dostępne w wersji mobilnej muratordom.pl na Facebooku muratordom.pl na Google+
Strona 2 z 2
Pokaż wyniki od 21 do 23 z 23
  1. #21

    Domyślnie

    - Słucham! – rozległ się jej pewny i zdecydowany głos. Zrozumiałem, że Lidka zapewne dla mnie nacisnęła wersję głośnomówiącą.
    - Priviet’, dziewoja! – w odpowiedzi zaszczebiotała wesoło Lidka. – Masz tam jeszcze coś do jedzenia? Czy wszystko wtłoczyłaś głodomorom?
    - Wszelki duch!... Lidka! Jesteś! A wszyscy cię szukają!
    - Jacy wszyscy? Zlot komorników? Jeśli tak, to ja nie dzwoniłam.
    - Nie dworuj sobie ze mnie! – Barbara lekko się obruszyła. – Ludzie z Warszawy. Byli w Czyżynach, pytali nawet twoich rodziców… Gdzie ty jesteś? No i jeszcze pani wicepremier o ciebie pytała.

    - Anka? – Lidka niespodziewanie wyglądała na oszołomioną. – Skąd ona tutaj? Była może w strefie? I jeszcze nie pojechała do domu?
    Wydęła wargi, usilnie analizując potok słów Barbary. A ta nie próżnowała.
    - Ta sama, co bywała u nas. I w domu sypiała. Lidka! Mówią mi tutaj, że w domu znowu pali się światło. Gdzie ty jesteś?
    - No to co, że się pali? Światła po to zainstalowano, żeby coś oświetlały. Po to one są. Więc się uspokój.
    - Ale ludzie się boją! Ty, poczekaj…
    Rozmowa umilkła na kilkanaście sekund. Po czym Baśka znowu przemówiła.

    - Lidka, jesteś tam?
    - Jestem.
    - Ta delegacja z panią wicepremier, jest jeszcze u nas, na sali. Ona nie może się do ciebie dodzwonić. Dać jej sygnał, że się znalazłaś?
    - Poczekaj. Mówisz, że to naprawdę coś ważnego?
    - Tak sądzę. Była naprawdę podekscytowana i wyglądała na zmartwioną.
    - A czym się zmartwiła, nie wiesz?
    - Nie. Ale coś… poczekaj…

    - Ona była dzisiaj w strefie…
    - Chwila, mówię! – Baśka chyba zniecierpliwiła się, że Lidka jej przerywa.
    Telefon znowu umilkł. Tym razem na dłużej niż kilkanaście sekund.
    - Ona zaraz tu podejdzie – usłyszeliśmy głos Barbary. – Ale wróćmy do korzeni. Pytałaś o jedzenie. Co to ma być?

    - Kolacja z najlepszych rzeczy jakie masz. I najlepszy szampan.
    - O kur…cza chata! – Baśce wyraźnie poprawił się humor. – Na ile osób? Ile czasu mi dajesz? – zapytała bez namysłu
    - Osoby są na razie dwie. A ile ich będzie za dziesięć minut… tego nie wiem. Sytuacja robi się dynamiczna, więc plany będą się zmieniały.
    - No dobrze. Za pół godziny będą gotowa.
    - Baśka, ale to ma być z dostawą i z obsługą. Zresztą, możesz sama z nią przyjechać. To jest kolacja po-zaręczynowa!
    - O, cholera!...

    - Tak, kochana! Jestem po słowie z narzeczonym, a on mi zgłodniał, maleńki. Muszę go więc nakarmić. No i musimy napić się szampana, bo dzisiaj jest ostatni dzień swobody. Od jutra będę w ciąży, więc i pić nie będę mogła.
    - Jasny gwint!... Ty… Nie drwisz sobie teraz ze mnie?
    - Baśka… Nie! Naprawdę! – Lidka zmieniła ton na poważny. – Zupełnie serio potrzebuję wykwintną kolację i szampana. A na ile osób… Pewnie kilka. Przygotuj się na niespodzianki.

    - O kurna… A gdzie mam to w końcu dowieźć?
    - Do domu.
    - Co??? Ty chyba szaleju się najadłaś!
    - Przecież mówię wyraźnie – Lidka miała bardzo pewny i spokojny głos. – I żebyś nie była zaskoczona, to ja tu jestem i ja świecę światło. Znaczy, my świecimy! – dodała po spojrzeniu na mnie. – Obydwoje.

