dostępne w wersji mobilnej muratordom.pl na Facebooku muratordom.pl na Google+
Strona 5 z 5
Pokaż wyniki od 81 do 90 z 90
  1. #81

    Domyślnie

    Hanna Banaszak

    "Truskawki w Milanówku"
    (słowa Wojciech Młynarski)

    Ja mam na ogół pamięć krótką,
    ja mam na ogół pamięć złą,
    ktoś do mnie mówił: "Niezabudko"
    Zupełnie nie pamiętam, kto.
    Ktoś mnie ubierał w perły, futra,
    Kto? Całkiem nie pamiętam, lecz
    Aż po starości jesień smutną
    Pamiętać będę jedną rzecz:

    Truskawki w Milanówku,
    Tamten ganeczek w dzikim winie,
    Te interludia na pianinie,
    To jeszcze mi się śni,
    Truskawki w Milanówku,
    Pogodny wuj reakcjonista,
    Który "Brygadę Pierwszą" świstał
    Słuchając BBC

    Truskawki w Milanówku
    Na talerzykach Rosenthala
    Przysiadły od hołoty z dala
    Wśród śmietankowej mgły.

    Truskawki w Milanówku
    I ten przechodzień, spacerowicz,
    Inteligentny jak Gombrowicz,
    To właśnie byłeś ty.

    Nie mam pamięci do detali,
    Ale pamiętam furtki skrzyp,
    A potem księżyc się zapalił
    i łypnął ku nam łypu-łyp.

    Ja miałam oczy nieprzytomne,
    Czułam gorący poszum krwi,
    Więcej nie pomnę, ale pomnę,
    Jak strasznie smakowały mi

    Truskawki w Milanówku,
    cukier jak śnieg Kilimandzaro,
    wuj przez sen mruczał "Cztery karo,"
    bo we śnie w brydża gral

    Truskawki w Milanówku,
    Na widelczyku srebrnym drżące,
    O cichym zmierzchu sprzyjające
    Związkowi dusz i ciał.

    Truskawki w Milanówku,
    Na księżycowy promień złoty
    Ty nawlekałeś swe tęsknoty,
    A ja westchnienia me.

    Truskawki w Milanówku,
    Przez chwilę człek nie podejrzewał,
    Że to nie Lorelei śpiewa,
    Lecz gwiżdże EKaDe...

    Cichą tęsknotę darmo kojąc,
    W jesienny zapatrzona liść,
    Chcę bardzo, by piosenka moja
    Zawarła jeszcze taką myśl:

    Że kalarepa z Wołomina,
    Która stanowi czasu znak,
    Choć strasznie mnożyć się zaczyna,
    Wspominać tak się nie da jak

    Truskawki w Milanówku,
    Martwa natura, żywy dowód,
    Że jeszcze wciąż istnieje powód,
    By podwieczorki jeść.

    Truskawki w Milanówku,
    Wytworne żarty od niechcenia,
    Ach, pracowały pokolenia
    Na formę tę i treść.

    Truskawki w Milanówku,
    Wuj konkubinę miał w Brwinowie,
    Ale nam o niej nie opowie,
    Wuj juz na chmurce gdzieś.

    Truskawki w Milanówku,
    Wasz czar nie zniknął i nie przepadł,
    Nim was zagłuszy kalarepa,
    Poświęcam wam tę pieśń.

  2. #82

    Domyślnie




    Jacek Kleyff

    "Zeznanie Kaczorowskiego (O pierwszym skrzypku)"


    Co tam widać w perspektywie?
    Góra łachów, a się rusza.
    To dziad Kaczorowski wstaje,
    Szukać szczęścia w starych puszkach.

    Ledwie świt nad miastem blady,
    Drzwi śmietnika już odmyka.
    Wczoraj z walizami gwiazdor,
    Dzisiaj z workiem, jak słoikarz.

    By się życiem nie przejmować,
    Podśpiewuje pieśń radosną,
    Już dokładnie nie pamięta,
    Czy kaszubską, czy krakowską.

    La, la, la, la....

    Towarzyszka jego życia
    Dawno zeszła już na marne.
    Twarz od wódki fioletowa,
    Garb na plecach, w ręku garnek.

