+ Odpowiedz na ten temat
Strona 1 z 2
Pokaż wyniki od 1 do 60 z 67

Temat: Rozsypańce

  1. #1
    Administrator ADMINISTRATOR FORUM Avatar ponury63
    Zarejestrowany
    Mar 2003
    Skąd
    z przyzwyczajenia
    Posty
    6.883

    Domyślnie Rozsypańce

    Rozsypańce, czyli to co mnie kręci, a nie mieści się nigdzie indziej. 'Pamiątki' są za pamiątkowe, 'Zapal świeczkę' zbyt cmentarne, na 'Cytaty' się toto nie nadaje, ani to erotyki, ani obrazy [choć niektórzy mogą się poczuć obrażeni - zatem zawczasu Wielkie Sorry], nie są tak buntownicze by nazwać je pieśniami, no po prostu coś co nie pasuje nigdzie indziej.
    A mnie kręci. I już.



    _____________________________________________

    Kaliber 44

    "Film"

    Joka
    Ja (ja) zaczynam, oto moja kabina.
    Tu się wchodzi, naciska, ogląda się z bliska
    Dziś wszystko, co daleko i blisko.
    Joka, foka, sroka.
    O.K., nieważne, każdy tu ma jazdę,
    Niech zgadnę - ktoś tu jest Magiem, naprawdę.
    Dalej, po lewej ręce, cudów więcej,
    Prędzej, zaraz się zakręcę.
    Pędzę tam teraz,
    Każdy z was może już wybierać,
    Kto nie chce zwiedzać - proszę czekać.
    Polegać na mnie warto, proszę bardzo,
    Za mną tu się wchodzi, porusza, cisza,
    Dusza się śmieje (Ha Ha).
    Joka, kwoka, foka.
    O.K., nieważne, każdy tu ma jazdę, ja zawsze
    Razem z moim pojazdem.
    I ja wiem że Lem, Lem jest fantastą,
    Pisze że przybysze są zieloni jak ciasto kiwi,
    Dla mnie obrzydliwi,
    Zbyt wyraźni, hałaśliwi,
    Widzę ich zbyt jasno i ciasno,
    Kiedy będę chciał - zgasną.
    To moja kabina. To moja machina.
    To moja dziedzina. Zaczynaj.


    Magik [R.I.P.]
    Oto ma wycieczka, MC do wewnątrz pudełeczka,
    Zagłębiam się w struktury budowli z tektury.
    Wtem kontemplacji mej procesy
    Zakłócają zewnętrzne ekscesy pojazdem
    Który zawraca koło głowy,
    Jego kolorowy, to mój głowy
    A głowy mój to, kolorowy jego głowy,
    Koło zawraca, stój! Daj spokój,
    Myślenia toku nie prowokuj.
    Jeden moment, długa chwila,
    Coś mnie tu gila i łaskocze.
    Oto ma wycieczka, do wesołego miasteczka,
    Za rogiem czeka na mnie śmiechu beczka,
    Ha ha - ciasteczka
    Są tak dobre jak nigdzie indziej,
    A na miejscu pudełeczka
    Wtem z impetem unosi, porywa
    Diabelski młyn, co przede mną odkrywa
    Obrazy czy dźwięki, kontrastu razy do potęgi,
    Szósty zmysł działa dla umysłu i ciała.
    To boskie Olimpu rozkosze,
    Łakoci łaknę i proszę,
    Gdy brak mi, tak bywa.
    Wtem z impetem w dół, porywa
    Diabelski młyn, co wszystko odkrywa.
    Oto ma wycieczka
    Gdzie wypełnia się karteczka,
    Jestem za, w dniu narodzin człowieczka.
    Według Johna Locke'a znów pryska powłoka.
    A na miejscu wesołego miasteczka
    Stoją otworem podwoje
    Gdzie pytajników roje,
    Troje, przekroje ich badam,
    Nieujarzmioną mocą poznania władam.
    Eureka! unosi się kolejna powieka
    Co ciąży - to krąży C.Z.K.,
    Bo za późno zobaczy to co widzę ja.
    Oto ma wycieczka, do końcóweczki kawałeczka,
    O miejscu którę będzie Mekką
    Cztery - cztery kolebką.
    To nie bajeczka,
    Bowiem istnieje kraina,
    Gdzie wszystko jest NAJ,
    Więc zaczynaj.


    DAB
    Głos daj..
    Aaach... widze złoty brzegu piach
    I mijając kiście liści
    Zapuszczam się do iście tajemnego świata.
    Mam za sobą swego brata
    W liczbie dwa plus jeden,
    Jestem pewien, że go znacie.
    Kto jest wróg, a kto przyjaciel?
    Nie posiądzie na tym lądzie
    Takiej wiedzy, bo nie znane kategorie to.
    Więc otwieram kolekcję,
    Poproszę o projekcję,
    Czujcie się jak w domu.
    Komu ginu? Komu dymu?
    Kiedy czas nastanie,
    Usłyszę pukanie w banię
    i przypłynie w minie
    Ukojenie w moim filmie
    (A to co? Jak to?)
    Przecież było to tak dawno, ten świat
    Który otaczał mnie bańką, kolorowanką,
    Widzę to wyraźnie, trójkąt prawdy mówi start,
    Jego jazda gaśnie, nie na zawsze,
    Potem wzlotem, błędem, zapędem, psim swędem,
    Przez szufladę pełną Marii,
    Rapowe katharsis, oczyszczona strona
    Barwy tej kameleona.
    Coraz dalej, stale i wspaniale,
    Usłyszałem swoje żale.
    Ale chyba było warto.
    Więc lepiej spal to,
    Taśma się kręci,
    Słyszę nasze chęci w pamięci,
    Wierci dziurki od tej rurki.
    I - krach - gdzie jest złoto, a gdzie piach?
    Jak na teraz odpowiedź jest w sześciu literach,
    Po bajerach,
    Ciąży, krąży igła wokół rowka,
    Aż skład się wreszcie namyśli,
    To: Ha I Pe myślnik Ha O Pe. Kropka.

  2. #2
    Administrator ADMINISTRATOR FORUM Avatar ponury63
    Zarejestrowany
    Mar 2003
    Skąd
    z przyzwyczajenia
    Posty
    6.883

    Domyślnie

    Piotr Macierzyński

    "Historyjka"

    samotny taksówkarz nocą
    dwóch nastolatków
    mają przy sobie nóż i sznurek
    forma dopasowuje się do treści

    już dwudziesty drugi cios nożem uspokaja morderców
    mordercy Cezara potrzebowali o jeden cios więcej
    ale wtedy szło o połowę świata

    jak na pierwszy raz to zupełnie nieźle
    krew na fotelach krew na kierownicy
    nie ma to jak nocna przejażdżka zakrwawionym wozem

    w końcu coś im się należy
    w kasie taksówkarza było tylko na litr wódki
    co przecież nie pozwoli im się wyrobić towarzysko

    można powiedzieć że zrobili to po kosztach własnych
    nie licząc robocizny

  3. #3
    Administrator ADMINISTRATOR FORUM Avatar ponury63
    Zarejestrowany
    Mar 2003
    Skąd
    z przyzwyczajenia
    Posty
    6.883

    Domyślnie

    Paweł Marcinkiewicz

    "Bosman"

    W majowy wieczór piwiarnia
    powoli się zapełnia.

    Wyszli z psem na spacer
    i to już naprawdę ostatnie małe.
    Od tygodnia dręczy ich smaczysko
    i pójdą dzisiaj w tango,
    kasa nie gra roli.
    Trzy dni temu było Bernarda,
    a oni wciąż kołyszą się w plastikowych krzesłach
    wokół parasoli z napisem PRINCE.

    Emerytowany glina z drogówki, murarze, kierowcy,
    z których jeden opowiada,
    jak był taksówkarzem w latach siedemdziesiątych
    i zakochał się w nim pewien ksiądz:
    wsiadał do wozu, zamawiał daleki kurs
    i kładł mu dłoń na kolanie.

    Spocone karki trzęsą się ze śmiechu,
    a później wykłócają,
    który z nich silniejszy,
    który lepszy w robocie,
    który miał więcej bab.

    Dostać jeszcze jedno życie
    i spędzić je tutaj:
    mówić do kumpla jedno, dwa słowa,
    czyścić zapałką paznokcie,
    łapać wzrokiem rozświetlone cienie.

    Ile nowych i pięknych
    układów stolików przed nami,
    ile labiryntów z popielniczek i szklanek...

    Jakie morza i brzegi,
    jakie skały siwe, wyspy jakie...

    I ani śladu portu, moja córko,
    na pijanym widnokęgu.


    Tivoli, 2000

  4. #4
    Administrator ADMINISTRATOR FORUM Avatar ponury63
    Zarejestrowany
    Mar 2003
    Skąd
    z przyzwyczajenia
    Posty
    6.883

    Domyślnie

    Olga Jackowska

    "Nocny patrol"

    Nocny patrol czuwa, kroczy ochoczo
    Zagląda do okien, rozgląda się wokół
    Wszystko w porządku więc od początku
    Tam gdzie latarnie, gdzie świateł blask

    Oddech zmęczony, tupot nerwowy
    Sypie się szkło
    Rozpaczy jęki, zduszone krzyki
    Sączy się zło

    Śpij, śpij spokojnie śpij
    Oddychaj głęboko, śnij różowo śnij

    Nocny patrol czuwa, wytęża wzrok
    Szepty, krzyki, cienie, patrol równa krok
    Wszystko w porządku więc od początku
    Tam gdzie latarnie, gdzie świateł blask

    Oddech zmęczony, tupot nerwowy
    Sypie się szkło
    Rozpaczy jęki, zduszone krzyki
    Sączy się zło

    Śpij, śpij spokojnie śpij
    Oddychaj głęboko, śnij różowo śnij

  5. #5
    Administrator ADMINISTRATOR FORUM Avatar ponury63
    Zarejestrowany
    Mar 2003
    Skąd
    z przyzwyczajenia
    Posty
    6.883

    Domyślnie

    Bogdan Olewicz
    muz. Zbigniew Hołdys

    "Nie będzie nas"
    LP "I ching"

    Kiedy świat będzie mieć osiem osób na metr
    Byle kraj będzie miał po dwie bomby na łeb
    Kiedy głód-dieta cud wszystkim da płaski brzuch
    Gdy jak sen w jeden dzień skończy się nawet tlen
    Nie będzie nas
    Nie będzie nas

    Kiedy już cały świat będzie pić albo ćpać
    W miastach tak będą kraść że ty w aucie będziesz spać
    Gdy cię wódz zwali z nóg jedną z tych chińskich sztuk
    Kiedy mózg zmieści już tylko nabój albo nóż
    Nie będzie nas

    czasem mam
    taką wielką ochotę
    nie oglądać już telewizji
    do lasu pójść
    na spacer


    Nie będzie nas

    Kiedy rock da skok w bok gdy już zrobi się tłok
    Gdy ze scen spłynie lęk czy muzyka ma sens
    Kiedy gdzieś Listę List wygra "Mysz i Jej Pisk"
    Zanim ty pojmiesz sam o co dziś chodzi nam
    Nie będzie nas
    Nie będzie nas
    Nie będzie nas nas nas
    Nie będzie nas
    Nie będzie nas nas nas nas nas
    Nie będzie nas

  6. #6
    Administrator ADMINISTRATOR FORUM Avatar ponury63
    Zarejestrowany
    Mar 2003
    Skąd
    z przyzwyczajenia
    Posty
    6.883

    Domyślnie

    Ariana Nagórska

    "Bez kalorii"

    moi równolatkowie z lekka sobie zmarli.
    to brzmi jak milicyjny ongiś raport: denat
    leżąc od wielu godzin oddychał dość słabo.

    dziś rozumiem że jest to zjawisko powszechne

    po swoich dzikich dzieciach wnioskują że wkrótce
    nikt już nie będzie czytał, ale jednak piszą...
    to zupełnie jak włosy rosnące pod ziemią
    zupełnie bez nadziei na dotyk grzebienia

    moi równolatkowie sądzą że na amen
    świat opuszczą w kulturce do cna obrazkowej.
    zamiast liter na grobie będzie strzałka w dół
    i znak pani lub pana jak na drzwiach wychodka

    równolatkowie moi w urny wodoszczelne
    składają młodość bz-durną, którą trafił szlag

    kiedy oko cyklonu zasnuwa się bielmem
    kusi ich bez kalorii maleńki tik-tak


    31 V-1 VI 2003

  7. #7
    Administrator ADMINISTRATOR FORUM Avatar ponury63
    Zarejestrowany
    Mar 2003
    Skąd
    z przyzwyczajenia
    Posty
    6.883

    Domyślnie

    Bogdan Olewicz
    muz. Zbigniew Hołdys

    "Wojna grubych z chudymi"
    LP "I ching"

    Nienawiści tyle jest
    Aż w powietrzu wisi coś
    Zlany potem budzę się
    Na gazetach wieszam wzrok

    Tam dopiero straszą mnie
    Walą już z najgrubszych dział
    A ja chciałbym syna mieć
    Który będzie ludziom grał

    Obrazowo jak dla mas
    W telewizji pan obnaża wraży plan
    Co dzień idą karty w tas
    Ze mną pograł już ktoś va bank

    Nuda żarła mnie jak wesz
    Więc poszedłem na młodzieżowy film
    A tam tak trzaskali się
    Aż buty miałem pełne krwi

    Nienawiści tyle jest
    Sąsiad w ogrodzeniu chyłkiem mierzy prąd
    W nocy coś czereśnie żre
    Jutro ktoś podpali dom

    Chudzi z grubych śmieją się
    Śmieją im się prosto w nos
    I to bardzo smuci mnie
    Bo od konfliktu dzieli włos

  8. #8
    Administrator ADMINISTRATOR FORUM Avatar ponury63
    Zarejestrowany
    Mar 2003
    Skąd
    z przyzwyczajenia
    Posty
    6.883

    Domyślnie

    Pidżama Porno

    "Nienawidzę twojej generacji"
    LP: "Marchef w butonierce"

    Jak ja nienawidzę twojej generacji
    Twoja generacja chora od przemocy
    Twoja generacja przekleństwo fryzjerów
    Speedy i tłuste oczy

    Jak ja nienawidzę twojej generacji
    Zwykła nienawiść dymi wam z dyni
    Młodzi policjanci, młodzi kibice
    Kretyni kontra kretyni

    Rock'n'roll umarł
    Rock jest martwy, stary
    Po co kończysz to piwo ?
    Masz karabin zamiast gitary
    A ja kieszenie pełne czereśni
    Hej hej jak nazywa się twój Bóg ?
    Na imię ma zgiełk
    Przypadek czy przepaść ?
    Hej twój Bóg
    Dziwny twór o twarzach stu
    Monstrum z cybernetycznego nieba


    Jest takie miejsce na każdej mapie
    Nie znajdę tu szczęścia, nie szukam zwady
    Chłopaki stąd zwykle idą do pierdla
    Dziewczyny na autostrady

    Za dużo się modlisz, dużo czytasz wierszy
    Na środku drogi i nie na szczycie
    Nigdy ostatni, nigdy pierwszy
    Hej, to chyba śni ci się życie

    Rock'n'roll umarł...


    Nie wyjdę dziś z tobą baby na tekno
    Nie pójdę z tobą pod rękę po molo
    Nigdy w życiu nie pokocham dziewczyny
    Która słucha disco polo

    Twoja ignorancja czy moja pycha
    Sam już tego dobrze nie wiem
    W nazwisku niesympatyczna ryba
    Prześladuje mnie z bladym drzewem

    Rock'n'roll umarł...

  9. #9
    Administrator ADMINISTRATOR FORUM Avatar ponury63
    Zarejestrowany
    Mar 2003
    Skąd
    z przyzwyczajenia
    Posty
    6.883

    Domyślnie

    Pidżama Porno

    "Ciemne jest jak tęcza"
    LP: "Ulice jak stygmaty"

    Pieniądze leżące wokół, marcepanów w bród
    Denuncjatorzy handlujący koką, na pasażu
    wojska wrogie oczekujące na cud
    Dewotki z pekińczykami zakładają komitety baletu kosmicznego
    Wesołe wdówki trzęsą, kręcą kuperkami

    W naszym mieście skończyła się nuda
    Można wreszcie całować i brać
    to co jeszcze nie uległo skażeniu

    Nieopodal zakwitają lasy, wybuchają oceany

    Nikt cię nie zaskoczy, kiedy staniesz plecami do ściany

    Ja przechadzam się bulgoczącymi ulicami
    koka spływa kącikami moich ust
    Zakochani flirtują z wielorybami
    Podziwiając ich uśmiech i biust
    Wieloryby z pozoru wydają się leniwe
    Częstują mnie miętowymi papierosami
    Mdłe grubasy zażerają ananasy

    W naszym mieście skończyła się nuda
    Ciemne jest jak tęcza


    1987

  10. #10
    Administrator ADMINISTRATOR FORUM Avatar ponury63
    Zarejestrowany
    Mar 2003
    Skąd
    z przyzwyczajenia
    Posty
    6.883

    Domyślnie

    Alfred Hayes
    music by Earl Robinson
    performed by Joan Baez

    "Joe Hill"

    I dreamed I saw Joe Hill last night,
    alive as you and me.
    Says I "But Joe, you're ten years dead"
    "I never died" said he,
    "I never died" said he.