    - Ty, a kto jest tym twoim narzeczonym? Zdradzisz mi?
    - Przyjedziesz to zobaczysz. Na razie niczego więcej się nie dowiesz.
    - Cholera… O, jest już pani premier. Oddaję słuchawkę.

    - Halo? – usłyszeliśmy głos Anny.
    - Jestem! - odezwała się Lidka. – Witaj w naszych skromnych progach!
    - Cześć! Gdzie ty jesteś? Musimy bardzo pilnie się spotkać. Mamy problem.
    - Co się stało?
    - Mamy wakat w resorcie rozwoju. Profesor Jachimiak miał zawał. Nie żyje.
    - O kurwa… – wyrwało mi się na głos.

    Anna usłyszała inny głos, gdyż Lidka milczała.
    - Sama jesteś?
    Obrzuciła mnie spojrzeniem, ale pokręciłem głową przecząco.
    - Nie…
    - Ale możemy rozmawiać swobodnie?
    - Pewnie, że tak. Anka, wiesz co? Jadłaś już kolację?

    - Nie, chyba zostawię… Odechciało mi się jeść, kiedy otrzymałam wiadomość.
    - To z kim tam jeszcze jesteś? Możesz się uwolnić?
    - Oczywiście, że mogę. A jestem z pewnym dziennikarzem i jego znajomymi…
    - Więc podjedź do nas.
    - Do was, czyli gdzie?
    - Do domu nad jeziorem.

    - Tam gdzie straszy?
    - Nigdzie nie straszy, ale tak. Tutaj.
    - A mogę wiedzieć z kim jesteś?
    - Zobaczysz.
    - Mam zadzwonić do pana Rafała?
    - Możesz nie dzwonić. Podjedź!
    - Dobrze. Zaraz będę.

    - Kim jest Rafał? – zapytałem, kiedy zakończyła rozmowę.
    - Senatorem. Tym, o którym ci wspomniałam.
    - To Anka już wie?

    - A jakże! On się zupełnie z tym nie krył, że spotkanie ze mną było jego marzeniem. Że od początku tamtej kadencji śledził moje parlamentarne losy. Zobaczył mnie w telewizyjnej migawce, z tego mojego pożegnania w Czyżynach. Pamiętasz tę hecę jaką mi zrobili?
    - No pewnie! – uśmiechnąłem się. – Ja też byłem wtedy zaskoczony…
    - A jego tak to zainteresowało, że kilka razy był nawet tutaj, w Limanie. Ale tylko raz mnie widział. Nie podszedł wtedy, bo mi tłumaczył, że po prostu się krępował. Nie chciał też zrazić mnie natarczywością, bo byłam mężatką. Ale kiedy zostałam wdową, mocno zaangażował się w kampanię wyborczą. Z nadzieją, że go wybiorą i mną spotka. Co zresztą się stało.

    - I tak od razu planowałaś z nim życie?
    - Jakie życie? – spojrzała na mnie sprawdzając, czy czasem z niej nie żartuję. – Miły pan, sympatyczny, a poza tym inteligentny i wolny. A ja też potrzebowałam już odskoczni od tego codziennego kieratu. I byłam wściekła na ciebie, że zupełnie zapomniałeś o firmie.
    - Nie zapomniałem, ale…

    Nie powiedziałem jej, dlaczego nie miałem serca do Limana, gdyż rozległ się dzwonek przy drzwiach od tarasu.
    navigare necesse est, vivere non est necesse

  2. #22

    Domyślnie

    Obydwoje założyliśmy milcząco, że to jest Anna. A ponieważ widoczność przez szyby była obustronnie zakryta, nie protestowałem, gdy Lidka bez namysłu otwierała drzwi. Ja się nie ruszałem, gdyż moja obecność miała być dla niej niespodzianką.

    Jednak zamiast Anny, w drzwiach pojawiła się sylwetka okazałego mężczyzny.
    - Dobry wieczór, pani posłanko! – pozdrowił ją i okazał jakiś dokument, od razu go chowając do kieszonki. – Kapitan Wojciech Janczar, Biuro Ochrony Rządu. Przepraszam za najście, ale to mój obowiązek. Czy mogę wejść?
    - Proszę! – gestem dłoni wskazała mu wnętrze salonu.
    Mężczyzna postąpił kilka kroków, po czym się zatrzymał, obrzucając mnie wzrokiem.
    - Pan… – zawahał się odrobinę. – Pan minister Barycki, tak?