    Chce zanucić coś do marszu,
    Lecz zapomniał, jak piosneczka
    Szła. O... chyba już pamięta...
    Tak, to będzie "Szła dzieweczka"...

    La, la, la, la...

    Społeczeństwo obok biegnie,
    A dziad siedzi, czyta neon.
    Każdy chętnie się pociesza,
    Że ten dziad to jeszcze nie on.

    I dlatego Kaczorowski
    Chce odwiedzić urząd miejski
    I zatwierdzić nowy etat:
    "Wolny Dziad Obywatelski".

    - Ja tu niżej podpisany,
    W myśl pożytku ze mnie w mieście,
    W nawiązaniu do tobołów,
    Dawać mi tu cztery dwieście!

    A tymczasem w barze POSTiW *
    Gra węgierski Locomotiv.
    Dziad zanuci, z resztek podje,
    Przecież świetnie zna melodię.

    La, la, la, la...

    I tak śni nasz pierwszy skrzypek,
    Lęka się, że dziadem będzie.
    Chciałby mary złe odgonić,
    Występować jak najprędzej.

    Nagle budzi go dyrygent:
    - To galówka! Kaczor, nie śpij!
    Teatr Wielki, przemówienia!
    Więc on zrywa się do pieśni:

    La, la, la, la...


    * POSTiW - Powiatowy Ośrodek Sportu, Turystyki i Wypoczynku
    [wicie rozumicie, taki PRL-owski fitness club ]


    inny tytuł tego utworu to "Dziad Kaczorowski"

    a tutaj interpretacja zachrypniętego Jacka Kaczmarskiego
    [z wyraźnym wpływem szalejącej inflacji na tekst ]

  3. #83
    OLIMP FORUM - oświecona góra rankingu... FORUMOWICZ WIELKI SERCEM Avatar Zochna
    Zarejestrowany
    Sep 2004
    Skąd
    3miasto
    Posty
    5.878

    Domyślnie

    Jesień /D. Basiński - Mumio/

    Jesień, Jesień, Jesień
    złote liście spadają z drzew
    Jesień, Jesień, Jesień
    dzieci liście zbierają na w-f

    Jesień, Jesień, Jesień
    złote liście spadają w dół
    Jesień, Jesień, Jesień
    Marcin znalazł tylko liścia pół

    Jesień, Jesień, Jesień
    za to Zosia aż cztery w całości
    Jesień, Jesień, Jesień
    Znowu piątka w dzienniczku zagości
    Wegetarianie nie jedzą wprawdzie zwierząt, ale zjadają im pożywienie ...

  4. #84

    Domyślnie

    Andrzej Waligórski

    "Święta krowa"

    Mlekodajna, piękna, zdrowa,
    Żyła kiedyś zwykła krowa.
    Z przodu żarła trawę z sieczką,
    A z tyłu dawała mleczko;
    Dawała je w zimie, w lecie.
    Uwielbiali krowę kmiecie,
    Prawie hołd składali krowie -
    Aż jej przewrócili w głowie.
    Uwierzyła, że jest święta
    I zrobiła się nadęta,
    Okrąglejsza od balona,
    I jakaś taka.. natchniona.

    Poszedł ją wydoić Wicek,
    A krowa w krzyk: - Won od cycek !
    W ziemię bij przede mną głową,
    Jestem bowiem świętą krową !

    Przyjechał krówski pan likarz:
    - Co ty tak - powiada - brykasz ?
    Krowa, nie speszona wcale:
    - Odejdź - mówi - konowale !
    Właśnie czuję, że powoli
    Dostaję już aureoli !
    - Nieraz - rzekł lekarz - przy wzdęciu
    Szajba odbija bydlęciu;
    Nie bierz żeż, durny bawole,
    Tej szajby za aureolę
    I posłuchaj mojej rady -
    Zrób ze dwa lub trzy przysiady,
    Bo cię te gazy uśmiercą !
    - Milcz - krowa na to - bluźnierco !

