tak więc Luśka docinała a ja się zdrzemnąłem. Po godzince wstałem jak młody bóg (no, tu chyba trochę koloryzuję) i zabraliśmy się za wspólną pracę.

Tak prezentuje się nasz salon - cały w styropianie na podłogę:
http://whisperjet.republika.pl/dziennik/styro_salon.jpg

Kolejna prawda objawiona: w dwie osoby pracuje się efektywniej. Ja mierzyłem, Luśka docinała, ja układałem... Dokończyliśmy podłogę w kuchni. Nie byłem do końca zadowolony, bo gdzieniegdzie dawało się wyczuć delikatne kiwanie płyt, ale niestety - po chudziaku szło tam dużo peszli, odkurzacz - ciężko było się idealnie wpasować.

Potem kończyliśmy układanie podłogówki w reszcie pomieszczeń. Tutaj wciąż jeszcze wstępnie "połapana" instalacja w dużej łazience.
http://whisperjet.republika.pl/dziennik/podlogowka1.jpg

W międzyczasie wylewkowa środa przekształciła się telefonicznie w wylewkowy środo-czwartek :-?. Dobra, będzie w razie czego jutro czas na ostatnie poprawki.

O północy odtrąbiliśmy wsiadanego... Zostało połapać dokładniej zapinkami kable (zapinek nam zabrakło), wykuć w ścianie (zapomniałem o tym :oops:) kilkanaście centymetrów od puszeczki do instalacji - kable zasilające i czujnik temperatury, no i posprzątać, bo bloczki wciąż stoją w sypialni, styropian po kostki, burdel jednym słowem.

Whisper
11-08-2005, 23:44
10 sierpnia 2005
Ekwador http://www.scienti.net/image/es/flag_ecuador.jpg obchodzi urodziny. Gratulki!

Po siódmej rano byliśmy znów na budowie. Zacząłem wynosić bloczki z sypialni, Luśka zaczęła wyrzucać do worków resztki różnych rzeczy, słowem - porządki. Przed dziewiątą pojawiła się ekipa. Ani nie obejrzeli domu, ani nie zaczęli się rozglądać za czajnikiem, nie spytali co jak i gdzie tylko od razu rzucili się do rozwijania folii. Plus za pracowitość i świadomość po co się przyjechało. My z Luśką staraliśmy się uprzątać pomieszczenia szybciej niż oni do nich wchodzili z folią i styropianem i musze przyznać że takiego tempa dawno nie mieliśmy :o.

Pomny moich wcześniejszych doświadczeń z układaniem styropianu przyjrzałem się, jak robią to fachowcy. Teraz zacytuję sam siebie:

Zastanawiam się, jak robią to wylewkarze, skoro w jeden dzień robią ułożenie izolacji, styropianu i jeszcze wylewkę w całym domu. Albo ja robię to zbyt dokładnie, albo nie mam wprawy. Albo jedno i drugie.
Znam odpowiedź. I jedno i drugie. Po pierwsze oni nie bawią się z piłą, rysowaniem kresek itd, tylko przykładają styropian do ściany, robią zzzzziu takim dziwnym nożem który tnie styropian (strasznie mi się spodobał) i już. Druga rzecz, że zrobili to trochę na odp... niedokładnie. I za to minus. U mnie szczelina milimetrowa między płytami była już ciężko odchorowywana, u nich... niekoniecznie. U mnie poza kuchnią, gdzie płyty miały tendencję do delikatnego kiwania się tu i ówdzie, było idealnie stabilnie. U nich kiwało się dość mocno i to w wielu miejscach... Ujmę to tak - nie wyglądało to profesjonalnie. No, ale jak pięciu ludzi w półtorej godziny układa folię i ponad 100 metrów styropianu w trzech warstwach to chyba nie ma się co dziwić że wygląda to jak wygląda. Pocieszam się tym, że oni wiedzą czy beton to przyciśnie czy nie.

Tak wygląda ułożony styropian :-?
http://whisperjet.republika.pl/dziennik/styro_ich.jpg

http://whisperjet.republika.pl/dziennik/styro_ich_korytarz.jpg

Nagle Luśka przypomniała sobie, że trzeba jeszcze zrobić odwodnienie w garażu. Dobra... jadę do składu budowlanego, mówię w czym rzecz. Pan zamruczał pod nosem "to chyba będzie Iksiński i spółka" po czym sięgnął po katalog i zaczął go wertować w poszukiwaniu kratek do odwodnień liniowych. Coś mnie tak jakoś zastanowiło i mówię "Ale macie to na składzie, bo ja chcę na już?" Pan spojrzał na mnie smutno i powiedział - "moglibyśmy ściągnąć na jutro, najpóźniej pojutrze". Do widzenia! Dlaczego ludzie się nie nauczą, że ja zawsze wszystko załatwiam w ostatniej chwili? :evil: :wink:

W końcu w Piasecznie udało mi się znaleźć sklep, gdzie mieli i to kilka rodzajów. Pooglądałem, powybrzydzałem, zakupiłem 5 metrów bieżących tych korytek, jakąś rurę żeby to za ścianę wypchnąć i z powrotem na budowę. Ekipy już nie było, bo z powodu braku miksokreta (wciąż zepsuty) pojechała na inną budowę rozkładać styropian. Ja poskładałem korytka i rury do kupy, a potem zacząłem kuć dziurę przez ścianę fundamentową - jakos ta rura z garażu musi wyjść.

http://whisperjet.republika.pl/dziennik/kucie_bloczki.jpg

Wiem już co to są bloczki fundamentowe z kruszywa i dlaczego są dobre. I dlaczego boli ręka. To cholerstwo jest z takimi kamyczkami, twarde jak piorun. No, fundamenty to ja mam stabilne. Mam też wciąż cztery palety tych superdobrych bloczków. Chce ktoś kupić? Sprawdzone w boju.

Wczesnym popołudniem pojawił się miksokret "w celach testowych". Testy nie wypadały najpomyślniej, dlatego Eimund ściągał spoza Warszawy drugiego miksokreta. W końcu ekipa zmyła się nie mówiąc nikomu ani słowa.

Ja nienerwowo wykułem (z pomocą Luśki) rowki na kable zasilające podłogówkę i peszle do czujników temperatury, ułożyliśmy brakującą podłogówkę w przedsionku, poinstruowałem Luśkę na okoliczność jutrzejszego zalewania, umiejscowienia czujników, czego pilnować i o czym nie zapomnieć, i koło 20tej zmyliśmy się do domu. Jutro wylewki!

Whisper
11-08-2005, 23:59
11 sierpnia 2005
Święto Czadu http://jordan.fortwayne.com/jgbreak/fred/YaBBImages/flag/Chad.gif i wylewek.

Niestety nie mogłem być obecny przy wylewkach - obowiązki inwestorskie pełniła Luśka.

Fotoreportaż

Diabelska maszyna
http://whisperjet.republika.pl/dziennik/miksokret.jpg

Jak oni chcą z tego zrobić podłogę?
http://whisperjet.republika.pl/dziennik/wylewki1.jpg

No i jednak się im udało.
http://whisperjet.republika.pl/dziennik/wylewki2.jpg

Tutaj w garażu odwodnienie liniowe jeszcze wzdłuż...
http://whisperjet.republika.pl/dziennik/gar_odw_1.jpg

...a tu już w poprzek. Zmiana skonsultowana ze mną telefonicznie :wink:
http://whisperjet.republika.pl/dziennik/gar_odw_2.jpg

Wszelkie pytania co do technologii wykonania i innych rzeczy związanych z wylewkami proszę kierować do Luśki Whispera. Mnie tam nie było.

Whisper
12-08-2005, 00:08
W końcu ruszyłem się żeby zadzwonić do Skrola i umówić się na robienie sufitów (płyty karton gipsowe i ocieplenie stropu wełną mineralną). Skrol pisał, że mogliby zacząć od poniedziałku, więc w sumie fajnie. Dzwonię, a tu... "Gdyby pan wcześniej zadzwonił, wczoraj nawet... bo tak to już ich posłałem do takiej pani na inną budowę od poniedziałku i zejdą za dwa-trzy tygodnie". No fakt, o ekipie pisał mi już z tydzień temu pewnie... Ale takie miałem urwanie głowy, że...
Cholera, ludzie którzy robili u mnie tynki też dali ofertę, mogą od zaraz ale... drożej. Czekać? Nie czekać? Zapłacić więcej? Wiem! Zadzwonię do Martki, ona coś z kartongipsem chyba wojowała - wezmę może od niej ekipę. Okazuje się, że u Martki wchodzą od poniedziałku. No to z jej ekipy nici. Kontynuuję więc rozmowę żaląc się jak to mi ktoś przez moje niezdecydowanie "podebrał" ekipę od Skrola... Chwila ciszy w słuchawce a potem "Wiesz Whisperku, bo oni do mnie właśnie przychodzą" :o :o :o

Ustaliliśmy na spokojnie w domu z Luśką, że Martkę mimo wszystko wciąż lubimy :wink:. Tymczasem trwają poszukiwania ekipy do sufitów.

No a jutro... DRZWI!

Whisper
12-08-2005, 09:26
12 sierpnia 2005
Pocztą przyszły warunki i umowa z energetyki. Zgodnie z moją werbalną sugestią nierobienia sobie jaj umowa i warunki opiewają jedynie na kwotę nadwyżki ponad zapłacone już 10kW.

Czyli pisma pisać nie muszę...

Whisper
12-08-2005, 21:03
Melduję posłusznie, że mamy Już nie całkiem surowy stan zamknięty, czyli innymi słowy w końcu mamy drzwi.

Nasza budowa to w ogóle dziwna taka jakaś. Wiechy żadna ekipa nie usiłowała urządzać, stanu surowego zamkniętego też się nigdy nie doczekaliśmy... Dobrze że z tymi drzwiami nie czekaliśmy aż glazurnicy skończą :lol:

Znów czuję się pokrzywdzony, bo musiałem być w pracy, podczas kiedy Luśka nadzorowała montaż. Drzwi wzięliśmy ze Zbigmetu.

Tak wyglądają drzwi frontowe.
http://whisperjet.republika.pl/dziennik/drzwi1.jpg

A tak wygląda się przez drzwi frontowe:
http://whisperjet.republika.pl/dziennik/drzwi2.jpg

Tutaj mamy drzwi między garażem a pomieszczeniem gospodarczym.
http://whisperjet.republika.pl/dziennik/drzwi3.jpg

Niestety komuś się gdzieś coś pomyliło i w tych ostatnich mamy tylko jeden zamek, a miały być dwa. Ten drugi Luśka zamówiła tylko po to, żeby można było zamykać drzwi od środka bez użycia klucza. Mają w środę rano wziąć drzwi i po południu przywieźć je z powrotem, wyposażone tak jak Bozia przykazała a Luśka zamówiła.

Whisper
14-08-2005, 21:18
14 sierpnia 2005
Święto państwowe Luśki. 18 rocznica, jak zwykle od kilkunastu lat. Najlepsze życzenia :)
http://whisperjet.republika.pl/dziennik/luska_b.jpg

Na froncie robót dzisiaj odbyło się uroczyste polewanie wylewki. Nie myślałem, że beton TAK pije wodę. Polałem tak, że robiła się maleńka kałuża, po czym... po chwili było widać już tylko ciemną plamę zamiast kałuży :)

Parę dni temu napisałem:
Zapinki były produkcji Technoxu - polecam (a dlaczego to się dowiecie za dwa dni). i oczywiście dwa dni minęły a ja nic. Otóż zapinki Technoxu były fajniutkie, ale z drugiej strony - co może być fajnego w zapinkach do kabli?
http://www.technox.pl/download/1110186093_CT_duze.jpg
Przecież nie ma tak, że jedne są lepsze a drugie gorsze? Otóż... jak się okazało, wszystko można spieprzyć. Musiałem dokupić paczuszkę takich zapinek, ale były jakiejś innej firmy - nie wiem - Kalmex czy jakoś tak. No i kurde... nie dało się zapiąć. To znaczy w końcu się dawało, ale człowiek autentycznie musiał się namęczyć, pozdzierać skórę z łap i tak dalej. Paseczek nie chciał wchodzić w dziurkę. Jak wszedł, to nie dawał się przesuwać. No kurde blade - myślę sobie - co oni to u szwagra za stodołą nożyczkami wycinali? Rzut oka na opakowanie a tam małymi literkami: Wyprodukowano w Chinach. No i teraz wiem, że chińskich rzeczy nie powinno sie kupować, nawet jeśli wydają się być trudne do zepsucia przez producenta...

Dzisiaj korzystając z urodzinowego desantu razem z Bratem Luśki gustowną kombinacją folii różnego rodzaju zasłoniliśmy wejście do garażu, coby wylewkom lepiej było. Uznałem, że najlepiej będzie przymocować tę folię tackerem (takie ustrojstwo do wbijania zszywek)
http://e-tools.bazarek.pl/i/t/519/263/105/min_32249536440e30d3ad21e5.jpg
Były różne, jeden w kuszącej cenie 22 złotych. Topex. Chiński. Chiński? Hmmmm... Kupić? Nie kupić? No w końcu co tu się może zepsuć? Kupiłem.

Nie udało mi się tym urządzeniem wbić ani jednej zszywki. Po prostu złom. Zwrócili mi pieniądze. Za to tacker firmy Lux (to chyba niemiecka) sprawdził się znakomicie - folia została przymocowana do desek i jest pięknie.
http://whisperjet.republika.pl/dziennik/zaslan_garaz.jpg

I na koniec specjalnie dla Maluszka zdjęcie drzwi od przodu:
http://whisperjet.republika.pl/dziennik/dooroutside.jpg

A dla Jagny widok od środka przez dziurkę:
http://whisperjet.republika.pl/dziennik/doorwindow.jpg

Whisper
17-08-2005, 13:29
17 sierpnia 2005

Alem się wk^&%^$... :evil:

Stasio Elektryk, postać barwna i znana niektórym, dał popis. Dzwonię ci ja dziś do niego po ładnych dwóch-trzech tygodniach i pytam: jak tam ze skrzynką rozdzielczą. Dałem mu jakiś czas temu skrzynkę, materiały i czekałem aż to zrobi. Na co Stasiu: Bo ja się zastanowiłem i to jest za tanio. Koledzy się ze mnie śmieją. A ty mnie wykorzystujesz..

:o :o :o

K^(*& mać! 25 złotych za punkt bez materiału od człowieka z pracy który robi to "dodatkowo" to mało? Bez faktury rzecz jasna? Umówiliśmy się na 3000 z rozdzielnią, cały materiał mój. Dodatkowo musiałem brać innego elektryka żeby mi doprowadził kabel do domu, bo Stasio tego nie robi...

Chce się rozliczyć za pierwszy etap. Zaraz, a co to jest pierwszy etap? Rozprowadzenie przewodów (ok. 120 punktów)? Zatynkowanych teraz w dodatku? Co ja mam teraz zgadywać co jest do czego? Już dostał 1100 złotych, ma materiały warte 1000 złotych i dzisiaj mówi że to za mało, że nie śpi po nocach, a do mnie na budowę jest daleko. A potem się rozłączył i nie odbiera telefonu...

Pytanie ogólne: co to jest jeden punkt? Razem z podłączeniem do skrzynki, czy kabel wiszący sobie a muzom?


Aha, oczywiście papierka złamanego nie mam - ani pokwitowania za wzięte pieniądze, ani za materaiły, ani umowy..

Niech to będzie przestrogą dla wszystkich - od tej pory nawet jak to będzie własny brat (którego nie posiadam) wszystko będę załatwiał na papier.

Whisper
17-08-2005, 17:49
Właśnie poszedłem po rozum do głowy i zadzwoniłem na telefon dyżurny, który muszą odbierać. Oczywiście odebrał :)
Powiedziałem mu żeby przywiózł na wtorek moje materiały to się rozliczymy. I tylko się teraz zastanawiam... jak ja właściwie mam się z nim rozliczyć? Cenę ostatecznie ustalaliśmy za całość, razem ze skrzynką. Poza tym mogę chyba sobie zażyczyć jakiegoś schematu tej instalacji. A co z pomiarami? Jak to mówił Pawlak w "Samych swoich": ja tam mściwy nie jestem... ale mam ochotę zrobić teraz wszystko żeby temu skunksowi (Copyright by Kasztanka) dokopać...

Whisper
23-08-2005, 21:06
20 sierpnia 2005
Święto narodowe Węgier http://www.kfki.hu/images/hungary_flag.gif uczciliśmy na Podlasiu. Niestety nie pamiętałem, że to święto, a powinna przypominać mi o tym zieleń trawy na działce Toli, biel piany od piwa i czerwień leczo... Było bardzo. I mam kolejna osobę której nienawidzę za wielkość łazienki... Tola, pozdrawiam :D

Whisper
25-08-2005, 23:01
25 sierpnia 2005
Święto narodowe Urugwaju http://statbel.fgov.be/images/flags/Uruguay_flag_medium.png. Najlepsze!

Na budowie zaczęły się prace przy sufitach. Pójdzie płyta karton-gipsowa i do tego ocieplenie - na razie 20cm wełny, potem dorzucę jeszcze 10. Materiały kupiliśmy od Olsena - dał cenę niższą niż ta po której mogła załatwić materiały nasza ekipa. Słowem cena OK, kontakt OK, nic, tylko polecać. :)

Trzeba będzie kupić właz na strych i zdecydować gdzie go wstawimy. Początkowo myśleliśmy o pomieszczeniu gospodarczym, ale czuję że rury od rekuperatora będą kolidowały z wejściem na górę. Myślimy teraz nad korytarzem.

Luśka ostatnio stwierdziła że mamy bardzo szeroki korytarz i można go było zmniejszyć. Ja prawdę powiedziawszy wolę taki szerszy - przynajmniej dwie osoby będę mogły się w nim minąć. Chociaż jakby zrobić węższy i ruch sterowany światłami to może by to zadziałało. Gorzej jakby trzeba było czekać w pokoju na zielone światło żeby do kibelka polecieć :-? Nie, wolę jednak szeroki korytarz.

Co tam jeszcze... Luśka obdzierała ostatnio okna z folii. Właściwie to obdzieraliśmy razem, a ona je skubała z tych małych kawałeczków które na przykład siedzą pod framugą która jest nieotwieralna.... Beznadziejna robota :(

Wczoraj sprezentowaliśmy sobie też na parę dni kontener na śmieci. 7 metrów sześciennych zapełniłem w kilka godzin. Kupa śmieci została po tynkach i wylewkach, nie wspominając o innych okazjach do brudzenia. Przyjemność pozbycia się tego towaru będzie nas kosztowała 250 złotych. Zaczynam powoli zastanawiać się nad pojemnikami na śmieci, takimi na stałe. Sąsiad mieszka od roku już, a jeszcze takowych nie posiada. Coś tam wspominał że do Warszawy wywozi :o :o :o Zrobiłem rozeznanie w Jarperze (firma działająca na moim terenie), za "boberka" jak to ładnie określono, o pojemności 1100 litrów przy wywozie raz na miesiąc zapłaciłbym 45 złotych. Za kosz 240 litrów dwa razy w miesiącu 32 złote. To może na początek "boberka", a potem kosz? Chyba będzie to wygodniejsze niż "zbieranie" śmieci żeby zamówić duży kontener.

Whisper
25-08-2005, 23:07
Przypomniało mi się - przecież Stasio miał mi przywieźć moje materiały elektryczne na wtorek. Oczywiście... zapomniał. W środę do niego zadzwoniłem - ma! No to niech zostawi u mnie w pokoju, bo ja mam dzień wolny. OK. Dzisiaj przychodzę i... nie ma. Stasia też nie ma bo ma dziś wolne.

Jutro jestem ja i jest Stasio. Coś z tego będzie...

Whisper
28-08-2005, 23:37
28 sierpnia 2005
Dziś był dzień odwiedzin :)

Odwiedziła nas...

The one and only... TOOOOOOOLA z rodziną :) Oczywiście bez zdjęcia się nie obyło. Tola przy świadkach zobowiązała się zrobić nam trawnik... :lol: i pomyśleć coś nad ogólną aranżacją Whisperówkowego otoczenia. Ja ją naprawdę adoptuję...
http://whisperjet.republika.pl/dziennik/tola.jpg

Na tym się nie skończyło, bo mieliśmy jeszcze delegację rodzinną :) Też było zdjęcie!
http://whisperjet.republika.pl/dziennik/wiltsad.jpg
Wszystkich obecnych na zdjęciu pozdrawiam tradycyjnym "Cześć Marek!" :lol: :lol: :lol: Wy już wiecie o co chodzi :wink:

A na froncie robót sytuacja przedstawia sie następująco:

http://whisperjet.republika.pl/dziennik/sufitfolia.jpg
Mamy sufit tu i ówdzie :wink: Co prawda sufit jest z folii, ale w końcu daje wyobrażenie jak wysokie będą pomieszczenia. No, może ciut niższe niż foliowy sufit, który jest na 3m, bo dojdą stelaże i płyta karton-gipsowa.

Mam natomiast kłopot z włazem na strych. Po pierwsze sam nie wiem gdzie go umieścić :roll: , po drugie włazy (a właściwie schodki do nich) są robione na wysokość maksymalną pomieszczenia 2,80m. Ja wiem że jestem burżuj i mi sie zachciało przeraźliwie wysokich sufitów, ale bez przesady, na 2,80 świat się przecież nie kończy! To chyba zemsta za to że Toli powierzchni łazienkowej pozazdrościłem... Na szczęście spisałem sobie namiary na producenta i robią jedne schodki do 310cm... Uffffff... Tylko teraz pytanie ile będę na ten właz czekał...?

Próbowałem też zrobic dokumentację puszek na strychu - niedługo przykryje je wełna, ale... zrezygnowałem. No zobaczcie sami... Przecież to głowa może od tego rozboleć :(
http://whisperjet.republika.pl/dziennik/strychkablimoc.jpg

Następny problem to kominek - jesteśmy na jutro umówieni z kominkarzem, ale Luśki koncepcja coś się chyba zaczyna chwiać. Jak namalowałem obudowę tak jak ona chce, to przestaje mi się to podobać. Jak namalowałem trochę inaczej, to jest niezgrabna inaczej.

Whisper
30-08-2005, 00:15
29 sierpnia 2005
Dziś był dzień spotkań roboczych. Najpierw spotkałem się roboczo z kartongipsiarzami, których w końcu miałem przyjemność obejrzeć na własne oczy. Jeden duży drugi mały :) Podyskutowaliśmy sobie o zrobieniu podłogi na stryszku - trzeba będzie na wiązary nabijać beleczki, które będą stanowiły podstawę podłogi - musi się zmieścić 30 cm ocieplenia, więc 14 cm trzeba "podnieść". Chłopaki teraz dalej foliują pomieszczenia.

Drugie spotkanie robocze odbyło sie z polecanym przez Darka B (kominki) kominkarzem. Już nam się chyba wyklarowała koncepcja kominka, niestety termin sie również wyklarował - początek października :(

Trzecie spotkanie robocze było z elektrykiem, który zrobi mi tablice rozdzielcze (dwie, bo tak to Stasio wykoncypował i tak kable ułożył). Jako że ze Stasiem kontaktu nie mam żadnego, materiałów które kupiłem nie oddał, i w dodatku poszedł teraz na urlop, zdecydowałem że mam go w głębokim poważaniu, a przekazane mu materiały zaliczę mu na poczet wypłaty i niech się z nimi buja. Nowy elektryk będzie kupował wszystko od nowa - nie mogę przecież czekać aż Stasio raczy się zmaterializować i oddać te wszystkie skrzynki, esy, efery i tym podobne kosztowne zabawki.

Trochę wyjaśniła się również sprawa ze schodami na stryszek. Coś źle wczoraj zmierzyliśmy - od podłogi do foliowego sufitu mamy 2,90 nie 3,00, więc po odjęciu 6 cm na karton-gipsowy sufit i jeszcze ciutkę na podłogę wychodzi, że te 2,80 będą ok. Najwyżej się jakieś maleńkie "stopki" dobije na samym dole. Kombinuję jeszcze nad ociepleniem włazu (bo choć ten który wybrałem nazywa się "Termo", to z ociepleniem wspólnego wiele nie ma. Chcę zrobić ocieploną klapę od góry, otwieraną na bok. U moich rodziców jest podobny patent i zdaje egzamin celująco.

Próbowaliśmy też znaleźć nowego rzeczoznawcę, po tym jak ostatnio mieliśmy bieg z przeszkodami po kolejną transzę. Niestety - terminy 2-3 tygodniowe (a nam się właśnie kasa kończy), ceny... Jak za wycenę domu od zera - ponad 1000zł :o Stary rzeczoznawca za wizytę brał 80zł... Chyba się jeszcze raz przemęczymy.

Whisper
01-09-2005, 14:45
31 sierpnia 2005
Ale się narobiło świąt dzisiaj. Imieniny i urodziny obchodzą: Malezja http://statbel.fgov.be/images/flags/Malaysia_flag_medium.png, Trynidad i Tobago http://www.henleymc.ac.uk/henleymc03/assocweb03.nsf/flag_Trinidad.gif, oraz Kirgistan http://jordan.fortwayne.com/jgbreak/fred/YaBBImages/flag/Kyrgyzstan.gif

Prace po sufitach powolutku posuwają się do przodu. Na razie wciąż pracuje tylko dwóch fachowców, reszta zamarudziła jeszcze u Nulli. Za to ruszyliśmy sprawę bramy garażowej. Jak dotąd odzywaliśmy się do Krispolu i Wiśniowskiego, teraz doszedł nam jeszcze forumowy newdoor. Pojechaliśmy z nim na jedną z budów gdzie zainstalowana jest brama podobna wymiatrami do naszej, pooglądaliśmy. Potem podskoczyliśmy do Whisperówki i newdoor obejrzał sobie naszą dziurę w ścianie zwaną dumnie wjazdem do garażu. Obejrzał, pomierzył, obiecał wycenę jeszcze tego samego dnia.

Wycena rzeczywiście pojawiła się jeszcze wieczorem. Ceny w sumie trzymają się w okolicach plus minus 5,500. Znaczna różnica za to jest w terminach - od trzch do pięciu tygodni. Tylko newdoor zaproponował maksymalnie tydzień. Na jego plus są też pozytywne komentarze od forumowiczów. Jutro jeszcze z nim porozmawiam.

Whisper
01-09-2005, 14:53
1 września 2005
To, że dzisiaj są święta państwowe Libii http://jordan.fortwayne.com/jgbreak/fred/YaBBImages/flag/Libya.gif, Uzbekistanu http://jordan.fortwayne.com/jgbreak/fred/YaBBImages/flag/Uzbekistan.gif i Słowacji http://jordan.fortwayne.com/jgbreak/fred/YaBBImages/flag/Slovakia.gif, to chyba każdy z Was wie.

Ale czy wiecie, że dzisiaj jest Święto Pierwszoklasisty?
http://whisperjet.republika.pl/dziennik/pierwszoklasistka.jpg

Gratulacje dla wszystkich Pierwszaków!

Whisper
01-09-2005, 14:57
Dogadaliśmy się z newdoorem. Biała brama (trochę ponad 5 na trochę ponad 2 metry) stanie do przyszłego czwartku (a może i wcześniej jeśli wszystko pójdzie dobrze). Cenę ustaliliśmy, drugi pilot do napędu dorzucony... No to mogę zająć się innymi sprawami.

Jak na razie kontakt z newdoorem jest bardzo bardzo. Zobaczymy jak pójdzie montaż :wink:

Whisper
02-09-2005, 22:53
2 września 2005
Dzień pracownika usług gastronomicznych i handlu tekstyliami, czyli święto narodowe Wietnamu http://jordan.fortwayne.com/jgbreak/fred/YaBBImages/flag/Vietnam.gif. Podziękowania za to, że za połowę ceny zestawu z McDonalds można zjeść dwa razy więcej czegoś dwa razy lepszego.

Dziś po prawie dwóch miesiącach umawiania sie z Panem Jarkiem od Rekuperatorów udało mi się z nim spotkać osobiście. Dodam, że wszelkie dotychczasowe spotkania odwoływałem ja, bo zawsze mi coś wypadało. A raz jak mi nic nie wypadło, to po prostu zapomniałem. Wstyd, prawda? :oops:
W każdym raziem dziś się udało. Pan Jarek od Rekuperatorów został nam sprzedany przez Maluszków, którzy mają zrobioną przez niego wentylację i rozprowadzenie powietrza z kominka. Maluszkowie byli pełni ochów i achów i... mieli trochę racji.