    Siedziałem w fotelu, odziany wyłącznie w szlafrok, z gołymi nogami wyciągniętymi przed siebie, to i musiałem głupio wyglądać. Stąd się chyba brała jego niepewność.
    - Nie wiem, czy jeszcze minister, ale prawdopodobnie to ja – odburknąłem. – A co za wiatry pana tutaj przygnały?
    Uśmiechnął się lekko. – Służba, panie ministrze! Miło pana widzieć!
    - Dziękuję! Kogo pan dzisiaj ochrania, panią Annę?
    - Tak jest! I nie tylko dzisiaj. Pani premier Lechowicz została objęta ochroną stałą.

    - O! Nie wiedziałem tego.
    - Bywa i tak – westchnął jakoś, po czym zmienił temat. – Rozumiem, że państwo są sami? Nikogo więcej nie ma w domu?
    - Nie ma – wtrąciła Lidka. – Sprawdzaliśmy to jakąś godzinę temu. Może nawet dwie godziny.
    - W porządku. Czyli dłużej nie przeszkadzam. Do widzenia państwu i dobrej nocy życzę!
    - Wzajemnie! – odpowiedzieliśmy.

    Kiedy wychodził, zrobił pewnie jakiś znak, bo dopiero wtedy z samochodu stojącego przed tarasem wysiadł drugi mężczyzna i otworzył Annie drzwi, pozwalając jej wysiąść.
    Po chwili Lidka witała ją w drzwiach.

    Anna ujrzała mnie dopiero wtedy, gdy wstawałem, by się z nią przywitać. Najpierw przystanęła na sekundę, sprawiając wrażenie zaskoczonej, a potem podeszła, zanim jeszcze ja się ruszyłem.
    - Bardzo się cieszę, że cię widzę! Dobry wieczór! – uśmiechnęła się, wyciągając dłoń do powitania. – Jak się masz? Jak drogocenne zdrowie?
    - Witaj, Aniu! – odpowiedziałem pewnym głosem, również się uśmiechając. – Coś dawno cię nie widziałem! A zdrowie… dziękuję, na razie znacznie lepiej.
    - To „na razie” wyrzuć ze słownika! – zażądała, grożąc mi palcem.

    - Przepraszam cię za ten mało wizytowy strój, ale jakoś… nie zdążyłem się przebrać – kontynuowałem, pomijając milczeniem jej słowa.
    - Chorzy mają prawo do szlafroków nawet w salonie – rozgrzeszyła mnie od razu. – Ale… – demonstracyjnie spojrzała na Lidkę. – Czyżby pana Rafała jednak tutaj nie było?
    - Sama go wymyśliłaś, to i sama go szukaj! – odburknęła Lidka, gestem wskazując jej fotel. – Siadaj, proszę! I przestawaj się czemukolwiek dziwić, bo ja tak samo jestem bardzo zdziwiona tym, co się dzisiaj dzieje. Napijesz się kawy?
    - Od ciebie zawsze. Poproszę!

    Lidka ruszyła do kuchni a my usiedliśmy w fotelach.
    - Przyznam się bez bicia, że mnie dzisiaj zaskoczyłeś – zagaiła bezpośrednią rozmowę.
    - Nie spodziewałaś się mojego widoku?
    - Absolutnie! Ale bardzo się cieszę, że jesteś. I wyglądasz całkiem fajnie. Naprawdę!
    - Dziękuję. Tylko daj już spokój, bo się zacznę rumienić. Prawisz mi komplementy niczym panience…

    - No nie! – zaśmiała się. – Na panienkę zdecydowanie nie wyglądasz. Powiem nawet więcej. Naocznie chyba widzę, że jesteś osobnikiem rodzaju męskiego – spojrzeniem wskazała dół mojego brzucha. Pewnie poły szlafroka mi się rozchyliły.
    - Tak jakbyś tego nie wiedziała – spokojnie wtrąciła Lidka, stawiając na stoliku tacę z kawowymi dodatkami. – Ale co prawda, to prawda – spojrzała na mnie. – Majtki mogliśmy jednak założyć.
    - Nawet nie pomyślałem o tym…

    Poczułem się jednak głupio. Annę, co prawda, w myślach traktowałem mało oficjalnie, a bardziej rodzinnie, ale jednak. Była oficjalną personą, no i kobietą. Z którą wprawdzie kiedyś sypiałem, ale to było kiedyś.