    "The Copper Bosses killed you Joe,
    they shot you Joe" says I.
    "Takes more than guns to kill a man"
    Says Joe "I didn't die"
    Says Joe "I didn't die"

    And standing there as big as life
    and smiling with his eyes.
    Says Joe "What they can never kill
    went on to organize,
    went on to organize"

    From San Diego up to Maine,
    in every mine and mill,
    where working-men defend there rights,
    it's there you find Joe Hill,
    it's there you find Joe Hill!

    I dreamed I saw Joe Hill last night,
    alive as you and me.
    Says I "But Joe, you're ten years dead"
    "I never died" said he,
    "I never died" said he.



    historia Joe Hill'a

  11. #11
    Administrator ADMINISTRATOR FORUM Avatar ponury63
    Zarejestrowany
    Mar 2003
    Skąd
    z przyzwyczajenia
    Posty
    6.883

    Domyślnie

    Nosi mnie z tym od tygodnia. Bo niby czas nie ten, nie pora. Ale myśląc w ten sposób nigdy nie będzie dobra pora.
    Z życzeniami wytrwałości dla dr Magdaleny Środy.




    Zbigniew Herbert

    "Homilia"


    Na ambonie mówi tłusty pasterz
    a cień pada na kościelny mur
    a lud boży zasłuchany zapłakany
    płoną świece - blaski ikon - milczy chór

    płyną słowa nad głowami się unoszą
    jaki dziwny ma ten kapłan głosu organ
    ani męski ani żeński ni anielski
    także woda z ust płynąca to nie Jordan

    bo dla księdza - proszę księdza - to jest wszystko takie proste
    Pan Bóg stworzył muchę żeby ptaszek miał co jeść
    Pan Bóg daje dzieci i na dzieci i na Kościół
    Prosta ręka - prosta ryba - prosta sieć

    może tak należy mówić ludziom cichym ufającym
    Obiecywać - deszcze łaski - światło - cud
    Lecz są także tacy którzy wątpią niepokorni
    Bądźmy szczerzy - to jest także boży lud

    proszę księdza - ja naprawdę Go szukałem
    i błądziłem w noc burzliwą pośród skał
    piłem piasek jadłem kamień i samotność
    tylko Krzyż płonący w górze trwał

    i czytałem Ojców Wschodu i Zachodu
    opis raju przesłodzony - zapis trwogi -
    i sądziłem że z kart książek Znak powstanie
    ale milczał - niepojęty Logos

    pewnie ksiądz mnie nie pochowa w świętej ziemi
    ziemia jest szeroka zasnę sam
    i odejdę w dal - z Żydami odmieńcami
    bezszelestnie zwinę życia cały kram

    na ambonie mówi w kółko pasterz
    mówi do mnie - bracie mówi do mnie - ty
    ale ja naprawdę chcę się tylko zastrzec
    że go nie znam i że smutno mi


    1990

  12. #12
    Administrator ADMINISTRATOR FORUM Avatar ponury63
    Zarejestrowany
    Mar 2003
    Skąd
    z przyzwyczajenia
    Posty
    6.883

    Domyślnie

    Zenon Fraszyński

    "Tetraplegia"

    Biały sufit, biała pościel,
    Śnieżnobiały kitel siostry Oli.
    - Jak to się stało? - usłyszałem z oddali.
    - A co się stało, gdzie ja jestem?

    Pamiętam, że padał gęsty śnieg,
    Pierwszy tej zimy.
    Nie dawał wytchnienia wycieraczkom.
    Na łuku koła nie posłuchały kierowcy
    i to wszystko!
    Aha - jeszcze ból w krzyżu.
    A co ty wiesz o krzyżu - zapytała siostra.
    Nic - odpowiedziałem.

    Ola - dlaczego nie mogę leżeć na poduszce?
    Dlaczego nie czuję ciepła, zimna, dotyku?
    Dlaczego nie ruszam rękami, nogami?
    - Dlaczego płaczesz? Przerwała moje "dlaczego"
    Kradnąc łzy z moich i swoich policzków
    w błękitną, pachnącą jak płatki róży chusteczkę.
    - Czy wyjdę z tego? - szepnąłem.
    Nie usłyszała, nie chciała usłyszeć.
    Odeszła w stronę kaplicy.

    Chryste! Ty odpowiedz.
    Idź i porozmawiaj z nim o krzyżu.
    Ja nie potrafię - jestem tylko Weroniką.
    Pójdę poszukać Szymona, będzie lżej.



    Wiersz wyróżniony w Konkursie Literackim
    "Pokonać los", Łomża 2000 r.

  13. #13
    Guest

    Domyślnie

    Ponury 63!!!
    Byłeś kiedyś na badaniach psychiatrycznych??????????
    Odpowiedź jest oczywista ale pytam tak dla pewności.
    Po twoich wypowiedziach ,cytatach jestem zażenowany że kogoś coś takiego "kręci".
    Posiadasz nick "ponury 63" ale to cię wcale nie tłumaczy z tego co cytujesz.

  14. #14
    WITAJ, nim zapytasz, poszukaj odpowiedzi
    klm200

    Zarejestrowany
    Oct 2004
    Posty
    4

    Domyślnie

    Żeby nie było niedomówień ten gość to ja klm200.Zapomniałem się zalogować.

  15. #15
    Administrator ADMINISTRATOR FORUM Avatar ponury63
    Zarejestrowany
    Mar 2003
    Skąd
    z przyzwyczajenia
    Posty
    6.883

    Domyślnie

    Masz pół miliona postów na tym Forum. Nie zmuszaj się do czytania tego co mnie kręci

  16. #16
    Administrator ADMINISTRATOR FORUM Avatar ponury63
    Zarejestrowany
    Mar 2003
    Skąd
    z przyzwyczajenia
    Posty
    6.883

    Domyślnie

    Edmund Szymański
    muz. Paweł Bączkowski

    "Wiersz Wigilijny"

    Gdybyś tak się omylił i dziś u nas narodził
    w zwykły sposób nie jakiś najświętszy
    byłbys czyimś tam dzieckiem, gdzieś w Zagłębiu czy Łodzi,
    w suterenie lub na czwartym piętrze.

    Zamiast fletów pastuszych grałyby ci zanim zaśniesz
    gwizdy syren i czkawki klaksonów.
    Dni są zawsze te same nie jest ciszej ni jaśniej
    z racji czyichś narodzin czy zgonu.

    Żaden król by nie przyszedł ni zachodni ni wschodni
    by ci kadzić i sypać złotem.
    Ojciec zły twoim płaczem wstałby raniej niż codzień
    i gorliwiej by szukał jakiejś roboty.

    Proroctwami, gwiazdami nikt by ciebie nie wieścił
    nikt by w prasie i radiu nie robił reklamy.
    W ciasnej życia uliczce tyle gruzu się mieści,
    padłbyś na nią i przepadł jak kamyk.

    Gdybyś się dziś narodził i znów zechciał być Bogiem,
    męką życie przeorać do gruntu.
    Byłbyś słowem jak piorun
    byłbyś słowem jak ogień
    słowem walki, miłości i buntu.

  17. #17
    Administrator ADMINISTRATOR FORUM Avatar ponury63
    Zarejestrowany
    Mar 2003
    Skąd
    z przyzwyczajenia
    Posty
    6.883

    Domyślnie

    Pięć lat temu Tomasz Beksiński popełnił samobójstwo. Miał 41 lat.

    Fragment Jego ostatniego artykułu:
    "This is the end, my only friend. Opada kurtyna miłosierdzia na koniec XX. wieku. Ktoś kiedyś bliski powtarzał, że zawsze może być gorzej. Mój ojciec mawia od czasów niepamiętnych, że ku gorszemu idzie. Jaką nadzieję co do przyszłości ludzkości może mieć człowiek, który weźmie pod uwagę doświadczenia ostatniego miliona lat? - zastanawiał się kiedyś Kurt Vonnegut. I od razu sobie odpowiedział: Żadnej. Zatem nie pozostaje nic innego jak odwrócić się plecami do roku 2000 i niczym Panurg odejść, pierdnąwszy z wielkim wzburzeniem. Spójrzmy więc wstecz i wspomnijmy to, dla czego warto było żyć. Kruk Edgara Allana Poe. Zamek Karmazynowego Króla. 17 minuta Ech Pink Floyd. James Bond. Nights In White Satin The Moody Blues. Adagio Albinioniego. Kobieta Wąż (The Reptile) w kwietniu 1970 roku - seans w sanockim kinie San, kiedy po raz pierwszy i ostatni bałem się na horrorze. Atom Heart Mother. Andante z Tria Es-dur Schuberta. Tom and Jerry. Coca-cola i ketchup. Rzygający grubas w Sensie życia wg Monthy Pythona. Czas apokalipsy. Drugi koncert Marillion w Gdańsku, gdy Fish śpiewał Lawendy "tylko" dla mnie i Anki. Clint Eastwood i scena z rondlem w westernie Joe Kidd. O fortuna - pierwsza pieśń z Carmina Burana Carla Orffa. Twin Peaks. Wizyta w Domu Kobiety Węża (Oakley Court pod Londynem). Wzruszenie, gdy przyszło mi zapowiedzieć koncert Petera Hammilla w Filharmonii Pomorskiej w Bydgoszczy 14.10.1995. Miłość w czasach zarazy Marqueza. Lost Highway. Noc i poranek 31 maja 1998...
    Wszystkie te chwile przepadną w czasie, jak łzy w deszczu. Pora umierać.

    Tomasz Beksiński (1958-1999)"

    "Tylko Rock" nr 1(101) styczeń 2000


    Słowa innych o Tomku i Chwila ciszy




    Fish (Derek William Dick) [Marillion]

    "Kayleigh"
    LP: "Misplaced Childhood"

    tłumaczenie: Tomasz Beksiński


    Czy pamiętasz serca wymalowane kredą na murze przy placu zabaw
    Czy pamiętasz ucieczki z zatopionych w świetle księżyca szkolnych korytarzy
    Czy pamiętasz kwiaty wiśni na placu rynkowym
    Pamiętasz - myślałem, że to konfetti w naszych włosach
    Ach właśnie - czy nie złamałem ci serca
    Proszę, wybacz mi - nigdy nie chciałem złamać ci serca
    Tak mi przykro, bo nigdy nie chciałem złamać ci serca
    Lecz ty złamałaś moje

    Kayleigh, czy za późno już, aby powiedzieć przepraszam
    Kayleigh, czy nie moglibyśmy znowu się połączyć,
    Po prostu nie mogę ciągle udawać, że to się skończyło tak naturalnie
    Kayleigh, nigdy nie myślałem, że za tobą zatęsknię
    Kayleigh, sądziłem, że nasza miłość będzie wieczna
    Mówiliśmy, że nic nas nie rozdzieli
    Jak więc doszło do tak gorzkiego końca

    Czy pamiętasz - my boso na trawniku, a gwiazdy strzelają dokoła
    Czy pamiętasz, jak kochaliśmy się w parku
    Czy pamiętasz tańce wśród sztyletów padającego śniegu
    Pamiętasz - nigdy nie zrozumiałaś, że musiałem odejść
    Ach właśnie - czy nie złamałem ci serca
    Proszę, wybacz mi - nigdy nie chciałem złamać ci serca
    Tak mi przykro - nigdy nie chciałem złamać ci serca
    Ale ty złamałaś moje

    Kayleigh, po prostu chcę powiedzieć przepraszam
    Ale boję się do ciebie zadzwonić, aby nie przekonać się,
    że masz już kogoś innego
    Kayleigh, ciągle próbuję napisać tą miłosną piosenkę,
    Kayleigh, teraz, gdy odeszłaś, jest ona dla mnie szczególnie ważna
    Może udowodni, że zrobiliśmy dobrze
    Albo udowodni, że postąpiłem źle






    Peter Sinfield [King Crimson]

    "I Talk To The Wind"
    LP: "In The Court Of The Crimson King"

    "Rozmawiam z wiatrem"
    tłumaczenie: Tomasz Beksiński


    Gdzie byłeś?
    Spytał uczciwy zmarłego
    - Byłem w pobliżu a zarazem daleko
    Jak również gdzieś pomiędzy

    Rozmawiam z wiatrem
    Lecz moje słowa są puste, bez znaczenia
    Rozmawiam z wiatrem
    Choć wiatr mnie nie słyszy
    I usłyszeć nie może
    Przyglądam się sobie z zewnątrz
    I coż widzę wokół siebie
    Tak wiele chaosu i rozczarowania

    Nie zaskakujesz mnie
    Nie robisz na mnie wrażenia
    Po prostu ustaw moje myśli
    Nie uczysz mnie ani nie wskazujesz drogi
    Po prostu zabierasz mi czas

    Rozmawiam z wiatrem
    Lecz unosi on hen moje słowa
    Rozmawiam z wiatrem
    Lecz on mnie nie słyszy
    Bo usłyszeć nie może

  18. #18
    Administrator ADMINISTRATOR FORUM Avatar ponury63
    Zarejestrowany
    Mar 2003
    Skąd
    z przyzwyczajenia
    Posty
    6.883

    Domyślnie

    Cztery lata temu, 26 grudnia 2000 r. Magik [Piotr Łuszcz], jeden z najlepszych polskich MC, wyskoczył z dziewiątego piętra bloku w Katowicach-Bogucicach. O godz. 6:15 rano zmarł w katowickim szpitalu. Miał 22 lata. Odszedł w tydzień po ukazaniu się jednego z najlepszych albumów w historii polskiego hip hopu - "Kinematografii" Paktofoniki. Tworzyli tę płytę blisko dwa lata. Może właśnie z tym składem mógłby osiągnąć niebywałe wyżyny władania słowem.
    Zaprzeczył sam sobie... w utworze będącym pożegnaniem ze składem Kaliber 44 rymował:


    Magik [R.I.P.]

    "Nowiny" [fragmenty]

    [...]
    Nawet jeśli wszyscy już w ciebie zwątpili
    Pokaż że się mylili
    Nie czekaj ani chwili dłużej
    Życie to nie zawsze droga
    Na niej róże
    Duże Pfk, raz na dole, raz na górze
    I potrafię słodko-kwaśny być jak chilli
    Gdy się wkurzę
    To nie do wiary! To czary-mary! Słyszę w oddali
    To surrealizm, jak Salwador Dali
    eM A Gie I Ka, tak jak Mulder i Scully
    Za was jointa spali.
    Tym co się odwrócili
    Pfk nie są mili
    Jak Milli Vanilli

    [...]

    Brak tematów czy podziały ponad porozumieniem
    Tak czy tak,
    Miło było dla was wszystkich być natchnieniem
    Bo za te wszystkie lata
    Tu jest rekompensata
    Znów jestem skory zbijać score'y jak na automatach
    A dlaczego znowu ufam memu superego?
    Nie pytaj, tego nie wie nikt
    Bo nikt nie wie tego
    Że mam coś czego nie masz ty
    A to coś wspaniałego
    I szukaj tego czegoś
    W moich tekstach zawartego
    To kwestia szczerości nie żaden wybór
    Ja, eM A Gie I Ka
    Ekskalibur
    [...]






    Zamiast pożegnalnej świecy - mój ulubiony utwór z "Kinematografii"



    Paktofonika

    "Nie ma mnie dla nikogo..."


    Nie ma mnie dla nikogo...
    Nie ma mnie dla nikogo...
    Znasz to, nie?


    Rahim

    Ogólnie dostępny na bieżąco
    Istne życie na gorąco
    Załatwiam sprawę pieklącą
    Jak zwykle, nowe się wtrącą
    Mą głowę zmącą
    Często z równowagi wytrącą
    Z czasem wpływa to na mnie męcząco
    Niepokojąco
    Z natłokiem spraw stresująco
    Wiesz, w ciągłym pędzie, w biegu,
    Szarych ludzi szeregu,
    Czasem w błędzie [szczegół !]
    Pośród twardych reguł.
    I na śniegu ślady
    Ludzkiej defilady
    Ściemniane obiady
    Zajob do przesady
    Praca, laska, dom, wykłady
    Kumple i skład ponad składy
    Super podkłady, wywiady, kolejne estrady
    Całe miriady tych kwestii
    Nie dałbym rady bez autosugestii
    Załatwić tych z tych leżących w mej gestii
    Wtłoczony w szablon monotonii jak w 'Diablo'
    Wyrwany z agonii
    W matni problemowej toni
    W nieustannej pogoni za spokojem
    Czasem spędzam we dwoje
    Gdy nastroje
    Tworzą sentymentalne przeboje
    Kiedy wiem na czym stoję
    Swoje smutki na partnerki ramieniu koję
    Całe roje spraw zostawiam poza pokojem
    Poję energię na kolejne boje
    Gnoję wewnętrzną paranoję
    I w kierat wkraczam
    Wpierw się dwoję
    Cele wyznaczam
    Potem troję
    Z drogi nie zbaczam
    Poza terytorium działań nie wykraczam

    Przytaczam sens mej nieobecności
    Z konieczności odcięcia od rzeczywistości
    Bo smak wolności szkicuje
    Szkielet życia abstrahującego od skłonności
    Do zawiłości
    Do duchowej starości
    Ogłaszam wszem i wobec
    Nie ma mnie dla ludzkości


    Magik [R.I.P.]