Facet się zna. Po prostu. Jak zaczął mówić, pokazywać, tłumaczyć, to zrozumiałem że on sie zna. Mimochodem wyjaśniło mi się parę kwestii co do których słyszałem albo "nie da się, bo...", lub "da się bez problemu". Chodzi przede wszystkim o rozprowadzenie gorącego powietrza z kominka razem z powietrzem wentylacyjnym z rekuperatora. Mówił jak to się zrobi i dlaczego będzie działało. Ten człowiek mógłby sprzedawać po domach dywany albo odkurzacze - jeśli robiłby to w takim samym stylu jak tłumaczenie zasad działania GWC, reku czy DGP, to zarabiałby kupę kasy ;)

W trakcie rozmowy o projekcie naszej wentylacji wyszły pewne problemy. Otóż rury miały u nas iść strychem (tak to sobie wyobrażałem), ale u nas ocieplony będzie strop, a nie połać dachu. Czyli na strychu w zimie będzie zimno (powiedzmy tak samo jak na dworze), a w lecie będzie gorąco. Bardzo gorąco. Jak gorąco? Wejdźcie do samochodu zostawionego na słońcu. Temperatura powietrza: 25 stopni.Temperatura powietrza w samochodzie: 65 stopni :roll: I właśnie od gorącego powietrza na strychu będą się mocno nagrzewały przewody prowadzące powietrze do pomieszczeń. Są co prawda ocieplane, i to grubiej niż standardowo, ale to niewiele da - te 60-70 stopni będzie podgrzewało przewody, a powietrze wpadające do domu będzie coraz bardziej i bardziej gorące... :oops: W zimie patent byłby niegłupi, niestety tak będzie się działo tylko w lecie :(
Zaproponował inne wyjście - puścić rurociągi po drugiej stronie ocieplenia - w pokoju. Przez moment stanęły mi przed oczyma gustowne srebrzyste rury rozciągnięte po pokojach i muszę przyznać że mnie to trochę zmartwiło.
Oczywiście rury mają być zasłonięte płytami k-g. O, to już było lepiej, ale perspektywa opuszczania sufitu na 2,60 wciąż mnie nie bawiła.
I to opuszczenie będzie potrzebne tylko pod ścianami, tam gdzie będzie szedł rurociąg. Hmmm... no dobra, ja to już przeżyję, ale nie wiem co z Luśką :roll: Będę myślał. Luśka będzie na mnie krzyczeć, a ja będę myślał. Oddzwonię.

No i znowu te tabuny koni... to znaczy myśli zasuwających mi przez głowę :-? Co na to karton-gipsiarze? A jeśli już zrobili sufity? Albo zaczęli? Ewentualny montaż rurociągów mógłby byc w połowie przyszłego tygodnia, ale co ja mam zrobić z k-gipsiarzami? Jadę na budowę - nie ma ich... Ufff. Coś mi się kojarzyło, że gipsokartonowcy mówili że ich w któryś dzień nie będzie - wynika z tego że myśleli o piątku. W sumie mi to nawet na rękę.

Telekonferencja z Luśką - krzyczy na mnie. No dobra, nie krzyczy, ale marudzi. Tłumaczę jak blondynce. Pomaga. "Dobrze, niech tak będzie, ale mi się to nie podoba." Ufff... Będziemy mieli wentylację...

Odezwał się też newdoor - chodziło o dopracowanie szczegółu, którego nie dogadaliśmy poprzednio. No i info, że na początku przyszłego tygodnia już będziemy mieli bramę garażową :) Newdoor zbiera plusy :D Jeśli chodzi o kontakt z klientem to 5/5.

Whisper
02-09-2005, 23:17
A elektrycy???
No przecież byli dziś elektrycy - Elektryk Piotrek i Elektryk Marek: Elektryczni Specjaliści do Spraw Kończenia po Stasiu. Bawili się prądem, którego jeszcze nie ma, zmajstrowali jedną tablicę, coś podkuli, coś przykręcili... i juz mam małą tablicę :) Niestety okazało się, że z dużej tablicy Stasio wziął bebechy, w związku z czym czeka mnie ponowny wydatek dwóch stówek na tablicę... Ale niech już w końcu to zrobią, sprawę się zamknie i będzie po krzyku. Bo "bez prądu to kiepsko", jak dziś stwierdził Elektryk Piotrek spoglądając smętnie na nieruchomą tarczę szlifierki kątowej. Bo prądu zabrakło.

Whisper
06-09-2005, 21:54
5 września 2005
Brak świąt narodowych, za to dzień okazał się być owocnym :)

PIerwszym sukcesem było to, że rano udało mi się dodzwonić do rzeczoznawcy i umówić z nim na wtorek.

Potem pojechałem do Darka B, coby uiścić resztę kasy za Tarnawę. Nie wiem czy to sukces, może z punktu widzenia Darka B., bo pieniądz mi się skończył i płacę tylko tym, którzy sie nawiną. Jak ktoś nawinie się później, to poczeka aż mi transza nowa przyjdzie z Banku Kaczora Donalda. Whisperowy wkład do kominka na razie będzie spoczywał u Darka B., bo kominkarz dopiero pod koniec września/na początku października.

Potem pojechałem na budowę bo byłem umówiony z... newdoorem. Tak, w czwartek się dogadalismy, w poniedziałek montaż bramy :o. To jest miód na mą duszę - nie znoszę, kiedy ja chcę coś kupić, a tu mi mówią - za 4 tygodnie. :evil: No kurza twarz, jakbym coś chciał mieć za 4 tygodnie, to bym to poszedł kupić za cztery tygodnie :evil:
Sama brama w kawałkach przyjechała do mnie już w sobotę, ale się nie chwaliłem, bo jedynym zamknięciem garażu (gdzie brama w częściach wylądowała), była powiewająca sobie na wietrze folia budowlana 0,2mm, czyli coś z czym średnio rozgarnięty bandyta dałby sobie radę w czasie krótszym niz 30 minut. Może nawet krótszym niż 20 minut.

Newdoor przyjechał z ekipą w sile dwóch człeka, z czego jeden wysoki. Za to cała ekipa (tak jak i newdoor) jajcarska, sprawna, szybka.

Brama powstawała tak:
http://whisperjet.republika.pl/dziennik/bramag1.jpghttp://whisperjet.republika.pl/dziennik/bramag2.jpg
http://whisperjet.republika.pl/dziennik/bramag3.jpghttp://whisperjet.republika.pl/dziennik/bramag4.jpg

Ładna, prawda?

Aha! Otwiera się!:lol:
http://whisperjet.republika.pl/dziennik/bramag_open.jpg

A tak Whisperówka wygląda z kompletem zamknięć otworów wszelakich:

http://whisperjet.republika.pl/dziennik/dom_brama.jpg

Montaż trwał niecałe 3 godziny. Brama chodzi cichutko (przekazywanie napędu paskiem kewlarowym). I taka... fajna jest :D

Słowem - gdyby ktoś szukał kogoś od bram garażowych (i nie tylko), to mam namiary na newdoora ;) . Jestem bardzo zadowolony zarówno z obsługi, jak i z towaru! I cena nie był najgorsza ;)

Kiedy pojechali bramiarze (bramiści? bramini?! ) mogłem się bez skrępowania pobawić bramą :lol: Jak na 10 metrów kwadratowych to rusza się nieźle - można podnieść jedną ręką. Potem podłączyłem zasilanie bramy do Prądu-Którego-Nie-Ma. I nie działa, bo prądu nie ma :(

Na szczęście przybyły posiłki w osobie Elektryka Piotrka. Myślałem że skończy już tego dnia, ale siedział chłopina do ósmej z groszami, halogenem sobie świecił i kręcił tę tablicę... ale nie wykręcił.
http://whisperjet.republika.pl/dziennik/rozdz_el1.jpg


Ciąg dalszy walk elektrycznych ma nastąpic jutro.

Whisper
06-09-2005, 22:08
6 września 2005
Swaziland http://jordan.fortwayne.com/jgbreak/fred/YaBBImages/flag/Swaziland.gif ma święto narodowe. Cieszmy się wraz z nimi!

Wczoraj nie pojawili się gipsokartoniarze. Mieli być dziś.
Dziś też ich nie było. :evil:

Dziś miał być Elektryk Piotrek. Nie było go. Wystraszył się, czy co?

Dziś miał być Rzeczoznawca.
...
...
...
Był.................................... Narobił na szybko parę zdjęć i poleciał. Ja nie wiem jak on na podstawie kilku zdjęć może określić czy bank ma mi dać następną transzę czy nie (na wszelki wypadek mówię - ma dawać).

Dziś miała być ekipa od wentylacji. Była. Był, bo to jeden człowiek. Jeden, ale za to sprawny... Zadawał mnóstwo niepokojących pytań (np. a gdzie chcecie państwo sterownik), albo (czy wolicie Państwo zabuidowę 20 cm czy 40 cm)... Zwalałem to na szczęście na Panią Kierowniczkę :) Fachowiec wentylacyjny uwinął się z dużą częścią układania rur, dokończy w czwartek, bo mu jeszcze ciut zostało.

http://whisperjet.republika.pl/dziennik/wentyl1.jpg

A ja cały dzień a to w piasku pogrzebałem, a to jakiś przewód przeciągnąłem , a to deski ponosiłem... Fizyczny dziś byłem...

Whisper
07-09-2005, 21:08
7 września 2005
Dziś święto narodowe Brazylii http://www.kemlite.com/images/brazil_flag2.gif. Samba... :D

Dzień zaczął się nieszczególnie. Rzeczonawca obiecał, że u siebie na recepcji zostawi najnowszą wycenę, bo on musi gdzieś pod Opole jechać. Pojechałem odebrać wycenę, ale... zgadnijcie? No tak, nie było. :evil:

Potem na budowę wpuścić gipsokartoniarzy, kórzy się w końcu pojawili. Znowu dwie sztuki, ale odgrażali się że jutro będzie ich 4-5. Idzie im ta robota jak krew z nosa. Co nie zajrzę to papierosek, kawka, a nie daj Boże dać się wciągnąć w rozmowę :( W dodatku zasugerowali, że za obudowanie rur trzeba będzie coś ekstra dopłacić, bo to "nie na równo". Bardziej martwi mnie tempo ich robót - do tej pory ofoliowali i osznurkowali tylko część pomieszczeń, w niektórych pomieszczeniach przykręcili też wieszaki. Ta sama ekipa ma mi robić ocieplenia, ale jak oni będą to robić w tym tempie, to ich wiosna zastanie :evil: Mpb1971 mówi że ma jakąś fajną ekipę do dociepleń - może się zdecydujemy?

Miał przyjechać Elektryk Z. żeby zrobić licznik w skrzynce i tym podobne duperele. Gwoli ścisłości miał to robić "po poniedziałku". Zeszłym. Dziś znów go nie było ale jutro już na pewno...

Miał przyjechać Elektryk Piotrek kończyć rozdzielnicę. Zadzwonił, że jutro...

Ale miałem dzień...

Whisper
09-09-2005, 23:31
8 września 2005
Święto w Andorze http://jordan.fortwayne.com/jgbreak/fred/YaBBImages/flag/Andorra.gif, cieszy się kto może!

Z rana z delikatną obsuwą pojawili się gipsokartoniarze. Było ich... dwóch :-? Ale jutro już na pewno... Taaa... Panowie GK zaczynają mnie mocno wkurzać. Mijają już prawie dwa tygodnie jak u nas siedzą, a zrobili to co wiecie, czyli prawie nic. W końcu wkurzyłem się i powiedziałem żeby przyspieszyli tempo bo ich wiosna zastanie. Trochę przyspieszyli, zobaczymy na jak długo.

Miał być Elektryk Piotrek. Był. Skończył. Zainkasował. Mamy już rozdzielnicę (a właściwie kilka rozdzielnic), tylko prund jakiś by sie do tego przydał. Dzwonię do Elektryka Z., bo przecież miał być. Juuuutro. Na pewno. Jutro będzie skrzyneczka a w sobotę licznik. Na bank. Zobaczymy...

Przyjechał też fachowiec od wentylacji. Hmm.. aż dziw że go do tej pory nie ochrzciłem jakimś określeniem, ale jakoś tak nie bardzo mam jak. Facet nie wychyla się - dłubie sobie po cichutku, może nie efektownie za to efektywnie. Nawet mi sie go żal zrobiło bo jakąś rurę przepychał na strych, mówię - ja wejdę na górę i Panu pomogę. A on grzeczniutko że dziękuje, ale nie trzeba, on sobie poradzi. No i taki podobny do mnie - łysawy facet przed czt... po trzy... w okolicach trzydziestki, to i sympatii do niego nabrałem. Dokończył swoją robotę, ustalilismy mniej więcej termin następnej wizyty i pojechał, zostawiając mnie z Panami GK, którzy są efektowni ale w żaden sposób nie są efektywni :(

Panowie GK zmyli się po 17tej, zapowiadając się na nastyępny dzień na 9tą (wie Pan, później, bo samochód trzeba przerejestrować), a my z Luśką udaliśmy się z wizytą roboczą do mpb1971 pooglądać jej chałupę i pogadac z Ocieplaczami Zewnętrznymi. Luśka już mpbową posiadłość widziała, za to ja musiałem zbierać szczękę z podłogi po tym, jak zobaczyłem ich salon. Wow... I futryny do drzwi wewnętrznych jakie cudne. I miejsce na bibliotekę rewelacyjne. Dom jak dla mnie niestandardowy, a miejsce na bibliotekę i salon przypadły mi do gustu najbardziej.
Przy okazji popełniłem małe faux pas, wlazłem do dużej łazienki i powiedziałem - a to pewnie pomieszczenie gospodarcze? Na swoje usprawiedliwienie powiem że było już po 19tej i było ciemno, i nie zwróciłem uwagi na glazurę, ani na podwieszany sufit nad przyszłym prysznicem... Dałem plamę , nie ma co... :oops:

Potem poszliśmy pogadać z Ocieplaczami Zewnętrzymi. Szefem, a właściwie wodzem Ocieplaczy Zewnętrznych jest Włodzimierz Ilicz Lenin. Tak, Lenin, ten sam - wiecznie żywy. Mpb przedstawiła nas jako potencjalnych klientów, na co Lenin uśmiechnął się tylko i powiedział - bardzo się cieszę, ale to chyba na przyszły rok. Przyznam się, że trochę nam miny zrzedły, ale nie rezygnowaliśmy. Lenin tłumaczy nam, jak prostym proletariuszom, że musi tu dokończyć, potem do Raszyna ocieplić, potem tu położyć kolor, potem tam położyć kolor, potem położyć kolor w Raszynie... Wraz z mpb1971 wykonaliśmy manewr oskrzydlający tłumacząc, że jak u nas dobrze zrobi, to klientów będzie miał mnóstwo. Potem zacząłem takim naszym prostym robotniczym językiem tłumaczyć Leninowi, że u nas robić to przyjemność. Ściany proste jak świerki na Syberii. Styropian gruby jak dojarka w kołchozie. A dach! Takiego dachu to nawet na Kremlu nie mają . Trzeba pojechać.

Nie wiem jaki argument trafił do Włodzimierza Ilicza, ale powiedział - dobra, to jutro podjedziemy i zobaczymy jak to wygląda, może coś się wykombinuje. Zobaczymy...

Whisper
09-09-2005, 23:48
9 września 2005
Tadżykistan http://jordan.fortwayne.com/jgbreak/fred/YaBBImages/flag/Tajikistan.gif i Korea Północna http://jordan.fortwayne.com/jgbreak/fred/YaBBImages/flag/North_Korea.gif to dzisiejsi solenizanci. A jako że życzenia składa się ludziom a nie władcom, to życzę im wszystkiego najlepszego!

Nie lubię wstawać rano. Nawet nie chodzi o to że lubię długo spać, bo nie lubię, ale nie lubię wiedzieć że muszę wstać o jakiejś nieludzkiej godzinie bo coś tam. Ale jako że Frędzle, zwani też Panami GK zapowiedzieli się na 9tą, to o 8mej wyruszyłem z domu, zapominając o akumulatorze do wkrętarki. Przypomniałem sobie dopiero na budowie :(

Przebrałem się i wziąłem za robotę - robię taki podeścik na stryszku. Robię, robię... Mówiłem już że jak przyjechałem to Frędzli nie było? Zmęczyłem się robotą, czegoś bym się napił. Może do sklepu podjadę? Ale Frędzli nie ma, a która to godzina? 11.30. No taaak... Frędzle w dniu dzisiejszym spisani na straty.

Wczesnym popołudniem byłem umówiony z W.I. Leninem, więc podjechałem, zabrałem i przywiozłem. Lenin obejrzał Whisperówkę, wziął w rękę styropian tak, jak chłop bierze w rękę ziemię, żeby sprawdzić czy dobra, zadumał się i powiedział: No to od poniedziałku zaczynamy. No, to ja się nie dziwię że z tą rewolucją im tak gładko poszło! Muszę tylko kupić klej i narożniki i coś-tam-jeszcze. Będzie dobrze!

W drodze powrotnej Lenin żywo zainteresował się radyjkiem CB. Chyba sobie kupi... :)

Do wieczora pracowałem na stryszku, aż w końcu przypomniało mi się że Elektryk Z. obiecał. Dzwonię - nie odbiera. Ot, spryciula jaki ;) Po kilku minutach słyszę jakiegoś busa. Myślę - sąsiad. Ale sąsiada też słyszę. Oho! Złażę na dół - Elektryk Z. w trzech osobach, z których żadna nie jest jego, ale wszystkie trzy dziarsko stawiają skrzynkę :) Licznik jutro!

No i czekamy na transzę...

Whisper
10-09-2005, 01:33
Do budowy podestu na strychu używam m.in. takich beleczek 5x10 - zostały mi po szalunkach czy diabli wiedzą po czym i leżą poskładane przed domem. Biorę sobie dziś taka beleczkę w jedną dłoń, druga beleczkę w druga dłoń... a tam gdzie odsłoniłem łazi sobie osa. Hmmm... pewnie przyleciała i łazi - niech sobie łazi. Ale cos mnie tknęło, odsunąłem następną belkę... oho! już ich tam było z 10-15. Jak mawiał por. Zubek, "odstąpiłem od wykonywania dalszych czynności". Chyba tam gniazdo mają :(

Przeszukałem forum i okazuje się że nie ja jeden miałem ten problem. Wyjść jest parę:
- wytruć (jest to jakieś wyjście)
- zabrać gniazdo i spalić (gniazdo jest pewnie między kantówkami więc raczej odpada szukanie...)
- zadzwonic po strażaków (ale czy to na pewno gniazdo? Może po prostu piętnaście os w jednym miejscu. Siedziały sobie, może ploteczki jakieś? Przyjadą strażacy i się śmiac ze mnie będą że paru os się boję.)
- zalać benzyną i spalić (ale ja potrzebuję tego drewna!)
- utopić je w coli (to mi się najbardziej podoba, bo nie musiałbym ich drażnić)

Eeech... mam problem.

Whisper
10-09-2005, 01:39
Do Luśki zadzwonili pod wieczór Frędzle, że będą jutro przed ósmą. Luśka w krótkich żołnierskich słowach wytłumaczyła Frędzlom że są niepoważni, bo nas dziś olali. Coś zaczęli się kajać, że oni wierdzą, ale samochód, no i urzad dopiero od jedenastej, i że myśleli. Kurde, to nie mogli zadzwonić? Albo wczoraj powiedzieć że nie wiedzą w jakich godzinach urząd i że jak będą jechać to zadzwonią? Nie musiałbym się zrywać dziś :evil:

A jutro (oops dziś) trzeba wstać przed siódmą i zasuwać na budowę żeby przed ósmą Frędzli wpuścić. :evil: I znowu pięć godzin snu zaliczę... nie ma to jak być na urlopie.

Whisper
11-09-2005, 10:25
10 września 2005
Święto w Gibraltarze http://jordan.fortwayne.com/jgbreak/fred/YaBBImages/flag/Gibraltar.gif Wszystkim Skalanom i Skalankom najlepszego!

Ledwie obudzony poturlałem się na budowę, przebrałem w ciuchy robocze po czym usiadłem na schodach i zacząłem czekać na Frędzli. Znudziło mi się to w końcu więc wlazłem na stryszek i majsterkowałem dalej przy moim podeściku.
http://whisperjet.republika.pl/dziennik/podest_strych.jpg
W końcu słyszę na dole podjeżdżającego Kaszlaka. Schodzę na dół i oczom nie wierzę - TRZECH :o Skład znowu mocno zmieniony - najpierw był Duży z Pierwszym Drugim, potem Duży z Drugim Drugim, a teraz Drugi Drugi przywiózł dwóch Trzecich, za to zabrakło Dużego. Kadrowa karuzela. Jako że po wczorajszym byłem na nich deczko wkurzony, powiedziałem tylko "dzień dobry" i ewakuowałem się na górę. Niech robią swoje, ja już na nich patrzeć nie mam siły :evil: Drugi Drugi wyglądał na trochę skruszonego, coś mówił że teraz to oni szybciutko, poganiał Trzecich. A potem zabrał mi przedłużacz :( bo oni na dwie wiertarki będą robić.

No, zabrał to zabrał, zlazłem na dół i zająłem się logistyką - podjechałem do hurtowni zamówić parę narożników do płyt i do styropianu, do sklepu elektrycznego po parę drobiazgów, do sklepu spożywczego po dwa małe piwka (dla mnie, ekipa nie zasłużyła). Wróciłem, otworzyłem piwko i zacząłem czyścić puszki z prądem. Na razie to puszki bez prądu rzecz jasna, za to z masą tynku w środku.

A właśnie - jak już jesteśmy przy prądzie - przecież dzisiaj Elektryk Z. miał zakładać mi licznik. Dobra... telefon do Elektryka Z. - "Eee.... ja przepraszam, ale... miałem właśnie dzwonić..." - zaczynam rozumieć że prądu dziś nie będzie - "... i te liczniki w tym samochodzie.... a garaż na kłódkę... w poniedziałek, jakoś po 16tej.". Hmmm... wiedziałem, że to tak będzie. Prorok jakiś czy co :roll:? A przecież skrzynki już czekają...
http://whisperjet.republika.pl/dziennik/skrzynka_main.jpg

Wróciłem do czyszczenia puszek i przewodów odkrywając w każdym pomieszczeniu od jednego do kilku powodów żeby ukamienować przy najbliższej okazji Byłego Elektryka Stasia.
http://whisperjet.republika.pl/dziennik/izolacja.jpg
Ten skunks (Copyright by kasztanka) przy zdejmowaniu z kabli białej, zewnętrznej izolacji, robił to z takim rozmachem że pozacinał izolację na żyłach. Na zdjęciu jest przypadek mało drastyczny, ale miałem juz i takie, gdzie głęboko w puszce goły przewód świecił na prawie dwucentymetrowym kawałku kabla. A to faza była bez izolacji, a to ochronny, a to zero, a to dwa na raz... Nie wiem, po pijaku to robił czy co :evil: :evil: :evil: Teraz muszę dokładnie oglądać wszystkie przewody i zaizolować to wszystko.

W ciągu dnia przyjechał Najwyższy Szef Frędzli, który w krótkich, żołnierskich słowach zje#ał ich jak psy za tempo robót. Drugi Drugi tłumaczył, że we dwóch to szło powoli, ale teraz jak ma dwóch Trzecich, to już inna bajka. Fakt, muszę przyznać że ruszyło - przykręcili stelaże i wieszają płyty w garażu.
http://whisperjet.republika.pl/dziennik/kg_garaz1.jpg
Najwyższy Szef Frędzli obiecał im jeszcze Czwartego. Co prawda Czwarty nic nie umie, ale może na przykład trzymać płytę, bo do tego doktoratu mieć nie trzeba. Czyli w poniedziałek powinno byc ich czterech.

Przy okazji powiedziałem Najwyższemu Szefowi Frędzli, że rezygnuję z ocieplania przez Frędzli - mam już inną ekipę. Odniósł się do tego z pełnym zrozumieniem.

A potem jakoś przebujałem się resztę dnia - popaliłem, pograbiłem, powyrywałem. Na obrazku poniżej widac kawałek mojej roboty - blizszy plan przedtem wyglądał jak dalszy - chwasty ponad metr wysokości. Jak to ma siłę tak rosnąć???
http://whisperjet.republika.pl/dziennik/dechwast.jpg

Pod koniec dnia wpadła Martka i zastrzeliła mnie pytaniem "A macie już wybrany tynk?", po czym uświadomiła mi, że tynk zewnętrzny kosztuje i to niemało. Ja nie wiedzieć czemu broniłem się do tej pory przed tą myślą. A silikatowy kosztuje jeszcze więcej niż akrylowy. My chcieliśmy silikatowy, bo podobno tak się nie brudzi...

Oj muszę zaraz użyć funkcji "szukaj" - na pewno juz gdzieś o tym było ;)

Whisper
12-09-2005, 22:44
12 września 2005
Dzień było owocny. Z samego rana zaatakowałem Piotra, w cywilu męża mpb1971, w locie pozbawiając go 11 worków kleju do styropianu. Nie pytajcie dlaczego, tak się złożyło ;) Kiedy dojechałem na budowę, ekipa Rewolucjonistów-Ocieplaczy pod wodzą W.I. Lenina już czekała. Jak tylko wpuściłem, od razu zabrali się do pracy. Aż miło było popatrzeć, zwłaszcza mając w pamięci tempo Frędzli. A skoro mowa o Frędzlach, to pojawili się, nawet o przyzwoitej porze. Zadziwia mnie rotacja kadrowa - dziś był Drugi Drugi, jeden z dwóch Trzecich, nie było Czwartego, za to był trzeci Trzeci.

Jak zwykle okazało się że czegoś brakuje, tym razem była to siatka do styropianu. Trochę zdziwiłem sie że to już teraz, kiedy nawet nie ma pojedynczego kawałka styropku na ścianie, ale Rewolucjoniści mieli koncepcję - siatka wchodzi na ścianę, pod styropian, potem idzie od dołu styropianu i wychodzi na wierzch. Mówią że będzie lepiej - w sumie nawet im wierzę, bo to ma jakiś sens. Zamówiłem też dodatkowy styropian 20cm, bo kiedy zamawiałem na ściany, to na śmierć zapomniałem o szczytach. Budowniczowie! Nie zapominajcie o szczytach! Styropian będzie na środę, co jest przyzwoitym terminem, biorąc pod uwagę wielkość oczu człowieka w hurtowni, kiedy usłyszał "grubość 20cm" :wink:

Frędzle od dłuższego czasu wspominają o Uniflocie do spoinowania płyt. Wygląda na to, że jesty to produkt na południe od Warszawy nieznany, udało mi sie za to kupić "gips zbrojony". Nazwa brzmi tak, jakby w środku miał być gips z prętami fi 12, a to tylko włókna szklane.

Frędzle zrobiły trochę płyt w dużej łazience, całą małą, a mi się w tym momencie zapaliło światełko. Zielone. I w te słowa zapytałem: "A te płyty nie powinny być zielone?". Cisza... A potem "O k..., chłopaki, ściagamy!". No i odkręcali białe płyty żeby przykręcić wodoodporne. Do końca dnia (który w przypadku Frędzli następuje o godzinie 17tej) zrobili małą i dużą łazienkę (bez spoinowania rzecz jasna). No, nie najgorzej.

Wróćmy do Rewolucjonistów. Przypatrując się ich pracy zauważyłem, że znów o czymś zapomniałem :( :( :( Tym razem była to rurka od wody. Wystawała na 10 cm ze ściany, a ocieplenie będzie wystawało na 20. Wnioskować z tego należy, że kran znajdzie się w środku ocieplenia. Tak być nie może, na szczęście Rewolucjoniści mają sprawność hydraulików i po dokonaniu zakupu rurek, mufek, pakuł tudzież pasty uszczelniającej dokonano przedłużenia.

I jeszcze o czymś zapomniałem. O wyprowadzeniu przewodów do ogrodu, bramy i innych rzeczy które są na zewnątrz. Mam puszki zlicowane ze ścianą, więc trzeba będzie w trybie awaryjnym podłączyć tam jakiś przewód, coby biegł sobie pod ociepleniem, bo nad może wyglądac nieszczególnie.

Pojawili się alarmiści. Rekonfiguracja, jakieś czujki, nie będę pisał co i jak z wiadomych względów :wink: Okazało się że czytali Dziennik :) Dobrze że ich nigdzie nie zjechałem :lol:

Potem zabrałem się za kończenie docieplania garażu. Jakoś mi idzie, nawet Lenin specjalnie się nie krzywił jak zobaczył moja pracę. Czyli chyba nie tragicznie.

A pod koniec dnia - właściwie to bardzo pod koniec dnia, bo cała operacja odbyła się przy świertle reflektorów samochodowych - przyjechał Elektryk Z. i...

Mam prąd w domu.

A teraz postęp rewolucji na koniec dnia:
http://whisperjet.republika.pl/dziennik/ociepl1.jpg
http://whisperjet.republika.pl/dziennik/ociepl2.jpg

Whisper
14-09-2005, 08:27
13 września 2005
Brak świąt narodowych, zarówno wczoraj jak i dziś. Nie szkodzi, i bez tego wiele się dzieje. Dzień spędziłem między innymi na wożeniu kleju (do tej pory wywiozłem od mpb1971 30 worków kleju do styropianu i 16 kleju do siatki), czując się jak kierowca ciężarówki przy każdej zmianie pasa - śmieszne uczucie wieźć 600 kilogramów w bagażniku. Poza tym były liczne wyprawy do sklepu, w końcu udało mi się na Kłobuckiej kupić Uniflott... I pół godziny później okazało się że przepłaciłem o jakieś 30-40%, bo w Leroy Merlin jest i to tańszy, po 115zł z worek :evil:

Z prac wykonanych osobiście - kończyłem ocieplanie ściany w garażu, przełączałem wszystko co się da z prądu sąsiadowego na swój, ogólnie grzebałem przy prądzie.

Z prac wykonanych przez robotników najemnych - ocieplają dom, kładą płyty k-g, spoinują. Czyli jest nieźle. A 14-go ma przyjechać zamówiony styropian na szczyty.

Whisper
14-09-2005, 08:28
I jest transza... :D

Whisper
16-09-2005, 23:48
W bardzo telegraficznym skrócie:

14 września 2005
Frędzle w najszerszym jak dotąd składzie - Pierwszy Drugi, Drugi Drugi, oraz dwaj skrajni z Trzecich.

Ocieplamy, ocieplamy.

15 września 2005
Frędzle nie dojechały. Samochód się zepsuł...

Zaczyna się zaciąganie siatki klejem.