    Nie chciała słuchać dyrektyw,
    Bluzgała stekiem inwektyw,
    Aż doktor, co nie miał czasu,
    Zasunął jej szprycę z kwasu.
    Poczem schował się w lucernie,
    A ta krowa - jak nie świernie !
    (czyli - jak nie zaświergoli)

    I brzuch jej opadł powoli,
    Znów zrobiła się zwyczajna,
    Grzeczna, i w ogóle fajna.


    Wniosek: żadne dyrektywy,
    Nie zastąpią lewatywy !

  5. #85

    Domyślnie

    Julian Tuwim

    "W-wa"

    Kto pisze zamiast Kraków - K-ków?
    Nikt. Nie ma w Polsce takich kpów.

    Komu by wlazło w mózgownicę
    Na K-wice zmieniać Katowice?

    Czy kto z Bydgoszczy robi B-oszcz?
    (Jeżeli zrobi, to go schłoszcz).

    Albo z Białegostoku - B-stok?
    (Dostałby za to butem w bok).

    Czy jest gdzieś znane jakieś Z-ane?*
    Czy ktoś tak skraca Zakopane?
    *Z-ane, nie Za-ne! Bowiem Za-ne
    Może być brzydko zrozumiane.

    Nie ma też u nas takich praw,
    żeby z Wrocławia robić W-aw.

    A skądże ta nawyczka zła,
    Zamiast: Warszawa, pisać: W-wa?

    Kto to wymyślił, licho wie!
    W War-sza-wie mieszkam,
    a nie w W-wie!

    Kto z ośmiu liter robi trzy,
    Mam go za cztery. Nie chcę W-wy!

    Kto o Jej dobre imię dba,
    Pisze Warszawa, nigdy: W-wa!

    A który z was napisze tak,
    Ten nie warszawiak jest, lecz wwiak.

    (Prawda, mój Wiechu, że to śmiech?
    Prawda, że jesteś Wiech, nie Wwiech?)

    Kocham Cię, piękna! Kocham, o
    Stolico moja! (A nie st-co!)

    Wiwat WARSZAWA! Czcijmy ją!
    Precz z obrzydliwą, głupią W-wą!

    J.T. poeta, co pochodzi
    (mówiąc najkrócej) z miasta Łodzi

  6. #86

    Domyślnie



    Pudelsi

    "Wolność słowa"

    tromf tromf misia bela
    misia kasia konfa cela


    jedzie jedzie wózek
    a na wózku Buzek
    raz dwa trzy cztery
    maszerują wyższe sfery
    za nim Lepper jedzie
    po nim lepiej bedzie
    siedzi na lawecie
    liczy ecie-pecie
    traktorami drogi grodzi
    owce na manowce wodzi

    uuuu łaaa misia bela
    misia kasia konfa cela


    oto ciżemka posła Geremka
    wpadła w ręce służb policji
    gdy wychodził z koalicji
    Gabriel Janowski
    przedawkował proszki
    śmiesznie podskakuje
    wszystkich dziś całuje
    poseł Kalinowski
    ogolił se włoski
    gdyż powraca słodko
    Grzegorz Kołodko

    uuuu łaaa misia bela
    misia kasia konfa cela


    ślini się Maniek
    do Danuty Waniek
    na władzę pazerni
    bardziej od Jaskierni
    Sławoj Leszek Głódź
    powstrzymuje chuć
    dosyć ma sutanny
    wolałby na panny
    oberszturmbannfilet Miller
    długo czekał na swą chwilę
    połknął w biurze Kwasa
    i z Labudą hasa

    uuuu łaaa misia bela
    misia kasia konfa cela


    dyrektor Alot
    w nocy miał nalot
    ein zwei polizei
    sieben acht gute nacht
    wywęszyli kota
    w łóżku u Alota
    funf sechs gruppen sex
    zwęszył kota wściekły pies
    wziął go na Okęcie
    Olkowi w prezencie
    głaszcze Olek kota
    kota od Alota

    uuuu łaaa misia bela
    misia kasia konfa cela


    Balcerowicz Leszek
    wypchał sobie mieszek
    brzydko się przewrócił
    reformy porzucił
    pani poseł Sierakowska
    wyszła przypudrować noska
    zaczaił się Kropiwnicki
    pragnie złapać ją za cycki
    spod prysznica słychać plusk -
    to kaczora kąpie Tusk