    Chcę mieć spokój
    W stresowych sytuacji natłoku
    Jestem jak statek zadokowany w doku
    Od półtora roku
    Nikogo na widoku
    Tylko dźwięki hip hopu
    Na dziewiątym piętrze w bloku
    Tak między nami
    Sam na sam z płytami
    Nikt mi nie da tego
    Co to właśnie da mi
    Badam grunt pod stopami
    Gdzie mi k***a z butami
    To jak końca szepty
    Słyszane za uszami
    Wciąż sami jak palec
    Co dobrze nie wróży
    Obcy jak ósmy pasażer podróży
    Milionami na przestrzeni Ziemi rozsiani
    Obcują tu obcy, wyobcowani ludzie
    Co to ma być?
    Pytam
    Co to ma znaczyć?
    Tego wrogom nie można wybaczyć
    Niestety, wszystko ma swe priorytety
    Vis a vis z drzwiami
    Od pokoju do planety
    Panie i panowie
    Są tacy, co stają na głowie
    Tak, jakby wszyscy byli w zmowie
    Do czasu, aż sobie jeden z drugim uzmysłowi
    Jacy oni wszyscy są małostkowi
    Aż rzygać się chce!

    Ten kto to wie, k***a
    Życie upstrzone jak gołębim gównem bulwar
    Zrobi tak jak ja
    Pójdzie własną drogą
    Prócz cienia
    Nie ma ze mną nikogo


    Fokus

    W powietrzu czuć Heinekenem
    Gdy żegnam się z problemem
    Pokój dla tych co w pokoju są
    Sam na sam z tym 'sound systemem'
    Wiem, że czasem trudno być Supermenem
    Gdy wtłaczany pod ciśnieniem
    stres jest działań terenem
    Znam jak ty te noce nieprzespane
    By nad ranem
    Zawikłane kwestie podjąć z nowym planem jak z taranem
    Dokładnie znam to
    Mam te same myśli skołatane
    Znam to, to jest mi znane uczucie z tym związane
    Co jest grane?
    Marzenia niewypowiadane
    Zapominane, bo nie doczekałem się na zmianę
    Przekonanie, że po którymś ciosie się nie wstanie
    Co jest grane?
    Czasem głupie pytanie, nie?
    Bakanie, popadanie w manię
    Życie diametralnie inne niż to na ekranie
    Walka o przetrwanie
    I kombinowanie
    Wprowadza mnie w stan, gdzie zdecydowanie
    Za dużo sytuacji, które szybko nużą
    Za dużo ruchów, które niczemu nie służą
    Dużo za dużo akcji, które wszystko burzą
    Które źle wróżą
    Tak jak cisza przed burzą
    I łżą jak psy
    P*******c trzy po trzy
    Ej, ej, ej, ty!
    Trzeba było myśleć, gdy
    Po fakcie łzy zalały ci oczy
    I tak przez siedem dni
    Dzień w dzień ten sen się śni
    Tak więc
    Witam cię dniu z poziomu fotela
    Z wnętrzy M3
    Witam cię, dniu niewdzięczny
    Tu, po tej drugiej złej stronie tęczy
    Witam
    Bez kwiatów naręczy
    Bez zastrzeżeń
    Dzień, który przede mną piętrzy
    Jeszcze większy
    Cień nad światem wewnętrznym
    Witam, choć z dnia na dzień coraz bardziej niezręczny
    Jest tenże gest
    Nikt mnie nie wyręczy
    Wiesz jak męczy
    Myślenie o stanie rzeczy
    Wiesz jak jest, gdy czyjś czyn czyimś słowom przeczy
    Wiesz jak to leczyć
    Lecz to kaleczy
    Race THC jak dwa ostrza mieczy

    Na razie walczę
    I na jaranie warczę
    Chcesz - też uwierz
    Ja dostarczę ci tarczę
    Może nie wystarczę
    Ale będę tuż obok
    Prócz ciebie nie ma mnie dla nikogo

    Nie ma mnie dla nikogo...

  19. #19
    Administrator ADMINISTRATOR FORUM Avatar ponury63
    Zarejestrowany
    Mar 2003
    Skąd
    z przyzwyczajenia
    Posty
    6.883

    Domyślnie

    Od miesiąca korci mnie, żeby Wam to pokazać. Strasznie mi się ten tekst podoba.
    No to poczytajcie.



    Autor: Wyrus

    "Wiadomość"

    "Poe" nie był lokalem, gdzie siaduje się przy stoliku z przyjaciółmi. To bar na samotne picie, miejsce dla dyrektorów - samobójców, którym zabrakło odwagi, dla załamanych gliniarzy, którzy nie dają sobie rady z samotnością, dla pisarzy, którzy nie umieją już pisać i księży, którzy nie potrafią poradzić sobie z własnymi grzechami.
    Michael Connelly

    Moja dusza wyskoczyła z torów i musiałem skorzystać z pomocy wiedźmy i potwora, by ocaleć.
    Andrew Vachss



    Drogi Przyjacielu,

    ostatnio nie mogliśmy pogadać, bo wiadomo, nie w towarzystwie ich wszystkich. A przecież chciałoby się i to chciałoby się w obie strony, bo i Ty byś chętnie posłuchał, a i ja bym chętnie poopowiadał. No, ale, jak to mówią, okazja nie ucieknie.

    Widziałeś w moich oczach, że coś przeżywam. W gestach moich również, ogólnie w zachowaniu. Bo nie byłem rozluźniony, jak zawsze, albo prawie zawsze. Pamiętasz przecież, że prawie zawsze byłem rozluźniony. Jak sobie przypominasz, nawet wtedy, gdy byliśmy na turnieju nad morzem. Pamiętasz? Miałem wtedy duży problem, a i tak byłem dość rozluźniony. Uważam, że człowiek w każdej sytuacji może wiele zrobić, aby tylko próbował i starał się z całych sił, ale żeby mieć jakieś dobre efekty trzeba być rozluźnionym. Na ile się da.

    Są jednak takie chwile, kiedy człowieka dopada taki spleen, a to przecież zależy od okoliczności, bo chyba nie ma ludzi, którzy chcieliby, aby było im źle i smutno, że człowiek już nie daje rady i nie wie, co począć ze sobą i ze swoim życiem i kiedy już nie można być wystarczająco rozluźnionym. Człowiek w takich chwilach robi się spięty, przez co trudniej mu żyć i jakby mało miał swoich kłopotów, to jeszcze jest spięty, przez co pogłębia swoje kłopoty i robi się taki błędny kołowrotek.

    Mam teraz najtrudniejszą sytuację w życiu. Nie widzę dobrego rozwiązania, a chyba nikt nie może mi pomóc, bo to jest jedna z tych sytuacji, w których nikt nie może pomóc. Wiem, że inni ludzie też mają ciężko, oczywiście nie wszyscy, ale wielu tak. Spotkałem wczoraj Szatana, tego, co był didżejem i z którym piliśmy kiedyś całą noc nad rzeką do rana. Właściwie, to Szatan ciągle jest didżejem, bo przecież nie przestał być didżejem tylko dlatego, że akurat teraz nie pracuje. A Szatan nie pracuje teraz, Bracie. Nie pracuje, bo chleje. Znasz trochę Szatana i pewnie nie dziwisz się, że Szatan chleje w sytuacji, jaką ma.

    Niedawno temu Kokos się powiesił, ale nie całkiem, bo wlazł na drzewo, przywiązał sznurek do gałęzi, założył sobie pętlę na szyję (popatrz: jak w przysłowiu - założyć sobie pętlę na szyję) i skoczył z drzewa, ale okazało się, że sznurek był za długi i Kokos tylko przywalił w trawę. W tamtym tygodniu byłem na piwie z Kokosem i Kokos mówił, że już nie będzie się wieszał, bo ułożyło mu się w życiu. Wierzę Kokosowi, bo wiesz, to było widać w jego oczach.

    Wracam do tego, że inni ludzie też mają swoje kłopoty. Ale to nie pociesza mnie specjalnie, bo nie jestem zawistny i nie cieszę się, kiedy ktoś ma kłopoty. Chociaż kiedy Szatan zaprosił mnie na piwo i opowiadał swoją historię, to stawiał i nawet kupował fajki (Szatan nie pali już setek). Nie miałem wtedy kasy i pasowało mi, że Szatan stawia, wystarczyło żebym tylko siedział z nim i słuchał. Myślę, że nie wykorzystałem Szatana, bo on chciał się przed kimś wygadać i może los tak chciał, że trafiło na mnie, a ja wtedy nie miałem kasy, a że też miałem swoje kłopoty, to nawet dobrze mi się siedziało z Szatanem, kiedy on stawiał.

    Nigdy bym nie przypuszczał, że znajdę się w takiej sytuacji, w jakiej jestem teraz. Wiesz, dlaczego? Bo zawsze myślałem, że jak sobie człowiek pościele, to tak się wyśpi. Ale życie jest pełne niespodzianek. Właściwie nigdy nie można przewidzieć, co się wydarzy. Pamiętasz, jak na turnieju w górach okazało się, że to wszystko to sprawa Ludwika? Nikt by nie zgadł. Myśleliśmy, że to może Dziku, albo Cienki, albo nawet Kajak. Ale żeby Ludwik? No, a okazało się, że jednak Ludwik.

    Teraz straciłem grunt pod nogami. Nie wiem, jak sobie poradzić, ale próbuję, bo co mi pozostało? I chociaż dzisiaj nie wiem jak, to jednak mam nadzieję, że sobie poradzę. Z nie takich opresji wychodziliśmy cało, co? Pamiętasz, jak na turnieju na nizinach w półfinale przegrywaliśmy pięcioma bramkami sześć minut przed końcem meczu i dogoniliśmy ich trzydzieści sekund przed końcowym gwizdkiem? Gdyby Wirus nie stracił wtedy piły to moglibyśmy nawet wygrać. Właśnie takie sytuacje napawają mnie nadzieją. Wiem, że człowiek wiele może zrobić. Wiem to, ale i tak mi ciężko, bo nie bardzo teraz mam pomysł na to, co zrobić, no i nie pomaga mi to, że nie jestem dość rozluźniony. Tworzy się taki błędny kołowrotek.

    Pożyczyłem od Dzidka książkę, taki poradnik na temat tego, co robić w sytuacjach trudnych, jak postępować. To napisał taki jeden Amerykanin, który kiedyś miał cholernie ciężko, ale dał sobie radę i teraz jest milionerem. Wiesz, facet chce podzielić się z drugimi swoimi doświadczeniami, bo sam wiele przeżył. W tej książce pisze, żeby w trudnych sytuacjach szukać kontaktu z ludźmi, na których nam zależy, ale ważne jest, żeby tym ludziom zależało też na nas. Bo czasami człowiek nie da rady sam unieść swojego ciężaru, a inni mogą przecież pomóc. No i to się sprawdziło. Szatan zwrócił się do mnie ze swoją sprawą, a mnie też dobrze siedziało się z Szatanem.

    Gość pisze dalej, że nie wolno zajmować się tylko swoimi kłopotami, że trzeba mieć coś jeszcze, że dobrze jest chociażby rzucić się w wir pracy. Ale wiesz, Bracie, jak to jest. Chętnie rzuciłbym się, ale u nas bezrobocie jak cholera i nie mogę znaleźć żadnej pracy. Od dłuższego czasu nie mogę, nawet jak miałem niby wszystko poukładane (w rzeczywistości nie miałem, ale nie wiedziałem tego, więc nie przejmowałem się, że nie mam poukładane, po prostu z niewiedzy, bo tak właśnie jest, że jak oczy nie widzą, to sercu nie żal), to też nie mogłem znaleźć. Teraz jest jeszcze gorzej, bo nie jestem dość rozluźniony i kiedy z kimś rozmawiam, albo coś załatwiam, to ten ktoś widzi, że jestem spięty i widzi w moich oczach, że coś ze mną nie tak i zraża się. Rozumiem ludzi i nie mam do nich pretensji, bo niby o co?

    Tak więc, książka trochę mi pomogła, ale i tak muszę dalej zmagać się. Mam taką skazę, że jak wiem, że coś pękło, to nawet jak później zostało sklejone, to i tak ma to dla mnie mniejszą wartość niż przedtem, chociaż teraz są takie kleje, które powodują, że rzecz sklejona jest w miejscu sklejenia mocniejsza, niż w innych miejscach. To mnie jednak nie pociesza. Chociaż zastanawiam się nad tym, czy rzecz, która pękła i została sklejona nie jest jednak więcej warta, bo przecież ta rzecz w końcu wiele przeszła (mówię symbolicznie) i jeżeli dalej funkcjonuje i skoro w miejscu sklejenia jest mocniejsza, niż w innych miejscach, to może jednak ta rzecz jest mocniejsza w ogóle? Chyba tak właśnie jest. Chociaż z drugiej strony, skoro rzecz kiedyś pękła w jednym miejscu, to nigdy nie będę miał pewności, czy nie pęknie w innym miejscu. A co z rzeczą, która nigdy nie pękła? Może nie pękła dlatego, że jest na tyle mocna, że nie pęknie nigdy, a może nie pękła tylko dlatego, że okoliczności były sprzyjające i kiedy sprawy ułożyłyby się dla rzeczy gorzej (mówię symbolicznie), to pękłaby?

    Wychodzi na to, że nigdy nie ma pewności.

    No dobra, Przyjacielu. Napisałem Ci o tych wszystkich moich sprawach i naprawdę mi lżej. Napisałem Ci takie rzeczy, o których nie powiedziałbym nikomu innemu na świecie. Teraz jestem nawet trochę zdziwiony, że napisałem Ci o wszystkim tak szczerze i szczegółowo. Nie dlatego, że nie zasługujesz, tylko że odważyłem się, bo wiesz, że nie jestem zbytnio otwarty dla ludzi. Trochę się boję, że obarczam Cię jakimś kłopotem, ale liczę na to, że docenisz fakt, iż przyjaciel zwrócił się do Ciebie w trudnych chwilach. Wiesz, to jak w przysłowiu, że bliższa koszula ciału.

    Trzymaj się, Bracie. Jakbyś chciał zadzwonić i pogadać, to zadzwoń. Ja nie zadzwonię, bo mi wyłączyli telefon za rachunki i teraz tylko do mnie można dzwonić.

    Pozdrawiam Cię serdecznie.

    Borys


    tekst pochodzi z portalu Fabrica Librorum www.fabrica.civ.pl

  20. #20
    Administrator ADMINISTRATOR FORUM Avatar ponury63
    Zarejestrowany
    Mar 2003
    Skąd
    z przyzwyczajenia
    Posty
    6.883

    Domyślnie

    K + M + B


    Kazik Staszewski

    "Mędracy"
    LP: Kult

    Gdy oczyścił trędowatych
    Gdy przywrócił wzrok ślepym
    Gdy sprawił, że na nowo, na nowo
    Żyć zaczęli umarli

    Faryzeusze mówili:
    Mocą księcia demonów wypędza demony
    Faryzeusze mówili:
    Mocą księcia demonów wypędza demony

    Nie poznany w swoim domu
    Przeklinany w swojej ziemi
    Przyszedł dać to, czego
    Samemu nie można wziąć

    Faryzeusze mówili:
    Mocą księcia demonów wypędza demony
    Faryzeusze mówili:
    Mocą księcia demonów wypędza demony

    Mocą księcia demonów wypędza demony
    Mocą księcia demonów, mówili, wypędza demony
    Mocą księcia demonów wypędza demony
    Mocą księcia demonów wypędza je tak

    A po owocach ich czynów poznacie ich, poznacie ich
    Po owocach ich czynów poznacie ich
    Po owocach ich czynów poznacie ich, poznacie ich
    Po owocach ich czynów poznacie ich

  21. #21
    Administrator ADMINISTRATOR FORUM Avatar ponury63
    Zarejestrowany
    Mar 2003
    Skąd
    z przyzwyczajenia
    Posty
    6.883

    Domyślnie

    Bogdan Olewicz
    muz. Zbigniew Hołdys

    "Różne rozmowy z życiem"
    LP "I ching"


    Jak strach na wróble w letni zmierzch
    drogą stary aktor szedł;
    by zabić czas przed sobą grał
    role z różnych sztuk.
    "Życie - rzekł - oto błaznów król!
    Wabi cię po to by jak szczur
    do gardła dopaść i wysysać krew.
    Oto teatr jest!"