16 września 2005
Frędzle obecne w ilości 4 sztuk. Założyli płyty w korytarzu i dużym pokoju.

Ocieplanie - zaciągania ciąg dalszy.
Deszcz :(

Wypiął się na nas facet od drewna do kominka. Zwodził nas przez dobre trzy miesiące a teraz sie okazało, że d... blada. :evil: No i będziemy szukać drewna.

Luśka Whispera
17-09-2005, 18:23
17 września 2005

Dziś miał być dzień wyboru kamienia na kominek ale wszystko przyćmiło wzajemne wybawianie się z kłopotów samochodowych Martki i -przede wszystkim -mnie.

Umówiłam się z Martką na oglądanie kamieni w Baniosze za Piasecznem. W pewnym momencie dostaję telefon, że Martka nie dojedzie bo właśnie się jej skończyła benzyna i stoi na poboczu zaraz za Piasecznem. No to zawróciłam do niej, wzięłyśmy kanister który Martka przezornie wozi z sobą, i pojechałyśmy na najbliższą stację go zatankować. Nagle w drodze z Shella mój samochód odmówił posłuszeństwa - dałam tylko radę zatrzymać się na poboczu. Okazało się że padł aku. Wykonałyśmy kilka nerwowych telefonów ale i tak nie wiedziałyśmy co robić. No to zamówiłyśmy taksówkę, która podwiozła nas do samochodu Martki okupującego pobocze kilka kilometrów dalej. Martka wlała benzynę i pojechałyśmy oglądać kamienie. W drodze powrotnej kupiłyśmy kable rozruchowe. Z niemałym trudem udało nam się jakoś uruchomić mój samochód. Szczęśliwie że Martka mnie asekurowała bo po kilku kilometrach znów aku padł. Mało było miejsca żeby Martka mogła odpowiednio podjechać, więc na pomoc przybył nam Janoush, nasz przyszły sąsiad. Tym razem podładowałam aku dłużej i ale i tak nie mając odwagi pchać się przez pół Warszawy, podjechałyśmy do Martki pracy i tam zostawiłam samochód. Wieczorem niech Whisper kombinuje co z tym fantem zrobić. Mi już wystarczy stresu, poczucia niemocy i bezradności w takich sytuacjach :evil: Cudnie, że akurat była ze mną kochana Martka - przeogromne dzięki za pomoc i podtrzymywanie na duchu Martka :D

A kamień i tak wybrałam - piaskowiec rainbow. Zdjęcie tego nie odda, ale wygląda pięknie - jak drewno z wyraźnymi słojami. Będę jeszcze musiała dobrać jakiś pasujący do niego granit.

http://www.labradoryt.com.pl/hurtownia/gfx_inne/male/zdj3a.jpg

Whisper
19-09-2005, 20:36
Coś sobie przypomniałem. Parę dni temu wyrywałem metrowe chwasty z hałdy ziemi za domem i...

możecie mnie znów nazywać Królem Wilczomlecza...

Whisper
25-09-2005, 08:53
20 września 2005
Rewolucyjne Brygady Ocieplające pod wodzą W.I.Lenina zakończyły działalność. Wrócą za dwa-trzy tygodnie, żeby tynkiem dom udekorować.

http://whisperjet.republika.pl/dziennik/ociepl_poludnie.jpg

Frędzle robią.

Whisper
25-09-2005, 08:58
22 września
Mali obchodzi Dzień Niepodległości http://jordan.fortwayne.com/jgbreak/fred/YaBBImages/flag/Mali.gif. Gratulki!

Przyjechał Człowiek-Wentylator, żeby w płytach k-g na suficie zamocować kratki do rur wentylacyjnych. Specjalnie w tym celu mówiłem Frędzlom, żeby nie rozkładali wełny na suficie, bo rurkami trzeba pomanewrować. No i co? No i wystarczyło żebym przez pare dnie się na budowie nie pokazaywał, a tu nagle okazuje się że część wełny leży :evil: . Pies was trącał, będziecie zdejmować :evil:. Na szczęście dla Frędzli Człowiek-Wentylator okazał się być ludzki i zrobił wszystko tak, żeby nie robić za dużo zamieszania z wełną. Zrobił swoje i pojechał, teraz będziemu się widzieć na montażu reku. Kurde, żeby tak wszyscy robili jak on - jak się umawia to jest, nie widać go, nie słychać, a robota zrobiona.

Frędzle robią.

Whisper
25-09-2005, 09:06
24 września 2005
Dzień niepodległości Gwinea -Bisssau http://jordan.fortwayne.com/jgbreak/fred/YaBBImages/flag/Guinea_Bissau.gif

Z Luśką wybraliśmy się dziś na zakupy płytkowe. Dla mnie wybieranie płytek nie jest może katorgą na miarę sklepu z ubraniami, ale jednak dość szybko mi się to nudzi. Na szczęście w Castoramie jest parę innych fajnych rzeczy ;)
W końcu kupiliśmy pierwsze płytki - do pomieszczenia gospodarczego. Na zdjęciu tego nie widać, ale to jest taki zielonkawy kolor gresu.
http://whisperjet.republika.pl/dziennik/pierwsze_plytki.jpg

Frędzle robią. Już opłytowali wszystko co się dało, na suficie dużo owełnowane, teraz zacierają.
http://whisperjet.republika.pl/dziennik/kg_sufit_salon.jpg

A ja odgarniałem wełnę i szukałem kabli od oświetlenia, bo w końcu Luśka zdecydowała się gdzie światło ma być... W końcu zrobione!

Whisper
27-09-2005, 22:56
25 września 2005
Luśka dogadała sie z glazurnikiem, (litościwie nie powiem kto on, chociaż i tak nie znacie ;) ), że do jutra do południa zadzwoni do niego, coby potwierdzić ostatecznie że ma ruszać z robotą.

26 września 2005
Przed południem Luśka zadzwoniła do glazurnika żeby potwierdzić i... "bo ja wziąłem inną robotę" :evil: :evil: :evil:

Pożegnała też Frędzli. Wreszcie...

27 września 2005
No i rozliczyła się z ich szefem. Uważam że 450 złotych za zamontowanie włazu na stryszek to zdzierstwo nie z tej ziemi :evil:

W sprawie glazurników nastąpił pewnien impas. Kilka wykonanych telefonów skutkowało odpowiedziami "na grudzień najwcześniej". Na szczęście Janoush podpowiedział żeby Kierbuda zapytać. No i Kierbud być może będzie miał dla nas dwie sztuki glazurników. Jutro rano się dowiemy.

A jutro jeszcze nas nawiedzi kominkarz. Cieszymy się przeokrutnie!

Whisper
28-09-2005, 21:39
28 września2005

Smród to smoły, czy też skarpet,
Albo może kminku?
Nie, to Whisperowie palą
pierwszy raz w kominku!

Anonim, 28 września 2005

Co ja Wam będę gadał - patrzcie sami co mamy w chałupie!
http://whisperjet.republika.pl/dziennik/kom_preparat.jpghttp://whisperjet.republika.pl/dziennik/kom_pierwszy.jpg
http://whisperjet.republika.pl/dziennik/kom_fire.jpghttp://whisperjet.republika.pl/dziennik/kom_smoke.jpg

A smród przy wypalaniu kominka jest niewąski...

I kolejna dobra wiadomość - od poniedziałku wchodzą glazurnicy. Dzięki niech będą Kierbudowi!

Whisper
30-09-2005, 20:43
Tego samego dnia wieczorem pojawił się awaryjnie ściągnięty Człowiek-Wentylator, żeby wstawić rurę do dystrybucji gorącego powietrza. Wstawił, pojechał.

29 września 2005
Rano w pracy telefon - dzwoni Luśka że kominkarz się wścieka na rurę. Że źle i w ogóle. Że końcówka tej rury za wysoko, że powinna być niżej, poniżej kratek w komorze głównej. Zaczynam mu tłumaczyć, że tak ma być, że ta rura ma być wysoko, bo w trakcie normalnej pracy DGP kratki będą zamknięte i całe powietrze gorące będzie wyciągane przez DGP. Nie trafia. Tak się nie robi, on nie bierze odpowiedzialności itd. Postawiłem sprawę twardo - tak ma być. Zaraz po skończeniu rozmowy dzwonię do Wentylacyjnego Szefa żeby się upewnić. Wentylacyjny Szef potwierdza i podtrzymuje mnie na duchu ;).

Pod koniec dnia znów telefon. Okazuje się że zabrakło im prostki (to taka specjalna pumeksopodobna cegła). Jak kupowali ją od Darka B, to wzięli już wszystko. Producent przestał produkować, prostki nie ma i nie będzie. Ale mają trochę prostki jakieś 100km od Warszawy, trzeba by pojechać... Niech jadą. W końcu okazuje się, że Darek B jeszcze skądś zorganizował akurat 40 sztuk - tyle ile brakowało. Tak więc po pracy kierunek Żabia Wola, potem z prostką na budowę. Ciemno, mokro, na podwórku błoto takie że można buta zgubić. Jak my tam żyć będziemy jesienią???

Whisper
30-09-2005, 21:03
30 września 2005
W końcu jakieś święto narodowe - dziś Dzień Niepodległości Botswany http://jordan.fortwayne.com/jgbreak/fred/YaBBImages/flag/Botswana.gif. Najlepszego!

Z tej okazji rankiem zadzwonili do nas kominkarze i powiedzieli że stan surowy jest skończony. Pojechaliśmy obejrzeć jak to teraz wygląda.
http://whisperjet.republika.pl/dziennik/kom_surowy.jpg

Wygląda dość... hmmm.... rozłożyście. Wdzięk i gracja pieca hutniczego. Mam nadzieję że po obłożeniu kamieniem będzie wyglądał jak kominek a nie Wilczy Szaniec.

A skoro mowa o kominkach - pojechaliśmy pooglądać kamienie na kominek. Po pierwsze jest tego za dużo. Po drugie, jest za drogie. Po trzecie to co mi się strasznie podobało było drogie i w dodatku niedostępne. Takie zycie... We wtorek będziemy kombinowali dalej - będzie już szef kamieniarzy.

Whisper
05-10-2005, 19:40
W telegraficznym skrócie, bom od paru dni utrudzon wielce...

2 października 2005
Nocowałem pierwszy raz w domku :) Było twardo, bo 5cm styropianu FS20 nie jest moim ulubionym materacem. Śniło mi się strasznie dużo i co chwila się budziłem. A śniły mi się niedoróbki budowlane :lol:

3 październik 2005
A nocowałem dlatego, że z rana mieli pojawić się glazurnicy. I pojawili się. I do roboty się nawet wzięli...

Whisper
06-10-2005, 22:47
5-6 października 2005
Teraz do mnie dotarło dlaczego mówią, że wykończeniówka wykańcza. Okazuje się, że budowanie stanu surowego czy nawet jeszcze tynki i wylewki to małe miki. Załatwia się jedną rzecz na tydzień albo dwa... cisza, spokój, można sobie poinwestorować. Natomiast kilka ostatnich dni to horror. Koszmar. Niedoczas. Niezdecydowanie. Całe szczęście że mam teraz kilka dni wolnego, bo bym chyba się zarąbał :( Co z tego, skoro i tak cały dzień albo na budowie albo ganiamy po sklepach. Oczywiście płytki kupujemy w ostatniej chwili. Kiedy wchodzili glazurnicy, mieliśmy gres na podłogę w gospodarce. Kiedy zaczęli, na szybko kupowaliśmy białą farbę do gruntowania ścian i sufitów. Okazało się, że robią szybko, więc z wywieszonym ozorem i tylko ogólnie zarysowaną koncepcją kupowaliśmy szybciutko płytki do pralni. Potem błyskawicznie podłoga do kuchni i przedsionka. Jestem załamany... Luśka dziś przez pół godziny kazała układać sobie w garażu wzór do przedpokoju. Tak jest dobrze, ale... Nie, jakoś inaczej. Takl nieźle, ale może w drugą stronę. W drugą stronę fajnie, ale ja bym chciała inaczej... Szczęście że glazurnicy cierpliwi :) W międzyczasie na gwałt szukamy kibli, stelaży, umywalek, kabin, szafek, płytek...

Dobra, stan na dziś:
- jest podłoga w gospodarce, już zafugowana
- jest podłoga i ściany w pralni
- jest podłoga w kuchni
- jest podłoga w przedsionku
- są parapety z płytek w pralni, gospodarce i garażu
- wymalowane na pierwszy raz (zagruntowane) pomieszczenia
- kable od oświetlenia wychodzą z sufitów tam gdzie chciała Luśka
- są Geberity do kibelków
- przyjechała kabinka do małej łazienki
- przyjechały drzwi do kabiny do dużej łazienki. Pierwotnie miała być oczywiście kabina "w całości", ale wczoraj Luśce zmieniła się koncepcja. Może to i lepiej, bo nigdzie nie mieli kabiny prostokątnej z drzwiami otwieranymi tak jak chcemy. A jak mieli to cena była powyżej 6 tysięcy.
- nie przyjechała wanna, bo... bo nie. Przyjedzie jutro.
- kupiliśmy deskę z kranem ;) Zamiast bidetu.
- zamówiony jest kibelek pasujący do Luśkowej deski. Jutro odbieramy. Mój jeszcze jest niepewny, bo musi pasować do umywalki, która musi pasować do szafki, która musi pasować do płytek w małej łazience. A mała łazienka jeszcze jest spowita mrokiem tajemnicy. Do jutra najprawdopodobniej, bo inaczej glazurnicy nie będą mieli co robić.
- potrzebne sa ościeżnice. Ale ościeżnice muszą pasować kolorem do drzwi. Drzwi oczywiście spowija... tak, mrok tajemnicy, ponieważ nie jest ustalony ich kolor. Mi podoba się calvados, ale Luśka mówi że będzie zbyt żarówiasty. No fakt, ale mi się zawsze podobały takie rzeczy, które do niczego nie pasują. Na przykład przeraźliwie zielone marmury, które chętnie widziłabym choćby w garażu :lol: Albo takie ładne, szlachetne drewno, którym najchętniej wyłożyłbym ściany dużego pokoju :lol: :lol: :lol:

Mam nawet jakieś zdjęcia, ale... jutro, dobrze? Juuutro...

Whisper
08-10-2005, 23:13
7-8 października 2005
Czas leci stanowczo zbyt szybko. Nie nadążam pisać, nie nadążam kupować, nie nadążam robic zdjęć, nie nadążam robic przelewów na kartę kredytową, nie nadążam podejmować decyzji. CZY MÓGŁBYM PROSIĆ O ZWOLNIONE TEMPO???

Mam juz dość chodzenia po sklepach z glazurą. Koniec. Ja już nie chcę i już. Wczoraj w ramach protestu kupiłem płytki do małej łazienki. Razem z klejem, fugami i płytkami na ścianę do kuchni w sumie ponad 700 kilogramów wpakowanych do naszej dzielnej Cytryny, która od pół roku jest skrzyżowaniem baru McDonalds, dostawczego Żuka, księgowości i czytelni prospektów wszelakich. Biedne autko. Jak już to się skończy to ją umyję. W ramach podziękowania.

Kiedy zajechaliśmy po południu na budowę, glazurnicy byli wyraźnie ucieszeni. Okazało się, że wyglazurowali co mieli wyglazurować, wyszpachlowali rzeczy wymagające szpachlowania, pomalowali dokąd im farby starczyło i... zastanawiali się czy warto im przyjeżdżać w sobotę, skoro materiału nie ma. Tak więc wyładowywanie 700kg spadło już na nich. W końcu się cieszyli, nie?

Następnego dnia rano kupiłem ościeżnice. Zwykłe, sosnowe. Będę najwyżej później malował na kolor który kiedyś jakimś cudem uzgodnimy. Na razie niech będą takie.

Malowanie sufitów przebiega zgodnie z planem. Mogę tak chyba powiedzieć, bo planu brak. Najpierw poszła delikatnie rozwodniona Śnieżka śnieżnobiała, potem idzie dwa razy biały Dekoral. Niestety po pierwszym Dekoralu wciąż było widać delikatnie różnicę kolorów na płycie w miejscach gipsowanych i niegipsowanych. Malarz mówi że to ta Śnieżka nie ten teges. Na ściany w pomieszczeniu gospodarczym dawaliśmy... cholera też chyba Dekoral, tylko w kolorach. Gubię się już w tym wszystkim.

Dobram, obiecałem zdjęcia. Macie i patrzajcie:

Pralnia przed i po fugowaniu. Dziura przy gniazdku jest bo gniazdko jest nieobsadzone w puszce, tylko przyłożone na chybcika.
http://whisperjet.republika.pl/dziennik/glazpralnia1.jpghttp://whisperjet.republika.pl/dziennik/glazpralnia2.jpg

Tu bedzie mała łazienka. Niewyfugowane.
http://whisperjet.republika.pl/dziennik/glazlazmala1.jpg

A tu przedpokój (również brak fug). Przepraszamy że nie posprzątane - służba ma dziś wolne...
http://whisperjet.republika.pl/dziennik/glazprzeds1.jpg

A tu największa zagwozdka - kuchnia. Podłoga jest ok, natomiast co do paska między blatem a szafkami mam wątpliwości. Pomysł jest taki, że te kawałki o innym wzorze (ciemniejsze) będą nad zlewem i kuchenką. Tylko nie jestem przekonany czy to karo tam pasuje. Byc może to kwestia braku fug... Nie wiem, kurcze, nie wiem,. Jutro z Luśką pooglądamy na spokojnie - najwyżej w poniedziałek się skuje.
http://whisperjet.republika.pl/dziennik/glazkuch1.jpg

Whisper
09-10-2005, 21:58
9 października 2005
Mało brakowało, żebym przegapił Dzień Niepodległości Ugandy http://jordan.fortwayne.com/jgbreak/fred/YaBBImages/flag/Uganda.gif

Dziś dzień jak zwykle polegał w dużej części na jeżdżeniu po sklepach :-? ale nie to jest najważniejsze. Jak może pamiętacie, kilka dni temu w przypływie rozpaczy kupiłem płytki do małej łazienki. Kiedy je przywiozłem (bagatela, 440 kg) zauważyłem na nich takie jakieś smugi... Myślę - zabrudzone. No to palec do buzi, potem trę płytkę - nic. Trochę się wkurzac zaczynam :evil:. Glazurnicy patrzą na mnie i mówią - powinno zejśc, wygląda jak brudne. Ale przecież ja próbuję i nic! Po dłuższej analizie doszli do wniosku że to taki wzór musi być, bo to na każdej płytce, nawet z różnych paczek wygląda w ten sam sposób. Niby mnie uspokoili, ale... kurde, w sklepie tego nie było. Ja nie takie płytki kupowałem.

Gryzłem się tym przez dwa dni, w końcu dziś decyzja - 440 kg z powrotem do samochodu, kierunek market budowwlany (tak, tam kupiłem, i co mi zrobicie? Naprawdę nie miałem czasu gdzie indziej :evil:). Mówię że oddaję. Nie ma problemu, zaraz przyjdzie ktoś z glazury. Przyszedł, spojrzał na pełen wózek i mówi - no, sporo państwu zostało. Wyprowadziliśmy go z błedu - nie zostało nam, tylko jest be. I na dowód pokazaliśmy płytkę, na której zwłaszcza pod światło było widać te cholerne półkoliste smugi. Facet wziął, popatrzył na płytkę, popatrzył na nas i ostrożnie mówi - ale to przecież taki szuwaks którym smarują płytki żeby się o siebie nie ocierały. To ciepłą wodą albo pastą polerską można zmyć. We mnie jakby piorun trafił... To po jaką cholerę ja targałem te płytki, przecież sie nawet zastanawiałem czy nie ma jakichś rzeczy do komnserwacji gresów, żeby były śliczne i błyszczące. Ale mówię - niech pan weźmie jedną płytkę, idzie na zaplecze, wstawi sobie w czajniku wodę albo pastę polerską (było mi wszystko jedno), zmyje ten szuwaks i przyniesie mi płytkę w połowie ładną a w połowie brzydką.

Nie było go z 10 minut, przyniósł i mówi - o jest lepiej. Patrzę - nie jest. Uspokojony mówię - oddajemy.

No i tym sposobem nie mam płytek na ścianę w małej łazience. Mam nadzieję , że glazurnicy zajmą się jutro czymś innym. Niech brodzik obsadzą, albo Luśce dużą łazienkę niech wypodłogują...

Whisper
10-10-2005, 21:52
10 października 2005
Bartycka... Targowisko rzeczy wszelakich. Niby wszystkiego w obfitości nieprzebranej, ale jak przychodzi co do czego, to okazuje sie że nic nie ma "na już". No, nie wszystko jest. Kupilim dziś trochę płytek do Luśkowej łazienki - były od ręki. Szukaliśmy też gresu do mnie i... znaleźliśmy. Taki sam jak ten, który wczoraj oddaliśmy. I jeszcze jeden, trochę inny, który w rezultacie weźmiemy. Niestety dopiero na jutro będzie. Przy okazji wdałem się z kobitką ze sklepu w rozmowę, że już prawie taki sam mieliśmy, ale smugi itd. No i... kobitka mówi - no tak, bo to jest pokryte takim szuwaksem do zabezpieczenia. Przed oczami stanął mi pan z Leroy'a z dnia wczorajszegio i mówię jej: ale próbowali to zmyć i nie wyszło. Na co kobitka chwyciła z telefon o ddystrybutora i co się okazuje? Ciepłą wodą (tak jak próbowali wczoraj) tego się za Chiny nie zmyje. Ajaxem też nie. Jest specjalny środek robiony przez HG, do czyszczenia gresu...

Ale dałem ciała... :oops: :oops: :oops:

No, to będziemy mieli gresik :lol:

Whisper
12-10-2005, 22:48
12 października 2005
Dzisiejszy dzień spędziłem w pracy, więc tylko Luśka się wykazywała. Kupiła mi umywalkę i baterię żebym był czysty, oraz kibelek żebym nie musiał chodzić do drewnianego przybytku obs... używanego przez ekipy rozliczne.

Poza tym podobno ustaliła z glazurnikami jak ma wyglądać moja (inaczej zwana też gościnną) łazienka. Mam nadzieję że wzięła pod uwagę moje nieśmiałe sugestie? I tak jestem zadowolony, bo udało mi się przeforsować kolorystykę tej łazienki i będzie to chyba jedyne miejsce w domu bez wszechobecnych odcieni żółci, pomarańczów i brązów. Tak na marginesie to wszystko wygląda jak jeden kolor - jakiś taki pomarańczowy. Luśka zrobiła taaaakie duże oczy :o jak powiedziałem jej że przecież w kuchni są pomarańczowe kafelki. No przecież są. I w przedsionku też, tylko pomarańczowe inaczej. Jak tak dalej pójdzie to cały dom będzie pachniał jak za komuny w święta - pomarańczami ;)

Z wiadomości dobrych - bo każda wiadomość przybliżająca dzień zamieszkania jest dobra - jutro prawdopodobnie zacznie się ostatni etap montowania instalacji wentylacyjno-grzewczo-odzyskującej_ciepło. Poza tym Lenin mnie telefonicznie poinformował, że on może od jutra zacząć Whisperówkę przyoblekać w kolor. Strasznie się ucieszyłem, no bo przecież miał zacząć za półtora tygodnia. Oczywiście jeszcze nie mamy tynku, ale to przecież drobiazg. Miał być na wczoraj, ale będzie na jutro. Miejmy nadzieję...

Whisper
14-10-2005, 23:10
13 października 2005
Wczesnym świtem podjechaliśmy do hurtowni kupić grunt i nieśmiało spytac na kiedy będzie nasz tynk. Grunt był (kurde, kto wymyśla te ceny :o), natomiast tynk był też, ale w czasie przyszłym. Czyli miał być. Dzisiaj. Zadzwonią. Dobra...
Potem na budowę i jak zwykle ustalaliśmy Różne Ważne Szczegóły z glazurnikami. A to brązowe tu, a to piętnaście centymetrów tam, a to kolanka brakuje, a to będzie trzeba tu coś wymyśleć... Męczące. A co gorsza Luśka miała coraz bardziej rewolucyjne pomysły dotyczące łazienki gościnnej, zwanej też "moją". Starałem się odpierać ataki i prostować to co uzgodniła dzień wczeeśniej :lol:

Z opresji wybawił mnie Lenin, który razem z Castro i Młodym pojawił się pełen zapału i chęci do pracy. Kurde, płaci im ktoś za to, że oni się do tej roboty tak garną? ;) Przydzieliłem im pokój do nocowania, przebrali się i sruuu rozstawiać rusztowania i gruntować.

http://whisperjet.republika.pl/dziennik/sciangrunt.jpg

Czekamy na "kolor", mają dzwonić z hurtowni, ale... nie dzwonią :( W międzyczasie próbowałem rozwikłać zagadki instalacji Elektryka Stasia :evil: Przerąbane...

Pojawił się też Człowiek-Wentylator i przywiózł mnóstwo cieszących oczy blaszanych pudełek :)

Koło drugiej w końcu zadzwonili z hurtowni - dojechał tynk. No dobra, Luśkę w samochód, do banku i do hurtowni. 24 30kilogramowe wiaderka - wiem że się na raz nie zabiorę, ale wezmę ile się da. Facet wystawia mi cztery wiaderka, wsadzam te 120 kg do samochodu, nieubłagana grawitacja przygina tył autka do ziemi. Pan stoi, ja też. Pan mówi - chyba starczy, na co ja, że jeszcze mam miejsce. No to pan wystawia mi jeszcze jedno wiadro. Proszę o więcej. Facet jeste wyraźnie przekonany że nigdzie nie odjadę, bo mi tyłek autka będzie szorował po ziemi i muszę go poganiać żeby więcej dawał ;) Wlazło 14 wiader, czyli raptem 420 kilo. Nie takie ciężary się juz woziło :D Jak zwykle podobała mi się ta mina faceta, kiedy po zapuszczeniu silnika autko zaczęło dźwigać pupcię do góry :D Resztę weźmiemy jutro.

14 października 2005
Rano Luśka odebrała pozostałe 10 wiaderek tynku, powłóczyła się po sklepach, porobiła zdjęć na budowie, pokłóciła się z kamieniarzem, a potem odebrała mnie z pracy - coś grypopodobnego mnie rozkłada :(

A stan rzeczy jest następujący:

Trwają prace w dużej łazience. Na zdjęciu prysznic Luśki. Nie wiem po co jej tam drabinka :-?
http://whisperjet.republika.pl/dziennik/prysznicluski.jpg

Lenin (na górze) i Castro (na dole) zaczynają kłaść kolor (silikat Terranova 120C)
http://whisperjet.republika.pl/dziennik/lenincastro.jpg

No i położyli. Luśka trochę zdenerwowowana tłumaczyła mi że w rzeczywistości on nie jest aż TAK żółty :) I że na pewno zblednie...
http://whisperjet.republika.pl/dziennik/kolor1.jpg

I powiedzcie mi teraz jaki to naprawdę jest kolor :o ???

Whisper
21-10-2005, 20:59
15 października 2005
Rewolucjoniści skończyli kladzenie kolorku, wrócą do nas jeszcze na podbitkę. Jakby ktoś szukał ocieplaczo-tynkarzy, to służę namiarami na Lenina.

A dom po kolorku wygląda tak.
http://whisperjet.republika.pl/dziennik/domtynkdone.jpg

Tydzień później mogę powiedzieć, że już się przyzwyczaiłem...

17-24 października
Glazurnicy w sile dwóch plus malarz pracują. W sumie nawet nienajgorzej im idzie, do szału mnie tylko doprowadza ich rozliczanie potrzebnego materiału. Malarz zawsze mówi że nie starczy farby - do tego się przyzwyczaiłem, po prostu mówię "najwyżej się dokupi", po czym po skończonym malowaniu okazuje się, że "jeszcze ciut zostało" . Z kolei glazurnicy wyliczają ilość potrzebnego materiału w sposób dla mnie niepojęty. Przywiozłem ileś tam płytek, facet je kładzie, w końcu "Zabraknie". Pytam ile. Liczy. Werdykt - "7 paczek jasnych i 1 paczka ciemnych". Dobra, jadę, kupuję, przywożę. Wczoraj co? "Zabraknie". Ile? "Jednej jasnej". Na pewno? "No... dwie takie i dwie takie". Ufff... :-?

W środku zaczyna to już przypominać dom:
http://whisperjet.republika.pl/dziennik/insidepomalow.jpg

Przywieźliśmy zamówione parapety z aglomarmuru. Leżą i czekają na obsadzenie. Zamówiliśmy też blaty do łazienek - powinny byc na środę (czyli za parę dni).

Zaczynam w pomalowanych pomieszczeniach montować grzejniki elektryczne. Fajne są, białe takie, zagraniczne.. tyle że działać nie chcą, bo po podłączeniu grzejnika do prądu wywala różnicówka. Problem nie jest z grzejnikiem, bo dzieje się to tylko na dedykowanych obwodach grzewczych, grzejnik podłączony do normalnego gniazdka działa bezproblemowo. Poza tym tam (w obwodach grzewczych) nie ma przewodu PE! Grzejnik nie powinien być uziemiony, nie ma kabla do uziemienia, a różnicówka wylatuje... osso chodzi??? Prawdopodobnie coś z połączeniami w tablicy - zawezwę w przyszłym tygodniu elektryka.