    - Mam wrażenie… że dzisiaj dowiem się od was czegoś nowego, prawda li to? – zapytała tonem, czekającym jedynie na potwierdzenie swoich domysłów.
    Zanim jednak wymyśliłem słowa odpowiedzi, Lidka bezceremonialnie mnie wyręczyła.
    - Przecież chyba widzisz! – odpowiedziała z kuchni. – Obydwoje chodzimy bez bielizny. A swoją drogą… – zawiesiła głos na chwilę, zbliżając się z kolejną tacką, tym razem z filiżankami. Kiedy je ustawiała, mogła już kontynuować. – A swoją drogą, muszę ci dzisiaj podziękować…
    - Za co?
    Odpowiedziała dopiero wtedy, kiedy wszystko już ustawiła i wyprostowała się.

    - Tomek kiedyś przyznał, że dopiero ty nauczyłaś go prawdziwego seksu. Nie wiedziałam co to oznacza, bo dopiero dzisiaj, pierwszy raz w życiu, poszłam z nim do łóżka. I dopiero dzisiaj zrozumiałam, że byłaś dobrą nauczycielką!
    - No wiesz co… – bąknąłem tylko, zaskoczony zupełnie.
    Anna wlepiła we mnie spojrzenie.
    - Wiedziałam, że kiedyś opowiadałeś o mnie swojej zmarłej żonie, bo sama mi to mówiła. Ale że jeszcze…

    Wzruszyłem ramionami. Jej oburzenie było udawane. Doskonale wiedziała, że Lidka bardzo dobrze zna nasze dawne relacje.
    - Lidka też będzie moją żoną! – odpowiedziałem zdecydowanie. – Dlatego nie mogę mieć przed nią tajemnic.
    Anna kolejny raz tego wieczoru wahadłowo uruchomiła głowę, na przemian obrzucając nas spojrzeniem. Chyba sprawdzała, czy Lidka nie zaprzeczy.
    - Naprawdę? Czyli tylko pogratulować! Bardzo fajnie!
    - A my dziękujemy! – Lidka odpowiedziała za nas obydwoje i nieoczekiwanie podniosła się z fotela. – Anula, wybacz nam, jednak pójdziemy się przebrać. To zejdzie minutkę! Przepraszam, że tak wyszło…

    - Jak chcesz – Anna wzruszyła ramionami. – Może jednak dopijemy kawę? W waszym towarzystwie czuję się bardzo swobodnie, więc i wasz ubiór mi nie przeszkadza. A usłyszeć, że planujecie związek… Przecież to świetna wiadomość! Wreszcie dzisiaj coś przyjemnego. A Tomka przetrawiłam już dawno i darowałam mu winy, mogę więc bardzo szczerze obojgu wam życzyć szczęścia!
    - Dziękuję, szefowo! – schwyciłem jej dłoń i podniosłem do ust. – Wiedziałem, że można na ciebie liczyć!
    - Bardzo mi miło, że mnie tak nazywasz – uśmiechała się, zadowolona. – Bo to oznacza, że wracasz do rzeczywistości. A ona skrzeczy…

    - No właśnie – Lidka zmieniła temat. – Co się stało z ministrem Jachimiakiem?
    - Nie teraz! – Anna zaprotestowała. – Spokojnie! Jemu życia nic już nie wróci, dlatego wypijmy kawę i rozmawiajmy o was. A potem się przebierzecie i dopiero wtedy zaczniemy poważne rozmowy.
    - Tylko, że mamy mieć kolację…
    - Tym bardziej musimy się wcześniej przebrać – zdecydowała Lidka.
    navigare necesse est, vivere non est necesse

  3. #23

    Domyślnie

    Baśka nie zjawiła się z kolacją. Przywiozło ją dwóch, chyba nowych, bo nieznanych mi kelnerów. W ich obecności nie rozmawialiśmy na poważne tematy, bo nie umieli ukryć, że strzygą oczami na wszystkie strony. Jeszcze tutaj nie byli, czy co? Albo mój widok ich tak dziwił. Na koniec zapytali tylko, czy mamy jeszcze jakieś życzenia i zapowiedzieli późniejsze przybycie Baśki we własnej osobie.