    "Och to tylko gra!" — tak generał rzekł
    obserwując w polu armie dwie.
    Bitwy zgiełk i okrutną śmierć
    przykrył pierwszy śnieg.
    "Ja byłem kiedyś młody - wódz obniżył głos -
    i wierzyłem w ideałów moc.
    Tyranowi służę dziś.
    I nie wierzę w nic!"

    czasem ja nie wiem sam
    czy to wszystko zrobić mam
    tyle wciąż ode mnie chcesz
    za to że pokochasz mnie


    Gdzieś na stacji metra za jednym z mórz
    podszedł do mnie i wyciągnął nóż.
    "Życie cię znudziło - mówi w oczy mi -
    czas na ciebie już!"
    "Jezu! Nie rób tego! - krzyczę - to co chcesz ci dam!"
    "Ja przed sobą całe życie mam
    wielka miłość czeka mnie."
    Odszedł śmiejąc się.
    z płytoteki -dziestolatka
    Posłuchaj... posłuchaj i popatrz..

  22. #22
    Administrator ADMINISTRATOR FORUM Avatar ponury63
    Zarejestrowany
    Mar 2003
    Skąd
    z przyzwyczajenia
    Posty
    6.883

    Domyślnie

    Jacek Kaczmarski

    "Czerwony autobus"
    (wg obrazu B. W. Linkego)

    Pędzimy przez Polską dzicz
    Wertepy, chaszcze, błota
    Patrz w tył - tam nie ma nic
    Żałoba i sromota
    Patrz w przód - tam raz po raz
    Cel mgłą niebieską kusi
    Tam chce być każdy z nas
    Kto nie chce chcieć - ten musi!
    W czerwonym autobusie
    W czerwonym autobusie
    W czerwonym autobusie mija czas!

    Tu stoi młody Żyd
    Nos zdradza - Żyd czy nie Żyd
    I jakby mu było wstyd
    Że mimo wszystko przeżył
    A baba z koszem jaj
    Już szepce do człowieka
    - Wie o tym cały kraj
    Że Żydzi to bezpieka!
    Więc na co jeszcze czekasz!
    Więc na co jeszcze czekasz!
    Więc na co jeszcze czekasz! W mordę daj!

    Inteligentna twarz
    Co słucha zamiast mówić
    Tors otulony w płaszcz
    Szyty na miarę spluwy
    A kierowniczy układ
    Czerwony wiodąc wóz
    Bezgłowa dzierży kukła -
    Generalissimus!
    Dziełem tych dwóch marszruta!
    Dziełem tych dwóch marszruta!
    Dziełem tych dwóch marszruta! - Luz i mus!

    Za robotnikiem ksiądz
    Za księdzem kosynierzy
    I ktoś się modli klnąc
    Ktoś bluźni, ale wierzy
    Proletariacki herszt
    Kapować coś zaczyna
    Więc prosty robi gest
    I rękę w łokciu zgina!
    Nie ruszy go lawina!
    Nie ruszy go lawina!
    Nie ruszy go lawina! Mocny jest!

    A z tyłu stary dziad
    W objęcia wziął prawiczkę
    Złośliwy czyha czart
    W nadziei na duszyczkę
    Upiorów małych rząd
    Zwieszony u poręczy
    W żyły nam sączy trąd
    Zatruje! I udręczy!
    Za oknem Polska w tęczy!
    Za oknem Polska w tęczy!
    Za oknem Polska w tęczy! Jedźmy stąd!


    1981

  23. #23
    Administrator ADMINISTRATOR FORUM Avatar ponury63
    Zarejestrowany
    Mar 2003
    Skąd
    z przyzwyczajenia
    Posty
    6.883

    Domyślnie

    Kiedy czytałem Józefa Mackiewicza....
    Kiedy oglądałem "Oblicza śmierci"..
    I dziś znów to samo pytanie... dlaczego świat jest taki ???
    Może to tylko niedoskonałość umysłu....
    Może Mackiewicz ma rację ?




    Józef Mackiewicz

    "Kontra" [maleńki fragment]


    Są dwie prawdy na świecie.

    Pierwsza to ta, która ściśle otacza ziemię i wiernie odbija w wodzie płynące górą obłoki. Oddaje echem w górach. Rejestruje dokładnie szum lasu i trzciny nad jeziorem. Wie gdzie ma leżeć każdy kamień w płytkim potoku i dlaczego wywołuje odgłos wiecznego plusku.
    Ta prawda słyszy najmniejszy szmer owada i najbłahsze słowo ludzkie. Nie uśmiecha się jednak nigdy, nawet wtedy gdy świeci słońcem poprzez płatki jabłoni na wiosnę.
    Ale też nie marszczy się, nie wykrzywia oblicza złością nawet wtedy, gdy z obłoków czyni chmury i pędzi je nad płaską ziemią zwiastując burzę. Nie okazuje ani miłości ani nienawiści. Z niczego nie kpi, gdyż niczego co jest na ziemi nie uważa za śmieszne. Nad niczym nie rozrywa szat, gdyż nic co jest na ziemi nie wydaje się jej tego godne. Niczego nie zmienia i niczego nie przeinacza. Kto zabił muchę ten zabił. Kto zabił człowieka ten zabił. Jest idealnie obojętna, bo idealnie obiektywna. Jest prawdą całkowitą gdyż przyrodzoną.
    Za jedyną jej cechę nadprzyrodzoną poczytywać by można pewną tajemnicę, dotychczas przez nikogo jeszcze niezgłębioną: w jaki sposób, a przede wszystkim w jakim celu, wyrodziła z siebie, w tym samym lesie i stepie, w miastach i na polu, na lądzie, na wodzie i w powietrzu - drugą prawdę?

    Ta druga prawda składa się pozornie tylko z dobra i zła. Ale omyliłby się, kto by jej uwierzył na słowo. Gdyż jej dobro i zło są pojęciami względnymi.
    Ta prawda nigdy nie spoczywa, a wskutek tego rzadko odbija dokładnie oblicze rzeczy. Dlatego wykrzywia się często uśmiechem komizmu lub grymasem złości. Będąc w ciągłym ruchu ledwo nadążyć może za masą słów i gestów ludzkich. Twierdzi, że stara się je rejestrować równie dokładnie co prawda pierwsza, lecz w rzeczywistości stara się je tylko dopasować do swoich względnych celów, a w pośpiechu życia wiele przeinacza.
    Mogłoby się zdawać, że jest powierzchowna jak poranna mgła, którą rozproszą pierwsze promienie słońca lub rozpędzi poranny wiaterek. Ale tak nie jest. Utrzymuje się bowiem na powierzchni kurczowo czepiając skrawków pierwszej prawdy. Rozpłaszczając na ziemi zaklina się na te same lasy, pola i źródła, powołuje się na świadków, czy to będą trele ptaka, krzyk rozdzieranego kota, czy krew człowieka, umiejętnie przywoływane przed trybunał wyobraźni ludzkiej; wszakże zawsze z pominięciem innych świadków... ta druga prawda umizga się, wykręca, wznosi ręce do słońca, przeklina deszcz i burzę. Obiecuje Bóg wie co. Rzadko dotrzymuje.

    O ile pierwsza z tych prawd jest milcząca, o tyle druga często bardzo propagandowa. O ile pierwsza obojętna, o tyle druga namiętna. Wiedząc o tym, że nie jest jedną tym bardziej okrzykuje się za jedyną, a przez to obowiązującą. I do pewnego stopnia ma rację, gdyż jest to prawda urzędowa, to znaczy zależna od urzędowego charakteru ustroju, czy nastroju, w którym jest głoszona. W skrócie można by powiedzieć o niej, że jest prawdą koniunkturalnego interpretowania prawdy.

  24. #24
    Administrator ADMINISTRATOR FORUM Avatar ponury63
    Zarejestrowany
    Mar 2003
    Skąd
    z przyzwyczajenia
    Posty
    6.883

    Domyślnie

    Public Enemy

    LP: Fear Of A Black Planet


    "Burn Hollywood, burn"

    (Jackson - Hardy - Shocklee - Sadler - Ridenhour)

    Chuck D:

    Burn Hollywood burn I smell a riot
    Goin' on first they're guilty now they're gone
    Yeah I'll check out a movie
    But it'll take a Black one to move me
    Get me the hell away from this TV
    All this news and views are beneath me
    Cause all I hear about is shots ringin' out
    So I rather kick some slang out
    All right fellas let's go hand out
    Hollywood or would they not
    Make us all look bad like I know they had
    But some things I'll never forget yeah
    So step and fetch this sh*t
    For all the years we looked like clowns
    The joke is over smell the smoke from all around
    Burn Hollywood burn

    Ice Cube:

    Ice Cube is down with the PE
    Now every single b*tch wanna see me
    Big Daddy is smooth word to muther
    Let's check out a flick that exploits the color
    Roamin' thru Hollywood late at night
    Red and blue lights what a common sight
    Pulled to the curb gettin' played like a sucker
    Don't fight the power ... the motherf***er

    Big Daddy Kane:

    As I walk the streets of Hollywood Boulevard
    Thinkin' how hard it was to those that starred
    In the movies portrayin' the roles
    Of butlers and maids slaves and hoes
    Many intelligent Black men seemed to look uncivilized
    When on the screen
    Like a guess I figure you to play some jigaboo
    On the plantation, what else can a n*gger do
    And Black women in this profession
    As for playin' a lawyer, out of the question
    For what they play Aunt Jemima is the perfect term
    Even if now she got a perm
    So let's make our own movies like Spike Lee
    Cause the roles being offered don't strike me
    There's nothing that the Black man could use to earn
    Burn Hollywood burn

  25. #25
    Guest

    Domyślnie

    Recepta na cały rok

    Bierzemy 12 miesięcy,
    oczyszczamy je dokładnie
    z goryczy, chciwości, małostkowości i lęku,
    po czym rozkrajamy każdy miesiąc
    na 30 lub 31 części tak, aby zapasu
    wystarczyło dokładnie na cały rok.

    Każdy dzień przyrządzamy osobno
    z jednego kawałka pracy
    i dwóch kawałków pogody i humoru.

    Do tego dodajemy trzy duże łyżki
    nagromadzonego optymizmu,
    łyżeczkę tolerancji,
    ziarenko ironii i odrobinę taktu.

    Następnie całą masę polewamy dokładnie
    dużą ilością miłości. Gotową potrawę
    przyozdabiamy bukietem uprzejmości
    i podajemy codziennie z radością
    i filiżanką dobrej, orzeźwiającej herbatki.

    Ketherina Elizabeth Gorthe


    SMACZNEGO!

  26. #26
    Administrator ADMINISTRATOR FORUM Avatar ponury63
    Zarejestrowany
    Mar 2003
    Skąd
    z przyzwyczajenia
    Posty
    6.883

    Domyślnie

    Rafał Muszer


    o Przydzielaniu darmowych szans


    Skasowany bilet może posłużyć jeszcze
    jako notes, albo miniaturowa harmonijka
    na której przygrywać będą lęki i zmory Wojtka.

    Autobus zawrócił na ostatnim przystanku
    i zmierza ponownie na początek.
    Dobry moment, aby zacząć
    wszystko od nowa?

    Najpierw golgota, potem
    zmartwychwstanie i tak
    w obłędnym cyklu
    szukam wyjścia.






    o Miejscach


    Po jakimś czasie wracam do miejsca,
    z którego wyszedłem, bez względu
    na obrany kierunek. Puste ulice
    doskonale sobie radzą.

    Wystarczy schować się za drzewem
    i obserwować jak wystawy
    odbite od wilgotnej skóry, płaczą.

    Skręcam w trzecią bramę, schodzę
    do piwnicy, zastanawiam się,
    jak głęboko.






    o Nietypowych liniach


    Pulsujące pod skronią sufitu żyłki,
    łączą rozmieszczone w Omamie punkty.
    Pajęczyna przypadkowych zależności
    wiąże palce, powieki i czynniki obce.

    Rozmowa na półsensy i niedopowiedzenia
    może mieć nieograniczone konsekwencje.
    Trudno będzie je potem opanować. Tak jak
    ciężko znaleźć bezpieczne wyjście z tej sytuacji.

    Powiew, który spłynął z obrotowego wiatraka,
    ściągnął do siebie pozornie odległe końce,
    powodując drgania na nietypowych liniach.

    Drzwi wpuszczają kolejnego przechodnia,
    powieki wykonują bezpieczny manewr.
    Jesteśmy już o jeden krok od tego miejsca.






    o Pomyłkach


    Przyszedłem wcześniej
    i spóźniłem się na miejsce,
    z którego odszedłem.

  27. #27
    Administrator ADMINISTRATOR FORUM Avatar ponury63
    Zarejestrowany
    Mar 2003
    Skąd
    z przyzwyczajenia
    Posty
    6.883

    Domyślnie

    Jacek Kaczmarski

    "Karzeł"
    (wg obrazu D. Velasqueza)


    Tej księgi do końca już czytać nie muszę
    Choć większa ode mnie i ledwo w połowie
    Ogromne oburącz przewracam arkusze -
    Ostatnią stronicę bez trudu dopowiem.

    By przyszłość dokładnie przewidzieć, wystarczy
    Znad kart podnieść wzrok i popatrzeć wam w twarze.
    Nic dla was nie musi oznaczać mój starczy
    Wzrok z twarzy od dziecka zmarszczonej - jam karzeł.

    Gnom zły i złośliwy, świat widzę ponuro,
    Bom czarno ubrany, wzrost - pożal się Boże!
    Ja czytać nie muszę - ja czuję to skórą,
    Co dziś źle się toczy - potoczy się gorzej!

    Nie mnie korzyść z waszych uczt, rzezi i bojów.
    Najwyżej sos chlapnie lub krew po stronicy.
    Mrowiska pól i bitew i dworskich pokojów
    Za pokarm spokojnej posłużą źrenicy.

    Tej księgi do końca już czytać nie muszę.
    Zginiemy, a nasze pałace się zwalą.
    Dojrzyjcie wśród cieni skarlałą mą duszę -
    Jak mnie niepozornych nie żegna się z żalem.


    26.10.1982

  28. #28
    Administrator ADMINISTRATOR FORUM Avatar ponury63
    Zarejestrowany
    Mar 2003
    Skąd
    z przyzwyczajenia
    Posty
    6.883

    Domyślnie

    Rosa Fliegelweilt

    "Powiedzmy, ileż to"

    Trzeba radości, by
    jeden dzień przeżyć
    i księgę napisać,

    trudniej jest tylko
    ogień połykać, gdy
    patrzą na ciebie oczy,

    choć nie są to wcale oczka
    tej sieci rzuconej na płytko
    twojego patrzania,

    jeno żrące gwiazdy.



    Pamięci Andrzeja Partuma

    Groß-Dombrowka, 26 kwietnia 2004

  29. #29
    Administrator ADMINISTRATOR FORUM Avatar ponury63
    Zarejestrowany
    Mar 2003
    Skąd
    z przyzwyczajenia
    Posty
    6.883

    Domyślnie

    Przegląd Piosenki Prawdziwej "Zakazane piosenki", Gdańsk 1981.
    Słowa wykropkowane to słynne zaklęcie, pomagające wyjść z matni totalitarnego więzienia jedynej słusznej prawdy. Nie tylko w "Sekmisji".




    Andrzej Garczarek

    "Przyjaciół nikt nie będzie mi wybierał"

    Przyjaciół nikt nie będzie mi wybierał
    Wrogów poszukam sobie sam
    Dlaczego k.... ..., bez przerwy
    Poucza ktoś, w co wierzyć mam?

    Niech się gazeta "Neues Deutschland"
    Wstrzyma z wstępniakiem o "pomocy"
    Bo tu są ludzie, którzy jeszcze
    Budzą się z krzykiem w środku nocy...

    Zaiste, wierny to przyjaciel
    Wszak znów pucuje śniedź pomników
    Na wieczną chwałę i pamiątkę...
    Pruskich kaprali-Fryderyków!

    Przyjaciół nikt nie będzie mi wybierał
    Wrogów poszukam sobie sam
    Dlaczego k.... ..., bez przerwy
    Poucza ktoś, w co wierzyć mam?

    Jakim wy prawem o wolności
    Głosicie 'bracia' w "Rudym Prawie"...?
    Wszak to od waszej
    Nie ostatni
    Zwariował pisarz Ota Pavel!

    Przebacz mi smutna Bratysławo,
    Hradcu Kralowy, Zlata Praho...
    Za śmierć jaskółki tamtej wiosny
    I polskie tanki nad Wełtawą.

    Przyjaciół nikt nie będzie mi wybierał
    Wrogów poszukam sobie sam
    Dlaczego k.... ..., bez przerwy
    Poucza ktoś, w co wierzyć mam?