Została też zakończona instalacja wentylacji. Niestety nie zrobiłem zdjęć jak to wygląda. Jutro, dobrze? Co do hałasu to troszkę szumi w gospodarce, gdzie jest umieszczony reku i puszka rozprężna (ale to mi nie przeszkadza), słychać też w pobliżu kominka szum wentylatora kominkowego (kiedy pracuje). Mamy nadzieję że ucichnie to po założeniu kratek wentylacyjnych na kominek i obłożeniu go kamieniem. Nie jest to specjalnie denerwujące, po prostu słychać delikatny szum. Za to przy anemostatach cisza. Wchodziłem na drabinę, czułem powiew ale żadnego dźwięku. Za to dom się w końcu wietrzy po tych wszystkich farbach i klejach - to jednak kupa wilgoci.

Whisper
22-10-2005, 16:38
22 października 2005
Mam doła wykończeniowego :(. Mam już dość tego bałaganu, tych niedokończonych rzeczy, tego jeżdżenia, szukania, kupowania rzeczy które okazują się nie pasować, tego że niczego nie mogę znaleźć, że wszystko mi gdzieś gnie a potem znajduje się w najbardziej niespodziewanym miejscu, że zawsze kiedy zechcę zrobić coś pożytecznego, to brakuje mi materiałów albo narzędzi, a jak już znajdę jedno i drugie to zaczyna mi brakować ochoty, że wszystko jest pokryte pyłem, że...

Słowem - mam dość.

Dziś z rana byłem umówiony z rzeczoznawcą - pora brać ostatnią transzę. On przyjechał na czas, ja nie. Na szczęście poczekał, w międzyczasie robiąc zdjęcia z zewnątrz. Zdjęcia zrobił i pojechał, a ja pełen sił i chęci zabrałem się za pracę.

Najpierw sprawdziłem na czym polega problem z wywalaniem różnicówki przy ogrzewaniu. Obwody ogrzewania mam rozłożone na trzy fazy, na dwóch z nich przy próbie włączenia jakiegoś urządzenia elektrycznego (np. żarówki) leci różnicówka. Albo dwie. Póki co działają tylko obwody na jednej fazie, czyli salon. Dzwoniłem do Elektryka Piotra, postara się być we wtorek.

Dobra, zabiorę się więc za montaż gniazdek w pomieszczeniu gospodarczym. Wyciągm te wszystkie gniazdka i ramki i... kolor ramki nie pasuje do tego co zamontowałem wcześniej. Jest bardziej pomarańczowy niż beżowy. Odłożyłem wszystko i poczułem że mam to gdzieś... Zrobiłem zdjęcia instalacji reku po czym wróciłem do domu.

http://whisperjet.republika.pl/dziennik/reku1.jpg

A tu gabinet z czekającymi na montaż parapetami.
http://whisperjet.republika.pl/dziennik/parapetyleza.jpg

Whisper
30-10-2005, 15:30
26 października 2005
Elektryk Piotrek poprawił połączenia w skrzynce, przez co grzejniki przestały mi wywalać różnicówkę. Suuuper. W końcu mogę zacząć polegać na czymś bardziej bezobsługowym niż kominek ;)

Whisper
30-10-2005, 15:40
27października 2005
Dziś mieliśmy wizytę kominkarza - trzeba było wymierzyć kamień na kominek - oraz stolarza - przymierzamy się do kuchni. Luśka wszędzie daje szuflady, oczywiście na prowadnicach Bluma, żeby było fajniej :) i zdecydowanie drożej :(.

Whisper
30-10-2005, 15:43
29 października 2005
Tę noc spędziłem na budowie - niebo 28 października w ciągu dnia było bezchmurne, co obiecywało piękne gwiaździste niebo w nocy. No i nie przeliczyłem się - pomimo łuny nad położoną 30 kilometrów na północ Warszawą niebo nad Whisperówką było upstrzone gwiazdami. Uzbrojony w lornetkę, kanapki i termos z herbatą spędziłem parę godzin na dworze wyszukując co fajniejsze rzeczy na niebie. Mars świecił jak diabli (teraz jest bardzo blisko Ziemi), a gromady gwiazd naprawdę robiły wrażenie. Juz przez zwykłą lornetkę widać jak jesteśmy maleńcy wobec tych milionów gwiazd... Fajnie wygląda mgławica Andromedy - jak księżyc za chmurami. Było też całkiem fajnie widać parę innych mgławic. Zdecydowanie muszę sobie sprawić teleskop ;)

Rano patrząc przez okno widziałem jesień
http://whisperjet.republika.pl/dziennik/jesien.jpg

ale po wyjściu na zewnątrz okazało się, że albo ktoś przemalował nam dach, albo zima zbliża się wielkimi krokami.
http://whisperjet.republika.pl/dziennik/przymrozek.jpg

Jeszcze przed ósmą pojawili się glazurnicy, w nadziei że dokończą wszelkie roboty. Oni mieli nadzieję i ja miałem nadzieję. Z ta nadzieją opuściłem ich i pojechałem do kamieniarza żeby zamówić kamień na kominek i odebrać blaty do łazienek. O ile z tym pierwszym nie było problemu, to blaty... będą na środę. A najlepiej to zadzwonić w środę. Zaznaczę tylko, że miały być na środę, tyle że zeszłą. Cóż, przed 1 listopada wszystkie siły skierowali na front robót nagrobkowych.

Po powrocie na budowę zacząłem weryfikować postęp prac glazurników. Muszę powiedzieć że prawie się im udało. Zostało im jeszcze obsadzenie tych nieszczęsnych blatów w łazienkach i ewentualne poprawki - muszę dokładnie pooglądać wyniki ich prac. No i jeszcze zostałem zastrzelony małym "Szefie, ale jest problem". Nie znoszę tego... :evil: Okazało się, że kabina Luśki wyszła delikatnie za mała w stosunku do drzwi od prysznica - "trzeba będzie przyciąć u szklarza" :evil: :evil: :evil:. Trochę podłamany wróciłem do domul, a potem wysłałem Luśkę na spotkanie ze stolarzem. Podliczył nam kuchnię... około 12 tysięcy :o :o :o. Bez blatu. Cholerne okucia Bluma :(

A na zdjęciu widać, że mamy już zamontowane parapety, a tu i ówdzie również grzejniki.
http://whisperjet.republika.pl/dziennik/parapetyrdy.jpg

Czy ja o czymś nie zapomniałem? Hmmm... No tak. Pistacje.
http://whisperjet.republika.pl/dziennik/pistacje.jpg

Whisper
30-10-2005, 15:48
30 października 2005
Przed południem telefon - jakiś facet przechodząc zauważył, że "kran nam pękł" i woda leje sie aż na drogę. Na miejsce wysłano korpus ekspedycyjny w składzie: dowódca Luśka, kierowca Luśka, hydraulik Luśka, ochroniarz Luśka. Coś tam faktycznie puściło i się na zewnątrz lało, korpus ekspedycyjny zakręcił zawór od tego kranu, na zapas od drugiego kranu i do kompletu również główny zawór w domu, po czym powrócił do miejsca stałego zakwaterowania. Well done!

Whisper
05-11-2005, 20:59
2-3 listopada 2005
Panama http://jordan.fortwayne.com/jgbreak/fred/YaBBImages/flag/Panama.gif i Dominika http://jordan.fortwayne.com/jgbreak/fred/YaBBImages/flag/Dominica.gif - pozdrawiamy z okazji dnia wolnego!

Dzień wolny od pracy dniem roboczym. Z tą myślą ochoczo (a jakże) wybrałem się do Whisperówki. Trochę posprzątałem co większe rzeczy poniewierające się po pomieszczeniach (czytaj: zrobiłem z nich kilka sporych kupek), aż w końcu zabrałem się za kończenie ogrzewania.

Na pierwszy ogień poszły grzejniki. przymocowałem do ścian te, które mi jeszcze zostały, sprawdziłem - grzeją.

Następne zadanie było nieco tricky. Otóż moje grzejniki (elektryczne konwekcyjne Noirot) są przystosowane do centralnego sterowania. Sterownik wysyłać może sygnał sterujący do dwóch stref, na jakie podzielone są grzejniki. Taki sygnał ma cztery funkcje:
1. grzejemy jak ustawione na grzejniku (comfort)
2. obniżamy wszędzie temperaturę grzania o 3,5 stopnia (economy)
3. grzejemy na 7 stopni Celsjusza, tak żeby nie zamarzło
4. wyłączamy to wszystko w diabły

Wszystko pięknie, tyle że sygnał sterujący to napięcie 230V, ewentualnie jego połówki. Kiedy usłyszał o tym Elektryk Piotr, to wydał z siebie dźwięk. Dźwięk oznaczał - różnicówka może lecieć, bo napięciem jednej fazy będą sterowane urządzenia wiszące na innych fazach. Może ale nie musi. Zaufałem francuskiej myśli technicznej (przyszło mi to dość łatwo bo jeżdżę Citroenem z zawieszeniem hydropneumatycznym), zamontowałem sterownik, podłączyłem i... Kiedy włączałem, czekałem na znajome "pstryk" w tablicy, ale... nic nie wywaliło. Przeprowadziłem testy na wszystkie możliwe sposoby - jest dobrze. Teraz mogę sterować, programować, uzbrajać i ekonomizować że hej! Doszło koleje pudełeczko do kręcenia, ustawiania, naciskania, czyli ogólnie rozumianej zabawy :)

Jako że facet rozwija się do siódmego roku życia (potem już tylko rośnie), mam dziecięcą wręcz słabość do tych wszystkich świecąco-pikających rzeczy, które można ustawiać i programować. Tak więc nie poprzestałem na programatorze od ogrzewania i zabrałem się za uruchamianie podłogówki. Podłogówka w pięciu pomieszczeniach oznacza pięć urządzeń z wyświetlaczami, które w dodatku spełniają funkcję użytkową (sterują grzaniem podłogi). Klnąc w żywy kamień Elektryka Stasia za to, że przeforsował wsadzenie dużej ilości grubych kabli do puszki (bo tak będzie lepiej) zaginałem kable 2,5mm próbując je wepchnąć do puszki, a następnie umieścić tam sterownik. Zadanie wydaje się jedynie z pozoru skazane na niepowodzenie - w dwóch przypadkach na pięć jestem pewien że się uda. Na razie wszystko wisi sobie na zewnątrz, bo już mnie palce bolały. Poza tym gdzieniegdzie okazało się, że płytki ciutkę zawężają światło puszki, i sterownik się nie mieści. Będę musiał je jakoś podszlifować czymś dremelopodobnym. Ale sprawdziłem - faktycznie przy ustawionych 27 stopniach podłoga robi się miło ciepła.

Obejrzałem dokładnie drzwi od prysznica Luśki. Żeby przybliżyć problem tłumaczę, że drzwi od prysznica Luśki składają się z trzech części: lewa szyba stała, drzwi właściwe, prawa szyba stała. Niestety coś tam jest rzeczywiście za szerokie. Pierwotny pomysł glazurników na obcięcie centymetra jednej z szyb bocznych na szczęście został porzucony. Teraz mamy trzy możliwości:
- zamówić u szklarza szybkę boczną o pasującym wymiarze. No fajnie, ale to kasa leci.
- kazać wkuwać się w kafelki. Rozwiązanie dość mocno inwazyjne i nie gwarantujące estetycznego rezultatu końcowego.
- wywalić uszczelki przy szybach bocznych, nie te przy drzwiach, tylko takie dotykające ściany. To rozwiązanie chyba najbardziej mi pasuje - sądzę że można tam spokojnie zaoszczędzić ten centymetr. Nie wydaje mi się, żeby lała się tam woda, a jeśli nawet to może kropla czy dwie - w końcu więcej się wyleje przy wychodzeniu spod prysznica.

W ciągu dnia zainteresowałem się tym, jak właściwie działa mi ta cała wentylacja z rekuperatorem. Zmierzyłem temperaturki i wyszło, że temperatura na dworze wynosiła 9,7C, na anemostacie wdmuchującym do pokoju 16,3C, na anemostacie wyciągającym z łazienki 19,4C, a do garażu (tam wylatuje zużyte powietrze) wylatywało 12C. Czyli faktycznie działa. Wot,tiechnika...

Wieczorkiem napaliłem sobie w kominku - trzeba będzie chyba coś pokombinować przy położeniu czujnika temperatury włączającego nawiew powietrza z kominka - musiałem dość długo grzać, aż się włączył. Za to potem fajnie i cieplutko.

Whisper
05-11-2005, 21:36
4 listopada 2005
Marylin Monroe powiedziała: Pieniądze szczęścia nie dają, dopiero zakupy. Miała rację. Ale żeby zaszaleć z zakupami, trzeba mieć pieniądze. Wniosek o transzę złożyliśmy jakoś w zeszły tygodniu, a kasy niet. Próbowałem się dodzwonić do Kaczora Donalda (teraz to brzmi jakbym miał znajomości w polityce), ale niestety bezskutecznie. Może go na ministra wzięli? Albo miał szkolenie? Albo komórka mu siadła? Trzeba będzie przypilnować sprawy w przyszłym tygodniu, bo pieniądz potrzebny przeraźliwie - trzeba zapłacić jeszcze końcówkę glazurnikom, zapłacić za parapety i blaty do łazienek, trzeba dać reszte zaliczki za kuchnię, trzeba zrobić podbitkę... To tak na szybko :-?

Luśka kontrolnie wykonała telefon do kamieniarza, i oczywiście okazało się, że blaty są już gotowe, tylko trzeba otwory wywiercić, więc jutro. Dałbym głowę, że coś takiego słyszałem w sobotę... zeszłą.

Ja za to zadzwoniłem do Lenina, bo tak się umawialiśmy, że jakoś po Wszystkich Świętych zgadamy się co do mojej podbitki. Niestety Lenin ociepla w tym momencie i podbitkę mógłby zrobić za dwa tygodnie. Sam poradził, żebym spróbował kogoś szybciej znaleźć. Mój dachowiec (dachmen) jak przeczytałem na forum wybrał się na wojaże po Danii... Kogo by tu... I wtedy olśnienie - Statek! Nie znaczy to, że widziałem statka w roli układacza podbitki, ale jako cenny kontakt :) Przedzwoniłem, momentalnie znalazł dla mnie ekipę. Umówiłem się z nimi na następny dzień na wziję lokalną.

Wieczorem wybraliśmy się z Luśką na zakupy. Kupiliśmy parę rzeczy oświetleniowych i mały podgrzewacz wody który będzie obsługiwał kuchnię i pomieszczenie gospodarcze. Bo w pomieszczeniu gospodarczym jest już zlew :D
http://whisperjet.republika.pl/dziennik/gospozlew.jpg
Miałem też ochotę kupić sobie Dremela :oops:, ale przyszła refleksja: kasy na koncie ledwie co, do zapłacenia kupę rzeczy, a tu jeszcze ta podbitka dochodzi :o Nie wiem, z karty kredytowej gotówkę będę brał, czy co?

TRANSZY!!!

Whisper
05-11-2005, 21:44
5 listopada 2005
Przyjechał podbitkarz, wymierzył, wyliczył, umówieni jesteśmy na poniedziałek. Zamówiłem u statka panele i listwy, zostały mi jeszcze tylko do kupienia łaty - załatwię to w poniedziałek rano.

Parę dni temu miałem ze sobą aparat, Zorkę 5, zrobiłem kilka zdjęć.

Najpierw pistacje, po prawej stronie zdjęcia widać sterowniki do ogrzewania i wentylacji.
http://whisperjet.republika.pl/dziennik/przedsionek11.jpg
A tu łazienka Luśki (już doszła do stanu, gdzie ją można zacząć ujawniać ;) ) i kuchnia po fugowaniu. Fuga zmienia!
http://whisperjet.republika.pl/dziennik/luskalazienka.jpghttp://whisperjet.republika.pl/dziennik/fugazmienia.jpg

Whisper
07-11-2005, 21:26
6 listopada 2005

Rzekł tedy Whisper do niewiasty: "Podejdź tu". A ona podeszła.
I rzekł: "Naciśnij przycisk". A ona to uczyniła.
I rzekł Whisper: "Niech się stanie światło".
I stało się światło.
Księga Whisperów, strona 3, post 159

Bawiłem się prądem. Gniazdka, włączniki zwykłe, włączniki schodowe, a gdzieniegdzie docelowe punkty świetlne - wszystko żeby było jaśniej i elektryczniej. Prąd kopnął mnie tylko raz i to delikatnie. Zdecydowanie powinienem zwracać uwagę na to, żeby wyłączać obwody,w które wpinam gniazdka :-?

Dokonaliśmy też rytualnego obmycia powłok glazurniczych. Obmycie rzeczywiście było rytualne (czytaj: symboliczne), bo następnego dnia było widać te same białe smugi co przed myciem. Ale dało (przynajmniej mi) sporo satysfakcji, że oto pracowicie przecieram gąbką moją podłogę w moim pomieszczeniu gospodarczym.

Whisper
07-11-2005, 22:04
7 listopada 2005
Coś mi chodzi po głowie rocznica rewolucji, tej co to była w październiku, ale obchodziło się ją w listopadzie. Ale już chyba nawet Rosjanie zrezygnowali ze świętowania. Żadnych innych świąt państwowych nie stwierdzam, przejdźmy więc do rzeczy.

Dziś na dziewiątą umówiony byłem z podbitkarzami. Właściwie powinienem nazywać ich Podbitkarzami. Raz że grzeczniej, dwa że zasługują na dużą literkę z przodu. Zaraz po ósmej zamówiłem ćwierć kilometra łat w składzie drewna, przy okazji rozstając się z ćwierć tysiącem złotych. Przywieźć mieli w ciągu pół godziny i jak zwykle się im to udało - w koncu mają do mnie ze dwa kilometry ;). Potem zadzwonił statek, że w ciągu godziny będą panele i jotki na podbitkę. A po chwili przyjechała ekipa Podbitkarzy. Jest ich czterech - dwóch starszych i dwóch młodych. I zrobili to, co raduje me serce i masuje mój żołądek - od razu zabrali się do pracy. Zaczęli rozstawiać rusztowania, wymierzać łaty itd. Żadnego papieroska ani kawki na rozpoczęcie dnia. Widać, że przyjechali do pracy. Poza tym... myślący są tacy jacyś.

A tak im to ładnie wychodzi:
http://whisperjet.republika.pl/dziennik/podbitka1.jpg

Wczesnym popołudniem wybrałem się do statka, żeby zapłacić za dostarczony towar, bo kto szybko daje ten dwa razy daje. Statek ma u mnie kolejnego plusa za ekspresowe znalezienie mi ekipy do podbitki (szukałem już przecież dłuższy czas) i ekspresowe załatwienie i dostarczenie materiałów (po południu w sobotę zamawiałem przez telefon). W dodatku twierdzi, że dał mi dobrą cenę ;) Jakoś lubię z tym facetem interesy robić :D

Po powrocie na budowę zastałem dalece posunięte roboty podbitkowe. Aż serce rośnie - naprawdę potrzebowałem takiej ekipy, która podniesie mnie na duchu i przywróci wiarę w człowieka ;)

Poza tym elektryfikowałem w ciągu dnia. Raz zostałem sam zelektryfikowany kiedy zapomniałem, że nie wyłączyłem prądu w gniazdkach w tym pomieszczeniu. Tak kłuło jakoś.
A co do elektryfikacji, to zdecydowałem sie na osprzęt ramkowy Berkera (przeważnie seria B.Kwadrat, choć w gospodarce mam Modul). Poprawnie wykonane, dość przyjemne w montażu. Niestety mam problemy z ustawieniem wszystkiego w jednej, poziomej linii. Zawsze jest krzywo i muszę kombinować :( To wszystko przez te cholerne grube kable , przez nie mam bardzo ograniczoną swobodę ruchów gniazdka w puszce. Na próbę kupiłem też zestawik Legrand Sistena. Wow... Berker jest fajny, ale Legrand fajniejszy - chodzi mi o wykonanie, mocowanie kabli, mocowanie w puszce... Tylko że nie wszędzie mi pasuje, a poza tym cena jest też odpowiednio wyższa.

Whisper
07-11-2005, 22:17
No i jeszcze kwesta finansów. Jest cienko, żeby nie powiedzieć tragicznie... Coś czuję, że żeby zapłacić za wykonanie podbitki, resztę dla glazurników i całość za parapety wewnętrzne i blaty do łazienek będę musiał wypłacać gotówke z kart kredytowych :( :( :( Udało mi sie dodzwonić do Kaczora, który od listopada już pracuje dla innego banku, ale jeszcze ma mnie "dokończyć". Dziś miał odebrać w końcu moją wycene od rzeczoznawcy i pchnąć sprawe ostatniej (przeraźliwie małej) transzy do przodu.

Błagam, szybciej...

Whisper
08-11-2005, 22:04
8 listopada 2005
Doszedłem do wprawy jeśli chodzi o elektryczność. Pamiętam już żeby wyłączyć bezpiecznik, na którym będę pracował. Pamiętam, żeby przypadkowo nie stykać kabla niebieskiego z żółto-zielonym, bo wywalam różnicówkę. Udało mi się dziś uniknąć zarówno wywalenia różnicówki, wywalenia esek, jak i zelektryfikowania mojej skromnej osoby.

Zdecydowanie najbardziej podoba mi się montowanie włączników. Ciach, ciach, ciach - przewody skrócone, kłap, kłap, kłap - końce odizolowane, cyk, cyk, cyk - wsunięte we włącznik, kable podgiąć, włącznik wsadzić, przytrzymać, przykręcić, krzywo, odkręcić, poprawić, przykręcić, krzywo, nie szkodzi, założyć ramkę, wsadzić plastik, założyć klawisz, JUŻ!

Do cięcia kabli i ściągania izolacji używam takiego ściągacza:
http://www.intra.biz.pl/images/foto-super4.gif.
Rewelacja, zwłaszcza jeślio chodzi o ściąganie izolacji. Bez tego bym się zamęczył. Działa super na drucie 1,5 czy 2,5 mm, na lince już trochę gorzej. Odizolowanie końca przewodu to 2 sekundy, razem z przymierzeniem się ;)

Gorzej jest z gniazdkami, zwłaszcza podwójnymi - trzeba łączyć je wtedy między sobą, a przewody 2,5mm2 nie należą do takich, które się łatwo układają w puszce. No i nie ma tych sprytnych mocowań jak we włącznikach - tu trzeba niestety śrubkami przykręcać. Montaż gniazdek źle wpływa na opuszki palców (pokłute wszystkim co tylko z takiego gniazdka wystaje) i na kostki dłoni (obcieranie o mur - ślady krwi na świeżo wymalowanej ścianie są nieco denerwujące).

Ekipa Podbitkarzy pracowała dziś równie dobrze jak wczoraj, w rezultacie wzbogaciliśmy się o kolejne metry kwadratowe podbitki, zamontowane też zostały parapety zewnętrzne. Baaardzo zadowolony!

A ja wziąłem się za łupanie drewna. Siekierą, klinem, pięciokilogramowym młotem. Parę kloców porąbałem, ale teraz wszystko boli. Ze strachem myślę o całkiem sporym korzeniu, który czeka na jakąś formę podzielenia - do kominka cały nie wejdzie, zresztą nie udźwignąłbym go ;)

Zdjęcia będą później, bo mi serwer ftp coś nie odpowiada... :-?

Whisper
11-11-2005, 23:55
10 listopada 2005
Podbitkarze zakończyli działalność. Polecam i oferuję namiary, jeśli ktoś ma ochotę się podbić ;)
Tu jeszcze zdjęcie bez dodatkowej obróbki blacharskiej - sufit nad zadaszoną częścią tarasu.
http://whisperjet.republika.pl/dziennik/podbitka4.jpg

A tutaj ganek. Ta wystająca rurka od rynny to prowizorka - żeby mi nie kapało na drewno, które mam ustawione pod spodem. Przy ganku nie będzie rur spustowych, tylko łańcuchy. Tylko jakie to mają być łańcuchy???
http://whisperjet.republika.pl/dziennik/podbitka3.jpg

Whisper
12-11-2005, 00:00
11 listopada 2005
Święto narodowe w Polsce http://jordan.fortwayne.com/jgbreak/fred/YaBBImages/flag/Poland.gif i Angoli http://jordan.fortwayne.com/jgbreak/fred/YaBBImages/flag/Angola.gif. Wywiesiliście flagi?

A na budowie dzień roboczo-odwiedzinowy. Praca polegała na montażu gniazdek (wciąż...), natomiast w odwiedziny pojawili się Abrombowie i Janoushowie z labradorem. Dziękujemy, zapraszamy ponownie.

P.S. Dzięki abrombie mam dwa nowe określenie pistacji - energetyczny i obciachowy :lol:

Whisper
14-11-2005, 21:40
Jak to opisałem we wpisie 2-3 listopada, muszę poszerzyć otwory w glazurze, żeby mi sterowniki od podłogówki do puszek właziły. Bo na razie jest za wąsko. I do tego coś dremelopodobnego mi potrzebne.

12 listopada 2005
Wracając wieczorem z pracy kupiłem sobie w Obi takie dremelopodobne urządzenie marki Kinzo. 119 złotych.
http://www1.yatego.com/images/3faa1f581c2816.8/kinzocombitool.jpg

13 listopada 2005
Wypróbowuję urządzenie - działa! Podłączam wałek giętki - działa, a potem już nie. Wałek się rozsypał w środku.

14 listopada 2005
Rano wymieniam urządzenie na nowe. Firma Kinzo mnie ma serwisu w Polsce (póki co), więc wszystkie reklamacje rozpatrywane są natychmiast na korzyść klienta i kończą się wymianą na nowy sprzęt. A okres gwarancji trwa dwa lata. OK, jak mi się popsuje, to znowu wymienię.

Ja wiem, Dremel oryginalny byłby dużo fajniejszy... Ale tam sam wałek giętki kosztuje 139, czyli więcej niż tu za urządzenie + wałek :lol: Za co płacicie, to dostajecie...

Whisper
14-11-2005, 22:18
Potem na budowę - koło dziewiątej spodziewałem się glazurników, żeby dokończyli, co zaczęli. Przyjechali, pokazałem co jest do zrobienia/poprawienia. Wytłumaczyłem o co mi chodzi. Potem pojechałem wymienić olej w samochodzie (zamiast 15 wyszło mi 30 tys. km przebiegu :oops:. No nie było czasu...) Potem wróciłem. I się załamałem troszkę...

Szybkę boczną od prysznica zabiorą, dadzą do szklarza, szklarz zrobi nową, mniejszą, zahartuje itd. Obciąć istniejącej się nie da, bo szkło hartowane, więc najwyżej parę milimetrów możnaby próbowac zeszlifować. Pomysły inne, które chodziły im po głowie litościwie pominę :evil: Koszt całości - 200 zł. Wyraziłem się dość precyzyjnie, kto ma te koszty ponieść, pan przytaknął. Dobra.

Drzwi od prysznica tarły mocno uszczelką od dołu. Dla mnie sprawa prosta - podnieść je trzeba. Nie da się, nie ma regulacji. Trzeba je było zamontować parę milimetrów wyżej. No ale są zamontowane jak są. To przyciąć może uszczelkę, bo zaczepia o ćwierćwałek i się zaraz porwie. No i co zrobili? Zeszlifowali papierem ściernym ćwierćwałek. I to nierówno. Na środku, po bokach nie. Kiedy to zobaczyłem, powiedziałem, że tak być nie może. No to zeszlifowali na całej długości. Ręce i nogi opadają.

Zamontowali blaty w łazienkach. Ale umywalek już nie zasilikonowali. No i jeden blat, ten u Luśki... Później dopiero zobaczyłem - miał być szerokości ścianki. Albo inaczej - ścianka i on miały mieć tę samą szerokość czy też głębokość. Czyli patrząc z góry ścianka i przednia krawędź blatu miały tworzyć jedną linię. Ale nie tworzą. Blat jest wysunięty z centymetr - półtora. Pewnie grubość płytek doszła i... Dobra, można to przeboleć. Tyle, że ten kawałek jest... nieobrobiony. Niewyszlifowany. Bo miał siedzieć w ścianie. Wiecie jak wygląda granit bez żadnej obróbki? Luśka się wk... jak to jutro zobaczy. Dziś było już ciemno.

Po południu był też spec od okien - poregulował, wszystko chodzi teraz jak ta lala.

Zacząłem również zdobywać sprawność hydraulika. I wk...wiać się na glazurników. W pomieszczeniu gospodarczym przedłużali mi podejście do kranu - podnosili, bo bateria przy zlewie technicznym będzie mocowana na ścianie. I przedłużyli. To dobrze. Ale wyjścia ze ściany zrobili prostopadłe częściowo. To znaczy jedno jest prostopadłe do ściany (to dobrze), a jedno już nie całkiem (to niedobrze). Można się za... :evil: próbując do tego przykręcić baterię. W końcu mi się udało. Odkręciłem główny zawór - cieknie z podłączeń. Czyli bateria nie całkiem przykręcona. Dokręcam. Oczywiście piana na pysku, plastikowe osłonki na chromowane nakrętki dawno popękały, same nakrętki lepiej nie wiedzieć jak wyglądają - dobrze że to pomieszczenie techniczne. Sprawdzam. Leci ale mniej. Dokręcam. Nie leci. Patrzę na kran od przodu. Krzywo... Patrzę na pudełko - zostały jakieś dwie uszczelki... A do czego one niby??? Przecież uszczelki z filterkami już włożyłem :o Zostawiam jak jest - będę myślał jutro.

Luśka kręci się po kuchni z "miedzianą" ramką Legranda ze swojej łazienki. A po co??? No, bo przymierza, może takie ramki dać? Kurde, przecież ustaliliśmy, że tu będzie BKwadrat w beżu. Już wszystko kupione :evil:. Obraża się.