    uuuu łaaa misia bela
    misia kasia konfa cela


    żona premiera
    pięknie się ubiera
    w parlamencie chodzą słuchy
    że Suchockiej buchła ciuchy
    Niesiołowski Jerzy
    w Boga już nie wierzy
    a Łopuszański
    przespał "Anioł Pański"
    przy poręczy
    Paetz klęczy
    sumienie go dręczy
    deus deus kosmateus
    i morele bax

    uuuu łaaa misia bela
    misia kasia konfa cela


    Czarnecki Rysio
    umalował pysio
    ma dzisiaj randkę
    z profesorem Handke
    chwacko struga strusia
    Hojarska Danusia
    Kaczmarka Jacka
    obłapia znienacka
    oglądają w kinie
    porno o Putinie
    ene due rabe
    Putin dmucha żabę

    uuuu łaaa misia bela
    misia kasia konfa cela


    Płacze premier Buzek
    buchnęli mu wózek
    przejął się Oleksy
    upuścił dwa kleksy
    premier Mazowiecki
    ciągnie grube kreski
    raz dwa trzy cztery -
    tak się bawią wyższe sfery
    kotarą porusza
    duch Ireneusza
    stronnictwo zaś wiernie
    popiera Jaskiernię

    2003


    >>> do posłuchania

  7. #87
    ELITA FORUM (min. 1000) FORUMOWICZ WIELKI SERCEM Avatar amonite
    Zarejestrowany
    Jan 2007
    Posty
    1.245
    Wpisy w Dziennikach Budowy
    101

    Domyślnie

    Julian Tuwim

    Spleen


    Ze znudzenia, ze znużenia
    Pusto, sennie, mdło,
    Neurocholia? Melanstenia?
    Diabli wiedzą co.

    Gdybyż w innej być mieścinie,
    Bo w Warszawie źle...
    W Pajtuliszkach? W Bambierzynie?...
    Diabli wiedzą gdzie.

    Byłoby też doskonale
    lata wpuścić wspak.
    Chętnie bym to zrobił, ale
    Diabli wiedzą jak?

    Zająć by sie jakąś... pracją...
    Mracją...czy ja wiem?
    Pempologią? Alansacją?
    Diabli wiedzą czem.

    Siadłbym z jakimś byczym chłopem ,
    Pogawędziłbym.
    Z księdzem? Żydem? Czartem? Popem?
    Diabli wiedzą z kim.

    Może wylazłby z rozmowy
    jakiś zdrowy sąd?
    Może z serca ,może z głowy,
    diabli wiedzą skąd.

    Ziewam, dumam żałośliwie,
    Że...że co? Że pstro?
    Owszem, może... Lecz wlaściwie
    diabli wiedzą co.

  8. #88
    ELITA FORUM (min. 1000) FORUMOWICZ WIELKI SERCEM Avatar amonite
    Zarejestrowany
    Jan 2007
    Posty
    1.245
    Wpisy w Dziennikach Budowy
    101

    Domyślnie

    Marian Załucki


    "SZUKAM WSPÓLNIKA"

    Postanowiłem dać anons taki do dziennika
    odpowiednio duży,
    by uwagę skupiał:
    CHCĘ ZOSTAĆ PORZĄDNYM CZŁOWIEKIEM-
    POSZUKUJĘ WSPÓLNIKA !

    Sam się nie będę wygłupiał!

  9. #89
    ELITA FORUM (min. 1000) FORUMOWICZ WIELKI SERCEM Avatar amonite
    Zarejestrowany
    Jan 2007
    Posty
    1.245
    Wpisy w Dziennikach Budowy
    101

    Domyślnie

    Konstanty Ildefons Gałczyński



    "Skromność"


    Na Pocztę Główną w Warszawie
    przyszedł list strasznie pomięty,
    z adresem brzmiącym ciekawie:
    DLA NAJLEPSZEGO POETY.

    Nazwiska ani ulicy
    nadawca nie podał wcale,
    więc naradzali się wszyscy,
    co z fantem tym począć dalej.

    Żeby nie wyszła gaffa,
    list odesłano do Staffa.