  30. #30
    Administrator ADMINISTRATOR FORUM Avatar ponury63
    Zarejestrowany
    Mar 2003
    Skąd
    z przyzwyczajenia
    Posty
    6.883

    Domyślnie

    Tomek Wachnowski

    "Nie będziesz"

    Gdy anteny wyższe od drzew,
    a na niby pada deszcz i wieczory
    zabijają nas w południe.

    Gdy powietrze już oddychać nie ma sił,
    a na dachach ołów lśni
    i o łatwo coraz trudniej.

    Nie będziesz tam jakimś poetą,
    tylko najgorszym na świecie,
    nie będziesz ty wódek smakoszem,
    tylko zapity na śmierć.

    Gdy pojęcia znaczą coraz mniej,
    a obrączki złoty brzęk
    znaczy tyle co pieniądze.

    Kiedy wszyscy krzyczą tylko:
    musisz? - chciej - dużo dawaj - mało miej,
    proszę wybacz, że tak sądzę.

    Nie będziesz tam jakimś poetą,
    tylko najgorszym na świecie,
    nie będziesz ty wódek smakoszem,
    tylko zapity na śmierć.

  31. #31
    Administrator ADMINISTRATOR FORUM Avatar ponury63
    Zarejestrowany
    Mar 2003
    Skąd
    z przyzwyczajenia
    Posty
    6.883

    Domyślnie

    Monika Ples

    "Obowiązki zapałki"

    Kiedy zapałka została spożytkowana
    Powinna była spokojnie zgasnąć
    Bez protestów
    Miała obowiązek oddać siły żywotne
    powietrzu
    Żeby jeszcze raz taktowna
    nieruchomość
    Okazała się silniejsza niż ekspresja
    Miała obowiązek potwierdzić
    mądrości
    Filozofów z miast białych cegieł
    Miała obowiązek milczeć

    Można żałować, że się słuchało
    żółtego syku: "Podpalę, podpalę
    wszystko,
    Płonąć będzie obrus, firanka,
    Karty tej mądrej księgi
    i rozgorączkowany
    Asfalt pod nogami
    Podpalę, a ty nie przeszkodzisz..."

    Bo obowiązkiem zapałki
    Jest nie wzbudzać niepokoju,
    Kiedy została już spożytkowana

    Można się cieszyć, że się przeszkodziło
    Jak każdej innej
    Zwykłym warunkiem życia





    ks. Jan Sochoń

    "Płomień"

    Istnieję, bo oddech miarowo
    podsłuchuje ziemię, bez względu
    na to, czy pada za oknem,
    czy szumią chmury zaledwie.

    Istnieję, aby dowieść,
    że ktoś mocniejszy wiąże snopy,
    nacina korę, nie unosi się pychą.

    Radzi tylko, bym swego szczęścia
    nie przegrał, ale rozumiał,
    że otrzymane w darze śpiewa
    w konarach śmiertelnego życia:

    tyle potrafi rozpalony płomień.



    "Zapowiedź"

    Jak zapowiedzieć śmierć,
    żeby nie ranić pełnych bukietów,
    owoców, porozrzucanych w bezładzie
    na niskiej sofie lata.

    Jak zapowiedzieć śmierć,
    aby trwało oczekiwanie, oddech
    listów z zaręczynową prośbą.

    Jak zapowiedzieć śmierć,
    aby wiatr nadal chłodził usta
    a noce przynosiły sny.

    Jak zapowiedzieć śmierć,
    bezboleśnie?

  32. #32
    OLIMP FORUM - oświecona góra rankingu... DOBRY DUSZEK FORUM... Avatar Żelka
    Zarejestrowany
    Mar 2005
    Posty
    12.826

    Domyślnie

    MARTINA McBRIDE LYRICS

    "In My Daughter's Eyes"

    In my daughter's eyes I am a hero
    I am strong and wise and I know no fear
    But the truth is plain to see
    She was sent to rescue me
    I see who I wanna be
    In my daughter's eyes

    In my daughter's eyes everyone is equal
    Darkness turns to light and the
    world is at peace
    This miracle God gave to me gives me
    strength when I am weak
    I find reason to believe
    In my daughter's eyes

    And when she wraps her hand
    around my finger
    Oh it puts a smile in my heart
    Everything becomes a little clearer
    I realize what life is all about

    It's hangin' on when your heart
    has had enough
    It's giving more when you feel like giving up
    I've seen the light
    It's in my daugter's eyes

    In my daughter's eyes I can see the future
    A reflection of who I am and what will be
    Though she'll grow and someday leave
    Maybe raise a family
    When I'm gone I hope you see how happy
    she made me
    For I'll be there
    In my daughter's eyes

    A piosenke mozna sciagnac sobie tutaj http://www.terrificmusic.com/files/music_I.html
    Jak ktos lubi. Ja lubię!

  33. #33

    Domyślnie

    Różewicz

    ZABIEGI

    Nasze ciała
    to stworzenia praktyczne
    mają dusze nieśmiertelne
    ale
    kiedy zajdzie potrzeba
    żyją długo i szczęśliwie
    bez duszy

    jedz
    jedz owoce
    jedz biały ser

    Ciało chodzi na zabiegi
    ciało zabiega
    o dobre samopoczucie ciała
    nie denerwuj się
    chodź na spacery
    używaj ruchu oddychaj
    głęboko

    pod ziemią nie ma
    głębokiego oddechu

    Ciała rodziców mówią
    do ciał dzieci jedz
    to będziesz duże
    będziesz silne jedz jedz
    będziesz śliczne tłuściutkie

    Dobra wróżka z małego ekranu
    mówi ze słodkim uśmiechem
    a teraz dobranoc
    dobranoc państwu
    dobranoc dzieci
    dobranoc
    dobranoc
    dobranocka
    życie jest wieczne
    program trwa wiecznie

    ambicją naszą jest
    zejście do podziemi z uśmiechem

  34. #34
    Administrator ADMINISTRATOR FORUM Avatar ponury63
    Zarejestrowany
    Mar 2003
    Skąd
    z przyzwyczajenia
    Posty
    6.883

    Domyślnie

    To Amsterdam

    (G. Beart / F. Łobodziński)

    To Amsterdam - nie brak tam Boga, nie brak dam,
    Widziały damy oczy me, lecz Boga nie.
    To Amsterdam.

    To Amsterdam - nad wodą dusze pośród tam,
    Jest woda gdziekolwiek się ruszysz, lecz brak duszy.
    To Amsterdam

    To Amsterdam - rower z tramwajem sam na sam,
    A statki ciągle kochają się wprost na szosie.
    To Amsterdam.

    Jest tam Bóg i są też damy,
    Widzę damy, więc gdzie jest Bóg?

    To Amsterdam - nie brak tam Boga, nie brak dam,
    Widziały damy oczy me, lecz Boga nie.
    To Amsterdam.

    To Amsterdam - guldenów z diamentami kram,
    Kupno i sprzedaż, bierz co chcesz, wiaterek też.
    To Amsterdam.

    To Amsterdam - jest tu Van Gogh i jest Van Damm,
    Są małpy, skalpy i trofea są w muzeach.
    To Amsterdam.

    Jest tam Bóg i są też damy,
    Widzę damy, więc gdzie jest Bóg?

    To Amsterdam - Chiny, Afryka i Islam,
    Całują się i cały świat jak brata brat.
    To Amsterdam.

    To Amsterdam - hipopotamy i mrówki tam,
    Połączył pocałunku cud zuchwały ciut.
    To Amsterdam.

    To Amsterdam - Bóg Abrahama - czy go znam?
    Ten młody bonza na nabrzeżu - czy to Jezus? Nie.
    To Amsterdam.

    Jest tam Bóg i są też damy,
    Widzę damy, więc gdzie jest Bóg?

    To Amsterdam - nie brak tam Boga, nie brak dam,
    Widziały damy oczy me, lecz Boga nie.
    To Amsterdam.

    To Amsterdam - przed sklepem płonie ptasi klan
    I robi pięknym manekinom małe kino.
    To Amsterdam.

    To Amsterdam - w hammamach, w saunach, mówię wam,
    Marcuse ogłasza swe przesłanie na posłaniach.
    To Amsterdam.

    Jest tam Bóg i są też damy,
    Widzę damy, więc gdzie jest Bóg?

    To Amsterdam - z haszyszem sklep niejeden znam,
    Balsamem pokrył dym samotny jedną z dam.
    To Amsterdam.

    To Amsterdam - mój duch pod niebo wzleciał sam
    W mych plecach drzwi ktoś starym nożem mu otworzył
    To Amsterdam

    To Amsterdam - nie brak tam Boga, nie brak dam
    Widziały damy oczy me, lecz Boga nie
    To Amsterdam

  35. #35
    Administrator ADMINISTRATOR FORUM Avatar ponury63
    Zarejestrowany
    Mar 2003
    Skąd
    z przyzwyczajenia
    Posty
    6.883

    Domyślnie

    Julian Tuwim

    "Pierwsza kolacja w pensjonacie"


    Cztery paniusie jędzowate
    Dziobią nosami filiżanki
    I przyglądają się zjadliwie
    Butelce wina na mym stole.

    Panna Mimosenduft z Tarnowa
    Omdlewające ma spojrzenie
    I głośno mówi z panem Pinklem
    O "Wiadomościach literackich".

    Dyrektor z Pszczyny promienieje
    I wylizując sos z talerza
    Czyta w kurierku z satysfakcją
    Matrymonialne ogłoszenia.

    Lecz Kolasiński z Częstochowy
    Jest tutaj duszą towarzystwa!
    W rodzinnym mieście swym ten młodzian
    Musi być pierwszym bilardzistą.

    Z jaką piekielną gracją nosi
    Ten ulubieniec dam miejscowych
    Barwną chusteczkę batikową
    W bocznej kieszonce marynarki!

    Z jaką dystynkcją tudzież swadą
    Wygłasza lotne aforyzmy:
    "Taniec, faktycznie, proszę pani,
    Obecnie sportem jest poniekąd".

    Panna Mimosenduft żarłocznie
    Świdruje wzrokiem tytuł książki
    Na moim stole. Wreszcie szepce
    Do pana Pinkla: "Klub Picwica".

    Wielką sensację w towarzystwie
    (Sensację i rozczarowanie)
    Budzą me skromne słowa: "Proszę
    Jeszcze kawałek chleba z masłem".

    Panna Mimosenduft szaleje:
    "Co on powiedział? Co powiedział?"
    Pinkel z uśmiechem pobłażliwym
    Powtarza: "On chce chleba z masłem".

    Cztery paniusie jędzowate
    Dziobią nosami i gadają:
    "Wiersze wierszamy, moja pani,
    A Żyd - czytałam sama w prasie"

    A po kolacji biegnie za mną
    Pinkel w binoklach i powiada:
    "Przepraszam, zdaje się, pan Tuwim?
    Pozwoli pan, że się przedstawię..."


    1926

  36. #36
    Administrator ADMINISTRATOR FORUM Avatar ponury63
    Zarejestrowany
    Mar 2003
    Skąd
    z przyzwyczajenia
    Posty
    6.883

    Domyślnie

    Georges Brassens

    "Śmierć za idee"

    Dla idei ponieść śmierć - któż zna ideę większą?
    Ja wszak wciąż żyję, bo na próżno szukam ich.
    Gdy nawet znajdę coś, to inni się tak śpieszą,
    Że na śmiertelny skok nie starcza mi już sił.
    Czasami myślę, że być może to i racja,
    Tak ogniem wiary płonąć, by podpalić stos.
    A jednak zanim spłonę, muszę dodać coś:
    Ponieśmy za idee śmierć, ale nie zaraz.
    Śmierć - tak, ale nie zaraz.

    Doradza przodków chór, by śpieszyć się powoli
    I wciąż do przodu prąc, odpocząć parę chwil.
    Bo jaki zysk jest w tym, że się wyciągnie nogi,
    Jeżeli jutro już nie będzie dokąd iść.
    Opóźniać każą zaś ten marsz taktyki prawa,
    Wykazujące, że nim Bogu duszę dasz,
    To najpierw stań i swą ideę dobrze sprawdź.
    Ponieśmy za idee śmierć, ale nie zaraz.
    Śmierć - tak, ale nie zaraz.

    Niejeden święty mąż, martyrologię głosząc,
    Sam długo zwleka, nim na szafot wdrapie się.
    Bo dobrze taki wie, że lepiej jeszcze pożyć,
    Z daleka patrząc w ten swój świątobliwy cel.
    Dlatego zanim się wypełnia ich ofiara,
    Nierzadko egzekucji dokonuje czas,
    Lecz widać oni też wmawiają sobie tak:
    Ponieśmy za idee śmierć, ale nie zaraz.
    Śmierć - tak, ale nie zaraz.

    Idea, jasna rzecz, wymaga poświęcenia,
    Wyraźnie mówią to statuty wszystkich sekt.
    Jednego chciałbym wszak od ofiar wyjaśnienia:
    Jak wśród natłoku słów odnaleźć słuszną treść?
    Sztandarów łopot to już dla mnie tylko hałas,
    Więc prędko biegnę, gdy z oddali słyszę głos,
    To mędrzec widząc grób, czym prędzej skręcił w bok.
    Ponieśmy za idee śmierć, ale nie zaraz.
    Śmierć - tak, ale nie zaraz.

    Na próżno płynie krew i próżne hekatomby,
    A złoty cielec wciąż przechodzi z rąk do rąk.
    Bo jeśliby tu mogły zaradzić ścięte głowy,
    To by na ziemi raj był już niejeden rok.
    Lecz Bóg nie syty wciąż i ciągle chce nas karać,
    Podsyca marzeń żar, na szańce każe iść,
    By śmierć spragniona krwi, krew naszą mogła pić.
    Ponieśmy za idee śmierć, ale nie zaraz.
    Śmierć - tak, ale nie zaraz.

    Mesjasze ofiar złych, apostołowie śmierci,
    Możecie pierwsi iść - błogosławimy wam.
    Lecz nam nie każcie tej ofiary z wami dzielić,
    Niech najpierw każdy z was spróbuje tego sam.
    Nareszcie ten rozpędzić można dance macabre,
    Kostucha wreszcie chce wyznaczać sama los
    I byle komu swych nie daje ostrzyć kos.
    Ponieśmy za idee śmierć, ale nie zaraz,
    Śmierć tak - ale nie zaraz.
    Ale nie zaraz.


    tłum. Filip Łobodziński

  37. #37
    OLIMP FORUM - oświecona góra rankingu... NAJPOŻYTECZNIEJSZY FORUMOWICZ od ZAWSZE
    rrmi

    Zarejestrowany
    Apr 2005
    Posty
    18.098

    Domyślnie

    moge powiedziec i ja co mnie meczy?
    pewnie moge

    uwielbiam fragment w filmie dawno temu w ameryce kiedy de Niro przychodzi do chinskiej kawiarenki , pali fajke i ten Jego boski usmiech wtedy, i jeszce ta muzyka Moricone

    i jeszcze kiedy dzwoni w tym filmie telefon

    i kiedy Debra mowi go thru noodles , please

    no po prostu ten film jest genialny

  38. #38
    Administrator ADMINISTRATOR FORUM Avatar ponury63
    Zarejestrowany
    Mar 2003
    Skąd
    z przyzwyczajenia
    Posty
    6.883

    Domyślnie

    Tyle, ile można unieść



    Agnieszka Bieńkowska

    Nawet nie wiesz,
    ile jest w Tobie siły.
    Nie wiesz, ile możesz znieść
    i ile jeszcze dla Ciebie przygotowano.
    Nigdy nie spotyka nas większe nieszczęście
    niż to, które możemy udźwignąć.
    Twoje życie jest na Twoją miarę.
    I nawet gdy coś
    przygniata Cię do ziemi,
    pamiętaj, że od dna
    też można się odbić.

  39. #39
    Administrator ADMINISTRATOR FORUM Avatar ponury63
    Zarejestrowany
    Mar 2003
    Skąd
    z przyzwyczajenia
    Posty
    6.883

    Domyślnie

    Rejtan, czyli raport ambasadora

    Jacek Kaczmarski wg obrazu Jana Matejki


    Wasze Wieliczestwo, na wstępie spieszę donieść:
    Akt podpisany i po naszej myśli brzmi.
    Zgodnie z układem, wyłom w Litwie i Koronie
    stał się dziś faktem, czemu nie zaprzeczy nikt.

    Muszę tu jednak wspomnieć o gorszącej scenie,
    której wspomnienie budzi we mnie żal i wstręt;
    zwłaszcza, że miała ona miejsce w polskim Sejmie,
    gdy podpisanie paktów miało odbyć się.

    Niejaki Rejtan, zresztą poseł z Nowogrodu
    (co w jakiś sposób jego krok tłumaczy mi)
    z szaleństwem w oczach wszerz wyciągnął się na progu
    i nie chciał wpuścić posłów w uchylone drzwi.

    Koszulę z piersi zdarł, zupełnie jak w teatrze.
    Polacy - czuły naród - dali nabrać się:
    niektórzy w krzyk, że już nie mogą na to patrzeć,
    inni zdobyli się na litościwą łzę.