I tak by nie miała tych Legrandów - nie ma ramek poczwórnych. ;)

Zły dzień dziś miałem, prawda?

Whisper
15-11-2005, 22:16
15 listopada 2005
No, w końcu jakiegoś święta narodowego żeśmy się doczekali. Dziś święto w tureckiej części Cypru http://www.schoolworld.asn.au/members/images/trcyprus.gif. Pozdrawiam i życzę zjednoczenia.

Czasem sam się zastanawiam, skąd ja mam tyle wolnego czasu. Wolnego to może źle powiedziane, bo w dni wolne zasuwam jak mały osiołek, ale tych dni bez pracy w pracy to mam sporo. Nie donoście na mnie, co? ;)

Dziś elektryfikowałem. Nudne to się robi, prawda? Zrobiłem też zakupy - musiałem dokupić trochę gniazdek, bo w hurtowni zabrakło (wykupiłem im wszystko chyba :oops:), no i kolejne zabawki do sprawności hydraulika - wężyki i nyple. I syfon, ale nie pasuje. A jak nie pasuje, to sie chyba nie liczy? :-?

To może zaległe zdjęcia, co?

Chcielibyście... Ja też bym chciał. Ale serwer FTP chwilowo niedostępny :( Spróbuję później.

Whisper
15-11-2005, 22:28
O, już ruszył :)

Zacznijmy od kranu, który krzywo przykręciłem. Prawda że krzywo?
http://whisperjet.republika.pl/dziennik/krankrzywo.jpg

Teraz przejdźmy do rzeczy, których krzywizna nie zależy ode mnie, ani nawet od glazurników. Oto spód umywalki Roca Bol - to będzie stało na blacie. Może nie tyle stało co chybotało się. Czym to ustabilizować? Silikon? Klej montażowy? Gwoździe?
http://whisperjet.republika.pl/dziennik/bolkrzywy.jpg

A teraz przejdźmy do radosnej twórczości glazurników. To jest blat w dużej łazience (nie wiedzieć czemu nazywanej Łazienką Luśki):
http://whisperjet.republika.pl/dziennik/blatluski.jpg

A tu w powiększeniu. Widzicie o co chodzi? Cały blat miał wejść w ściankę. A tu masz ci los, wystaje...
http://whisperjet.republika.pl/dziennik/blatniedokladnie.jpg

A tutaj mamy dół wejścia do kabiny prysznicowej. Widać drzwi i uszczelkę, widać próg i listwę narożną. Problem polegał na tym, że wzmiankowana uszczelka obcierała o próg i zahaczał o listwę. Więc co zrobili? zamiast przyciąć ciut uszczelkę oni zeszlifowali listwę. To zeszlifowanie od biedy komponowałoby się z fugą, ale... cała listwa jest porysowana (te białawe ślady na listwie to nie kurz tylko zarysowania).
http://whisperjet.republika.pl/dziennik/poryslistwa.jpg


Glazurników mam już dość :evil: Mają wpaść jeszcze w czwartek, żeby zamontować szybę do prysznica. I jeszcze będą musieli coś zrobić z tą listwą. Nie wiem - kupić mniejszą o numerek i kazać ją wstawić., żeby nie obcierało, czy kazać przyciąć uszczelkę? W sumie i tak cholera jedna przyciera o próg...

Whisper
17-11-2005, 21:51
17 listopada 2005
Pożegnanie z glazurnikami - cieszę się jak nie wiem co. Albo i bardziej.

Wstawili nową szybę i zadowoleni. Idę, oglądam, i ja zadowolony nie jestem. Na dole OK, ale na górze ewidentnie jest krzywo, co widać po uszczelce. Do poprawki. Ale się nie da. Ma się dać. Ale to uszczelka może być taka niedokładna.. To trzeba to zdemontować i sprawdzić. Coś dokręcić, coś docisnąć, ma być dobrze. Krzywili się, krzywili, w końcu się dało...

Jeśli chodzi o przycierający dół drzwi od kabinki, to kupiłem nową listwę (ten ćwierćwałek) o numerek mniejszą, skuli płytki, założyli listwę, przykleili nowe płytki. Próbujemy - nie zaczepia, ale obciera. Krótka decyzja - mają przyciąć uszczelkę od zewnętzrnej strony. Przycięli - w porządku.

Wychodzą. Zaraz, przecież mieli zasilikonować umywalki. Bo te umywalki to my tak grzecznościowo mieliśmy zrobić, bo za to nie było liczone. No to mnie delikatny szlag trafił, ale postarałem się zachować spokój i zaprowadziłem do łazienki gdzie pokazałem sp... montaż blatu (przedtem im tego nie pokazywałem, bo mi tego i tak nie poprawią, a już nie chciałem psuć atmosfery). To to nie miało wystawać??? Ręce mi opadły.

Zasilikonowali te umywalki, po czym z uśmiechem powiedzieli, że syfonu nie zamontują, bo silikon świeży. Do widzenia...

Ale i tak jestem szczęśliwy...

Whisper
17-11-2005, 22:06
Oczywiście w ciągu dnia elektryfikowałem. Tym razem prawie skończyłem Luśki łazienkę i zabrałem się za naszą sypialnię. Tu jest pewien problem, bo mamy trzy światła, każde włączane/wyłączane z trzech miejsc. Jeśli ktoś jest na bieżąco ze sprawami elektrycznymi, to wie, że oznacza to trzy układy, każdy po dwa włączniki schodowe i jeden krzyżowy. Schodowe zamontowałem bez problemu, ale z krzyżowym się męczę. Raz, że nie pamiętam schematu, dwa, że nie mam pojęcia jak "gdzieś tam" połączone są kabelki... Mógłbym teoretycznie to sprawdzić, ale wymagałoby to:
1. wejścia na strych
2. zejścia ze strychu (zimno), ubrania się i wejścia znowu
3. wytypowania miejsca gdzie pod wełną znajdują się puszki z połączeniami
4. odgarnięcia wełny (kurde jak to gryzie)
5. rozkręcenia puszki
6. spisaniu połączeń
7. skręcenia puszki
8. założenia wełny
9. zejścia na dół
10. wykombinowania co właściwie te połączenia robią (przypominam, że wciąż nie mam schematu jak to powinno wyglądać)
11. dojściu do wniosku że odgrzebałem niewłaściwą puszkę
12. i powrót do punktu 3

Słowem - nędza. Postanowiłem działać metodą prób i błędów. Dokonałem kilku prób, wciąż popełniając błędy. Odpuściłem sobie więc na dziś i zabrałem się za Pokrywę. Pokrywa jest z dużej litery, bo będzie spora. 120x80x50 to wymiary Pokrywy, a konia z rzędem temu, kto zgadnie co ona ma pokryć.... Rozwiązanie zagadki chyba w sobotę, jak ją skończę i zamontuję.

Whisper
18-11-2005, 23:14
17 listopada był również ważnym dniem z innego powodu - w końcu wypłacili nam ostatnią transzę. Przeraźliwie mało, w dodatku trzeba spłacić karty kredytowe - przez ostatnie dwa tygodnie z powodu braku gotówki wszystko kupowałem na karty. Oj, boli...

Whisper
20-11-2005, 16:50
19 listopada 2005
Święto narodowe Monako http://www.nationmaster.com/wikimir/images/upload.wikimedia.org/wikipedia/en/thumb/d/d9/20px-Monaco_flag_large.png - flaga taka jak nasza, tylko ją ktoś do góry nogami powiesił. Eeech, przybalowali pewnie w kasynie ;)

Dostaliśmy zastrzyk siły roboczej w postaci rodziny Luśki. Rezultat - wyczyszczone do bólu betonowe podłogi w kilku pomieszczeniach, większy porządek w garażu, ognisko, piasek na glinie, szarlotka i parę innych rzeczy do jedzenia :lol: Zagruntowałem też kilkadziesiąt metrów wylewki. Jako że niedługo zaczynamy przykrywanie podłóg, zakupiliśmy do garderoby wykładzinę z PCV (bo tak Luśka chciała), dodatkowo kupiliśmy też "włókiennicze" wykładziny do dużej i małej sypialni. Tu z uwagi na wymiary musimy poczekać do wtorku na transport.

Nawiedzili nas też Maluszkowie. Doszliśmy wspólnie do wniosku, że nikt chyba dobrego słowa nie powiedział o ekipie wykończeniowej - zawsze ich się nienawidzi. Ja nawet zaczynam uważać, że za przynależność do ekipy wykończeniowej powinno się dawać prewencyjnie 2 lata w zawieszeniu na 3. W końcu ma być podobno prawo i sprawiedliwość?

A propos ekipy wykończeniowej - wczoraj znowu znalazłem parę przykładów partactwa glazurników... Wszyscy mi mówią że szybko przestanę to zauważać, ale ja zaczynam widzieć coraz więcej :-?

Budowniczowie - patrzeć im na ręce nie wystarczy. Im te ręce trzeba obcinać :evil:

Whisper
21-11-2005, 18:19
20 listopada 2005
Zrobiliśmy sobie małe zestawienie rzeczy, na które musimy wydać pieniądze żeby jakoś zamieszkać, bądź tych które musimy wydać, bo już zamówione. Wyszło... tragicznie. O jakieś 20 tysięcy za tragicznie. :evil:
Zrobiliśmy kolejne zestawienie, nie uwzględniające takich zbytków jak lustra w łazienkach, wykładzina tam gdzie nie jest absolutnie niezbędna, zjechaliśmy z blatem do kuchni z zamierzonego granitu do zwykłego drewnopodobnego... Wyszło o 15 tysięcy za tragicznie. :evil:

Oczywiście nauczony doświadczeniem powinienem doliczyć do tego jakieś 10% na wydatki nie ujęte w zestawieniu, które ujawnią się po drodze, ale nie miałem serca tego robić. No i od 6 grudnia zaczynamy wydawać prawie 1,5 tysiąca na spłatę kredytu.

Mógłbym pójść się sprzedawać na ulicy, ale po pierwsze wątpię czy znalazłbym chętne/chętnych, po drugie nie mam do tego wewnętrznego przekonania, po trzecie i tak nie spodziewam się zysków w postaci 15 tysięcy w niecały miesiąc. W Totka przestałem wierzyć dawno temu, w Mikołaja też...

Reasumując - Luśka wciąż jest zdania że od połowy grudnia będziemy mieszkać, ja zaczynam w ten termin wątpić.

Whisper
22-11-2005, 22:38
22 listopada 2005
Z rana odwiozłem Luśkę w Miejsce-O-Którym-Się-Nie-Mówi-Głośno, a potem jazda do wykańczalni. I tutaj mała dygresja. Jako że zima przyszła, należy się do niej odpowiednio przygotować, zwłaszcza powożąc pojazdem mechanicznym. Ja się przygotowałem. Nie to żebym założył zimówki, po prostu zlokalizowałem miejsce ich składowania. Były w blaszaku. Super, tam się spodziewałem je znaleźć. Wszystkie trzy. Dla ułatwienia powiem, że Citroen jeździ na czterech kołach. Tak jak traktor, furmanka czy za przeproszeniem Volkswagen. Czyli miałem niedomiar. Należało zakupić dwie opony i je wymienić.
Ale najpierw trzeba było dojechać do wykańczalni. Póki jechałem po czarnej drodze było ok. Potem dojechałem do miejsca gdzie kończy się asfalt - takie urocze skrzyżowanko z rowem i słupem dla tych, którzy upierają się że jednak pojadą prosto. Dziś padło na mnie. Jechałem naprawdę wolno, skręciłem kierownicą i dalej jechałem w tym samym kierunku. Próbowałem hamować, nie na wiele się to zdawało. Widzę jak słup wybiega mi na spotkanie, już pogodziłem się z myślą że zaraz się na nim zatrzymam, ale najpierw rów :-? Sunę... sunę... sunę... czuję jak jedno koło juz jest w rowie... stoję. :roll:. No dobrze, jestem trochę w rowie a trochę nie, słup stoi i na mnie patrzy, ale nic nie mówi. Nie doczekał się. Jak bardzo jestem w rowie? Wysiąść? Cholera, a jak wysiądę a on się obsunie? Lepiej nie wysiadać. Może spróbować najprostszej metody - wsteczny i powolutku do tyłu? Nie wiem jak moje letnie opony wyciągnęły mnie stamtąd, ale udało się... Jadę już powolutku, bardzo powolutku, do domu już kilkaset metrów... zwalniamy, będę skręcał, skręcam kierownicą, samochód najpierw skręca, a potem się rozmyśla. Żeby uniknąć choinek na masce rozmyślam się i ja - pojadę prosto, jeszcze niejedną okazję do skrętu będę miał...
W końcu dojechałem... I co? Zima! Jakbym jeszcze nie zauważył...
http://whisperjet.republika.pl/dziennik/zima.jpg

Żeby ukoić zszargane nerwy zabrałem się za kładzenie wykładziny w garderobie. Praca twórcza, odpowiedzialna, z użyciem ostrych narzędzi. Podnosi poczucie wartości, uczy precyzji i cierpliwości. Uwaga - praca na kolanach.
Położona! Ciężkie rzeczy na końce wykładziny, bo strasznie chcą się zwijać.
http://whisperjet.republika.pl/dziennik/wykladzgarder.jpg

Resztę dnia spędziłem na bezskutecznej próbie znalezienia miejsca, gdzie sprzedadzą mi i zamontują zimówki. Potem szukałem już tylko miejsca gdzie mi je sprzedadzą, bo znalazłem takie, gdzie mi zamontują. Na razie bez rozstrzygnięć.

Żeby dzień był jak najbardziej wykorzystany, przyjąłem również dostawę wykładzin. Ciężkie, okrągłe, długie, zapakowane. Obejrzę w sobotę.

Whisper
27-11-2005, 22:12
26 listopada 2005
W Dniu Bez Kupowania wybraliśmy się na krótki kurs po sklepach z armaturą. Rezultat - u człowieka od którego kupiliśmy już trochę sanitarki zamówiliśmy dwa zestawy baterii termostatycznych ze "słuchawkami", do tego baterie wannową i umywalkową - wszystko Grohe (a może hansgrohe?). Tak zakombinowaliśmy z promocjami i zniżkami, że zamiast 4000 zapłacimy 2400. Kurcze, i tak sporo :-?
Dodatkowo zakupiliśmy w Castorami zlew i baterię do kuchni. Tu już nie szarpaliśmy się specjalnie i bateria jest KFA, a zlew diabli wiedzą czyj. Teraz już nasz.
Na budowę (do wykańczalni?) jechać już nie mieliśmy siły.

Whisper
27-11-2005, 22:22
27 listopada 2005
Coraz bliżej, coraz bliżej... Dziś znów otrzymaliśmy posiłki w postaci Luśkowej rodziny oraz ciasta i doprowadzaliśmy wykańczalnię do stanu pozwalającego na rychłe zamieszkanie. Wyczyszczona i zagruntowana reszta podłogi, ułożone wykładziny w obu sypialniach, prace ogólnoporządkowe.
Razem z Luśkowym bratem (zwanym w skrócie Bratem) próbowaliśmy zrobić jakoś wjazd do garażu. Rezultat - nędzny. Chyba trzeba będzie zamówić wywrotkę żwiru, żeby jakoś dało się tam wjechać. Poza tym żwir przyda się, żeby dało się jakoś poruszać po terenie bez groźby utopienia w maleńkich gliniankach, które mam teraz wszędzie, ze szczególnym uwzględnieniem okolic bramy. Zamykanie wjazdu na działkę po ciemku, po kostki w błocie... eeech...

Im czyściej jest w domu, tym więcej widzę powodów, dla których fach wykończeniowca powinno się zdelegalizowac jako przestępczy :evil:. Już tylko przez chwilkę się powkurzam, a potem... a pies to trącał.

Whisper
27-11-2005, 22:29
Zresztą powodów do delikatnego wkurzenia jest więcej. Wciąż mamy rozbabrany kominek - kamień miał być na zeszły tydzień, na środę, na koniec tego tygodnia... Nasz kominkarz ma niestety przyszły tydzień zajęty, więc nawet gdyby kamień już się zrobił, to i tak musimy czekać. A i tak jestem pełen dziwnych przeczuć, że przy okładaniu kominka coś będzie nie tam. Gdzieś zabraknie pół centymetra, albo będzie pół centymetra za dużo... To chyba po tych glazurnikach taki jestem przewrażliwiony - spieprzyli rzeczy, które teoretycznie nie dawały się spieprzyć.

W czwartek ma przyjechać skrol i zakończyś sprawę hydrauliki - podłączyć co jest do podłączenia, a co najważniejsze zainstalowac bojler. W końcu będzie ciepła woda...

Jestem też na krótkiej prostej jeśli chodzi o wybór sprzetu AGD. Chyba będzie sprzet Electrolux / AEG Electrolux. W ich sklepie internetowym wychodzi mi za zmywarkę, płytę gazową, piekarnik elektryczny i lodówkę prawie 8000. Kurcze, skąd ja mam brać na to wszystko kasę???

Whisper
28-11-2005, 18:40
28 listopada 2005
No więc zamówiłem AGD do kuchni - dostawa w środę.

Piekarnik AEG Competence B5701-4M
http://www.sklep.electrolux-home.pl/photo/COMPETENCEB5701-4M.jpg
Płyta gazowa AEG 79850 G-MP
http://www.sklep.electrolux-home.pl/photo/79850G-MP.jpg
Zmywarka Electrolux ESL 6270
http://www.sklep.electrolux-home.pl/photo/ESL6270.jpg
Lodówka Electrolux ERN 2925
http://www.sklep.electrolux-home.pl/photo/ERN2925.jpg

Razem wyszło więcej niż mam ochotę wydać, ale mniej niż sie spodziewałem ;)

Skrol niestety przesunął się na sobotę :evil:

Whisper
28-11-2005, 18:43
Jestem też na etapie poszukiwania czegoś na podsypanie wjazdu do garażu i wjazdu przy bramie. Myślałem o drobnym grysie - takim ok. 10mm, ale po rozmowie z "kruszywiarnią" zostałem przekonany do tłucznia o frakcji 0-63mm. Kobieta mówiła (chyba nie bez racji), że drobny grys "rozjedzie" mi się na boki, a tłuczeń o różnej grubości się ładnie zaklinuje. Jako że autko mam wagi słusznej, to jednak chyba będę musiał zainwestować 1000złotych w 15 ton tłucznia dolomitowego...

A może ktoś ma w cenie promocyjnej?;)

Whisper
01-12-2005, 21:36
1 grudnia2005
Solenizanci: Rumunia http://jordan.fortwayne.com/jgbreak/fred/YaBBImages/flag/Romania.gif, Republika Srodkowej Afryki http://jordan.fortwayne.com/jgbreak/fred/YaBBImages/flag/Central_African_Rep.gif

Nie jestem dziś w dobrym nastroju. Prawdę powiedziawszy mam doła :( Samochód mi się psuje - naprawiana ciut ponad rok temu skrzynia brzmi i zachowuje się jakby miała już dość. Trzeba będzie coś kupić, bo z jednym samochodem ledwie żywym to daleko nie zajadę. Kasy nie ma. K..wa! (Maksiu - to jest odgłos kaczki paszczą, jakbyś chciał mnie zmoderować)

Whisper
01-12-2005, 22:09
OK, dół dołem, brak pieniędzy brakiem pieniędzy, a zdjęcia wklejać trzeba.

Wykładzina w dużej sypialni... ...i w małej.
http://whisperjet.republika.pl/dziennik/wykl1.jpghttp://whisperjet.republika.pl/dziennik/wykl2.jpg

Jak widać brak jeszcze cokołów. No i co mi zrobicie? Nie ma. I już.

Za to wczoraj przyjechały sprzęta kuchenne. Jeszcze szafki by sie przydały, ale to dopiero za dwa tygodnie. Na razie pokażę moją płytę gazową, bo mi się strasznie podoba.
http://whisperjet.republika.pl/dziennik/plyta.jpg

Zacząłem malować sosnowe futryny. Najpierw zrobię jedną i zobaczymy co z tego wyjdzie. Kolor miał być taki bukowo-olchowy, więc wybrałem lakierobejcę,.. tekową. No bo na wzorniku bukowa nie wyglądała na bukową, olchowa na olchową, a tekowa taka ładna była ;) Pomalowałem na razie jeden raz, ciut zahaczając o ścianę (pomimo ochronnej taśmy). Pokazuję z daleka, żeby się nie kompromitować).
http://whisperjet.republika.pl/dziennik/futrynateak1.jpg

No i teraz bez zdjęcia - temat podjazdu do garażu. Ceny były różne różniaste, jak się trafiły przyzwoite (ciut powyżej 50 z transportem), to trzeba było wziąć minimum 30 ton. A mi tyle na gwizdek. A jak można było mniej, to cena była 60-70. Znalazłem ekipę, która niedaleko robi drogę, porozmawiałem z szefem i wychodzi na to, że po cenie hurtowej (czyli właśnie 50zł/tonę) przywiozą mi jakąś Tatrę klińca. Ale dopiero jutro... :(

Whisper
11-12-2005, 18:16
11 grudnia 2005
Weny mi dziś braknie (tak jak i przez cały ostatni tydzień), więc bardzo skrótowo - stan na dziś.

Robili, robili...
http://whisperjet.republika.pl/dziennik/ciecietrawert.jpghttp://whisperjet.republika.pl/dziennik/suszenie.jpg

...aż wreszcie zrobili. Jeszcze parę drobiazgów zostało, ale tak to mniej więcej będzie wyglądało. Kolor na zdjęciu różni się od tego w rzeczywistości - to "drewniane" będzie jaśniejsze.
http://whisperjet.republika.pl/dziennik/kominekalmost.jpg

Robi się podjazd. Ta... sam się robi...
http://whisperjet.republika.pl/dziennik/podjazd.jpg

Ułożona wykładzina w częśći przedpokoju i części salonu:
http://whisperjet.republika.pl/dziennik/wykladzppok.jpghttp://whisperjet.republika.pl/dziennik/wykladzsalon.jpg

Xantia czeka na wyrok. Sprzedam, czy będę ratował? :roll:

Whisper
13-12-2005, 23:16
Kilka słów na temat oklejania kominka - cofnę się do 10 grudnia. Kiedy rano pojechałem do kominiarza, okazało się, że w dużej płycie trawertynu, która przykrywa półkę po lewej, kamieniarze nie wycięli dziury na kable :evil:. Stąd też konieczne było wycinianie jej na miejscu (pierwsze zdjęcie z poprzedniego postu).

W trakcie przymierzania poszczególnych elementów okazało się też, że jeden z kawałków trawertynu biegnący pod wkładem jest zbyt wysoki i zbyt szeroki :evil:. Dokładnie o 1 cm na każdym wymiarze. Po paru dosadnych słowach wypowiedzianych telefonicznie przez kominkarza kamieniarze obiecali na wieczór zrobić taki we właściwych wymiarach.

Oklejanie kominka kamieniem było dość męczące. Musiałem pomagać - niektóre elementy były tak potwornie ciężkie, że dwóch ludzi nie było w stanie tego przenieść , nie mówiąc o przyklejeniu. Zwłaszcza duża płyta piaskowca idąca nad wkładem. Coś koło dwustu kilogramów, które trzeba było postawić na sztorc i przykleić :o. Muszę przyznać, że nie wiedziałem czy pierwsze stanie mi serce, czy może zrobię... wiecie co... w spodnie. :oops: Udalo się uniknąć obu dość przykrych przypadków.

Wieczorem pojechałem po poprawiony kawałek trawertynu, przywiozłem, przymierzyli i... Kominkarz ma talent do przeklinania. Prwdziwy talent. Szerokość była OK, ale wysokość.... wciąż o centymetr za duża :evil: :evil: :evil:. Umówiłem się z kamieniarzami na następny dzień.

Następnego dnia z rana trawertyn został przycięty do właściwych wymiarów, a po południu wklejony, kamień spryskany różnymi drogimi specyfikami i wkońcuu kominek można było uznać za skończony. Baaardzo mnie to ucieszyło, bo wreszczcie można było się zabrać za wykładziny :).

Równocześnie skrol walczył z hydrauliką, czego efektem miała być ciepła woda, różne zaworki, przykręcane baterie itd. Walka potrwała do następnego dnia. Znów mnie ręce bolały - wieszanie 40kg bojlera na wysokości ponad dwóch metrów jest wyzwaniem... :roll:

Whisper
13-12-2005, 23:32
12 grudnia 2005
Świąt narodowych dawno nie obchodziliśmy. No to proszę - Dzień Niepodleglości Kenii http://jordan.fortwayne.com/jgbreak/fred/YaBBImages/flag/Kenya.gif. Gratulki!

Wieczorkiem pojechaliśmy z Luśką przenocować, już po raz któryś. Co prawda łoże mamy mało wygodne, bo składające się z kilku koców na wykładzinie, ale zawsze to lepsze niż styropian. Woda ciepła już jest, baterie pomontowane, Luśka bawi się prysznicem a woda... nie spływa :o Parę odgłosów kaczki paszczą z mojej strony, wydłubywanie kratki odpływowej z kabiny i w końcu odkrywam przyczynę - glazurnicy (ci, którym ręce należy obcinać), zostawili w syfonie gąbkę, która skutecznie zablokowała odpływ wody. K...wa! :evil: :evil: :evil:

Czas odpocząć. Piwko w łapkę, pójdę w kominku rozpalę. Spojrzałem na kominek, który już zdążył wyschnąć i...
http://whisperjet.republika.pl/dziennik/kominekplamy.jpg

...i się zdenerwowałem. Miejsca które zostały przez kominkarzy potraktowane papierem ściernym dla usunięcia zabrudzeń od kleju, zrobiły się białawe. Wygląda to źle. Bardzo źle. Przecierałem to krystalizatorem i dalej dupa blada. Dodatkowo od dołu tego dużego elementu biegnie pęknięcie, długie na prawie 60 centymetrów. :evil: :evil: :evil:

Dlaczego do jasnej Anielki mnie to spotyka? Mało mam już problemów??? :evil: :evil: :evil:

Telefon do kominkarza - zdziwiony. "Ale dlaczego tak się zrobiło?". K...wa (odgłos kaczki paszczą) JA mam wiedzieć??? Ma wpaść w środę po południu. Oj... jestem wściekły. :evil:


Mam znów doła.

Whisper
13-12-2005, 23:44
13 grudnia 2005
Z rana pojechałem do kamieniarza spytać co robić z tym kominkiem. Powiedizał, że według niego ta duża płyta jest zbyt duża, należałoby dać kilka mniejszych. Co do plam, powiedział że przeszlifowanie całości powinno pomóc. Nie wiem... zobaczymy co jutro powie kominkarz.

Po powrocie porozrzucałem trochę klińca po podjeździe. Ja wiem, że powinno się wykorytować, wysypać piaskiem, ubić i dopiero na to dawać kliniec (który też wypada ubić), ale nie mam na to czasu, sił ani pieniędzy. Więc tylko wożę taczką i rozgrabiam. Czy takie rozwiązanie zdaje egzamin? W zasadzie tak. Całość jest dość ruchoma, bo wszystko pływa na glinie pod spodem, ale można wysiąść z samochodu bez zapadania się po kostki w błocie. A błoto tego roku paskudne, że strach...

Wieczorem już w Warszawie rozmawialiśmy z Luśką o tym, co zrobić z kominkiem. Jedno rozwiązanie, to kazać odkuć to co przyklejone, zamówić nowy kamień w mniejszych kawałkach, kazać przykleić itd. Minusy - kto zapłaci za materiał? Ile czasu będzie to wszystko trwało? Na kamień od zamówienia do wykonania czekaliśmy nad miesiąc. I co, znowu to samo? Luśka skłania sie ku innemu rozwiązaniu - zostawić pęknięcie jak jest, kazać tylko przeszlifować kamień, żeby miał jednolity kolor.

Chyba już doszliśmy punktu, gdzie zmęczenie materiału jest większe niż chęć zrobienia czegoś porządnie - po prostu chcemy to mieć za sobą...

Whisper
17-12-2005, 01:08
No to szybciutko o tym, co porabiałem przez ostatnie trzy dni. Kiblowałem na budowie, raz z Luśką, raz bez. Juz prawie tam mieszkam :lol: :wink:

14 grudnia 2005
Z rana pojechałem do kamieniarza, żeby poruszyć sprawę kamienia na kominku. Obawiałem się, że kominkarz będzie chciał zwalać na kamieniarza, więc wolałem zawczasu zasięgnąć opinii. Kamieniarz stwierdził, że najprawdopodobniej ten kawał był po prostu za duży i trzeba będzie to podzielić. Po południu zadzwonił kominkarz, że samochód mu się zepsuł i nie przyjedzie. :evil: Pozytywne było to, że tym razem był bardziej dociekliwy, spytał jak duże jest pęknięcie, czy się pogłębia itd. Na koniec powiedział, że rozmawiał z kamieniarzem, doszli do wniosku, że przytną nowy kamień i przykleją go na siatce, ale najpierw proponują odczekać, żeby kominek jeszcze trochę przysiadł pod ciężarem tego co na nim wisi. Zapowiedział się także na wizytę u mnie razem z kamieniarzem. Ufff.... czyli się nie próbuje migać, tylko rzeczywiście podszedł do sprawy poważnie...

A ja grzeję w kominku, pęknięcie zwiększa się wtedy o centymetr-dwa, potem z powrotem wraca do poprzedniego wymiaru. Czyli nic specjalnego.