    Kiedy zostaliśmy sami, Anna narzuciła temat rozmowy.
    - Słuchajcie, jedzcie sobie spokojnie, a ja w międzyczasie nakreślę sytuację, która dzisiaj się wytworzyła. I powiem wam prawdę…
    - Powiedz dlaczego mnie szukałaś – przerwała jej Lidka.
    - Właśnie dlatego – Anna odpowiedziała z grymasem na twarzy. – Jedz i nie przerywaj. Po południu, kiedy byłam jeszcze na spotkaniu w strefie, otrzymałam informację o śmierci profesora. Ministra Jachimiaka. Miał zawał i to w domu.
    - A mnie przestrzegał, że muszę zwolnić w pracy, bo mnie to spotka… – westchnąłem.

    - Widzisz więc, jak to nasze życie się plącze i plecie – westchnęła Anna. – Był w domu dlatego, bo źle się czuł. Dzwonił do mnie rano, że go nie będzie w resorcie, ale do lekarza nie pojechał, chociaż mu zaleciłam. No i nikogo więcej w domu nie było. Jak go schwyciło, to pewnie nie dał rady zadzwonić.
    - A kto go znalazł? – zaciekawiła się Lidka.
    - Pani, która u niego sprzątała. Miała swoje klucze, otworzyła i narobiła alarmu, ale było już za późno. Dlatego szukałam ciebie – spojrzała na Lidkę – żeby skonsultować sytuację, jaka się wytworzyła. No i szukałam informacji o stanie Tomka, bo on chyba telefon wyrzucił. Prawda?
    - Tylko wyłączyłem – odparłem bez skruchy w głosie.

    - No właśnie. Wyłączyłeś i już. A reszta twoich domowników w ogóle nie chce na żadne telefony odpowiadać.
    - Dziwisz im się? – wtrąciła Lidka.
    - Raczej nie. Ale dobrze, było i minęło. Tomek wrócił do grona żywych, a to nam bardzo ułatwia sytuację. W końcu wciąż jesteś sekretarzem stanu w resorcie rozwoju…
    - Nic z tego! – przerwałem jeść i odłożyłem sztućce. – Aniu, mówiłem ci kiedyś, że do pracy już nie wrócę. I nic się nie zmieniło, chociaż mój stan jest znacznie lepszy.

    - Nie opowiadaj! – skrzywiła się. – Nie wiem czy zdajesz sobie sprawę, ale wciąż jesteś osobą dość popularną w narodzie. Ludzie o tobie nie zapomnieli! A poza tym, czeka nas rządowy pogrzeb w twoim resorcie. Nie lekceważ tego.
    - Na pogrzeb pójdę, przecież Jachimiak stał się moim najbliższym współpracownikiem…
    - No właśnie. Najpierw zrobiłeś go swoim pierwszym zastępcą, a potem on takim zastępcą in spe uczynił ciebie. I czekał na twój powrót do zdrowia.
    - Ja nie wrócę do resortu… – powtórzyłem.

    - Dlaczego? – zapytała Lidka.
    - Nie mogę…
    - Dlaczego? – powtórzyła Anna. – Chcesz zostać pełnym ministrem?
    - Coś ty… – zacisnąłem usta. – Nie wrócę do rządu i już! Nie mogę! I proszę, nie mówmy już o tym. Lepiej opowiedzcie mi jak wygląda sytuacja po wyborach.
    Na chwilę zapadła cisza. Obydwie jakoś nie rwały się do opowiadania.
    - Lidka powiedz mu coś…
    - Później. Opowiadaj o ustaleniach.
    - Dobrze. Od czego zacząć?
    - Od wyborów – zaproponowałem.

    - Wygraliśmy je, ale rządu bez koalicji nie stworzymy. Mamy zbyt mało szabel. Koalicja będzie ta sama, ale nie taka sama, bo umowę podpisaliśmy na trochę innych warunkach. Na szczęście, my z Lidką nie miałyśmy najmniejszych problemów z ponownym dostaniem się do parlamentu. Także jako partia, zachowaliśmy stan posiadania w okręgu. Dlatego pozycję mamy umocnioną. A w ogóle, nowy rząd będzie nieco inaczej zorganizowany…
    - No pochwal się, że zostałaś wiceprzewodniczącą w partii – wtrąciła Lidka.
    - Tak. Zostałam. To ważne, bo w związku z tym, w rządzie otrzymałam kuratelę nad całym sektorem ekonomiczno – gospodarczym.