    Tyle hałasu, trudno sobie wyobrazić!
    Wzniesione ręce, z głów powyrywany kłak.
    Ksiądz Prymas siedział bokiem, nie widziałem twarzy,
    Evidemment nie było mu to wszystko w smak.

    Ponińskij wezwał straż - to łajdak, jakich mało,
    do dalszych spraw polecam z czystym sercem go;
    Branickij twarz przy wszystkich dłońmi zakrył całą,
    Szczęsnyj-Potockij był zupełnie comme il faut.

    I tylko jeden szlachcic stary wyszedł z sali,
    przewrócił krzesło i rozsypał monet stos.
    A co dziwniejsze, jak mi potem powiadali,
    to też Potockij! (ale całkiem autre chose).

    Tak a propos jedna z dwu dam mi przydzielonych
    Z niesmakiem odwróciła się, wołając: - Fu!
    Niech ekscelencja spojrzy, jaki owłosiony!
    (co było zresztą szczerą prawdą, entre nous).

    Wszyscy krzyczeli, nie pojąłem ani słowa.
    Autorytetu władza nie ma tu za grosz;
    i bez gwarancji nadal dwór ten finansować,
    to może znaczyć dla nas zbyt wysoki koszt.

    Tuż obok loży, gdzie wśród dam zająłem miejsce,
    szaleniec jakiś (niezamożny sądząc z szat)
    trójbarwną wstążkę w czapce wzniósł i szablę w pięści -
    zachodnich myśli wpływu niewątpliwy ślad!

    Tak przy okazji - portret Waszej Wysokości
    tam wisi, gdzie powiesić poleciłem go,
    lecz z zachowania tam obecnych można wnosić
    że się nie cieszy wcale należytą czcią.

    Król, przykro mówić, też nie umiał się zachować
    (choć nadal jest lojalny, mogę stwierdzić to),
    wszystko co mógł - to ręce do kieszeni schować,
    kiedy ten mnisi lis Kołłątaj judził go.

    W tym zamieszaniu spadły pisma i układy.
    "Zdrajcy!" - krzyczano, lecz do kogo - trudno rzec.
    Polityk przecież w ogóle nie zna słowa "zdrada",
    a politycznych obyczajów trzeba strzec.

    Skłócony naród, król niepewny, szlachta dzika
    sympatie zmienia wraz z nastrojem raz po raz.
    Rozgrywka z nimi to nie żadna polityka,
    to wychowanie dzieci, biorąc rzecz en masse.

    Dlatego radzę - nim ochłoną ze zdumienia
    tą drogą dalej iść, nie grozi niczym to;
    wygrać, co da się wygrać! Rzecz nie bez znaczenia,
    zanim nastąpi europejskie qui pro quo!


    1980



    * ambasadora - Nikołaja Repnina, ambasadora rosyjskiego w Rzeczypospolitej
    * Wasze Wieliczestwo (ros.) - Wasza Wielmożność
    * Nowogrodu - Nowogródka
    * evidemment (fr.) - oczywiście
    * comme il faut (fr.) - jak trzeba, jak należy, przyzwoity
    * autre chose (fr.) - coś innego
    * entre nous (soit dit) (fr.) - (mówiąc) między nami, w zaufaniu
    * en masse (fr.) - ogólnie, całościowo
    * qui pro quo (łac.) - pomyłka, nieporozumienie


    [część objaśnień pochodzi ze strony gimnazjum.pl]




  40. #40
    Administrator ADMINISTRATOR FORUM Avatar ponury63
    Zarejestrowany
    Mar 2003
    Skąd
    z przyzwyczajenia
    Posty
    6.883

    Domyślnie

    Fisz [eF-I-eS-Zet]

    "Bla bla bla"

    Aha, nie rozmawiamy, nie rozmawiamy ze sobą wcale,
    Każdy z nas kryje gdzieś w głębi smutki, smutki i żale... yhm

    Nie rozmawiamy ze sobą, nie rozmawiamy wcale,
    Każdy z nas kryje gdzieś w głębi smutki i żale.
    Tak właśnie jest.
    Tylko "dzień dobry", "jak leci", "w porządku", "do jutra".
    Takie bla bla bla, ukrywamy prawdę, nie gadamy o niej wcale.
    Łapię się na tym, że gdy rozmawiam z przyjaciółmi
    To tak naprawdę nie mówimy o sobie,
    Przelatujemy przez różne tematy,
    Lecz nigdy o tym, co boli, każdy skrywać to w sobie woli.
    Czasami nie mamy czasu, by wysłuchać kogoś od początku do końca.
    Jedno słowo może tak wiele pomóc, może działać cuda,
    Przywrócić sens, wprowadzić na słuszną drogę, to się może udać.

    Mam dwadzieścia dwa lata i ciągle nie mam prawa jazdy,
    Lecz dzięki temu jeżdżę autobusami, tramwajami,
    Ukochanym metrem, bo nie stać mnie na taxi,
    Lecz są to dla mnie podróże ekscytujące,
    Bo mogę podsłuchiwać rozmowy ludzi,
    Które mogą być pouczające.

    Wchodzą do metra, a raczej się pchają,
    A ja nasłuchuję, o czym ci ludzie ze sobą rozmawiają.
    Jakieś młode panienki stoją naprzeciw mnie,
    Myślę, że z lat szesnaście najwyżej mają.
    Mówi jedna do drugiej "Tak się na...ałam,
    Że gdy wróciłam do domu nad kiblem godzinę sterczałam."
    Odwracam głowę.
    Po drugiej stronie dwóch kolesi rozmawia ze sobą.
    Jeden do drugiego mówi "Wczoraj tak się na...ałem,
    Że całą noc drogi do domu szukałem."
    I takie prowadzi się rozmowy,
    To standard, chleb powszedni,
    Nieważne, czy rozmawiają
    Kobiety, mężczyźni, bogaci czy biedni.
    Starsi narzekają, powiadają jak ciężko na każdym kroku.
    Zamykam oczy i słyszę te same schematy:
    "Cześć, jak się czujesz, papa, trzymaj się."
    Wszystko zmienia się w jedną wielką paplaninę
    Dosłownie o niczym, takie bla bla bla.

    I tak sobie o tym rozmyślałem
    I więc, gdy zacząłem z kimś rozmawiać
    Pytam się, czy coś go boli, czy chce o czymś pogadać,
    A wtedy z ciężaru się wyzwoli.
    A on na mnie wybałusza gały. Pobladł cały,
    Popukał się w głowę.
    Więc ja pytam,
    Czy tak dobrze jest nic nie mówić wcale
    I gromadzić w sobie wszystkie smutki i żale
    ojoj

    A nie rozmawiamy, nie rozmawiamy ze sobą wcale
    ojoj
    Kryjemy w sobie smutki, smutki i żale
    ojoj
    A nie rozmawiamy, nie rozmawiamy ze sobą wcale
    ojoj
    Kryjemy w sobie smutki, smutki i żale.

    A słucham często, co do powiedzenia mają nowi mikrofonowi wyjadacze.
    Rozczarowuję się bardzo szybko nad tym, więc ubolewam,
    Że tak wielu do gadania za mikrofonem, lecz słowa rzucone na wiatr
    Gdzieś ulatują, ulatują gdzieś ponad dach, unoszone lekko, bo są tak puste,
    Zaśmiecają dobre bity, które mogą być naprawdę tłuste.
    Włączam kasetę i słyszę mniej więcej coś takiego:
    "Na...ałem się", później jeszcze kilka razy rzucił k...a,
    A dalej było coś o blantach i znowu kilka razy k...a,
    Ja z tego nic nie rozumiem, w tym nie ma nic tak naprawdę, co w Tobie się kryje.
    Wszyscy zgrywają twardzieli, ja w to nie wierzę,
    Bo wiem, że w każdym znajdzie się lęk i przerażenie.
    Oni nawijają swoje, a ja słyszę tylko bla bla bla
    Naciskam moim długim krzywym palcem stop w magnetofonie
    Niczego nowego raczej nie usłyszę,
    Więc kasetę do śmietnika transportują moje dłonie
    ojoj

    A nie rozmawiamy, nie rozmawiamy ze sobą wcale
    ojoj
    Kryjemy w sobie smutki, smutki i żale
    ojoj
    A nie rozmawiamy, nie rozmawiamy ze sobą wcale
    ojoj
    Kryjemy w sobie smutki, smutki i żale.

    Jeszcze inna sytuacja. Często piątki czy soboty
    Spędzam w jakiś małych pubach czy klubach.
    Idę Nowym Światem czy Stare Miasto
    Wieczorem w tych dniach wszędzie tutaj jest tak ciasno.
    Siedząc przy stolikach, paląc tytoń, popijając alkoholem
    Jedni spędzają wieczór nad, a inni pod stołem.
    Hałas od rozmów, każdy przekrzykuje muzykę.
    I zgadnijcie, co tak naprawdę ja słyszę ?
    To, o czym właśnie tutaj w tej chwili piszę, zwykłe bla bla bla,
    Bo rozmowa jest o niczym, o niczym rozmowa,
    Mówimy tym samym językiem, choć coraz bardziej zdeformowanym.
    Mamy swoje ambicje, żale, ideały się sprzedały,
    Lecz nie ubolewam nad tym, tylko nad tym,
    Że tak naprawdę słabo siebie znamy,
    Bo ze sobą coraz mniej rozmawiamy,
    Choć co opowiadac mamy,
    Lecz za maską twardziela wszystko chowamy.
    Choć tak blisko siebie mieszkamy,
    Mówimy tylko: "Cześć, jak tam?"
    Czy tylko tyle do powiedzenia mamy ? Nie sądzę.
    Język do kolan, jeśli chodzi o pieniądze,
    A jeśli porozmawiać, to tylko bla bla bla
    Oby jakoś szybko zleciał czas.
    A jeśli rozmawiać to tylko bla bla bla
    Oby jakoś szybko zleciał czas.

    Nasłuchuję, posłuchuję, coś wlatuje mi do ucha,
    Ja znowu słyszę bla bla bla.
    Nasłuchuję, posłuchuję, coś wlatuje mi do ucha,
    Ja znowu słyszę bla bla bla.
    Nasłuchuję, posłuchuję, coś wlatuje mi do ucha,
    Ja znowu słyszę bla bla bla.

  41. #41
    DOMOWNIK FORUM (min. 500)
    stander

    Zarejestrowany
    Sep 2002
    Posty
    596
    Wpisy w Dziennikach Budowy
    1

    Domyślnie

    O, jesteś jednak! Witam ze słonkiem, mam nadzieję wiosennym...
    SZCZĘŚLIWEGO NOWEGO DOMU!

  42. #42
    Administrator ADMINISTRATOR FORUM Avatar ponury63
    Zarejestrowany
    Mar 2003
    Skąd
    z przyzwyczajenia
    Posty
    6.883

    Domyślnie

    Cytat Napisał stander
    O, jesteś jednak! Witam ze słonkiem, mam nadzieję wiosennym...
    Jednak ? Doniesienia o mojej śmierci są znacznie przesadzone
    Wiosna podobno odwołana.. po krótkim przedwiośniu ma być od razu jesień...

    Jednak takie ponurzenia się oczywiście nie sprawdzą
    Choćby na złość mi, ale będzie jak co roku


    __________________________________________________ ___



    Karl Shapiro

    "Reportaż z wygnania"

    Spójrz. Zapamiętaj. Przypatrz się niebu dokładnie,
    Głąb spenetruj, dna szukaj gwiezdnego oceanu.
    Niebu się przypatrz ostrożnie. I zejdź na kolana.
    I zapytaj - co z tobą ? co ci zostanie ?
    A usłyszysz nieskładnie -
    Że niebo wzięte, że to nie twoje mieszkanie.

    Spójrz. Zapamiętaj. Przypatrz się morskiej zapasce,
    Zawsze w strzępach - w przypływach, w odpływach.
    Co się w głębi odbywa, ukrywa ?
    Grób ? Kołyska ? Na wieczne skazana kołysanie ?
    Dasz się skusić bezmiernej, nieprzytomnej łasce
    I woda nie jest twoja, i takie twoje mieszkanie.

    Spójrz. Zapamiętaj. Przypatrz się ziemskiej ojczyźnie,
    Domkom w chwastach, fabrykom i biednej lichej trawie.
    Chcesz odejść ? możesz odejść - los rzeknie ci łaskawie.
    Sam dzisiaj nie wiesz jakie bezdomne przed tobą otchłanie.
    Pies bezpański językiem po ręku cię liźnie
    I zrozumiesz na końcu że i ziemi nie stanie.

  43. #43
    Administrator ADMINISTRATOR FORUM Avatar ponury63
    Zarejestrowany
    Mar 2003
    Skąd
    z przyzwyczajenia
    Posty
    6.883

    Domyślnie

    Aleksander Jurewicz

    "Rimbaud"

    wszyscy mieliśmy wtedy po siedem lat
    nasze siostry czekały w ślubnych sukniach z
    białymi obrączkami lodu na palcach
    nikt jeszcze nie wybierał się w wielką podróż
    nie gryźliśmy po nocach palców nie jęczeliśmy
    przykryci prześcieradłem gazety pierwsza książka
    miała zapach twojej skóry
    nie było wśród nas przyjaciół
    przed wigilią odstawiano krzesła od stołu robiąc
    miejsce na teatralną mszę śmierci
    wszyscy mamy nadal po siedem lat
    każdy jest poetą chociaż nie
    pisze wierszy
    ale ból przychodzi jak opętanie w Marsylii





    "Lekcja śpiewu"

    Na coś musimy odpowiedzieć.
    Siedzimy przy wspólnym stole i
    obrus powoli nasiąka krwią.
    Te ręce nie są przygotowane do modlitwy.
    Nasze twarze nie są w stanie
    przyjąć wszystkich spojrzeń.
    Przy wspólnym stole - a przecież
    znaleźliśmy się tutaj przypadkowo.
    Jesteśmy tutaj, jakbyśmy mieli
    wspólnie coś pożegnać.
    Nawet od tamtego czasu nie przybyło
    nam zbyt wiele lat;
    nadal siedemnastoletni w przyciasnych ubraniach
    na opuszczonym podwórku dzieciństwa czekamy
    aż wreszcie zacznie się
    ta bolesna lekcja śpiewu:
    ostatnie przebudzenie w środku życia,
    w połowie jakiejś drogi.



    1983

  44. #44
    Administrator ADMINISTRATOR FORUM Avatar ponury63
    Zarejestrowany
    Mar 2003
    Skąd
    z przyzwyczajenia
    Posty
    6.883

    Domyślnie

    Jacek Kaczmarski

    "Mistrz Hieronimus van Aeken z Hertogenbosch zwany Boschem"
    (wg obrazów H. Boscha)

    A ja dosiadam świni !
    I diabłów sto mnie goni !
    Wy, sobą zajęci, odwróćcie się, byście widzieli !
    Tu chlusta wino w gębę moją z dzbana w małpiej dłoni,
    Na pierś owłosioną leci z brody i pełnej gardzieli !

    Tu ruda ladacznica ropuchę ma na sromie
    Po sznurkach rozporka gramoli się ręka lubieżna;
    Pod garnkiem mego brzucha rozpala dziki płomień,
    Więc śmieję się głośno i z trzosu odliczam należność !


    A tam gdzieś - mój brat
    Na harfie jak Chrystus rozpięty
    Dobrze mu tak !
    Niech wie, że niełatwo być świętym !


    A ja dosiadam świni !
    I trzymam się szczeciny !
    To co, że pod belką zwisły różowe strąki ciał ?
    Czy może mam być mędrcem, by puszczać z ust mydliny
    I mówić o woniach Arabii, gdy wokół cuchnie kał ?

    Podkułem świnię złotem i ślad wyciskam w gnoju !
    Niech każdy oswoi swe diabły o żabiotrupich pyskach !
    Szczęśliwi niechaj w swoich bańkach z tęczy śpią w spokoju
    Nim w parę ich zmienią płonące wsie, młyny i zamczyska !


    A tam gdzieś - mój brat
    Na harfie jak Chrystus rozpięty
    Dobrze mu tak!
    Niech wie, że niełatwo być świętym!


    A ja dosiadam świni !
    Przemierzam czarną rzekę,
    Lecz woda od ognia gorąca nie gasi jurnych krzyków !
    Więc starczy nam radości! Do końca niedaleko !
    Łaskoczą do śmiechu włochate, niezaciągnięte stryki !

    Rumianych waszych twarzy myśl żadna nie zaszczyca,
    Świat oczom otwartym przesłania Nóż, Pieniądz, Pocałunek !
    Więc patrzcie jak po niebie łun pełzną gąsienice,
    Jak chmarą się lęgnie z nich nocny owadów gatunek !


    A tam gdzieś - mój brat
    Na harfie jak Chrystus rozpięty
    Dobrze mu tak !
    Niech wie, że niełatwo być świętym !