Whisper
17-12-2005, 01:21
15 grudnia 2005
Jako że na następny dzień zapowiedział sie stolarz do montażu kuchni, w końcu ruszyłem sprawę przestawienia dysz w płycie gazowej - będę korzystał z 11kg butli na propan-butan. Najpierw myślałem o tym, kto mi to zrobi, potem wpadłem na pomysł, że zrobię to sam, a na końcu przejrzałem instrukcję. Pomoeważ oznaczenia GZ350 i tym podobne nic mi nie mówiły, zawiozłem płytę do serwisu :lol:. Ma być na jutro.

Kupiłem tez szufelkę do odkurzacza centralengo. Będzie zamontowana w kuchni pod szafkami, więc też był już czas najwyższy. Oczywiście na jednostkę centralną trzeba będzie poczekać (kasa...), ale szufelka już będzie.

Wracałem jak tylko mogłem najszybciej, bo "czternasta, piętnasta" byłem umówiony z Człowiekiem-Wentylatorem na małą dłubaninkę przy wentylacji. Na miejscu byłem o wpół do trzeciej :oops:.Człowiek Wentylator cierpliwie czekał. Jak ja nie lubię się spóźniać :evil:

Podregulowany został wentylator kominkowy, zrobione też zostały pomiary. Okazało się, że coś jeszcze jest nie tak z rozprowadzeniem ciepłego powietrza z kominka. Do jednego rurociągu idzie powietrze o temperaturze niecałych 25 stopni, za to do drugiego koło 60! Coś wymyślą, żeby było jednakowo.

A potem Luśka wsiadła w samochód i pojechała do Warszawy. A ja zostałem sam. Kominek, piwko, gazetka, no i najważniejsze - sprzątanie w kuchni. Koło siódmej rano mają się pojawić stolarze.

Whisper
17-12-2005, 01:59
16 grudnia 2005
W dniu święta narodowego Bahrajnu http://jordan.fortwayne.com/jgbreak/fred/YaBBImages/flag/Bahrain.gif wstałem o jakiejś chorej porze, żeby stawić czoła nieznanemu. Koło siódmej już dreptałem przy oknie, czy już jadą. Koło ósmej przyjechała Luśka, żebym ją odwiózł do pracy (ta to ma wymagania). Telefon do stolarza - samochód się zepsuł. Ale przyjadą.

Zawiozłem Luśkę do roboty a sam pojechałem odebrac płytę gazową. Kiedy wracałem wpadło mi do głowy, że do płyty wypadałoby mieć jakąś butlę, wąż i reduktor. Wąż kupiłem, piękny, metalowy, z półcalowymi błyszczącymi nakrętkami. Cud, miód i malina. Reduktorów nie mieli. Nie szkodzi, w Tarczynie na pewno będą mieli. I mieli. Ale końcówka reduktora nie wyglądała jakby miała pasować do mojej błyszczącej półcalowej nakretki :-? Zamiast gwintu miała taką "choinkę". I przewód do niej jest inny, taki pomarańczowy, gumowaty. Się go naciąga :oops:. No ale ja mam taki ładny przewód z nakrętkami i bym chciał reduktor z taką końcówką. Nie ma.

Problem był w tym, że w mojej kuchence jest gwint pólcalowy, więc rozwiązanie było takie: kupić reduktor, do niego gumowatego pomarańczowego, a do tego jakąś przejściówkę - choinka na pół cala. W Tarczynie przejściówki nie mieli, ale udało się w Gołkowie. Kurde, ja to się najeżdżę....

W międzyczasie dochodziły wieści z frontu od stolarza - mechanik ogląda samochód, mechanik chce z nim rozmawiać, mechanik jedzie po część, mechanik składa silnik do kupy... Ale przyjadą.

W międzyczasie (ten międzyczas już od ładnych paru dni trwa) majstrowałem w garderobie tworząc szafkę. Szafki. Zabudowę w każdym raziem. Pomimo moich dwóch lewych rąk udało mi się wykonać konstrukcję dość pionową i poziomą. Na zdjęciu fragment większej, nieukończonej całości.

http://whisperjet.republika.pl/dziennik/gardszaffrag.jpg

Kiedy nudzi mnie to, co aktualnie robię, zawsze w ramach rozrywki mogę pójść do łazienki i znaleźć przykłady tego, że niektórym należy obcinać ręce. Glazurnicy montując kabinę uszczelnili mi ją między brodzikiem a ramką drzwi prysznicowych. Super. Ale nie wszędzie. Tam, gdzie przesuwane drzwi zachodzą jedne na drugie, już im się nie chciało. I woda się leje malowniczo, kiedy bierze się prysznic. Albo futryny. K...wa, to już ja bym je lepiej posklejał. Co do malowania to nie będę nic mówił, bo za dużo kwaknięć bym użył. Parapety... z lewej strony równo przy oknie, z prawej trzy milimetry niżej. Wbrew pozorom to widać. Najdziwniejsze jest to, że przedtem tego nie zauważyłem. Nie wiem, czy to kwestia tej euforii, że już mam parapety zamontowane, jakie one piękne i błyszczące i tak pasują i jeszcze wczoraj ich nie było, a dziś już są, jacy ci panowie dobrzy, że mi tak pięknie te parapety wsadzili...?

Przed 22gą dojechały meble do kuchni...

http://whisperjet.republika.pl/dziennik/meblekuch1.jpg

Samochód, który je przywiózł (ten zreperowany), mało nie został u mnie na podwórku w charakterze środka trwałego. Się był zarył po oś. Przecież jest jesienio zima, błoto jest, trzeba było jechać po klińcu. A że klińca widać spod świeżego śniegu nie było to cóż... ;) Przy użyciu szpadli udało się wykopać samochód, a potem go wypchnąć. Straty własne - błoto w butach roboczych. Poznosili, jutro od rana zaczynają składać to wszystko do kupy.

A ja już o północy byłem w Warszawie, gdzie w końcu mogę po raz pierwszy od trzech dni zajrzeć na Forum...

Luśka Whispera
18-12-2005, 20:39
17 grudnia 2005

DZIEŃ PRZEPROWADZKI DO WHISPERÓWKI

Skrótowo:
Większość dobytku przewieziona.
Kuchnia się montuje i ma być skończona w poniedziałek.
Za nami pierwszy nocleg w ŁÓŻKU i obiad (odgrzewany) na stole (a właściwie ławie) - co za LUKSUS!
Ogólny bajzel i mnóstwo do zrobienia, ale.... fajnie jest :D :D :D :D

Whisper
20-12-2005, 15:22
19 grudnia 2005, trzeci dzień ery Whisperówki

Encyklopedia Whisperów, tom 2 L-Z

RELATYWIZM - zamiast Zobacz jak te kacze syny sp...li szafę mówisz Zobacz jaką piękną szafę zrobiłem

W pogoni za doskonałością zdobywam wciąż nowe sprawności. Jak może pamiętacie, wybudowałem kiedyś wyjątkowo elegancki wychodek okołobudowlany, tak więc mogę sobie przypiąć odznakę Bob Budowniczy Kibli. Teraz doszły do tego sprawności Wiertniczego (zaawansowana obsługa wiertarek), Krętacza (wkręcanie i wykręcanie wkrętów różnych średnic), Pułkownika (montaż półek), Okleinowego (oklejanie okleiną elementów wymagających okleinowania), jak również Wielkiego Planisty oraz Niezrównanego Konstruktora. Te dwa ostatnie tytuły mogły być używane przez Słońce Narodów oraz Geniusza Karpat. Ciekawe czy robili szafy :-?

No właśnie, bo mowa jest o robieniu szaf. Kontynuuję dzieło zabudowywania garderoby, bo nie mamy gdzie trzymać ciuchów. Pobieram też nauki u stolarza. Pan Artur, który robi nam kuchnię nawet nie krzywił się specjalnie kiedy zobaczył moje dzieło (patrz hasło relatywizm). U niego wszystko wychodzi tak jakoś równo :roll:.

A kuchnia rośnie nam cudna jak Whitney Houston za młodych lat, tyle że kuchnia jest jaśniejsza i nie śpiewa. Za to Whitney nie miała tylu samodomykających się szuflad. Przynajmniej nic mi o tym nie wiadomo :-?. Pan Artur ma w zwyczaju przyjeżdżać później żeby wyjść wcześniej ;) Innymi słowy nie przyjeżdża broń Boże o siódmej rano, za to pracuje jak maszyna do drugiej, trzeciej rano. To jeszcze jeden z plusów domu - mogą wiercić, wyrzynać i używać pilarki elektrycznej do woli niezależnie od pory nocy :lol:. W chwili kiedy to piszę jest 2:20 nad ranem, a nie widać po nim, żeby miał zamiar sobie odpuścić. I bardzo dobrze, wie że zależy nam, żeby tę kuchnię jak najszybciej skończyć. Kuchnia jest ładniejsza niż przypuszczałem. Nawet kolor mi się podoba, choć gdy dowiedziałem się, że będzie w buku to mina mi zrzedła, bo buk kojarzy mi się z najtańszymi szafami z hiperków. Na szczęście ten buk jest jasny i bardziej kojarzy mi się z klonem, który mi się bardzo podoba. Kiedy będę "oddawał do druku" ten odcinek, będą już zdjęcia, więc będziecie mogli podziwiać.

No, skończyli... 3:15 ;) Zostało jeszcze parę drobiazgów - kilka relingów, parę półek, wymiana kilku frontów. Muszę przyznać, że jeśli chodzi o poprawki, to współpraca jest bezproblemowa, nie tylko jeśli chodzi o jakieś niedociągnięcia, ale też i zmiany koncepcji inwestora ;). Te drzwiczki będą za duże, dobrze by było je podzielić? Nie ma sprawy. Ta szafka lepiej by wyglądała niższa? Oczywiście, zmieni się. Chwalę sobie współpracę.

Dość o kuchni, czas na parę wrażeń z mieszkania w Whisperówce.

Wrażenie numer jeden: kurde, jak tu się trzeba nałazić :o. Całe szczęście że wszystko jest w parterze i nie muszę ganiać po schodach. Tak to jest kiedy człowiek z 43 metrów zaczyna mieszkać w prawie 190 (doliczam garaż, bo i tam muszę łazić ;) ).

Wrażenie drugie: palacz kominkowy to moję drugie imię. Co chwila doglądam jak się pali, przegarniam, obracam, dorzucam. Strrrasznie mnie to kręci :) Trzeba też donosić z dworu drewno - włożone do kominka ma dziwną właściwość znikania, wydziela przy tym intensywnie ciepło :-? Żeby nie ganiać co chwilę przynoszę sobie zapas na cały dzień i składuję w Apartamencie Pistacjowym.

Wrażenie trzecie: okno na świat, czyli telewizja dostępna jest szczątkowo. Przy użyciu anteny pokojowej odbiór jest... hmmm... nędzny. Jutro oddam antenę do sklepu, trzeba się zainteresować poważnie satelitą. Radio na kawałku przewodu jest ok.

Wrażenie czwarte: garaż świetnie nadaje się na chłodziarnię piwa.

Wrażenie piąte: wyjeżdżanie po rozjeżdżonej a następnie zamarzniętej glinie jest przeżyciem wartym uwagi, ale niekoniecznie godnym naśladowania.

Wrażenie szóste: mieszkanie ze szczątkowym pokryciem podłóg jest do d... Tu beton, tu wykładzina, tu folia, tu zdjąć buty, tu założyć... Trzeba się tym jak najszybciej.

Wrażenie siódme: zmywarka jest wynalazkiem godnym Nobla.

Wrażenie ósme: widok za oknem jest cudny, nawet biorąc pod uwagę, że dominuje tam pobudowlana hałda ziemi ;)

Wrażenie dziewiąte: można pójść na zimowy spacer w ładnej okolicy ot tak, spotkać nieznajomych ludzi i wdać się z nimi w pogawędkę.

Wrażenie dziesiąte: bałagan po wprowadzeniu się do niezupełnie wykończonego domu jest niewyobrażalny.


Hmmm... muszę powiesić na płocie skrzynkę na listy i wysłać sobie powitalną kartkę pocztową.


Niestety zapomniałem kabelka do połączenia palmtopa z komputerem, więc wysyłam ze stacji BP ;) Zdjęć więc na razie nie będzie.

Whisper
21-12-2005, 14:45
20 grudnia 2005

Ranek, ElectroWorld w Jankach. Stoję półprzytomny pod wejściem do sklepu, brakuje kilku minut do otwarcia. Stoję, reaguję na co silniejsze bodźce zewnętrzne, funkcje fizjologiczne spowolnione, choć w normie. Jakiś facet podchodzi do mnie. W miarę młody, czarna czapeczka.
-Dzień dobry!
-Aaa... witam, witam! - standardowy uśmiech na twarzy, kompletna pustka w głowie. Funkcja przeszukiwania uruchomiona. Po chwili wynik: Artur Od Kuchni. Dobrze jest, nie trzeba będzie kombinować całą rozmowę. Swoją drogą facet ma zdrowie, do domu dotarł pewnie po czwartej, teraz jest ciut przed dziesiątą, że też mu się chciało gdzieś tam z okolic Sulejówka gonić na drugą stronę Warszawy.
Podnoszę na niego zapuchnięte oczy.
-Rany,ale jestem niewyspany. A jeszcze wstałem parę minut po siódmej.
-Co, praca? - podejmuje temat.
-Nie, żona zadzwoniła i coś kazała załatwiać.
-Ale wieczorem co pan robił..
Kurde, co wieczorem? Nad ranem chyba...
-Tak z pół godziny po pana wyjeździe poszedłem spać.
Patrzy na mnie niepewnie.
-Jak to?
-No, pan wyjechał po trzeciej, ja siedziałem jeszcze do czwartej rano.
Jego oczy zaczynają robić się coraz większe.
-Ja u pana byłem?
Zaczynam zastanawiać się, kto jest bardziej niewyspany. Nie, na pewno u mnie był, przecież rano kuchnia była zrobiona, nawet zdjęcia cykałem. Czyli to nie ja, on musi być nieźle przemęczony. W sumie zasuwa po nocach, ale żeby aż tak?
-No przecież, na montażu.
Jego oczy wygądają już jak spodki. Nic, tylko je do zmywarki zapakować i miałbym taki wkład, że opłacało by się maszynę uruchamiać.
-Na jakim montażu? - wydusza z siebie.
-Na montażu kuchni - mówię zniecierpliwiony. Rany, ale facet ma fazę :o
-Kuchni? Już prędzej tablicy rozdzielczej.
I wtedy jakiś zabłąkany impuls elektryczny w moim mózgu w końcu przeskakuje między neuronami, czy co ja w tej skołatanej głowie mam. Coś chrobocze, zardzewiałe tryby zaczepiają jeden o drugi, maszyneria zaczyna się kręcić. K...wa. To nie jest Artur Od Kuchni. To Elektryk Piotrek...

Whisper
23-12-2005, 11:57
Dziś sucho i technicznie. Obiecałem kuchnię:

http://whisperjet.republika.pl/dziennik/kuch1.jpghttp://whisperjet.republika.pl/dziennik/kuch2.jpghttp://whisperjet.republika.pl/dziennik/kuch3.jpg

Dodatkowo składzik zwany też małą sypialnią. Jest to najporządniej wyglądające z pomieszczeń "tymczasowo zagospodarowanych".
http://whisperjet.republika.pl/dziennik/malypoksklad.jpg

I na koniec Whisperówka w zimowych klimatach.
http://whisperjet.republika.pl/dziennik/domzdaleka.jpg

Whisper
24-12-2005, 09:12
Nie umiem składac życzeń. Gorsze od tego jest chyba tylko kupowanie prezentów bo to już przerasta moje siły. Najchętniej kupiłbym coś naprawdę fajnego, przydatnego, cos z czego na pewno każdy by sie ucieszył. Na przykład tuner satelitarny do peceta, albo może kierownicę z force feedbackiem, albo teleskop, albo zestaw do napełniania tuszy od drukarki... Albo coś równie radosnego. Tylko nie wiedzieć czemu, komuś taki prezent mógłby nie podpasować :-?

Dobra, życzenia.

Wszystkim Wam chciałem podziękować za to że jesteście, że czytacie, że komentujecie, że doradzacie, że pomagacie, że... Ooops, wyszły podziękowania a nie życzenia.

Życzę Wam wszystkim zdrowych i wesołych Świąt, mnóstwa prezentów pod choinką i mnóstwa radości z nowego domu.

Nie wysiliłem się zbytnio. Woli ktoś zestaw do napełniania tuszu w drukarce?

http://www.penmachine.com/images/xmas_train.jpg

Whisper
09-01-2006, 14:14
9 stycznia 2006

Choć brak drzwi wewnętrzynych
Listew, lamp, lusterek
W Whisperówce radość
Bo jest już interek

Whisper
09-01-2006, 21:55
Jak może zauważyliście, między 24 grudnia a dniem dzisiejszym wpisów było tyle co nic. Dlaczego? Bo miałem jeszcze trochę urlopu, a w Whisperówce brak było interku. Przez chwilę w rozpaczy rozważałem możliwość Blueconnectowania się do Forum, ale EDGE to chyba u mnie na wsi widzieli, jak właśnie zawracał w popłochu. Z kolei płacenie ...sięciu złotych za dostęp z prędkością modemową (czyli GPRS) nie odpowiadało mi specjalnie. Zrobiłem małe rozeznanie i już siedzę na radiowym interku. Na razie wziąłem sobie 256Kb/s, jak mi będzie za wolno to może się przesiądę na 512tkę... Jak na razie jest całkiem przyzwoicie ;)

Nic nowego u nas w domu się nie pojawiło. Po przeprowadzeniu się i zwiezieniu najpotrzebniejszych gratów (część wciąż czeka na przewiezienie) spoczęliśmy na laurach, czyli daliśmy sobie luz. No, jednego dnia pomalowałem dwie futryny, ale już na drugie malowanie czekają ponad tydzień... Jestem zmęczony tą wykończeniówką i po prostu na razie mi się nie chce.

Dziś dzień był owocny, bo udało się postawić maszcik do interku i podłączyć to całe ustrojstwo, był tez Rekuperant w celu regulacji wentylacji.

Gdybyście nie wiedzieli, to na wsi jest śnieg. Zwłaszcza dzień przed Sylwestrem spadło go na tyle dużo, że od tej pory w samochodzie jeździ ze mną szufla do śniegu. Jakby się trzeba było gdzieś kiedyś wykopać.

Whisper
09-01-2006, 22:41
Na polu towarzyskim udzielamy się nieznacznie, ale i tak mamy już dwa prześliczne obrazki od Zeljki :) Co do wizyt, to wczoraj wpadli do nas Abrombowie i Martka. Luśka od rana coś gotowała... byłem pod wrażeniem :)

Whisper
13-01-2006, 15:00
12 stycznia 2006
Święto Dziennika Whisperów, jak słusznie zauważyła Trini. Dokładnie rok temu powstał pierwszy wpis. Miło, że czytacie :D

Jako że kilka dni temu sterownik od grzejników konwekcyjnych się raczył był zepsuć (niezależnie od tego co "wykręciłem" na pokrętełku, to i tak był w trybie zegara), wybrałem sie z rana na Bartycką, coby jakoś reklamować. Pan spojrzał i bez otwierania powiedział że się ułamało "takie coś". Takie coś było trzpieniem łączącym pokrętełko z przełącznikiem i faktycznie było pęknięte. Patrząc na tę konstrukcję byłem zdumiony, że to się nie ułamało przy pierwszym dotknięciu :-? Wada konstrukcyjna podobno, ale producent się nie przyznaje. Na szczęście facet miał pod ręką takie pokrętło, więc dokonał naprawy serwisowej na poczekaniu ;) Hmmm... powinienem podać producenta? ;)

Potem zająłem się innymi, nie mniej ważnymi sprawami, aż w końcu za dwadzieścia ósma wieczorem wyruszyłem w stronę Komfortu - przecież miałem zamówić wykładzinę do gabinetu. Niestety odbiłem się od zamkniętych drzwi, chociaż było jeszcze pół minuty do ósmej. Chcą w końcu żebym wydawał u nich kasę, czy nie?

Dobra, w takim razie podskoczę do Praktikera zamówić drzwi wewnętrzne. Wyciągam kartkę, recytuję pani na dziale drewnianomeblowym litanię lewe, prawe, pełne, osiemdziesiąt, dziewięćdziesiąt, szyba - zupełnie jakbym był pilotem na rajdzie samochodowym. Pani patrzy na mnie cierpliwie i mówi - 90 brak. Buuuu... :( Okazało się, że z całej listy (osiem sztuk), są tylko dwie pozycje. A jak do tego doliczę transport, to chyba mi sie przestaje kalkulować... Nic, odwiedzę jutro Obiego i Praktikera na Okęciu. Może tam mi się uda? I do Komfortu pojadę... Mam nadzieję że mi się uda wyrobić, bo do 19-tej pracuję :-?

Whisper
17-01-2006, 10:29
13 stycznia 2006
W piątek trzynastego pojechałem po pracy na zaległe zakupy. W Praktikerze na Okęciu mieli część drzwi, które chcialem kupić. I jak w bajce: "Już był w ogródku, już witał się z gąską...". W tym momencie moje spojrzenie utkwiło we wzmiankowanych drzwiach, w których było... coś. Coś wyglądało jak okrągły kołek średnicy kilku centymetrów wstawiony w miejsu sęka. Sęki jako takie mi nie przeszkadzały, ale ów kołek przykuł moją uwagę, jako że był dość niedbale zapaćkany szpachlą. A obok drugi. I trzeci. Poczułem odrazę. Obejrzałem drugie drzwi i kolejne i następne... To samo. Złapałem pracownika działu mebli i drewna wszelakiego, pytając "Czy wszystkie tak mają". Pan potwierdził. Zrezygnowałem.

Choć 13-ty dał mi się już we znaki, udałem się do Topwertu, żeby kupic wykładzinę. Tu obyło się bez niespodzianek, wytargowałem 15% zniżki, umówiłem transport na poniedziałek i zadowolony wróciłem do domu. Czyli trzynasty nie jest taki zły. Z tą myślą zabrałem się za montaż zreperowanego sterownika do ogrzewania. Zamontowałem - działa. Fajnie - ustawię sobie grzanie na maksa. Hmmmm... dlaczego wyświetla mi, że grzanie "ekonomiczne"? Zaraz... Zacząłem kręcić gałką. Przekręciłem na zmianę ustawień zegara, a tu ustrojstwo ustawia mi się na "grzejniki wyłączone". No to może ustawianie stref? Wychodzi mi ustawianie zegara. Cos tak jakby... kurde, o jeden "ząbek" się pomyliłem. Dawaj rozkręcać, rozmontowywać, przekręcać, montować. Działa, ale... tym razem mam przesunięte w drugą stronę :o

Powtarzałem operację montażu i demontażu kilkukrotnie, ale zawsze efekt był ten sam. :evil: Albo przesunięte o jeden ząbek w lewo, albo w prawo. Wydałem odgłos kaczki paszczą i podjąłem męską decyzję, że trzeba to będzie znów zawieźć do naprawy. Niech się kto inny z tym męczy. Wciąż jeszcze w moim nieskończonym miłosierdziu nie podaję publicznie nazwy producenta.

Whisper
17-01-2006, 10:30
14 stycznia 2006
Śmieci rozmaitych nazbierało mi się wielkie mnóstwo. Jakieś blachy, wiadra, kawałki niepotrzebnych do niczego płyt g-k, folie, opakowania, dwa worki cementu z marca zeszłego roku... Zamówiłem kontenerek na śmieci. Przyjechał, stoi. Wygląda obrzydliwie, ale spełnia swoje zadanie. Uprzątnąłem w końcu nieco garaż :D

Whisper
17-01-2006, 10:48
15 stycznia 2006
Wybraliśmy się z Luśką do Obi, żeby zapolowac na drzwi. Są te co chcemy, ale dlaczego to takie drogie? Cztery stówki za drzwi, które i tak będę malował :evil: Poza tym jak zwykle nie ma wszystkich ośmiu :evil: Skończyło się na tym, że wzięliśmy całkiem inne ;) w cenach od 150 do 400. Już mieliśmy dość tego szukania - wozimy się z tym od dłuższego czasu, a z jednymi drzwiami na dwie łazienki jest mało komfortowo. Kupilim, transport na jutro. Tylko zawiasy będę musiał wymienić, bo producenci w swej wielkoduszności robią drzwi z zawiasami 13, 14 i 15 mm. Dlaczego? Bo mogą... No i oczywiście nasze ościeżnice mają inne zawiasy niż drzwi. Super... :-?

Whisper
17-01-2006, 10:50
16 stycznia 2006
Na rano mieliśmy zamówiony transport drzwi. Między 9 a 12, żebym miał czas je pozawieszać i w ogóle. Ale ich nie było :evil: W końcu koło 15tej zadzwonił pan, że się coś komuś pomyliło i będą jutro. No trudno :(

Za to po 16-tej dojechała wykładzina do gabinetu. Dojechała, została złożona w salonie i.... leży. Nawet Luśkę nieśmiało przekonywałem, że może byśmy ją rozłożyli. Dała odpór, ja tez nie nalegałem, bo mnie łeb bolał. Przewiało mnie ani chybi.

Zauważyłem, że brak telewizora powoduje u mnie chroniczny brak czasu na prace domowe. Brzmi bez sensu, prawda? Przecież powinno być odwrotnie. Problem polega na tym, że przyzwyczaiłem się, że jak jem, to oglądam TV. Jak nie oglądam (bo przecież nie mam), to czytam gazetę albo książkę. A jak już zacznę czytac książkę, to trudno mi się od niej oderwać póki nie skończę. A ostatnio dorwałem "Amber" - dziesięcioksiąg Rogera Zelaznego... i parę dni byłem nieobecny duchem, bo nawet jak jedną skończyłem, to łapałem się za następną. Skończyłem i juz myślałem, że będę mógł się w końcu zabrać za pracę, ale zgłodniałem, więc zrobiłem sobnie jakieś kanapki i... wpadł mi w ręce "Lesio" Chmielewskiej. No czego jak czego, ale "Lesia" sobie przeciez nie odpuszczę... Siedziałem do północy... :-?

Whisper
17-01-2006, 22:44
17 stycznia 2006
Drzwi wewnętrzne w końcu przyjechały. :)

"O Naturze Zawiasu"
Zawias jest urządzeniem dość prostym, prawda? Widziałeś jeden - widziałeś wszystkie. Czyli zawias do drzwi to zawias do drzwi i niczym się nie różnią. Oczywiście uważny czytelnik uśmiechnie sie tu pod nosem (bo wąs nie każdy ma, żeby się pod nim uśmiechać), bo przecież w przedwczorajszym odcinku wyraźnie napisałem, że zawiasy do drzwi mogą mieć średnicę trzpienia 13, 14 bądź 15 mm. Niewykluczone, że są też inne średnice, ale to już by nam skomplikowało obraz całości... :-?

Drzwi, które kupiliśmy mają zawias 14 mm. W ościeżnicach są zawiasy 15mm. Czyli nawet użycie młotka nie spowoduje, że drzwi dadzą się zawiesić w ościeżnicy.

Plan był prosty. Wykręcam z drzwi zawias 14, wkręcam 15, wieszam, zrobione. Wykręciłem, wkręciłem, zawiesiłem... Chcę zamknąć... Hmmmm... Nie da się. Tak jakby ciut za wysoko te drzwi wisiały. Rzut oka na jeden zawias, potem na drugi. I mamy pierwszą lekcję. Zawias może mieć różną długość.

http://whisperjet.republika.pl/dziennik/zawiasydwa.jpg

No właśnie. Na dole zawias oryginalny, na dole zamiennik. Jak widać, zamiennik jest dłuższy, więc drzwi wiszą wyżej. Raptem pół centymetra brakuje.

Dobra, wezmę, utnę skubańca i będzie git. Dremel z tarczą do cięcia w rękę, okulary ochronne na oczy, tnę! Uciąłem, zadowolony w sumie całkiem. Wezmę i sobie przymierzę. Biorę, przymierzam... Hmmmm... Miałem nadzieję że będzie mniej więcej tak
http://whisperjet.republika.pl/dziennik/zawiasbefore.jpg

a wyszło tak

http://whisperjet.republika.pl/dziennik/zawiasafter.jpg

Innymi słowy mamy drugą lekcję - zawiasy mają różną głębokość w środku

Co gorsza, nic mi się nie zmieniło, bo jak było za wysoko, tak zostało za wysoko.

Teraz mam cztery wyjścia. Z ostatniego wolałbym nie korzystać.

1. Obcinać trzpienie zawiasu tkwiącego w ościeżnicy.
2. Wywiercić dziurę w otworze zawiasu, żeby mógł się opuścić
3. Spróbowac kupić zawiasy o srednicy 15mm, ale niżej "zawieszone" i "głębsze"
4.Rozwalać ścianę (bo inaczej nie wyciągnę zawiasów z niektórych futryn.

Się narobiło...

Do tego zamiast (miedzy innymi) dwóch lewych i dwóch prawych drzwi przywieźli trzy lewe i jedne prawe.

K..wa! (odgłos kaczki paszczą) :evil:

Whisper
19-01-2006, 17:16
18 stycznia 2006
Udało mi się dostać zawiasy takie-jakie-potrzebuję. Cena złodziejska, bo 20 złotych za komplecik, ale cóż...

Trochę powykręcałem, trochę powkręcałem i w rezultacie drzwi zaczęły wisieć. Frajda nieziemska :) Klamek jeszcze nie mamy, ale posiłkujemy się pobudowlanymi klamkami Abrombów. Klamek jest mniej niż drzwi, więc właściwie wypadałoby nosić ze sobą jedną cały czas, na wypadek, gdyby sie człowiek gdzieś niechcący zamknął...