    To stwierdzenie trochę mnie zainteresowało.
    - Na czym to polega?
    - Teraz ja rozdaję w nim karty. Wiktor, znaczy szef, będzie pełnił nadzór właściwie tylko formalny. Natomiast decyzje, w tym kadrowe, będą po mojej stronie.
    - To dlatego masz teraz ochronę?
    Anna pokiwała głową.

    - I dlatego, i nie dlatego. Są jeszcze inne przyczyny, ale o nich później. Na razie skończę z podstawami. Oczywiście, osobowy skład rządu nie jest tylko moim pomysłem, ale miałam poważny wpływ na jego skład. Bo przynajmniej mogłam stawiać weto na poszczególnych kandydatów. Dlatego na przykład zablokowałam ponowne objęcie fotela szefa dyplomacji przez Czaplickiego.
    - Chwała ci za to! – zawołałem, a ona uśmiechnęła się.

    - Jest jeszcze jedna nominacja, z której pewnie się ucieszysz.
    - Jaka?
    - Jurek Domagała obejmuje resort spraw wewnętrznych i nadzór nad służbami. Wiktor sprawnie przeforsował pozbycie się z rządu dawnych, jawnych oponentów, pod pretekstem ich kiepskich wyników wyborczych. Może wreszcie przestaniemy się rozdrabniać na gierki i podchody pomiędzy frakcjami. Prezydium rządu z naszej strony jest jednolite. A jak się ustawi koalicjant, to zobaczymy.

    - To znaczy, skład rządu jest już ustalony?
    - Szkielet tak. Ale reszta nie do końca.
    - To co wam pozostało?
    - A chociażby rozwój! – wlepiła we mnie spojrzenie. – Planowałam Jachimiaka, bo ty byłeś wciąż chory. No i widzisz jak wyszło. Nie ma jego, ty nie chcesz, no i mam kłopot. Dlatego chciałam pogadać z Lidką. Może coś wymyśli?

    - A czemu nie chcesz Lidki? – zapytałem otwarcie.
    - Ja nie chcę? – usłyszałem w odpowiedzi.
    - Ja mam Limana – twardo odrzekła Lidka. – Z sejmowych pieniędzy przyszłości dzieciom nie zapewnię.
    - Ale to są rządowe, nie sejmowe – zauważyłem.

    - Poprowadzisz Limana za mnie? – zapytała lekko podniesionym głosem.
    - Nie. Powiedziałem ci, że mam zamiar zająć się dziećmi.
    - Ty chcesz być teraz niańką? – Anna aż odwróciła się w moja stronę.
    - A co, nie mogę? – odpowiedziałem hardo. – Dzieci nam przybyło, bo mieliśmy po dwoje, a teraz będziemy mieć czwórkę. No i Lidka obiecuje, że od jutra piąte będzie dojrzewało.

    - To tak od pierwszego razu się postarałeś?
    - Nie wiem, ale tak obiecuje.
    - Cholera, głowę zawracacie, a ja jeszcze tylko dzisiaj mogę się napić szampana! – Lidka przypomniała sobie wcześniejsze postanowienie. – Nawet nie ma kto kieliszków napełnić.

    Niespodziewanie rozległ się sygnał Anny telefonu. Wzięła go w dłonie, spojrzała na ekran, a potem przeniosła spojrzenie na nas.
    - Szef! – rzuciła krótko i dotknąwszy ikonę, podniosła aparat do ucha.
    navigare necesse est, vivere non est necesse

Strona 2 z 2

Tagi dla tego tematu

Zwiń / Rozwiń Uprawnienia

  • Nie możesz zakładać nowych tematów
  • Nie możesz pisać wiadomości
  • Nie możesz dodawać załączników
  • Nie możesz edytować swoich postów
  •  
  • BB Code jest aktywny(e)
  • Emotikonyaktywny(e)
  • [IMG] kod jest aktywny(e)
  • [VIDEO] code is aktywny(e)
  • HTML kod jest wyłączony