    A ja dosiadam świni !
    Omijam wszystkie rafy !
    Popatrzcie, jeżeli prócz siebie cokolwiek widzicie !
    Korzystać, póki darmo rozdaję cyrografy !

    Szafuję krwią z palca, bo na to mnie stać !

    Jam Król Życia !


    1977

  45. #45
    Administrator ADMINISTRATOR FORUM Avatar ponury63
    Zarejestrowany
    Mar 2003
    Skąd
    z przyzwyczajenia
    Posty
    6.883

    Domyślnie

    Jacek Kaczmarski

    "Przypowieść na własne czterdzieste czwarte urodziny"
    (za A.R. Lesage'em)

    Odkrywca rynsztoków, rynien, gzymsów, dachów,
    Bywalec pałaców, sypialnianych puchów,
    Sam sobie sekretem, pychą i postrachem,
    Nikomu nie winien łaski, ni posłuchu -
    Przemierzam wytrwale odcienie ciemności,
    Zaglądam do okien, w szklane książki światła;
    Rozumiem bezsenność - bękart bezsenności,
    Gdy - chcąc nie chcąc - cudza bierze mnie za świadka.

    Ale nic jej po mnie: sam zmagam się z nocą
    Ja - diabeł kulawy, ja - marcowy kocur.


    Za biurkiem polityk zaczernia arkusze
    Tak gęsto, że nie wie już sam - kiedy kłamie.
    W rozkosze zamienia słowami katusze,
    Bezsenność ambicji usypia mu pamięć.
    Szyba mu podsuwa zaszczytne odbicie:
    W aureoli sierści zimne źródła źrenic.
    - Patrzcie! Dla was nie śpię, kiedy wszyscy śpicie!
    Beze mnie, niewdzięczni, jesteście zgubieni!

    Zatem nic mu po mnie. Mam ja własną dumę
    I pyszną namiętność skłóconą z rozumem.


    Sen szczuje cygarem bystry finansista:
    Planuje na jutro miłosierne cięcie,
    Które krew z ofiary wypuści do czysta,
    Korzystne dla wszystkich kończąc przedsięwzięcie.
    Dostrzega za oknem stworzenie kulawe
    I z nieużywanym droczy się sumieniem:
    Zwycięża się w ciszy. Klęska kocha wrzawę,
    Śledź lubi cebulę, a pieniądz - milczenie.

    Zatem nic mu po mnie. Mam ja własny rewir,
    Gdzie świat się sprowadza do łupu i trzewi.


    Za snem tęskniąc pisarz przytula butelkę,
    Tak, jakby spirytus mógł mu dodać ducha.
    Słowa - kiedyś wielkie - stały się niewielkie;
    Choćby wykrzyczanych - mało kto dziś słucha.
    Gołębie śpią w gniazdach z własnego guana,
    Na szybie pysk koci jak księżyc się chwieje...
    Marzył o wolności i wolność mu dana
    Po to, by odebrać siłę i nadzieję.

    Zatem nic mu po mnie. Mam ja własne mroki
    I własną samotność nie cierpiącą zwłoki.


    Za tym oknem para parzy się zajadle,
    Dysząc ciszą, żeby dzieci nie słyszały.
    Czwórka śpi za drzwiami w ślepych kociąt stadle,
    Ona w trwaniu harda, on w żądzy wytrwały.
    I modlą się w przerwach, modlą o dobrobyt,
    Bardziej, niźli sobie, ufając ciemnościom.
    Modlą się do Boga by z nędzy wydobył,
    Bo nędza żyje żądzą, jak życie - miłością.

    Zatem nic im po mnie; gdy chcica mnie chwyta
    O niczym nie myślę, o bogów nie pytam.


    A tutaj, w tym oknie, śmierć żyje samotna
    Karmiona resztkami winy i radości.
    Przechodzę bezgłośnie obok tego okna
    Nim przyjdzie litosne dotknięcie nicości.


    Zrodzony ze spazmu pierwszego dnia wiosny,
    Cały poskręcany w instynkty i zmysły -
    Obwieszczam kocicy swój skowyt miłosny,
    Ostrzegam kocura sykiem nienawistnym.
    Ja sam byłem bogiem! Wyrocznią człowieczą,
    Posłańcem czarownic, cwanym Behemotem!
    Dziś - obszar swej władzy - znaczę wrzącą cieczą,
    Bo tyle mam istnień, że nie dbam - co potem.


    Co, kiedy, dlaczego, gdzie, za co i po co...
    Świadek nieskończonych potyczek z niemocą.



    1.3.2001

  46. #46
    Administrator ADMINISTRATOR FORUM Avatar ponury63
    Zarejestrowany
    Mar 2003
    Skąd
    z przyzwyczajenia
    Posty
    6.883

    Domyślnie

    Krzysztof Grzechowiak

    "Z wyliczeń"

    tyle było oddechów rozdzierających papier płuc
    ostatnich tchnień, konań beznadziejnych jak wołanie o pomoc
    lodowatych serc; wyciągania rąk, listów nadaremnych
    zaklęć, w imię Boga, Matki, wszystkiego co święte
    tyle słów ostatnich które się pamięta po latach rozłąki
    pożegnań, rozmów obojętnych, nietrwałych przyjaźni
    spłowiałych z czasem jak wstążki na wieńcach
    tyle było wódki co krwi w żyłach, wierszy
    mówiono - ach wiersze, spadających gwiazd
    kreślących upadek na ciemnym błękicie (ktoś umarł)
    życiorysów zawiłych nie z przerwą lecz przepaścią, tyle
    upokorzeń - kto ciebie krzywdził - lęku lecz i płonących żagwi bunt
    tyle było zamachów na świat
    ale kto inny ginął, on trwały w posadach drwiny
    ile miłości dziecinnych, nierealnych obietnic
    zdrad, książek które latami truły umysł
    goryczy bo znowu dzień pusty pominął kogoś milczeniem
    tak boli nie potwierdzona obecność
    była śmierć i narodziny których nikt nie opiewał
    był pieniądz co każdą godność przeważy
    słowa prawdy zdeptane i daremny protest poety
    gdy bito ludzi; były godziny zetlałe
    stracone bez objawień i błysków natchnienia
    lecz tyle było dumy żeby przez życie iść bez skrzywień

  47. #47
    Administrator ADMINISTRATOR FORUM Avatar ponury63
    Zarejestrowany
    Mar 2003
    Skąd
    z przyzwyczajenia
    Posty
    6.883

    Domyślnie

    A R M I A

    "Niezwyciężony"
    (słowa Tomasz Budzyński, muzyka Robert Brylewski)

    Jak ogień spadasz na zdobycz
    Ofiarą jestem ja
    I piórem z Twojego skrzydła
    na wodzie rysuję ślad
    Posłuchaj jeszcze raz, to wieje wiatr
    Oddaję Ci swój czas i czekam na znak

    Hej, hej, Niezwyciężony!
    Hej, hej, poznać się daj.
    Hej, hej, Niezwyciężony!
    Hej, hej, wstawaj i walcz!

    Podobno pomagasz nieść ciężar
    Wszystkiego, nie śmieci, o tak!
    Podobno mieszkasz tak blisko
    Najbliżej jak tylko się da
    Posłuchaj jeszcze raz, to wieje wiatr
    Oddaję Ci swój czas i czekam na znak

    Hej, hej, Niezwyciężony!
    Hej, hej, poznać się daj.
    Hej, hej, Niezwyciężony!
    Hej, hej, wstawaj i walcz!

    Szarańcza pożera olbrzymów
    I woda tryska ze skał
    I nic tu nie ma do rozumienia
    Wystarczy tylko
    Posłuchać jeszcze raz, to wieje wiatr
    Oddaję Ci swój czas i czekam na znak

    Hej, hej, Niezwyciężony!
    Hej, hej, poznać się daj.
    Hej, hej, Niezwyciężony!
    Hej, hej, wstawaj i walcz!

    Hej, hej, hej, hej, hej, hej
    Hej, hej, hej, hej, hej, hej


    utwór [legal w całości] [1,6 MB]
    link ze strony www.budzy.art.pl/start.html

  48. #48
    Administrator ADMINISTRATOR FORUM Avatar ponury63
    Zarejestrowany
    Mar 2003
    Skąd
    z przyzwyczajenia
    Posty
    6.883

    Domyślnie

    utwór z repertuaru Elżbiety Jodłowskiej


    "Urzędnicy Pana B."
    (sł. Magda Czapińska, muz. Włodzimierz Korcz)

    Dałeś mi Panie rozum i wiarę, duszę rogatą, serce za ciasne,
    No i sumienie, jak to sumienie - niedoskonałe, za to własne.
    Z Tobą się zawsze jakoś dogadam, w smutku pocieszysz, w biedzie pomożesz,
    lecz ten naziemny Twój personel.... O, z personelem to już gorzej !
    Swój święty nos pcha mi pod kołdrę, poucza, w duszy grzebać chce;
    Chyba dlatego tak nie lubię Twych urzędników, Panie B.

    Kiedy pomówić z Tobą muszę, robię to tak jak pewien mleczarz,
    A Ty nadstawiasz boże ucho i słuchasz mnie - i nie zaprzeczasz.
    Bo chcesz zrozumieć lęk człowieczy, nasze zmęczenie ponad siły
    I jesteś dla nas wielkoduszny, a dla mnie bywasz nawet miły.
    Więc się nie mieszaj, sługo boży, gdy z Twoim Panem mówić chcę;
    Nie potrzebuję pośredników w moich rozmowach z Panem B.

    Panie B., Panie B., Panie B. !
    W departamencie spraw niebieskich
    Są moje akta personalne
    I każdy krok mój czujnie śledzą
    Anioły Twe, Panie B.
    Transcedentalne

    Lecz jeśli przed Tobą kiedyś stanę, sama chcę z życia się tłumaczyć,
    Proboszcz by nie dał rozgrzeszenia, a Ty zrozumiesz i przebaczysz.
    Więc póki żyję, myślę, czuję, niech ręka boska chroni mnie
    Przed pychą i nadgorliwością Twych urzędników, Panie B.

  49. #49
    Administrator ADMINISTRATOR FORUM Avatar ponury63
    Zarejestrowany
    Mar 2003
    Skąd
    z przyzwyczajenia
    Posty
    6.883

    Domyślnie

    Ezra Pound

    "Pieśń LXXXI" (fragmenty)

    (.........)
    Co ukochałeś wielce, pozostanie,
    Reszta to śmieć.
    Co ukochałeś wielce nie będzie ci wydarte.

    Co ukochałeś wielce, prawdziwym twym dziedzictwem,
    Czyj świat, czy mój, czy ich,
    Czy jest on niczyj?
    Najpierw nadeszło widziane i tak dotykalne
    Elysium, choć byłoby w komnatach piekła,
    Co ukochałeś wielce, nie będzie ci wydarte.

    Mrówka jest centaurem w swoim smoczym świecie.
    Zrzuć pychę, to nie człowiek.
    Stworzył odwagę, stworzył ład, stworzył łaskę,
    Zrzuć pychę, powiadam, zrzuć.
    Ucz się od zielonego świata miejsca swego
    Na drabinie myśli czy prawdziwej sztuki,
    Pychę zrzuć,
    Paquin, zrzuć !
    Zielony hełm przewyższył twoją elegancję.

    "Bądź panem siebie, a inni zniosą ciebie",
    Pychę zrzuć,
    Boś jest obity pies wśród gradu.
    Opuchła sroka na niepewnym słońcu,
    Pół czarna, pół biała.
    Nie odróżniasz skrzydła od ogona,
    Zrzuć pychę,
    Jak nędzne nienawiści twe,
    Karmione fałszem.
    Zrzuć pychę,
    Rychły w burzeniu, leniwy w miłosierdziu,
    Pychę zrzuć,
    powiadam, zrzuć.

    Lecz że się dokonało czegoś miast by nie dokonać,
    To nie jest pychą,
    Że się z uszanowaniem zastukało,
    By Blunt otworzyć mógł,
    Że się zbierało w powietrzu żyjacą tradycję
    Albo w szlachetnej starej źrenicy niepokonany płomień,
    To nie jest pycha.
    Tu cały błąd jest w niedokonaniu,
    Cały w nieufności co się zawahała.


    Przeł. Janusz A. Ihnatowicz

  50. #50
    FORUMOWICZ to brzmi dumnie (min. 100)
    marcinpszczyna

    Zarejestrowany
    Apr 2006
    Posty
    130

    Domyślnie

    Ponury63 dzięki!!! To jest super
    Szczególnie Kaczmarski - akurat słucham na okrągło - chociaż dopiero niedawno się o nim dowiedziałem i posłuchałem. Jest świetny - Kaczmarski.
    "Money, it's a crime.
    Share it fairly but don't take a slice of my pie.
    Money, so they say
    Is the root of all evil today."

  51. #51
    FORUMOWICZ to brzmi dumnie (min. 100)
    marcinpszczyna

    Zarejestrowany
    Apr 2006
    Posty
    130

    Domyślnie

    Poza tym kręci mnie ta piosenka - chodzi za mną cały czas:

    Autoportret Witkacego

    Patrzę na świat z nawyku
    Więc to nie od narkotyków
    Mam czerwone oczy doświadczalnych królików
    Wstałem właśnie od stołu
    Więc to nie z mozołu
    Mam zaciśnięte wargi zgłodniałych Mongołów

    Słucham nie słów lecz dźwięków
    Więc nie z myśli fermentu
    Mam odstające uszy naiwnych konfidentów
    Wszędzie węszę bandytów
    Więc nie dla kolorytu
    Mam typowy cień nosa skrzywdzonych Semitów

    Widzę kształt rzeczy w ich sensie istotnym
    I to mnie czyni wielkim oraz jednokrotnym
    W odróżnieniu od was którzy Państwo wybaczą
    Jesteście wierszem idioty odbitym na powielaczu

    Dosyć sztywną mam szyję
    I dlatego wciąż żyję
    Że polityka dla mnie to w krysztale pomyje
    Umysł mam twardy jak łokcie
    Więc mnie za to nie kopcie
    Że rewolucja dla mnie to czerwone paznokcie

    Wrażliwym jest jak membrana
    Zatem w wieczór i z rana
    Trzęsę się jak śledziona z węgorza wyrwana
    Zagłady świata się boję
    Więc dla poprawy nastroju
    Wrzeszczę jak dziecko w ciemnym zamknięte pokoju

    Ja bardziej niż wy jeszcze krztuszę się i duszę
    Ja częściej niż wy jeszcze żyć nie chcę a muszę
    Ale tknąć się nikomu nie dam i dlatego
    Gdy trzeba będzie sam odbiorę światu Witkacego
    "Money, it's a crime.
    Share it fairly but don't take a slice of my pie.
    Money, so they say
    Is the root of all evil today."

  52. #52
    FORUMOWICZ to brzmi dumnie (min. 100)
    pineska

    Zarejestrowany
    Feb 2006
    Posty
    121

    Domyślnie

    Czy w trwaniu
    czy to we wrzątku zdarzeń
    twarze, twarze
    wciąż widzę wasze twarze
    płyną tu gdzieś z głębi wspomnień
    z odchłani snu
    idą nocą do mnie

    Z jasnym śmiechem
    lub smutku makijażem
    twarze, twarze
    wciąż widzę wasze twarze
    w ciszy łąk i zdań różańcu
    twarzy krąg
    w niepowstrzymanym tańcu.

    Dzięki losie
    za to żeś dał mi w darze
    twarze, twarze
    te bliskie twarze
    że mi dałeś tę jasną oczywistość
    im swiat większy
    tym bliższa bliskość.

    Wśród marzeń
    rozwianych, jak miraże
    twarze, twarze
    zawsze życzliwe twarze
    czyjaś dłoń i ciepłe słowo:
    trzymaj pion !
    my jesteśmy z tobą !
    Słońca duszy
    te oczy jak witraże
    twarze, twarze
    co płoną jak lichtarze
    w mroczny czas, serc drogowskazy
    ja wśród was -
    twarz pośród innych twarzy

    Dzięki losie...

    Czas toczy
    swe koła po zegarze
    prawda w oczy:
    kiedyś mnie Panie wskażesz
    skoro już, tak jak w walizkę
    w pamięć włóż
    te wszystkie twarze bliskie

    Dzięki losie...