Whisper
20-01-2006, 18:01
19 stycznia 2006
Opanowuje mnie coraz większa chęć zamordowania glazurników. Oprócz robót glazurniczych (obcięcie lewej ręki) montowali też parapety (obcięcie prawej ręki), malowali ściany (lewa noga) i sufity (prawa noga), jak również montowali futryny (całopalenie). Jako że jestem na etapie drzwi, to wyszły takie drobiazgi jak ten, że przy niektórych futrynach jest za mało miejsca u góry, żeby wsadzić drzwi :evil: I w rezultacie piła w dłoń i wycinamy kawałek skrzydła... Kolejna zabawa pojawiła się przy drzwiach do dużej łazienki. Zamykam - niby przylega, ale zamek nie zaskakuje. Hmmmm... :-? Trzeba może coś podpiłować? Dremel w dłoń, szlifuję, przymierzam. To samo. I tak kilka razy. W końcu coś mnie tknęło... a na jakiej wysokości jest tu zamek a na jakiej dziura na zamek? No tak. Na różnych. Czeka mnie trochę zabawy :evil: :evil: :evil:

W ciągu dnia podjechaliśmy do Janek, więc wykorzystałem ten czas na wizytę w Praktikerze i kupiłem łopatę do śniegu Fiskarsa :D Właściwie to powinni mi odpalać jakąś kasę za product placement albo inny trend-setting :lol: Albo chociaż siekierkę sprezentować do testowania, bo ichniej jeszcze nie mam ;) Łopatę kupiłem aluminiową i muszę przyznac że wybór był właściwy. Zmrożony śnieg na którym połamałem poprzednie narzędzie odśnieżające poddał się aluminiowemu Fiskarsowi. Test wypadł tym lepiej, że śnieg zdążył już się ugnieść i przemrozić jeszcze bardziej. W rezultacie wykroiłem mały parking przed domem ;)

Wizja domu bez klamek wciąż mnie niepokoiła. A co jeśli naprawdę któreś z nas się zatrzaśnie, a drugiego w domu nie będzie? Niby można wyjść przez okno, ale mrozik już był -15... A co robić na takiem mrozie bez ciepłego ubrania? Choć był już wieczór, wsiadłem w samochód i pojechałem na zakupy do Leroy-a. Klamki były, ale tylko na wystawie. Na pytanie "Gdzie te klamki" pan ze smutną miną powiedział, że może sprawdzić kiedy będzie dostawa. Dobra, niech sprawdza. Postukał w klawisze, postukał i mówi "Powinny być na stanie, tylko gdzie/". Na co ja: "To poproszę osiem" :D Łaził po regałach, właził na drabiny, przewracał pudła i pudełka... Po piętnastu minutach już je miałem :D I 300 złotych pękło...

Wróciłem do domu, zamontowałem parę klamek w najbardziej newralgicznych miejscach, a potem zabraliśmy się za układanie wykładziny w gabinecie. Zabawa była przednia :-?, bo to nieregularny dość kształt... Ale się udało!

Whisper
22-01-2006, 14:33
21 stycznia 2006

Melduję posłusznie, że nie zważając na padający śnieg i panujący mróz, oraz dając tylko nieliczne dowody małej wiary w postaci telefonów "Czy jest przejezdnie?" w Whisperówce stawili się:
Aga J.G i Sławek Agi J.G, Martka, Abrombowie, Sobotkowie, Mpb1971owie, Maluszki, Jezier, Mieczotronix, Janoushowie, Goomisie i Nulla. W sumie z nami 20 osób dużych i jeszcze kilka mniejszych.

Dziękujemy i zapraszamy ponownie :D

Parapetówkę forumową ogłaszam za odbytą. Niestety nie mogliśmy zaprosić wszystkich, bo jednak Whisperówka ma ograniczoną pojemność, Luśka ograniczoną wydajność kuchenną. Tylko mój barek wydaje się być nieskończony :roll:

Whisper
25-01-2006, 10:42
24 stycznia 2006
Zaczynamy zbierac papierki, żeby się w końcu "odebrać". Dziś mieliśmy kominiarza. Przez telefon zostało mu wytłumaczone, że u nas wentylacja mechaniczna - wiedział o co chodzi. Przyjechał, wypisał, zainkasował, pojechał. Nie wykazywał zainteresowania wchodzeniem na dach czy zaglądaniem do komina... Spytał tylko:
- Czym będziecie grzać?
- Prądem
- A docelowo?
- Prądem.
- Aha...

Ciekaw też byłem, jak właściwie rekuperator daje sobie radę przy tych temperaturach. Z wyłączonym kominkiem, z wyłączonymi grzejnikami w pomieszczeniu badanym (brrrr...) wyszła temperatura nawiewanego +9.9C, podczas gdy na dworku pokazywało -18.6C. Dla mnie bomba 8)

A potem znów włączyłem ogrzewanie, odpaliłem kominek, i było tak miło, ciepło i domowo :)

Whisper
25-01-2006, 23:35
25 stycznia 2006
Zwizytowaliśmy dziś króciutko Abrombów i mpb1971. Coż ja moge powiedzieć... Wpadliśmy w kompleksy.

Whisper
31-01-2006, 17:13
29 stycznia 2006
Kolejne odwiedziny forumowe. Tym razem gościliśmy kze z drugą połówką i kayak z drugą połowką.

Z tej okazji zebrałem się w sobie i przykręciłem kolejnych parę klamek, pomalowałem dwie futryny i przymocowałem opaskę wokół jednej. Ech, żeby mi się tak codziennie chciało :D

Whisper
31-01-2006, 17:29
31 stycznia 2006
kiedy mam dzień wolny, to zwykle zabieram się do pracy jeszcze przed sniadaniem. Jak zacznę jeść, to zacznę czytać, jak zacznę czytać, to nie przestanę aż skończę. A zwłaszcza że mam parę zacnych pozycji od mpb1971 ;) Luśka też jest całe dnie z obiegu wyłączona, bo czyta...

No, ale z rana wziąłem się do pracy i... zamontowałem dwie ostatnie klamki! Myślałem również o malowaniu futryn ale mi przeszło ;) Będą zdjęcia, ale coś się do serwera dostukać nie mogę.

W ciągu dnia ktoś zapukał do drzwi. Powoduje to u nas pewną panikę, bo kto do jasnej Anieli mógłby tu czegoś od nas chcieć? Okazało się że to geodeta wynajęty przez Luśkę - przyjechał zrobić inwentaryzację czy jak się nazywa ten papier potrzebny do oddania się do użytku. Połaziłem z nim po śniegu, przy użyciu łopaty odgrzebując mu co ważniejsze punkty, a on mierzył, mierzył, mierzył. Właściwie dwóch ich było, bo drugi stał przy teodolicie. Pomierzyli, pojechali.

Jakiś czas potem Luśka zaczęła wydzierać się na cały głos "Whisper - chodź szybko!!!". Trzymając w dłoni spodnie (moment wybrała dość niefortunny) pognałem zobaczyć co się takiego stało. Bażant. Siedział przy ogrodzeniu i wyżerał resztki żarcia, które zostawialiśmy bezdomnym psom. Trzeba będzie teraz chyba dwie michy szykować - jedną dla psów, drugą dla bażanta...

Whisper
03-02-2006, 11:08
1-2 lutego 2006
Brak świąt narodowych... posucha jakaś, czy co?

"Bo telewizja, duszko, to nasze okno na świat..."

I z tą myślą przewodnią spędziłem dwa ostatnie dni. Zakupiłem antenkę i inne graty, tudzież tunerek telewizji cyfrowej i próbowałem to wszystko połączyć w jedną całość. Działającą całość. Co prawda po zmontowaniu anteny zostały mi dwie nakrętki i jedna podkładka, ale naprawdę nie miałem już ich gdzie przykręcić. Wisiorek Luśce może z nich zrobię?

Prace instalacyjne odbywały się wieczorami. Pierwszego wieczora w trakcie ciągnięcia kabla o strychu mało nie wyleciałem przez podbitke nad tarasem. Ganianie w półmroku w klapkach po belkach nie jest chyba zbyt szczęśliwym pomysłem.

Samo ustawianie anteny jest sporym problemem jeśli dysponuje się tylko tunerem cyfrowym. Ma to cholerstwo opóźnienie spore, więc tak naprawdę trzeba mieć kupe czasu i cierpliwości żeby sobie z tym poradzić. Na szczęście wieczorem drugiego dnia pożyczyłem od kolegi tunerek analogowy i na nim już się dało ustawić pozycję anteny. O wpół do dwunastej w nocy :-?

Jestem trochę zdruzgotany ilościa kanałów TV - jest ich ponad półtora tysiąca z samego tylko Hotbirda. Większość oczywiście kodowana, więc trzeba je będzie przejrzeć i powyrzucać z listy.

Ustrojstwo elektryczne (Dreambox 500s jeśli kogoś to interesuje) ma kupę fajnych możliwości. Komputer z Linuxem o wielkości niedużej książki :) Oj będę miał z tym zabawy :D

Whisper
18-02-2006, 17:20
Uwaga, wystąpiła drobna awaria z obrazkami :(

W związku z przenosinami na inny serwer część zdjęć będzie chwilowo niedostępna, będę po kolei podmieniał linki. Przepraszam. Dziękuję. Proszę.

Whisper
19-02-2006, 17:04
Awaria usunięta, zdjęcia znów powinny być widoczne. Mogą ładować się ciut wolniej niż poprzednio, ale to tylko raz...

Whisper
19-02-2006, 17:58
Opuściłem się ostatnio, trzeba nadrobić zaległości :oops:

Przez ostatnie tygodnie prace wykończeniowe (myślałem że mam to już za sobą) praktycznie nie posuwają się do przodu. Albo nam się nie chciało, albo chciało się, ale się w tym momencie nie dało, a jak juz się dało, to się znów nie chciało. Praca, komputer, telewizja, przerzucanie śniegu z miejsca na miejsce, wszystko, żeby tylko nie robić.

Czasem, kiedy się i zachce i można, powstają dzieła na miarę piramid, lub co najmniej fresków w Kaplicy Sykstyńskiej. Mówię tu o framugach, które z uporem godnym lepszej sprawy maluję lakierobejcą. Jeszcze trzy mi zostały. Teoretycznie dałoby się chyba wszystkie pomalować za jednym zamachem, ale nigdy jeszcze nie zrobiłem na raz więcej niż dwie sztuki. Męczące i nudne :oops:

Jedną z moich rozrywek jest odśnieżanie. Odśnieżam po to, żeby dało się wyjechać z garażu, albo po to, żeby dało się przejść wzdłuż domu, albo po jedzeniu żeby chęć do drzemki przegonić. Ilości śniegu na podwórku trochę mnie przerażają - jest koło 40-50 cm ubitego śniegu. Jak to zacznie teraz spływać... Na wszelki wypadek część śniegu nie jest już przeze mnie spychana na boki, tylko za drogę, na pole. I tak do tego pola doleci, ale wolę, żeby drogę ominęło, bo błoto i tak będzie przeokrutne.

17 lutego 2006
Nasza skrzynka pocztowa została w końcu rozdziewiczona. Przyjechała pani maluszkiem, poprzyglądała się, poprzyglądała, w końcu wzięła i wrzuciła list. List to może za dużo powiedziane - faktura. Ale liczy się fakt znalezienia się w skrzynce koperty. Muszę przyznać że czekałem na ten moment z wielką niecierpliwością. Nawet pod koniec grudnia wysłałem sam do siebie kartkę pocztową :D Nie doszła... Może nie trzeba było pisać na niej naprędce wymyślonego wierszyka? Ktoś zaiwanił i teraz wisi pewnie na jakiejś poczcie z dopiskiem: "Patrzcie jakie głupoty ludzie wypisują."

Whisper
19-02-2006, 18:09
Ruszyliśmy też sprawę inwentaryzacji geodezyjnej (tak to się chyba nazywa). Oczywiście dostałem delikatny opieprz, że przebieg instalacji idących pod ziemią powinien być zinwentaryzowany PRZED zasypaniem, a nie kilka miesięcy później, ale na szczęście pamiętałem jak idą. Pomierzyli, pozapisywali, pojechali.

Teraz jesteśmy na etapie kończenia łazienek. Zrobiliśmy obmiar luster i jest szansa, że w tym tygodniu się pojawią. Nie porywamy się na montaż własnymi siłami - jak znam życie wyszłoby "prosto inaczej", poza tym nie czuję się na siłach przyklejać lustra o wymiarach ponad półtora metra na jednym boku. Skończyłoby się pewnie nieumyśłnym podzieleniem takiego lustra na kilkadziesiąt małych, ostrych części... A lusterek w sumie będzie... 8. 2 w mojej łazience, 6 w Luśki ;)

Whisper
19-02-2006, 19:01
Jak nie piszę to długo, a jak już zacznę to dużo :)

Dopadły mnie przemyślenia na temat drewna do kominka. Ponieważ jak już pisałem oddaję sie z zapałem paleniu w kominku, niezbędne jest do tego drewno. Drewno zakupiłem jesienią i stoi sobie w paletach przed domem.
To nie jest dobre miejsce, nie wygląda to ładnie. Jeszcze teraz, kiedy teren nie jest uporządkowanmy a krajobraz jest kształtowany głównie przez góry drewna, deski, palety i kupy gruzu walające sie tu i ówdzie, jakoś od biedy ujdzie. Ale trzeba będzie na przyszły sezon znaleźć jakieś inne miejsce.
Drewno było wysuszone, ale... napadał na nie deszcz. Potem śnieg. Taka czapka kilkudziesięciocentymetrowa , która przy każdym ociepleniu przenika do środka, uparcie mocząc drewno. Rozwiązałem to tak, że część drewna, przeznaczoną jest do zużycia w ciągu najbliższych paru dni, przenoszę na ganek koło drzwi wejściowych, żeby już więcej nie mokło. Moknąć nie moknie, ale schnąć na mrozie tez nie chce. Zamienia się w zlodowaciały kawał drewna, ze zmrożonym sniegiem zresztą.
Trzeci etap składowania drewna, to przedsionek. Tam przenoszę drewno do spalenia w najbliższym czasie. W przedsionku puszcza wodę i osiąga stan "trochę mokre". Tylko trochę. Wygląda to beznadziejnie, wszędzie wióry a kiedy w końcu doczekamy się szafy wnękowej, to po prostu nie będzie na nie miejsca.
Czwarty etap - czyli zaraz idzie do kominka - to podłoga przed kominkiem. Tam jest ciepło i z "trochę mokrego" robi się "trochę suche".

A i tak syczy jak się pali :-?

Wnioski:
1. Drewno musi być przykryte, żeby nic na nie nie padało.
2. Trzeba mieć w domu jakieś miejsce na drewno.
3. A i tak się nabrudzi.

Whisper
23-02-2006, 22:55
Z okazji świąt narodowych Gujany http://jordan.fortwayne.com/jgbreak/fred/YaBBImages/flag/Guyana.gif i Brunei http://jordan.fortwayne.com/jgbreak/fred/YaBBImages/flag/Brunei.gif, czas nadrobic zaległości zdjęciowe.

Oto obiecane 31 stycznia klamki...
http://whisperjet.republika.pl/dziennik/klamka.jpg

...i bażant.
http://whisperjet.republika.pl/dziennik/bazant.jpg

I jeszcze moja zabawka na bezchmurne noce. Niebo na wsi a niebo w Warszawie to jednak różnica nie do wypowiedzenia.
http://whisperjet.republika.pl/dziennik/teleskop.jpg

Whisper
23-02-2006, 23:02
Parę dni temu, bawiąc w garazu zauwazyłem, że ściana jest cosik mokra. Podłoga mokra może być, bo w końcu śnieg z samochodu się topi, ale ściana??? Przyjrzałem się sprawie dokładniej i okazało się, że pękł zawór odcinający wodę w kranie wyprowadzonym na zewnątrz garażu. No co... mróz był, a jakimś cudem kran na zewnątrz był... zakręcony :o No i rozerwało biedny zawór.
http://whisperjet.republika.pl/dziennik/zawor1.jpg
Ponieważ woda uparła się, że będzie kropelkować pionowo w dół, tworząc malowniczą kałużę z ochotą podciąganą przez ścianę, postanowiłem dokonać tak zwanego usprawnienia. Usprawnienie składa się z kawałka rury spustowej, która krople wody kieruje do odpływu w garażu.
http://whisperjet.republika.pl/dziennik/zawor2.jpg
A jak się zrobi cieplej, to się wezwie siłę fachową, coby zawór wymieniła.

Wniosek 1: nie zostawiać kranu zakręconego
Wniosek 2: zawsze mieć pod ręką rury spustowe.

Whisper
23-02-2006, 23:12
Znowu wracamy do pisania dat.
22 lutego 2006
Święto niepodległości w Saint Lucia.http://jordan.fortwayne.com/jgbreak/fred/YaBBImages/flag/Saint_Lucia.gif. Czy pamiętaliście?

Łazienki nabrały nowego wymiaru :)
Po pierwsze, mamy juz zabudowę pod umywalkami. U mnie jeszcze zmieni się kolor drzwiczek, ale w dużej łazience już jest tak jak powinno być.

Po drugie, mamy lustra. Z te okazji ogoliłem się.

Mała łazienka. Liczba luster: 2
http://whisperjet.republika.pl/dziennik/lustra_laz_mala.jpg

Duża łazienka. Liczba luster: od 6 do nieskończoności.
http://whisperjet.republika.pl/dziennik/lustra_laz_duza1.jpghttp://whisperjet.republika.pl/dziennik/lustra_laz_duza2.jpg

Whisper
06-03-2006, 19:44
4 marca 2006
Rzutem na taśmę, bo w południe pojawiła się w końcu docelowa zabudowa pod umywalkę w małej łazience (zwanej też moja łazienką, albo łazienką gościnną).

http://whisperjet.republika.pl/dziennik/laz_mala.jpg

Rzutem na taśmę, bo trzeba się juz było powoli zbierać na spotkanie Forum :D

Teraz jeszcze tylko wykończenie luster, oświetlenie przy lustrze i malowanie framugi i łazienka będzie zakończona. Czyli... jakies pół roku jeszcze :-?

W ramach pracy nad łazienką wykonałem swojego czasu czynności naprawcze. Poprawiałem rzecz jasna po tych, którym należy obcinać. Otóż przy zabudowie kabiny prysznicowej panowie postawili brodzik na ziemi bez niczego w środku. A może powinienem powiedzieć "pod spodem"? Rzecz w tym, że przestrzeń pod tym akrylowym brodzikiem jest pusta - bez żadnego podparcia. Żadnych styropianów, cegieł, nic. Pusto. Oczywiście dowiedziałem się o tym po fakcie - skrol montował mi kiedyś te wszystkie krany i inne wodne rzeczy i zwrócił mi na to uwagę. Fakt, nietrudno było zauważyć, bo brodzik straszliwie skrzypiał i trzeszczał, kiedy weszło się do środka. Jak miał nie trzeszczeć, jak się do niego ładował 80kg facet... Tyle że ja myślałem, że "ten typ tak ma"... :ooops:

Czynności naprawcze polegały na wywierceniu dwóch dziurek z boku brodzika tuż nad posadzką, a następnie wpompowaniu tam dwóch dużych opakowań pianki montażowej. Jak zaschło, to zupełnie inaczej się stoi - podłoga nie ugina się i nie trzeszczy. Może jeszcze w jednym miejscu - najwyżej jeszcze jedną dziurkę zrobię i wpakuję tam trzecią piankę. Jak wejdzie...

Whisper
06-03-2006, 19:48
Na forumowym spotkaniu było bardzo, bardzo... Spotkaliśmy tam mnóstwo starych znajomych, poznaliśmy też "na żywo" mnóstwo z Was. Było bardzo miło i przyjemnie, szkoda tylko że tak krótko.

I chcielibyśmy Wam wszystkim podziękować za to:

http://whisperjet.republika.pl/dziennik/dyplomy.jpg

Whisper
11-03-2006, 09:14
10 marca 2006
Pociągnąłem robotę, że aż miło. Pomalowałem kilka futryn, przymocowałem opaski maskujące przy drzwiach do pomieszczenia gospodarczego i do gabinetu. Nawet zacząłem przymierzać listwy w kuchni, ale... mi przeszło ;)

Poza tym trwa nieustanna epopeja pod tytułem "Teraz poprawiamy po fachowcach". W dzisiejszym odcinku Whisper uszczelniał prysznic, w którym miejsce łączenia brodziku z kabiną prysznicową było uszczelnione tylko tam, gdzie się panom akurat chciało. Skutkiem tego była woda na podłodze, kiedy brałem prysznic. W następnym odcinku będę poprawiał styk brodzika i ściany. Ci-Którym-Trzeba-Obcinać dali tam fugę zamiast silikonu (kolorowego, który im specjalnie przywiozłem). W rezultacie fuga wykrusza się aż miło, a woda sobie leci gdzieś... pod brodzik. Sami powiedzcie - nie mielibyście morderczych myśli? :evil:

Może chociaż wiosna przyjdzie? :-?

Whisper
03-04-2006, 12:23
3 kwietnia 2006

No i jakoś tak po cichutku minęła wczoraj rocznica rozpoczęcia budowy Whisperówki. Rozpilim z Luśką z tej okazji jakieś winko, pogadalim - taki wieczorek kombatancki...

A w dzienniku cisza była przez ostatni miesiąc. W sumie niewiele się działo - czekaliśmy na wiosnę i chęci do pracy nie było żadnej. W końcu wiosna zaczęła się pojawiać, co skutkowało przerobieniem kategorii naszej drogi z "Bardzo przejezdnej nieco śliskiej" na "Bardzo nieprzejezdną błotno-podwodną". Na szczęście kilka godzin pracy szpadelkiem i wykopanie rowków odwadniających zmieniło to na "Cokolwiek nieprzejezdną błotną", a potem wiatr i słońce doprowadziły błoto przed wjazdem do Whisperówki do stanu względnej używalności. Tak czy owak wciąż z niechęcią myślę o wyjazdach na zakupy. Samochodu nawet nie myję - i tak zaraz będę miał zaschnięte błoto na dachu.

Wczoraj słonko przygrzało że hej! Zdecydowałem się na małe sprzątanie - po stopieniu się śniegu na podwórku panuje bałagan czwartego stopnia. Żeby on jeszcze panował w jednym miejscu, ale niestety on panuje wszędzie. Zacząłem systematyzować bałagan - bałagan z deskami umieściłem w jednym miejscu, bałagan z gruzem w innym, pozwoziłem pod płot palety nie wiadomo czemu leżące do tej pory przed domem, pozwoziłem cegły. Jakoś tak ładniej się zaczęło robić.

Czeka mnie parę wyzwań. Pierwsze to usunięcie góry gliny. Ni cholery nie mam pomysłu co z tym zrobić. Sąsiad mówił, że odkopywał fundamenty i tam wrzucał glinę. No nie wiem... :-? Potem trzeba będzie przekoparkować humus zza domu na front. Potem wykopać rów na GWC. Posprzatać po zeszłorocznym tynkowaniu i ocieplaniu. Wyrównać działkę. Zasiać trawę. I diabli wiedzą co jeszcze...

Whisper
25-05-2006, 00:37
24 maj 2006
Cisza ostatnio nastała w dzienniku. Gdyby nie to, że dziś święto narodowe Erytrei , to pewnie by dalej cicho było...

A cicho dlatego, że jakoś mało się dzieje. Zauważyłem bardzo dziwną zależność postępu prac jakichkolwiek od posiadania wystarczającej ilości środków płatniczych. Inaczej mówiąc - kasy nie ma, to i robota się do przodu nie posuwa. A jak robota się nie posuwa, to i pisać nie ma o czym.

No, prawie się nie posuwa.

Zeznaję więc:

- po... 4 miesiącach przymocowałem trzy ostatnie listwy przy ościeżnicach.Wstyd...

- po... 5 miesiącach przyciąłem o pół centymetra ostatnie pięć półek w garderobie. Wstyd...

- bronią chemiczną truję pokazujące się tu i ówdzie ogniska wilczomlecza. Na szczęście większość to fałszywe alarmy - roślinki są jednak bardzo podobne jedne do drugich

- mrówki uparły się, żeby mieszkać niedaleko Whisperówki. Ze względu na brak planu zagospodarowania terenu wydałem kilkanaście decyzji odmownych popartych odpowiednim proszkiem rozsypanym w pobliżu nielegalnych mrowisk.

- mam już gustowny pojemnik na śmieci opróżniany dwa razy w miesiącu

- zostało juz raz odessane szambo. Jaka szkoda, że mnie wtedy w domu nie było :( Była Luśka, ale nie po,myślała o zrobieniu zdjęć.

- dom osiada. Można płakać, błagać, klękać, nie ma siły - wszystko pęka. I tak chyba będzie przez najbliższe dwa-trzy lata.

- przygotowuję teren pod rozwiezienie ziemi z tyłu domu na przód. Przygotowywanie polega na koszeniu trawy (bo trawnikiem tego nazwać raczej nie można) i wydłubywaniu tego, co się pod nią pokazuje wciąż i wciąż. A pokazuje się głównie pokruszony styropian w ilościach hurtowych. Jest ktoś chętny na granulat styropianowy? ;)

- rosną zieloności. Wzbogaciliśmy się o bez (dzięki Janoush), poza tym nasze iglaste tez poczuły wiosne i prześcigają się w długościach przyrostów.

Nuda panie...

Whisper
28-05-2006, 22:45
Wszyscy słyszeli o teorii Darwina. Gatunki ewoluują, wykształcają sobie części ciała akurat teraz przydatne, z kolei części nieprzydatne ulegają zanikowi. Teoria Whispera, będąca szczególnym przypadkiem teorii Darwina mówi o tym, że ludzie mieli kiedyś dwie ręce prawe. Przydawało się to, bo można było jednocześnie pisać i golić się, albo dwoma włóczniami na raz polować na zwierzynę.
Potem, w miarę postępu cywilizacyjnego, u ludzi wykształciła się ręka lewa. Lewą ręką można było się podrapać po głowie, albo podeprzeć przy drzemce, nie była jednak zbyt wykształcona "operacyjnie" - od tego były przecież dwie prawe ręce. Ręka lewa służyła do nieróbstwa. Jeśli ktoś nie wierzy, że mieliśmy kiedyś po trzy ręce, niech zastanowi się nad słowami starodawnego wierszyka "Pucu pucu, chlastu chlastu, nie mam rączek jedenastu". Nie mam jedenastu,bo mam trzy. Jasne? No!
Wróćmy do ewolucji. Mamy człowieka z dwoma rękami prawymi (do pracy) i jedną lewą (do leniuchowania). Z biegiem czasu człowiek otaczał się coraz większą ilością rzeczy usprawniających wykonywanie pracy (koń, koło, kocioł parowy, kodeks pracy, kolej żelazna), w związku z czym dwie prawe ręce zaczęły przeszkadzać. Co więc się stało z jedną z prawych rąk? Tak - zanikła. Mamy więc człowieka współczesnego z jedną ręką prawą i jedną lewą. Ewolucja jednak nie powiedziała ostatniego słowa. U coraz większej ilości osób dochodzi do przekształcania ręki prawej w drugą rękę lewą! Pojawiają się więc osobniki postawione wyżej na drabinie ewolucji - ludzie z dwoma rękami lewymi.

I tu dochodzimy do sedna - właśnie mnie natura wyposażyła w obie lewe ręce.

Jednak nie przejmując się tym wcale, w dodatku dopingowany nadchodzącą wizytą Zeljki w Whisperówce, postanowiłem coś zrobić. Padło na półki w garażu. Badanie rynku uświadomiło mi, że istnieją dwie metody zrobienia półek.
Pierwsza (systemowa)- śliczne listwy przykręcane do ściany, w listwach śliczne dziurki, na których można sobie wieszać śliczne podpórki, na których z kolei położymy śliczne półki. Śliczna nie była tylko cena. Obliczyłem, że śliczne półki w garażu będą kosztowały mnie ponad 1000zł. Niewątpliwą zaletą ślicznego rozwiązania była możliwość dowolnej zmiany wysokości półek, jednak nie sądzę, żebym kiedykolwiek miał zamiar z tego skorzystać.
Druga metoda (przaśna) - podpórki pod półki mocowane na stałe do ściany, na to położyc deskę. Cena - konkurencyjna.

Wybrałem tę drugą metodę. Za 120 złotych kupiłem kilkanaście podpórek i paczkę kołków, a za 60zł kupiłem kilka desek. Czyli... 180 złotych, przy założeniu, że mi się to uda zmontować do kupy.