    Staff oddał go Tuwimowi,
    a Tuwim na to tak powi:

    "To nie ja.A wy się boczcie".
    I list znów leżał na poczcie.

    Żeby więc skończyć z kłopotem,
    kierownik poczty rad nie rad
    wziął w rękę swe pióro złote
    i dał do gazet inserat,

    że "list jest taki i taki",
    więc się zgłaszajcie, chłopaki".

    Taaak.

    I teraz wciąż się ktoś zgłasza.
    I problem wciąż się rozszerza.
    I stoi kolejka straszna
    na długość jak stąd do Zgierza.

    (1951rok)

  10. #90

    Domyślnie

    Wojciech Młynarski - Maraton Sopot Puck

    Spienione fale rozgarniały nasze dłonie,
    Sól się wdzierała do gardzieli i do płuc,
    I ostra walka szła w pływackim maratonie
    Na słynnej mokrej męskiej trasie Sopot-Puck.

    Wiał lekki wiatr, przeciwny wiatr i deszczyk kropił,
    I hen w oddali gdzieś majaczył brzeg i wtem
    Rozległ się okrzyk "Kierownictwo nam się topi!!!"
    A jego łajba pływa już do góry dnem.

    Kierownik biegu, który stał na dziobie z tubą,
    I tradycyjnie na nas darł przez tubę dziób:
    "Płynąć panowie, pewniej szybciej!" krzyczał grubo,
    Aż machnął orła i do wody zrobił chlup.

    Zastępca kierownika, słynny teoretyk,
    I autor o pływaniu podręczników trzech,
    "Nie umiem pływać, wyciągnijta mnie, o rety...!"
    Krzyczał i bańki nosem puszczał, aż brał śmiech.

    Kapoki z korka, antyimportowy produkt,
    Ostatni sukces wysławiany, że ho ho,
    Najpierw jak gąbka nasiąknęły pięknie wodą,
    Potem jak kamień z kierownictwem szły na dno.

    A przy okazji wyjawiło się niechcący,
    Że ratownicy trzej pijani byli w bryzg
    I mieli na państwowej łajbie pływający
    Warzywny ogród, co prywatny dawał zysk.

    Aż sytuacja awaryjna i ponura
    Kazała w diabły cisnąć ten pływacki bieg,
    Ku kierownictwu każdy dał tęgiego nura
    I za ramiona zaczął targać je na brzeg.

    Kierownik spity słoną wodą zbladł jak chusta
    I mimo sporej warstwy tłuszczu zmarzł na kość,
    Odratowali go metodą usta - usta,
    Lecz kierowania to on raczej miał już dość.

    A potem każdy poczuł w sobie dziwną szajbę,
    I zamiast zająć się ponownie biegiem swym,
    Wszyscy rzucili się jak w dym ratować łajbę,
    By nowe kierownictwo pływać miało w czym.

    Ślizgała się po fali, pusta i samotna,
    Pokryte polipami, pokazując dno,
    Trzeba jej przyznać, że cholera jest wywrotna,
    Lecz jeszcze raz udało się obrócić ją.

    A nowe kierownictwo cieszy się bezgrzesznie,
    Że się tę łajbę obróciło jeszcze raz,
    "Płyńta - powiada - samorządnie, niezależnie,
    A w razie czego wyciągnijcie znowu nas".

    "Bądźcie spokojni, my z was nie spuszczamy oka",
    Choć sól się wżera i do oka, i do płuc,
    Fala jest zawsze porywista i wysoka
    Na słynnej mokrej męskiej trasie Sopot-Puck.
    Wypijmy zatem, wypijmy do dna
    Za pokręconą nić DNA



    Tu była reklama...

Strona 5 z 5

Tagi dla tego tematu

Zwiń / Rozwiń Uprawnienia

  • Nie możesz zakładać nowych tematów
  • Nie możesz pisać wiadomości
  • Nie możesz dodawać załączników
  • Nie możesz edytować swoich postów
  •  
  • BB Code jest aktywny(e)
  • Emotikonyaktywny(e)
  • [IMG] kod jest aktywny(e)
  • [VIDEO] code is aktywny(e)
  • HTML kod jest wyłączony