    Czas toczy
    swe koła po zegarze
    prawda w oczy:
    kiedyś mnie Panie wskażesz
    skoro już, tak jak w walizkę
    w pamięć włóż
    te wszystkie twarze bliskie

  53. #53
    Administrator ADMINISTRATOR FORUM Avatar ponury63
    Zarejestrowany
    Mar 2003
    Skąd
    z przyzwyczajenia
    Posty
    6.883

    Domyślnie

    Hanna Czekała

    "Wizyta"

    Siedzimy w domu pełnym Ciebie - ja i Twoja Matka
    Czekamy na Ciebie - nie mówimy o tym
    Choć każda liczy że kapryśny los cofnie czas
    - tak specjalnie dla nas i staniesz w progu

    Twój płaszcz jeszcze pachnie Tobą
    Nabieramy zapachu pełne ręce i tulimy do piersi
    powstrzymując łzy

    Już późno muszę wracać
    Przyjdę do pani jutro - może wczoraj wróci...
    Życzę snów które były kiedyś naszym życiem

  54. #54
    Administrator ADMINISTRATOR FORUM Avatar ponury63
    Zarejestrowany
    Mar 2003
    Skąd
    z przyzwyczajenia
    Posty
    6.883

    Domyślnie

    Konsument
    (sł. Kazik Staszewski, muz. Kult)

    Konsument mówi, że je aby jeść
    Konsument pli aby pleść
    Jego bracia stoją radia wokół
    Słuchają politycznego bełkotu
    Potem wszyscy razem siadają do stołu
    Piją wódkę, gadają, fioletowe twarze mają
    A gdy więcej nie zjedzą i nie wypiją
    Gromadzą się tłumnie przed telewizją
    • A wszyscy oni bombardowani śmieciami
      Wszyscy oni zasypywani informacjami
      A wszyscy oni bombardowani śmieciami
      Wszyscy oni zasypywani informacjami
    Konsument, gdy wie, że to jest w modzie
    Rozmawia o wojnie na Wschodzie
    Mówi to, co słyszał w radio i z gazety
    Czy konsument to ty?
    Tak, im zależy, byś ty był konsument
    Nie myślał, działał jak instrument
    Bo konsument mówi, że je aby jeść
    Więc pomyśl - czy jesz aby jeść?
    • A wszyscy oni bombardowani śmieciami
      Wszyscy oni zasypywani informacjami

      Wszyscy oni bombardowani śmieciami
      Wszyscy oni zasypywani informacjami


    A gdy będę umierał
    (Staszek Staszewski)

    A gdy będę umierał
    To nie przyjdzie generał
    Ziewnie z cicha dyrektor
    Bo umiera byle kto

    Serce pluśnie w staw ciszy
    Doktór papier podpisze
    Szakal z hieną z kantorka
    Złożą rzeczy do worka

    Żona przyjdzie w welonie
    Masz przepustkę, Charonie
    Złoty ząbek zostawić
    Piórko z głową poprawić

    A gdy będę chowany
    Syn zapłacze pijany
    Zdepcze szarfy dostojne
    Potem pójdzie na wojnę

    Na cmentarzu pod murem
    Słońce zajdzie za chmurę
    Drobny deszczyk pokropi
    Pamięć moją zatopi

    A na stypie z bigosem
    Strasznym krzyknie ktoś głosem
    Wyjdziesz patrzeć kto woła
    Znajdziesz ciszę dookoła

  55. #55
    Administrator ADMINISTRATOR FORUM Avatar ponury63
    Zarejestrowany
    Mar 2003
    Skąd
    z przyzwyczajenia
    Posty
    6.883

    Domyślnie






    Jacek Kaczmarski

    "Wszystko, co mi się zdarzy..."

    Wszystko, co mi się zdarzy,
    Żłobi ślad w mojej twarzy -
    A mnie się przecież wciąż marzy
    Twarz inna niż ta, którą mam.

    Więc nie unikam masaży -
    Daję się krajać i prażyć,
    By z twarzy stworzyć ołtarzyk,
    Przed którym ukląkłbym sam.

    Dobry jest każdy sposób,
    By się odmienić ukradkiem -
    Jeśli własnego losu
    Już muszę
    Koronnym być świadkiem.




    "Zabić kota"

    Kota schwytaliśmy w kącie śmietnika
    Łeb mu wcisnąłem w mokrą grudę żwiru
    Dziesięcioletni mój przyjaciel Świrus
    Wstrzymując oddech - użył scyzoryka.

    Zwierzak się szarpał, krew wsiąkała w żwir,
    Fruwała w kłakach wystraszona sierść.
    Rozwarła się pod ostrzem kocia pierś
    W łysiny płuc i śliski kiszek wir.

    Wiotczał pod dłonią protest żywych sił
    Łomotał w sercu zachwycony lęk,
    Aż o żywotach kota dziewięciu przesąd pękł
    W cynobry nerwów i błękity żył.

    Takie wspomnienie nić pamięci mota.
    Świrus chirurgiem został, znanym w kraju
    I wie, gdzie życia kończy się istota;
    Ja piszę wiersze o śmierci Rodzaju...

    Wiele zawdzięcza ludzkość męce kota.

    5.2.1995




    "Ja"

    Nie jestem piękny, a przyciągam wzrok,
    Cieszy mnie wstręt w tworzących mnie spojrzeniach;
    Sprytu nauczył mnie ułomny krok,
    Co krok normalny w powód wstydu zmienia.
    Wiem, że nawiedzam przyzwoite sny;
    Bóg mnie spartaczył, jam wyrzut sumienia;
    Dlatego wpełzam w dostojne zgromadzenia,
    Gdzie racją bytu jest bezkarne - my !

    A ja na złość im - nie należę.
    I tak beze mnie - o mnie - gra.
    Jednego nikt mi nie odbierze:
    Ja jestem ja, ja, ja.

    W karczmie tak siadam, by mnie widzieć mógł
    Każdy obżartuch najzdrowszy i pijak;
    To, co mi Bóg dał zamiast zwykłych nóg
    Wokół półmiska bezwstydnie owijam.
    Tym, co mam w miejsce rąk, odpędzam psy
    Węszące łatwy łup w chromego strawie
    I traci nastrój biesiadników gawiedź,
    Co śpiewa przy mnie swoje śmieszne - my !

    Bo ja na złość im - nie należę.
    I tak beze mnie - o mnie - gra.
    Jednego nikt mi nie odbierze:
    Ja jestem ja, ja, ja.

    Mam pod Ratuszem stałe miejsce, gdzie
    Swój tors niezwykły wystawiam na pokaz:
    Pomnik wyjątku, drżę z rozkoszy, że
    Żadnego z radnych nie przepuszczę oka.
    Gdy się dębowe już zatrzasną drzwi,
    By przebieg obrad skryć przed losem plebsu
    Wiem, że zdołałem trochę nastrój zepsuć
    Tym, co tak godnie mówią, myśląc - my !

    Bo ja na złość im - nie należę.
    I tak beze mnie - o mnie - gra.
    Jednego nikt mi nie odbierze:
    Ja jestem ja, ja, ja.

    W farze na najświetlistszą włażę z ław,
    Gdzie przed ołtarzem tęcza lśni z witraży,
    By, kiedy wierni proszą - Boże, zbaw ! -
    Móc Mu pokazać, co z mej zrobił twarzy.
    Więc patrzą na mnie, chociaż kapłan grzmi
    Żeśmy jedynie niepoprawnym stadem,
    Bom namacalnym przecież jest przykładem,
    Że jest nieprawdą ich chóralne - my !

    Bo ja na złość im - nie należę.
    I tak beze mnie - o mnie - gra.
    Jednego nikt mi nie odbierze:
    Ja jestem ja, ja, ja.

    Nie jestem sam. Odmiennych nas jest w bród !
    Wciąż otorbionych wstrętem i respektem.
    Bóg dał z kalectwem pokusę nam - i głód,
    By się związać w pokręconych sektę.
    Partia Potworków ! Rząd zatrutej krwi !
    Ach, cóż za ulga - unormalnić skazy !
    Nakaz szacunku, a nie gest odrazy,
    Wystarczy - ja ! ja ! ja ! - zmienić w - my !!

    Nie, nie chcę wpływać i należeć !
    I tak beze mnie - o mnie - gra.
    Jednego nikt mi nie odbierze:
    Ja jestem ja ! ja ! ja !

    28.11.1991

  56. #56
    Administrator ADMINISTRATOR FORUM Avatar ponury63
    Zarejestrowany
    Mar 2003
    Skąd
    z przyzwyczajenia
    Posty
    6.883

    Domyślnie

    "Minus 10 w Rio"
    [sł. A. Mogielnicki, muz. J. Borysewicz]

    Co to za dom ?
    Może powie mi ktoś
    Jakim cudem się znalazłem w nim ?
    Wszystko tu jest, nawet dziecko i pies,
    Tylko nie ma okien ani drzwi...
    Nad głową moją ktoś wykleił strop
    Gazetami sprzed dwudziestu lat;
    Leżąc na wznak, przed oczami mam
    Z "Ekspresiaka" wciąż nagłówki dwa:
    • "Minus 10 w Rio"
      "Dżuma w Santa Fe"
      Wszystko obok mija
      Jak wariata sen
    Ech, dużo bym dał,
    Gdybym prawdę choć znał -
    Ile czasu jestem w domu tym ?
    Gdzieś spoza ścian,
    Gdy się wsłuchać, to gra
    Gitarowe solo Alvin Lee..
    Dziecko ma rok,
    Długie włosy i wzrok
    Pokerzysty, gdy zakłada blef.
    W pokoju psa - taka cisza wciąż trwa
    Jakby się do skoku czaił lew....
    • "Minus 10 w Rio"
      "Dżuma w Santa Fe"
      Wszystko obok mija
      Jak wariata sen
    • "Minus 10 w Rio"
      "Dżuma w Santa Fe"
      Wszystko obok mija
      Jak wariata sen
    Co to za dom ?
    Może powie mi ktoś.....

  57. #57
    Administrator ADMINISTRATOR FORUM Avatar ponury63
    Zarejestrowany
    Mar 2003
    Skąd
    z przyzwyczajenia
    Posty
    6.883

    Domyślnie

    Pidżama Porno

    "Tom Petty spotyka Debbie Harry"
    [płyta: Marchef w butonierce]


    Jestem twoją klątwą i przekleństwem
    Niedokończoną przyjemnością
    Przegryzioną wargą
    Do krwi

    Jak oszołomiony wicher
    Omijam oka twojej sieci
    Wieję tylko tam, gdzie mam ochotę
    Wieję tylko tam, gdzie mam ochotę
    Sama dobrze wiesz, gdzie...

    Patrzysz w moje oczy
    Widzisz kłamstwo
    Piękne oczy
    Piękne kłamstwo

    Jeden bilet w jedną stronę...


    Uwierz, miła, wiem jak to boli
    Kuszą śliskie parapety
    Zgasły nasze grzeszne sakramenty
    Jeszcze ciepłe pistolety

    Jestem twym śmiertelnym wrogiem
    Złym snem, który nie miał dokąd odejść
    Kiedy długo skończyć nie mogę
    Kiedy długo skończyć nie mogę
    Myślę o tobie...

    Patrzysz w moje oczy
    Widzisz kłamstwo
    Piękne oczy
    Piękne kłamstwo

    Jeden bilet w jedną stronę...


    Tak naprawdę ważna jest tylko chwila
    Ta chwila, miła, czasem - to błąd...


    Tyle mógłbym ci powiedzieć
    Jeszcze mocniej cię przytulić
    W życiu jest jak z zapałkami -
    Raz się kradnie, raz się gubi

    Zaplątałem się w oszustwa
    Żyję za pożyczone
    Mam sparaliżowane usta
    Mam sparaliżowane usta

    Jeden bilet w jedną stronę
    Jeden bilet w jedną stronę


    Tak naprawdę ważna jest tylko chwila
    Ta chwila, miła, czasem - to błąd...

  58. #58
    Administrator ADMINISTRATOR FORUM Avatar ponury63
    Zarejestrowany
    Mar 2003
    Skąd
    z przyzwyczajenia
    Posty
    6.883

    Domyślnie

    Zbigniew Hołdys

    "Molier"

    "Molier to był Żyd"
    "Rejtan to był chyba Czech"
    "Gierek to był skin"
    "Adolf Hitler to był gej"
    "Lenin nie był zły"
    "Che Guevara mocno żył"
    - tyle powiedzieli dziś ludzie,
    kiedyśmy przez miasto szli

    "Solidarność to był motłoch,
    komuniści pozwalali żyć"

    "Jezus to był świr"
    "Jelcyn wczoraj mało pił"
    "Manson to był bóg"
    "Todor Żiwkow nie mył nóg"
    "Miłosz to jest nikt"
    "Goethe niepotrzebnie żył"
    - tyle powiedzieli dziś ludzie,
    kiedyśmy przez miasto szli

    "Solidarność to był motłoch,
    komuniści pozwalali żyć"
    • język to mistrz od wykrzywiania słów,
      jakby czuwał nad nim wielki Manitou
      rozum to szatan, więc lepiej niech śpi -
      ale słuchać, słuchać pozwólcie mi....
    "Jaruzelski żonę bił"
    "Pele to był król"
    "Marilyn Monroe to był cud"
    "Urban to był ch*j"
    "Zespól Perfect nie był mój"
    - tyle powiedzieli dziś ludzie,
    kiedyśmy przez miasto szli

    "Solidarność to był motłoch,
    komuniści pozwalali żyć"


    >>> do posłuchania

  59. #59
    ELITA FORUM (min. 1000) Avatar amonite
    Zarejestrowany
    Jan 2007
    Posty
    1.193
    Wpisy w Dziennikach Budowy
    101

    Domyślnie

    Piżama Porno


    Nie chcę częstować cię śmiercią
    życie piękniejsze jest niż śmierć
    każdą swoją żywą częścią
    wybieram życie

    O tobie wiem że mieszkasz w bardzo długim bloku
    To już chyba "Lśnienie"
    Prawie nikogo nie znasz wokół
    Twoja samotność gorsza niż więzienie...

    nie chcę częstować cię śmiercią...

    Twoje kolejne kłamstwo
    Masz koszulkę z Kurtem
    Nawet ci do twarzy
    nawet ci do twarzy z trupem
    Poproś go niech ci powie chociaż słowo
    Sam mógłbym ci zaśpiewać
    Dobrze umrę lepiej sprzedam
    Mógłbym ci zaśpiewać

    Czerwone pryszcze już nie psują mi twarzy
    I sam też stoję trochę z boku
    Wiem że dobrze jest być
    Wiem że dobrze jest mieć
    Mieszkam w bardzo długim bloku

    nie chcę częstować cię śmiercią...

    Dla ciebie śmierć to pestka
    Życie to zabawka
    Każda twoja blizna
    Każda igła i strzykawka
    Jeszcze jedna słabość
    kolejna łatwizna

    nie chcę częstować cię śmiercią...

    Odwrócone krzyże
    Orgazm na pentagramach
    Swastyki w twojej głowie gorsze niż te na ścianach
    To fatalna iluzja
    Gówniana fatamorgana
    Sam mógłbym ci zaśpiewać
    Dobrze umrę lepiej sprzedam
    Mógłbym ci zaśpiewać...

  60. #60
    ELITA FORUM (min. 1000) Avatar amonite
    Zarejestrowany
    Jan 2007
    Posty
    1.193
    Wpisy w Dziennikach Budowy
    101

    Domyślnie

    Piżama Porno

    Tyle dróg

    płyta: ULICE JAK STYGMATY

    Tyle dróg zdawało się prowadzić do celu
    Tyle dróg miało być najlepszych
    Tyle dróg było tymi jedynymi
    A wszystkie te jedyne i słuszne drogi
    Okazały się ślepymi

    Drogi porastały chwastami jałowymi
    Buty maszerowały od wschodu do zachodu słońca
    Nie było widać początku
    Nie było widać końca

    Cuda chodzą parami
    W siedmiomilowych butach
    Nie legitymują się dokumentami
    Czy ty wierzysz w cuda?

    1987

+ Odpowiedz na ten temat
Strona 1 z 2

Zwiń / Rozwiń Uprawnienia

  • Nie możesz zakładać nowych tematów
  • Nie możesz pisać wiadomości
  • Nie możesz dodawać załączników
  • Nie możesz edytować swoich postów
  • BB Code jest aktywny(e)
  • Emotikonyaktywny(e)
  • [IMG] kod jest aktywny(e)
  • HTML kod jest wyłączony
FORUM:

Strona główna

Strona główna

Dzienniki budowy

Grupy budujące

Użytkownicy

Zakupy

Wyszukiwanie

RSS

Widżet

Mapa strony

MURATOR S.A.:

O wydawnictwie

Redakcja Forum

Reklama

Płatny profil

Regulamin

Serwisy internetowe: Dom i ogród:

Muratordom

Archiwum murator.pl

Projekty murator.pl

Tuznajdziesz.pl

Muratorfinanse.pl

Urzadzamy.pl

Wymarzonyogrod.pl

Architekura i budownictwo:

Muratorplus.pl

Informatoryonline.pl

Architekturamurator.pl

Hobby i wypoczynek:

Podroze.pl

Zagle.com.pl

Zdrowie i rodzina:

Poradnikzdrowie.pl

Dlarodzinki.pl

Dzieckozakupy.pl

Rolnictwo:

Rolnictwoonline.pl

Wideo:

Jestem.pl

Rozrywka i informacja:

Se.pl

Miesięczniki:

Murator

Dobre wnętrze

M jak Mieszkanie

Moje mieszkanie

Podróże

Żagle

Zbuduj dom

Architektura

Zdrowie

M jak Mama

Copyright: © Murator S.A.