Szlifierką taśmową przejechałem dechy, żeby drzazgi nie wchodziły w ręce przy samej próbie zbliżenia się do półki. Rezultat...zadowalający. Potem przymierzyłem podpórki, zaznaczyłem miejsca gdzie trzeba zrobić dziury w ścianie i... zacząłem myśleć. Kołek ma średnicę zewnętrzną 10 mm, więc muszę wywiercić dziurę 10mm. Potem wejdzie w to wkręt i rozepchnie. Proces myślowy dobiegł końca, wywierciłem trzy dziury. Potem wprawnymi ruchami wbiłem kołki (zupełnie jakbym miał jedną prawą rękę). No super. To teraz przykręcimy podpórkę. Przykręcamy... To teraz zobaczymy czy mocno trzyma. Pociągnąłem za podpórkę kilka razy i... została mi w dłoni. Musiałem mieć głupi wyraz twarzy. Kołki wylazły ze ściany. Z tego wniosek, że jak to obciążę, położę dechy i strasznie-hałasujące-przedmioty, to w środku nocy to może wziąć i się... i spaść może. Czyli trzeba myśleć dalej. Skoro 10mm kołek w 10mm dziurze nie ten teges, więc albo muszę mieć grubszy kołek, albo mniejszą dziurę. Zacząłem szukać, jako pierwsze znalazłem wiertło 8mm. Czyli będą mniejsze dziury. Wywierciłem, wkładam kołek - ciasno. No dobrze, miało byc ciasno. Ale tam tego pyłu w środku... dmuchnę... albo może nie... W tym momencie wpadł mi w oczy pojemnik ze sprężonym powietrzem. Wzadziłem końcówkę w dziurę, nacisnąłem... wow... chmura pyłu i kamyków wystrzeliła z otworu. Znaczy już czysto. Wbijamy kołek. Kiedy był już blisko końca, nagle plastik zaczął się giąć, tak jakby cos go hamowało. Spróbowałem w drugiej dziurze - to samo. Z takim wystającym kołkiem nic się nie da zrobić - kiepsko trzymał. Wyciągnąłem kołek, zajrzałem do dziury - pył. Dmuchnięcie sprężonym powietrzem znowu zaowocowało małą erupcją z otworu. Hmmm... Kiedy go wbijałem, on scierał materiał z boków i pchał to przed sobą? W tak oczyszczony otwór wsadziłem nowy kołek - ciasno, ale wszedł do końca. Potem pozostałe kołki wbijałem metodą: dziura, dmuchnięcie, wbicie kołka do połowy, wyciągnięcie, dmuchnięcie, wbicie do końca. Żaden kołek więcej się nie zniszczył. Tym sposobem zrobiłem trzy pólki :) na resztę czasu zabrakło.

http://whisperjet.republika.pl/dziennik/polkigaraz.jpg

Muszę się też pochwalić, że metodą prób i błędów odkryłem również tajniki elektryki w garażu, w rezultacie po pół roku mam tam jakieś światło... Bezpieczniki wywaliłem tylko raz, nie kopnęło mnie ani razu. Może mi znowu prawa ręka wraca?

Whisper
24-06-2006, 02:38
30 maja 2006
Przyszedł pan z elektrowni, spisał prąd za pół roku. A potem przyszedł rachunek...
3400 za pół roku mieszkania, grzania, prania, rekuperowania, oglądania telewizji, pracy komputera i innych przyjemności. Boli... No i do tego prognoza na czerwiec - 600 złotych. Pocieszam się, że tego co prognozują czerwca powinno wystarczyć na całe wakacje.
Czyli podsumujmy koszty ogrzewania - od 29 listopada do 29 maja, czyli dokładnie 6 miesięcy = 3400zł za prąd, do tego poszło 10m3 drewna, którym paliłem w kominku (1500zł). Razem ok. 5000 za ogrzewanie, ciepłą wodę i prąd użytkowy. Temperatura w domu między 23 a 25 stopni, nie licząc łazienki Luśki, którą zaliczyłbym do terenów subtropikalnych - podłogówka ustawiona na 36 stopni. Tam organizmy nieprzystosowane giną....Zużycie prądu-nie-do-ogrzewania w tym okresie oceniam na ok. 1000 zł. Czyli 4000zł. Dużo, bo trzeba zapłacić na raz. Nie tak znów dużo, bo w domu było gorąco, to nasz pierwszy sezon grzewczy, zima była wyjątkowo ciężka. Remis...?

Whisper
24-06-2006, 02:39
Początek czerwca 2006
Zabrałem się za resztę półek w garażu. Wymierzyłem, powierciłem dziury, zacząłem przykręcać wsporniki. Oooops... wsporników zabrakło. No dobra, to do Praktikera. A tu mały problem - takich wsporników nie ma. Ważne to żeby były takie same - nie ze względów estetycznych, ale dlatego że już dziury miałem przygotowane właśnie pod układ otworów w konkretnym typie wsporników. Dobra, nie a to nie - jadę do Obi. Nie ma... Zaraz... ja te wsporniki kupowałem w Leroy Merlin. Jedziemy. Nie ma... Jak to nie ma? :o I nie będzie... Już ten asortyment nie jest zamawiany. No, nieźle mnie żeście siostry urządziły...

Whisper
24-06-2006, 02:49
23 czerwca 2006

Czas temu jakiś zaczął pojawiać się na naszym podwórku kot. Kot był raczej drobny, biało-szary, dziki przeraźliwie. Kiedy tylko dojrzał człowieka, to smyrg! i juz go nie było. Jako że nigdy kota nie miałem, postawiłem sobie za punkt honoru oswojenie bydlęcia, no i mi się to nawet udało :)

http://whisperjet.republika.pl/dziennik/mlekopij.jpg

Po pewnym czasie kot zaczął przychodzić coraz częściej i wręcz dopominać się o mleko. Nazwałem go Mlekopij (będziesz wielki). Nazwa nieoficjalna, bo zwierzak jest najprawdopodobniej czyjś i tylko łazi na żebry po ludziach. Potem kot zasmakował w głaskaniu - najpierw nie dawał się dotknąć i uciekał, potem wręcz przeciwnie. Nigdy nie ma dość. Od czasu do czasu ugryzie w rękę, ale chyba w ramach pokazywania, że docenia...

Po jakimś czasie kot wyraźnie przytył, co wywołało szeroki uśmiech zadowoloenia na moim licu - w końcu karmi się kotka, nie? Luśka za to (jako osoba mająca z kotami do czynienia) zaczęła się zastanawiać czy kot przypadkiem nie zaciążył... Bo niby koty nie tyją tak szybko itd. Potem zniknął. Wrócił po kilku dniach, szczuplejszy jakby. Pewnie nic nie jadł, więc schudł - tłumaczyłem sobie, ale gdzieś tam zostało zasiane ziarenko niepewności, podlewane obficie Luśkowym "To na pewno kotka - już urodziła". No ale jak Mlekopij może byc kotką? Toż to męskie imię. Chyba...

Siedzę sobie któregoś dnia w salonie, nagle coś mi mignęło za oknem. "Nasz" kot lezie po trawie gdzieś w kierunku ogrodzenia z tyłu. Albo może powinienem napisać - "nasza" kotka. Bo w pysku trzyma coś takiego białego, co najwyraźniej jest innym kotem. Dużo mniejszym zresztą, maleńkim że aż dziw bierze. No taaak... to faktycznie jest "ona". I faktycznie się okociła. Poszła gdzieś na teren niezamieszkałej chwilowo działki za nami. Połaziłem po naszym terenie, zaglądałem, szukałem, czy gdzieś kocię nie leży, ale nic nie znalazłem.

Kotka pojawiała się już regularnie, rano potrafiła przylecieć na dźwięk otwieranej bramy garażowej. No, mleko sie należy. I głaskanie, rzecz jasna.

Dziś znów kilka razy przylazła. Po południu napiła się mleka, a potem jak zwykle poszła gdzieś za dom. Szybko poleciałem do sypialni zobaczyć, gdzie będzie szła. Czekam,czekam, a ona nie wycodzi za dom. Idę do okna z boku domu, patrzę - stoi koło drewna, które po zimie poskładaliśmy na paletach pod płotem. A z drewna... wychodzić zaczynają kocięta!!! Jedno spod palety, drugie z jednej dziury, trzecie z innej dziury między bierwionami - wyglądało to tak jakby wychodziły ze ściany :o. No ładnie... No to ja biegusiem na zewnątrz i do drewna a one - myk - i się pochowały. Tylko "nasza" duża została i podstawiała łeb do głaskania. Siedziałem tam kawał czasu, w końcu zaczęły wystawiać łebki i patrzeć - a kto to tam jest. Nieśmiałe strasznie... Jeden szary, dwa biało-szare.

http://whisperjet.republika.pl/dziennik/oczykotka.jpghttp://whisperjet.republika.pl/dziennik/kotekwdrewnie.jpg

Cudne... i kłopotliwe. Zobaczymy jak się sprawy potoczą.

Whisper
28-06-2006, 00:39
26 czerwca 2006
Dzień niepodległości Gruzji http://jordan.fortwayne.com/jgbreak/fred/YaBBImages/flag/Georgia.gif, czyli święto Grigorija Sakaaszwili ;)

Jakiś pomysłowy Amerykanin wpadł na pomysł, żeby sprzedawać ludziom działki na księżycu. Akr (ile by to nie było) za 19.95USD. Plus oczywiście podatki i inne duperele. I wiecie co? Ponad 2 i pół miliona ludzi już to kupiło! Nie wiem po co, skoro księżycowy krajobraz można mieć u siebie za oknem. Co prawda kosztuje to więcej, ale z drugiej strony mamy go przed oczyma cały dzień...

Po tym wstępie przejdę do rzeczy. Znudziło mi się gapienie na coś, co Zeljka nazwała ogrodem, a było mało płaską płaszczyzną (dość karkołomne sformułowanie) porośniętą czymś zielonym, gdzie trawa była w mniejszości, miejscami świecącą łysinami gliny i udekorowaną kilkoma pagórkami porośniętymi chwastami wysokości krasnoluda na szczudłach. Słowem - poczułem zew. Zew do kształtowania krajobrazu. Whisper - architekt krajobrazu. Taaak... brzmiało to nieźle. Pozostało tylko wprowadzić to w czyn.

W tym celu kilka dni wcześniej udałem się do jednej z pobliskich hurtowni, która dysponuje między innymi koparko-ładowarko-i-co-tam-jeszcze-to-urządzenie-potrafi, czyli CATem. Wyznaczyłem ogólne ramy działania, zamówiłem też cięzarówkę do wywiezienia gliny "na zwałkę", po czym w dniu i o godzinie wyznaczonej przywitałem urządzenie wraz z obsługą. No i się zaczęło...

Górki robiły się coraz mniejsze...

http://whisperjet.republika.pl/dziennik/koparkastart.jpg

A z przodu zaczęło ziemi przybywać. Bystre oko wypatrzy tu kotkę, która w międzyczasie z "Mlekopijącej" zmieniła imię na "Matka". Co koparka odjechała za dom, to Matka leciała na mleko na ganek. Koparka wracała - Matka truchtem z powrotem do kociąt.

http://whisperjet.republika.pl/dziennik/archterenmleko.jpg

Ziemia została przewieziona na przód i za domem zrobiło sie przestrzenniej i równiej.

http://whisperjet.republika.pl/dziennik/moon1.jpg

Za to z przodu mamy krajobraz księżycowy. Z daleka wygląda to jeszcze w miarę równo...

http://whisperjet.republika.pl/dziennik/moon3.jpg

..ale z bliska widać że równania będzie od groma i ciut ciut.

http://whisperjet.republika.pl/dziennik/moon2.jpg

Koszt całej operacji wyniósł 550 złotych: 300 za koparkę i 250 za wywiezienie dwóch Starów gliny. Drożej niż działka na księżycu, ale więcej satysfakcji.


A na koniec test na spostrzegawczość - ile kotków widzicie?

http://whisperjet.republika.pl/dziennik/kotki3.jpg

Whisper
11-09-2006, 22:29
11 września 2005

Dwa i pół miesiąca bez wpisu... to już się kwalifikuje do nagrody jakiejś. Za wytrwałość. Albo za bumelanctwo na niespotykanie wysokim poziomie.

Dom w środku.
Hmmm... Nic. Ale zamówiliśmy sofy do salonu, to się chyba liczy, nie? No i interek nam zrobili, trochę lepiej chodzi.

Dom na zewnątrz.
Hmmm... Nic. No ale po co, przecież ładny jest.

Podwórko.
O! Zacząłem robić trawnik. Wiem, ze nigdy nie będzie taki jak Największej Szefowej Od Trawników, ale staram się... żeby zielony był. Na razie może ze sto metrów go zrobiłem i póki co jest zielony. Koszę go od czasu do czasu. Myślę nad tym, żeby go powiększyć. Oczy nim cieszę.

Kombinuję też nad tym, jak pozbyć się wody z rynien. Na razie wykopałem rowki, którymi wzmiankowana woda ma za zadanie odpływać hen, gdzie oko me nie sięga. Sukces jest połowiczny - kałuże tworzą mi się nieco dalej od domu.

Zwierzyniec.
Stan kotów:2. Jeden maluch poszedł do Abrombów, a Matka... Cóż... Nie wiedzieliśmy że koty rozmnażają się z zaciętością godną LPRu. Zaciążyła znaczy... A kotka w ciąży gorsza od Strasznego Romana - fukała na młode, nawet łapą i zębami potraktowała od czasu do czasu. Tydzień temu zniknęła - chyba przyszedł na nią czas. Mam tylko nadzieję, że malutkich nam nie przyniesie. W końcu tu będą miały konkurencję - Szarzynka i Czarno-Biały objęły teren w posiadanie.

Whisper
12-09-2006, 13:26
12 września 2006

Chcecie - macie!

Szarzynka i Czarno-Biały

http://whisperjet.republika.pl/dziennik/kotki2.jpg

Tak wygląda jedna część trawnika...

http://whisperjet.republika.pl/dziennik/chwasty.jpg

...a tak druga.
http://whisperjet.republika.pl/dziennik/trawka.jpg

Whisper
14-09-2006, 11:30
12 września 2006
Postanowiłem zabrać się za podjazd. Wysypany w zeszłym roku kliniec bardzo ładnie spełnia swoje zadanie, trzeba go tylko jakoś ograniczyć, żeby nie rozsypywał się na boki, no i dopasować do nieco podniesionego poziomu podwórka. Kupiłem więc obrzeża trawnikowe - z jednaj strony będzie ziemia i trawka, a z drugiej strony kliniec na podjeździe.

Problem pojawił się kiedy przywieźli mi paletę obrzeży - 52 sztuki - i trzeba było to rozładować ręcznie. Kierowca mówił że on nie może dźwigać, więc większość pracy spadła na mnie. Tylko jeden problem -jedno obrzeże waży 27kg, a ja mało fizyczny jestem... Ale dałem radę, starty własne pomijalne - ot, kilka otarć do krwi, stawy w łokciach niezdatne do użytku, kręgosłup przekształcony w liniowe źródło bólu.

A potem zebrałem się w sobie i...

http://whisperjet.republika.pl/dziennik/podjazd1.jpg

... i parę sztuk ułożyłem. Tak, to takie szare, przyłożone bloczkami z jednej strony :)

Whisper
14-09-2006, 11:35
13 września 2006

Idąc za ciosem dalej układałem obrzeża, przy okazji zamawiając na następny dzień kliniec. 20 ton powinno starczyć... chyba...

A tak wyglądał podjazd pod koniec dnia. Widzicie ten siwy dym unoszący się w górze? Tak mi się robota w rękach paliła...

http://whisperjet.republika.pl/dziennik/podjazd2.jpg

Oczywiście nie zrobiłem całego podjazdu - gdzies tak z połowę. Ale 20 ton i tak mi tu powinno zniknąć.

Whisper
14-09-2006, 11:44
14 września 2006

Spałem ci ja snem utrudzonego, a tu nagle "Whisper wstawaj, kamyczki przyjechały!". Upłynęła może minuta jak byłem na podwórku. Wyprowadziłem na drogę Cytrynki, bo jak wysypią, to może być problem z wyjechaniem.

I wtedy on sypnęli... A mi ręce opadły... bo 20 ton to jednak dużo jest...

http://whisperjet.republika.pl/dziennik/podjazd3.jpghttp://whisperjet.republika.pl/dziennik/podjazd4.jpg

Przecież ja to do grudnia rozrzucał będę :(

I od razu mówię - na razie na podwórko wjechać się nie da. Za nic. A jutro mają przyjechać takie betonowe cieki wodne, które też będę musiał rozładować...

Whisper
14-09-2006, 23:09
Wieczorem tego samego dnia
Ból... to jedyne prawdziwe uczucie. Bolą mnie nawet palce przy pisaniu...

Whisper
06-11-2006, 23:37
15 września 2006
Kliniec rozrzucony, obrzeża wkopane. O ile pamiętam, to miałem dość roboty na długi czas.

Ano właśnie, "o ile pamiętam", bo mamy już...
listopad
Com ja zrobił przez te dwa miesiące? Skopałem hektary ziemi (no, kilkadziesiąt metrów kwadratowych), powyrywałem chwasty (wiem że odrosną, więc mi ich nie żal) i utuczyłem koty. Tak naprawdę koty tuczą się same, a zwłaszcza Szarzyna, która(który) wyżera wszystko Czarno-Białemu. Teraz ten sierściuch jest szerszy niż wyższy, widać tylko biegnący brzuch z malutką główką gdzieś z przodu. Poza tym koty opanowały sztukę wchodzenia do garażu kiedy właśnie chce się zamknąć bramę garażową. Trzeba je przeprowadzać potem przez dom do głównego wejścia. Na złość to robą, czy co?

W najbliższym czaie przewiduję samodzielne wykonanie części zabudowy w pomieszczeniu gospodarczym, bo bałagan tam okrutny...

Whisper
10-11-2006, 00:28
8 listopada 2006
Zgodnie z założeniami zabrałem sie do robienia szafek do pomieszczenia gospodarczego. Dlaczego? Dlatego że tu:

http://whisperjet.republika.pl/dziennik/gospo1.jpg

chciałem wprowadzić trochę porządku. No i sprawdzić się jako mężczyzna, rzecz jasna.
Zamówiłem w hurtowni płyty meblowe o odpowiednich, wyliczonych pieczołowicie rozmiarach, przywiozłem i zabrałem się za składanie tego do kupy w coś, co w założeniu miało przypominać szafkę. Trzy szafki właściwie. Nie obyło się bez pewnych błędów, ale w rezultacie osiągnąłem to, o co mi chodziło:

http://whisperjet.republika.pl/dziennik/gospo2.jpg

Nie, nie o to chodziło... :/ Jeszcze raz. O to chodziło:

http://whisperjet.republika.pl/dziennik/gospo3.jpg

Teraz lepiej. Jeszcze tylko blacik trzeba będzie zakupić.

Whisper
17-11-2006, 23:20
14 listopada 2006
Blaty zostały zakupione, przywiezione i zamontowane. No... to zrobione!

http://whisperjet.republika.pl/dziennik/gospo4.jpg

Wnikliwy obserwator zauważy różnicę w kolorach między trzema dużymi, a małą szafką. Cóż, mała szafka jest "z odzysku". Kiedyś była w małej łazience, ale kolor nie pasował.

Jak już wpadłem w wir pracy, to przy okazji zwizytowałem poddasze. I co znalazłem?

http://whisperjet.republika.pl/dziennik/waspnest.jpg

Gniazdko... Jakieś żądlaste bydlęta tam mieszkają, a ja się z tym czuję nieswojo. Dojścia tam nie ma, trzeba będzie jakoś od dołu , podbitkę rozbierać i coś z tym zrobić.

Whisper
03-12-2006, 22:07
3 grudnia 2006
Umeblowanie w gospodarce jakoś mnie jeszcze nie nasyciło twórczo, więc dorobiłem małe co nieco. Kto zgadnie co doszło, oprócz bałaganu? ;)

http://whisperjet.republika.pl/dziennik/gospo_stage3-1.jpg

No i drugie małe co nieco z belek, które zostały po budowie.
http://whisperjet.republika.pl/dziennik/gospo_stage3-2.jpg

Oczywiście gdybym moje stanowisko robót majstrował teraz, to zrobiłbym parę rzeczy inaczej ;)

A jak już się ruszyło w gospodarce, to Luśkę też ruszyłem, żeby trochę zmian w dużym pokoju zaprowadzić. No i zaczęliśmy.Stół, krzesła, zaczątki oświetlenia...
http://whisperjet.republika.pl/dziennik/salon_umebl.jpg http://whisperjet.republika.pl/dziennik/salon_umebl2.jpg
Nam się podoba. Jeszcze dwa miesiące temu w dużym pokoju stał tylko stolik, leżak, stary fotel i plastikowe krzesełka, a oświetlenie składało się tylko z gołych żarówek. A chyba nabieramy rozpędu ;)

Whisper
12-12-2006, 15:55
12 grudnia 2006

Wyposażenie
Doszły karnisze w dużym pokoju, na karniszach zawisły zasłonki, duży pokój ma już całkowicie zakończone oświetlenie, listwy przypodłogowe w kuchni się zrobiły (czekały rok).

Zwierzęta domowe i gospodarskie
Dziś w nocy obudziło mnie ujadanie psa. Dziwne dość, bo po pierwsze psa nie posiadam, po drugie okna szczelne i nic z zewnątrz z reguły nie słychać. Pies szczekał na całego, potem było słychać jakieś ostre miauczenie, hurgot metalowej miski po ganku (koty w niej dostają jeść), a potem cisza.
Myślę sobie - pewnie pies. Odkrywcze dość... Wyjść i przegonić psubrata żeby kotów nie zeżarł? No ale jak to tak, w gaciach ino na ziąb się wystawiać? Doszedłem do wniosku, że albo koty uciekły i już nie ma co wychodzić, albo nie zdążyły i w tym wypadku też nie mam co wychodzić. Poczekam do rana i policzę ile mam jeszcze kotów.
Poranne czynności sprawdzające doprowadziły do ustalenia, że koty są wciąż dwa, wszystkie kończyny na miejscu, śladów krwi brak. Brak też było miski :o :o :o, a że było jeszcze ciemno to nie szukałem dalej. Z kociej budy wywleczony był polar, który mają podłożony jako wyściółkę. Oj, chyba ostro było...

Coś mi wygląda na to, że coś chciało zeżreć moje koty :roll:

Whisper
12-12-2006, 23:24
Przemyślenia początkującego majsterkowicza.

Dlaczego w sklepach sprzedaje się kątowniki, które nie mają kąta prostego?
Dlaczego cięcie czegoś pod kątem 45 stopni w skrzynce uciosowej, a potem złożenie tego do kupy również nie daje 90 stopni?
Dlaczego rączka piłki pęka po 2 minutach pracy?
Dlaczego listwy kupione w sklepie okazują się w domu być powykrzywiane niczym śruba okrętowa?

Nawet się nie opłaca wieźć tego z powrotem do sklepu... dostanę takie samo badziewie.

I jeszcze zadanie z matematyki, poziom 2-3 klasy podstawówki
Jaś kupił w sklepie listwę sosnową 2cmx2cmx2m, płacąc za nią 6 złotych. Oblicz, ile kosztuje metr sześcienny drewna.

Rozwiązanie:
0,02m x 0,02m x 2m=0,0008 m szesc.
Jedna listwa to 8/10.000 m szesc.

0,0008 x Y=6, gdzie Y=cena metra sześciennego.
Y=6/0,0008
Y=7500zł

Odpowiedź: Jeden metr sześcienny drewna zakupionego przez Jasia kosztuje SIEDEM i PÓŁ TYSIĄCA złotych.

Czy to ja jestem naiwny, czy to świat oszalał?

Whisper
16-12-2006, 16:31
Przenoszę zdjęcia na inny serwer - przez pewien czas zdjęcia mogą być niedostępne.

I już zrobione...

Whisper
23-12-2006, 22:14
Wesołych i spokojnych...
http://www.subversiveinfluence.com/images/blogposts/presents-tree.jpg

Whisper
31-12-2006, 23:17
Życzenia z Whisperówki

Dla tych, którym się układało, życzę żeby kolejny rok był jeszcze lepszy.

A dla tych, którym ten rok dał w kość - będzie lepiej. Musi być lepiej...

Whisper
24-03-2007, 17:52
17 marca 2007
3 sierpnia 2005 czyli... jakieś półtora roku temu, ocieplałem samodzielnie ścianę między garażem a domem. Teraz, kiedy styropian w garażu przeszedł fazę "ładny jest" oraz "może by coś z nim zrobić" a nawet "nie mogę na to ścierwo patrzeć", zacisnąłem pośladki i zaciągnąłem szmatławca klejem i siatką. W sumie nie jest to takie trudne, a co się człowiek ubrudzi to jego :)
Ściana wygląda szaro i troszkę nierówno, ale został mi jeszcze worek kleju, więc potem to "zatynkuję" na równo.

Whisper
28-03-2007, 18:34
27 marca 2007

Ściana jeszcze się wykończenia nie doczekała, za to nastąpił pewien postęp na polu stosunków wodnych ;) Otóż denerwuje mnie woda spływająca z rynien podczas deszczu. Spływa sobie tworząc mało malownicze strumyczki przechodzące w grzęzawiska, jednak do Doliny Rospudy temu krajobrazowi daleko. Zeszłej jesieni wykopałem rowki, mająca za zadanie odprowadzanie tej wody "gdzieś", ale skutkuje to tylko przeniesieniem rozlewisk "gdzieś" i dodatkowo mini-rzeczkami w które można wdepnąć.

Pierwszy etap regulacji polegał na podłączeniu do jednej z rynien rury drenażowej zakopanej parę centymetrów pod ziemią. WIEM. Ona będzie zbierać wodę, ale była taka fajna, giętka i zbliżona rozmiarami do rynny spustowej, że nie mogłem się powstrzymać. Rura kończyła się w trzydziestocentymetrowym dołku, ale wymiary dołka okazały się być zbyt małe. Znaczy się, woda się z niego wylewała...

Wobec takiego obrotu spraw zakupiłem na Allegro 200 litrowe beczki plastikowe, obciąłem to i owo, a potem wykopałem dół, w który taką beczkę wsadziłem.
I teraz....
...
...
...
...czekam na deszcz.

A tutaj zdjęcia:

Beczka
http://whisperjet.republika.pl/dziennik/beczka1.jpg

Beczka zakopana
http://whisperjet.republika.pl/dziennik/beczka2.jpg

Beczka zakopana i odkryta. Widać ujście rury
http://whisperjet.republika.pl/dziennik/beczka3.jpg

Whisper
01-04-2007, 17:47
30 marca 2007
Ugór za domem nazwany kiedyś przez Zeljkę "ogrodem" doczekał się sprzętu zmechanizowanego w postaci ciągnika z osprzętem. Najpierw został zaorany, potem glebozgryziony. Pięęęęknie jest, równo tak i w ogóle. Koszt - 100 złotych.

I dorzucam zdjęcie tego wiekopomnego wydarzenia:

http://whisperjet.republika.pl/dziennik/orka.jpg

Whisper
01-04-2007, 17:59
31 marca 2007
To coś za domem jest na pewno równiejsze niż było, ale... po dokładniejszym przyjrzeniu się wcale nie jest tak różowo. Wziąłem w łapki grabki ;) i zacząłem zmagać się z materią. Innymi słowy - każde pociągnięcie grabiami owocowało kamieniami różnej wielkości, no i kawałkami darni, perzu i diabli wiedzą jakiego świństwa jeszcze. Poza tym jest spadek i wzdłuż i w poprzek, więc czeka mnie przegrabienie kilku ton ziemi :evil:. Na razie nadwyrężyłem sobie nieco kciuk - cały czas czuję jakieś mrowienie. Nic to, parę palców jeszcze zostało.

No i zdjęcia
Tu wydaje się być ok...
http://whisperjet.republika.pl/dziennik/pole1.jpg

...ale ok wcale nie jest.
http://whisperjet.republika.pl/dziennik/pole2.jpg

Whisper
03-04-2007, 20:45
3 kwietnia 2007

Wiosna, panie sierżancie!
http://whisperjet.republika.pl/dziennik/wiosnakwiatek.jpg

Na to coś za domem przyleciał ptak. Chyba sójka, ale ja się nie znam. Ptak zbiera materiał budowlany, pewnie należy do grupy budujących w 2007.

http://whisperjet.republika.pl/dziennik/ptaszek.jpg

Z rana bawiłem się na kawałku ziemi przylegającej do trawnika z przodu - zryłem ją jak należy i posiałem trawę. Jak się uda, to trawnik się poszerzy.

Potem zabrałem się za dalsze wyrównywanie tego-czegoś-za-domem, niestety odezwała się momentalnie kontuzja kciuka i doszedł do tego ból żeber. Hmmm... mechanizacji tu trzeba. Takich dużych grabi z napędem. To chyba brona będzie. Niestety okazało się, że broną się nie da przegarnąć ziemi i trzeba będzie dłubać grabkami. Nie muszę chyba mówić, że nie bardzo mi się to podoba, bo grabkami to sobie można podłubać w... i tak nie uwierzycie gdzie :evil:

A poza tym dzień upłynął na rzeczach mało zauważalnych - jak przechodziłem koło czegoś co mnie denerwowało, to robiłem z tym porządek. Efektów specjalnych nie widać, ale czas wytraciłem.

Whisper
03-04-2007, 21:12
Dla ciekawych: Jak działa rekuperator?

Spójrzcie na wykres:
http://whisperjet.republika.pl/dziennik/wykresreku1.gif

Czerwona linia to temperatura powietrza pobieranego z dworu. Pomarańczowa to powietrze nawiewane z reku do domu.
Jak widać reku sprawdza się najlepiej, kiedy mamy dużą różnicę temperatur. Dziś w nocy przy temperaturze powietrza wchodzącego do reku 4 stopni, temperatura powietrza nawiewanego do domu wynosiła 16 stopni, czyli mieliśmy 12 stopni "podgrzania". W ciągu dnia różnica temperatur wyniosła już tylko koło 4 stopni.

Z kolei w lutym, kiedy temperatura wchodząca wynosiła -7 stopni, do domu wpadało powietrze ogrzane do +8 stopni.

Dodatkowym plusem w zimie jest darmowe podgrzewanie garażu - tam wylatuje powietrze z domu :) Dzięki temu w garażu jest zawsze dodatnia temperatura (no, z tego co pamiętam to przy zeszłorocznych mrozach -25C garaż wychłodził się do -2C...)